Jestem żoną katechety [LIST DO REDAKCJI]

Jakie moralne prawo mają księża, żeby zabraniać katechetom strajku w imię Ewangelii? Dlaczego robicie to rodzinom chrześcijańskim, takim samym członkom Kościoła jak Wy?

Reklama

Jestem żoną katechety [LIST DO REDAKCJI]

Jestem żoną katechety [LIST DO REDAKCJI]

08.04.2019
Czyta się kilka minut
Jakie moralne prawo mają księża, żeby zabraniać katechetom strajku w imię Ewangelii? Dlaczego robicie to rodzinom chrześcijańskim, takim samym członkom Kościoła jak Wy?
Strajk nauczycieli, Sieradz, 8 kwietnia 2019 r. / FOT. Adam STASKIEWICZ/East News
P

Piszę ten list, żeby zwrócić uwagę na temat nieistniejący w dyskusji o strajku nauczycieli ani w jakiejkolwiek dyskusji dotyczącej świeckich w Kościele w Polsce. Mam na imię Anna i zastanawiam się, czy to, że jestem żoną katechety, jest błogosławieństwem, czy przekleństwem. Zapewne nasunie się myśl, że skoro mam taką wątpliwość, to może niech mąż się przekwalifikuje i podejmie inną pracę. Rzecz w tym, że on kocha to, co robi, i robi to z pasją. Ma świetny kontakt z młodzieżą, potrafi wydobyć z niej energię i wielkie pokłady empatii i dobra. Jest zatem na właściwej drodze, a mi pozostaje go w tym wspierać.

Coraz boleśniej odczuwam to, że należę z racji męża katechety do gorszego sortu Kościoła. Zbliża się strajk nauczycieli. Postulują oni wzrost płac, skądinąd ich postulat jest słuszny. Co robi Kościół instytucjonalny w tej sprawie? Mówi, że katechetom nie wolno strajkować, gdyż reprezentują biskupa, a głoszenie Ewangelii jest niezależne od dóbr materialnych. Czy jest to w ustach hierarchów troska o wiernych, czy jest to przejaw daleko idącego jej braku oraz – co wybrzmiewa szczególnie mocno – przejaw hipokryzji? Jak w tej sytuacji postąpiłby Jezus?

Gdy duchowni mówią publicznie, że katecheci nie powinni przystępować do strajku, bo „Jezus przeprowadzi ich przez biedę”, chciałam zadać jedno pytanie: czym dla księży jest godność rodziny? Pracujemy nie po to, by się bogacić, ale żeby zapłacić rachunki, spłacić kredyt hipoteczny, kupić jedzenie i odzież dla rodziny, opłacić bilety miesięczne, kupić lekarstwa. Po to pracujemy – trudno byłoby nam zarzucić materializm. To odpowiedzialność za członków rodziny, którzy są zależni od nas i od tego, ile środków finansowych do domu przyniesiemy. Co miesiąc zadłużam kartę kredytową na tysiąc złotych. Żyjemy skromnie. Wiem, czym są second handy i wyprzedaże, tania żywność z marketów. Tak żyje większość Polaków.

Czasami myślę, że księża zamieszkują rzeczywistość, której nie ma. Są mieszkańcami utopijnej krainy, zamknięci w szklanej kuli, z dala od realiów. To, na co ja pracuję, oni najczęściej mają zapewnione – przysłowiowy wikt i opierunek, dach nad głową. Przeraża mnie to, że gdy z nimi rozmawiam, każde niemal zdanie zaczynają od „Ja”. „Ja jestem zmęczony, bo niedziela i tyle pracy, ja muszę to, ja chciałbym tamto”. Mam w rodzinie księdza i jeśli wziąć pod uwagę aspekt standardu życia (finansowy), to mnie i moich najbliższych dzielą lata świetlne od tego, jak żyje on i jego koledzy księża (są to osoby w moim wieku). Kwota, którą jednorazowo on wydaje na jedną parę butów, to dla nas roczny, a nawet dwuletni wydatek na buty dla całej rodziny. Proboszczowie wiejscy pozamykani w swoich plebaniach-współczesnych twierdzach, oddalonych od siebie o kilka kilometrów, stroniący od zwykłych ludzi, żyjący komfortowo, bez lęku, że nie starczy na leki, na książki, na raty kredytu. Żyjący w fikcji świata, jak na wakacjach. Takich spotykam wielu. Kręcą się wokół ogona własnych potrzeb i kaprysów. Nie kwestionuję, że zdarzają się inni, żyjący inaczej – rzadko, ale i takich także spotkałam na swej drodze. Nierzadko bywają oni wyśmiewani przez kolegów „po fachu”. Środowisko kościelne postrzega ich jako frajerów. Nie wiem, dlaczego duchowni myślą, że ludziom zaimponują drogim samochodem czy drogimi wakacjami. Nie tego szukamy, nie tego od nich oczekujemy. Zaimponujecie nam wytrwałym naśladowaniem Chrystusa, duchowością (w końcu od tego wziął się wyraz „duchowny”). Nie imponujecie nam władzą, majątkiem czy poklaskiem, ale skromnością, prawdą, życiem w służbie dla innych. Takim życiem, w którym widać Jezusa. Miłością do Boga i bliźnich. Dla nas, ludzi posiadających rodziny, skupionych na potrzebach drugiego człowieka, miłość jest czymś naturalnym, podobnie jak opiekuńczość, empatia. Tak żyjemy, wzajemnie dzieląc się miłością. Pokochajcie nas, świeckich ludzi Kościoła. Nie jest nam wcale łatwo, gdy grzechy duchownych rzutują na to, jak postrzegają wierzących katolików inni. Obwiniają nas o pedofilię. Myślę, że mają rację, ponieważ siedzimy w tej i w wielu innych sprawach cicho, nie jak Jezus, ale jak konformiści.

Lekcja od Kościoła

Proboszczowie posyłają księży do szkół, żeby szkoły opłacały im ZUS. Mówią o tym oficjalnie. Księża uczą zwykle religii w średnich szkołach, tam trudno znaleźć pracę świeckiemu katechecie. Wśród księży jest taki trend, by mieć na lekcji ułożoną młodzież i nie mieć kłopotu z dyscypliną. Różnie bywa z umiejętnością kontaktu z młodzieżą i, ogólniej rzecz ujmując, szczerego i głębokiego kontaktu z ludźmi w przypadku tzw. duchownych diecezjalnych. Ze świeckimi katechetkami i katechetami bywa też różnie. Wracając do głównego wątku, skoro mamy nauczanie religii w szkole i skoro koniec końców finansowane jest ono przez państwo, a w państwie obowiązuje Konstytucja (na którą wielu się powołuje, a niewielu ją tak naprawdę zna i respektuje), ona zaś daje możliwość strajku obywatelom, to czy takie stawianie sprawy przez Kościół w stosunku do nauczycieli religii nie stanowi ograniczenia praw obywatelskich? Czy nie powinniśmy zastanowić się nad tym aspektem poszanowania praw człowieka i obywatela? Gdy księża spotykają się z kierowanym pod ich adresem zarzutem życia w luksusie, zwykle używają argumentu, że za pracę (ich pracę) należy się godziwe wynagrodzenie. Argument ten jest bardzo często przywoływany również przez hierarchów kościelnych. Niestety, nie dotyczy on świeckich katechetów. Dedukując jednak, skoro niektóre kurie zabraniając strajku używają argumentu, że świecki katecheta reprezentuje biskupa, to dlaczego tak dotkliwie różnicują sytuację finansową w stosunku do samych siebie? Gdy mój mąż głosi rekolekcje w kościele dla uczniów, nie płaci mu za to nikt, po rekolekcjach wraca do szkoły i prowadzi lekcje religii. Proboszcz mówi, że przecież dostają pieniądze ze szkoły, a w ten sposób można oszczędzić, bo gdyby rekolekcje głosił ksiądz, musiałby za to zapłacić. Krewny ksiądz za trzydniowe rekolekcje wielkopostne inkasuje od pięciu tysięcy do ośmiu tysięcy złotych (takie są stawki, w Wielkim Poście głosi je kilka razy). Gdy rekolekcje głosi mąż, robi to bez wynagrodzenia. Jakie moralne prawo mają księża, żeby zabraniać katechetom strajku w imię Ewangelii? Pocieszam się tym, że nam będzie łatwiej przejść przez biblijne ucho igielne. Jednak ciśnie się na usta pytanie, dlaczego nam to robicie? Dlaczego robicie to rodzinom chrześcijańskim, takim samym członkom Kościoła jak Wy?

Czy fakt, że jesteśmy świeckimi katolikami, czyni nas gorszymi od Was? Jeśli tak właśnie myślicie, a zbyt często dajecie temu przejaw, pochłania Was pycha. Dlaczego empatię macie tylko wobec samych siebie? Świetnie zilustrowała ten problem nieszczęsna konferencja w sprawie pedofilii w polskim Kościele. Jezus nie wybrał faryzeuszy i uczonych w Piśmie, wybrał zwykłych ludzi, tych zapomnianych, zmarginalizowanych, tych, którzy mają uczucia. Tak trudno mi Was kochać, hierarchowie. Tak trudną lekcję mi dajecie. Tak trudno mi w wielu z Was dostrzec naśladowców Jezusa. Tak mocno na pierwszy plan wybija się władza. Proszę, zejdźcie z tronów i zapraszam do życia zwykłej rodziny. Zapraszam do mnie, poobserwujcie, jak wygląda życie tych, którzy w Kościele stanowią większość. Życie świeckich. Zobaczcie, jak to jest, gdy w tym miesiącu całą pensję oddałam na leczenie i spłatę hipotecznego kredytu. Nie mam prawa chcieć, by mój mąż zarabiał więcej? Ja też pracuję w strefie budżetowej. Mamy analogiczne pensje z tą różnicą, że u mnie one są wypłacane według uznania, a widełki na tym samym stanowisku sięgają kilku tysięcy. Na podwyżki dla pracowników szans nie ma, na transparentność zarobków zasadniczych też nie. Wiem, mój wybór.

Kilkanaście lat temu szukaliśmy środków finansowych na przeżycie po przyjściu na świat naszego dziecka – były to czasy, gdy urlop macierzyński trwał 16 tygodni, dojeżdżałam do pracy 60 km, a dojazd środkami komunikacji zajmował mi dwie godziny w jedną stronę. Pragnęłam choć rok zostać z dzieckiem w domu. Mąż wówczas poprosił księdza o kilka dodatkowych godzin lekcyjnych, wiedział, że będą wolne, a to podratowałoby jakoś nasz budżet. Co wówczas usłyszał? Usłyszał, że ksiądz wziął właśnie antenę satelitarną na raty i musi to spłacać, zatem nie da mężowi tych godzin. Powiedział, że skoro postanowił mieć dzieci, to już jego problem, żeby je utrzymać.

Gdy przenieśliśmy się do innego miasta, bym miała bliżej do pracy (a były to czasy wysokiego bezrobocia), zmieniliśmy tym samym diecezję. Czy było lepiej? Kilka lat temu cofnięto mężowi misję do nauczania religii z powodu rzekomego braku godzin. Na podstawie cofnięcia stracił wówczas pracę, choć godzin było tyle samo, co wcześniej. Mąż z powodu cofnięcia skierowania stracił pracę. Najtragiczniejsze było dla mnie to, co powiedział wówczas reprezentant kurii, że tylko on z trójki uczących ma rodzinę, zatem do cofnięcia skierowania i utraty pracy zostanie wytypowany on. Pozostałe osoby były samotne i posiadanie rodziny dla kierownika referatu katechetycznego było powodem cofnięcia skierowania do nauczania religii, z wnioskiem o które wystąpiła do biskupa dyrektorka szkoły. Na nic zdały się prośby i błagania.

Jestem gorszym sortem katolików, bo mam rodzinę. Nadmienię, że jedna z tych osób miała dwa etaty w dwóch szkołach i własną firmę, ale była związana blisko z osobą decyzyjną w sprawie (nie chcę wchodzić w sferę obyczajową, nie to jest istotą listu). Co czułam, gdy to usłyszałam? Co czułam, gdy dowiedziałam się, że powodem utraty misji i pracy jest posiadanie rodziny?

Zgorszenie i rozczarowanie. To czułam. Ostatnio płaciłam 50 zł za „obsługę bierzmowania” córki. Jeśli pomnożyć to razy ponad sto osób, obsługa wyniosła kilka tysięcy. Jaka obsługa? Kto Wam dał moralną legitymację do zabraniania strajku, skoro tak wysoko wyceniliście „obsługę” sakramentu? Jeśli biskup przyzwala na takie „obsługi”, a katecheta go reprezentuje, to powinien nie tylko strajkować, ale zażądać wzrostu płac o 400 procent. Ale w Kościele są równi i równiejsi, jak w każdej instytucji. Demokracja do Kościoła jeszcze nie dotarła.

Pełnoprawni uczestnicy

Może teraz, wyrażając zgodę na ograniczenie godzin lekcji religii do jednej tygodniowo, pomyślicie, Drodzy Hierarchowie, ile osób świeckich przez tę decyzję zmierzy się z utratą pracy. Niektóre diecezje dogadały się z kuratoriami, że w czasie strajku nauczyciele katecheci będą sprawować opiekę nad dziećmi. Drodzy Biskupi, Drodzy Księża, zachęcam, abyście sprawowali opiekę nad dziećmi w tym czasie, wszak duchowni mają przygotowanie pedagogiczne. Zróbcie to zgodnie z przekazem Ewangelii, bez zapłaty, a tym, którzy mają na utrzymaniu rodziny, dajcie prawo do strajku, które – być może – dałby im Jezus. Dzieląc środowisko nauczycielskie na katechetów i pozostałych nauczycieli strzeliliście sobie w piętę, przyczyniając się do szybkiego usunięcia religii ze szkół.

Polecam, abyśmy wszyscy przeczytali Ewangelię i artykuł 32 Konstytucji i zastanowili się, co uczyniłby Jezus, gdyby przyszło Mu żyć tu i teraz.

Wierzę, że mój list przyczyni się do tego, iż tematy, które poruszyłam, staną się tematami poważnej, społecznej dyskusji. Wylałam trochę tego, co mi leży na sercu. Wiem też, że świeccy nie mają prawa do milczenia i tylko oni tak naprawdę mogą zmienić Kościół. Żeby tak się stało, muszą najpierw zawalczyć o to, by stać się jego pełnoprawnymi uczestnikami.

Anna, żona katechety (nazwisko do wiadomości redakcji)

Skróty pochodzą od redakcji


CZYTAJ TAKŻE

Dr hab. MIKOŁAJ HERBST: Państwo marnuje właśnie kolejną okazję, by określić, kim ma być nauczyciel przyszłości w przyszłej edukacji.

 

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Rzadko zadajemy sobie tyko pytanie widząc koloratke.

Oj szkoda, ze księża nie czytają TP, bo im też biskupi zabraniają. Jeśli strajk się uda to wszyscy dostaną podwyżki. Trzymam kciuki.

Wszystkim nam przydałoby się świeckie państwo, również wierzącym, a jak się okazuje zwłaszcza katechetom. W takim państwie kodeks pracy byłby ważniejszy od rozkazów biskupa o wątpliwej podstawie prawnej, a państwo nie udawałoby, że nie jest odpowiedzialne za program nauczania. Jeżeli chodzi o faryzeuszy, to Jezus często się z nimi spotykał, jadał u nich i przyjaźnie z nimi rozmawiał (zob. np. Mk 12:28-34).

Z trudem doczytałem do końca, myślę że tej pani potrzebna jest pomoc psychologiczna. Współczuje jej z powodu męża męża. Co tu dużo kombinować, leń z niego i tyle. Być może ta pani jest po prostu zbyt roszczeniowo nastawiona, albo nie rozumie świata w jakim przyszło jej żyć. Podejmujemy jakieś tam życiowe decyzje i płacimy za nie, czasem wychodzi nam lepiej, innym razem gorzej, jednak z wszystkiego co nas spotyka, płynie jakaś nauka na przyszłość. Coby nie kombinować zbyt wiele, biskup jest zwierzchnikiem katechety, ja sobie nie wyobrażam aby mój zwierzchnik aprobował moją ochotę do strajku. „Jak w tej sytuacji postąpiłby Jezus?” - a my niby skąd możemy to wiedzieć.

Szanowny Panie Oportunisto, świetny pomysł, co do tej pomocy psychologicznej. Proponuję, aby jako wyraz współczucia, które Pan powyżej deklaruje, sfinansował te pomoc.Serdecznie pozdrawiam.

Szanowny Pan biskupa z pracodawcą. To jednak różne byty :) Chociaż ostatnio boleśnie doświadczamy w naszym Kościele, że ta różnica się zaciera. Doświadcza tego również Autorka listu. Odsyłanie do psychologa i obrażanie męża jest, delikatnie mówiąc, niegrzeczne. Szanowny Pan nie wie, jak w tej sytuacji postąpiłby Jezus. Ja wiem i wiedzą to biskupi, ale tak nie postępują. Pozdrawiam Szanownego Pana.

Panu się chyba coś myli, a może to Pan jest leniwy. Biskup nie płaci katechecie, niechaj więc nie udziela rad typu "złote myśli", bo chyba nie bardzo ma kontakt z realnym światem.

Strajk katechetów. to byłoby wydarzenie. A na poważnie - bardzo gorzki list. Żal mi tej Pani i jej rodziny. wpadli w zamknięty krąg nakreślony przez lepszych katolików. Jakoś tak współgra mi to z tymi skrawkami które wydobywają się z żeńskich zakonów.

Wiem jedno, kiedy kobiety wkurzą się na Kościół instytucjonalny, szybko nastąpi jego koniec w obecnym kształcie. Polski Kościół opiera się na świeckich wiernych, których większość stanowią kobiety. I głównie one zajmują się pilnowaniem religijności w rodzinach. Jeżeli się naprawdę wkurzą, nikt tego nie zatrzyma.

Bez dam światu brak ram :) Pozdrawiam serdecznie Szanowną Panią.

Wiem jedno, kiedy kobiety wkurzą się na Kościół instytucjonalny, szybko nastąpi jego koniec w obecnym kształcie. Polski Kościół opiera się na świeckich wiernych, których większość stanowią kobiety. I głównie one zajmują się pilnowaniem religijności w rodzinach. Jeżeli się naprawdę wkurzą, nikt tego nie zatrzyma.

Szczerze współczuje, ale też dziwię się, ze Pani Mąż pomimo takiego traktowania ze strony swoich przełożonych "duchownych" nadal decyduje się glosic Dobra Nowine w ramach tej instytucji zwanej Kościołem katolickim. 20 lat temu byłem klerykiem Seminarium Duchownego, ale po 3 semestrach zorientowałem się, że to nie jest moje miejsce. I dziś powiem,że nie pomyliłem się! Formalnie jestem jeszcze członkiem KK, ale zblizam się coraz bardziej żeby przejść do Luteran. Nie wiem czy jest sens tkwić na siłę w Kościele, który tak traktuje swoich wiernych. Nie jestem juz przekonany, że KK jest tym prawdziwie Chrystusowym.

za to, że cztery lata temu zostałem Heretykiem, członkiem innego kościoła, luteranem. Mam 71 lat i uważam, ze powinienem to zrobić min 50 lat wcześniej. Pomimo tego, że pochodziłem z małej parafii na wschodzie Polski, Biblię miałem w zasięgu ręki, dosłownie. I to dzięki Swiadkom Jehowy. Żaden z księży KK do Biblii mnie nie zachęcał !!!! Nie dziwię, się, ze moje dzieci , wnuki będą poza kościołem. Nie potrafiłem podjąć decyzji w wieku 16-20 lat. To KK "pomógł" mi wychować dzieci poza KK. To co się teraz KK test KATASTROFĄ. Boleję HERETYK

Dziękuję za odwagę wysunięcia śmiałej tezy, że być może istnieją też inni księża! ks. Zbigniew Paweł Maciejewski

Moim zdaniem jeśli Ktoś publikuje w ogólnopolskim tygodniku to powinien mięć trochę odwagi cywilnej i podpisać się pod artykułem... W "TP" nawet internauta musi się zarejestrować by móc komentować...

po pierwsze ten "Ktoś" nie publikuje, tylko redakcja opublikowała - i po drugie, nie jego artykuł, tylko list +++ a na koniec tak z czystej ciekawości - do czego ewentualnie Panu potrzebne personalia Autorki?

Moim zdaniem, jeśli ktoś na forum ogólnopolskiego tygodnika wzywa innych do podpisywania się z imienia i nazwiska, to sam w pierwszej kolejności powinien mieć trochę odwagi cywilnej i podpisywać się takoż pod swoim własnym wpisem...

Zgadzam się z Tobą. Anonimowe komentarze (moje) i takowe artykuły są niewiele warte... Nie przypisuj mi proszę jednak słów , których nie napisałem... Wyrazić swoją opinię a wzywać do czegoś to dwie różne rzeczy. Jeśli część czytelników "TP" oczekuje kolejnych publikacji autorstwa np. męża praczki lub żony rolnika to ich wybór z którym nie będę polemizował...

kolejnych listów współmałżonków, więc nie musi Szanowny Pan ze mną polemizować. Jednak oni sami piszą do TP, ponieważ chcą pokazać Czytelnikom, że dzieje im się krzywda. Mają nadzieję, że w ten sposób ich głos dotrze tam, gdzie powinien - do sumień. Lekceważenie takiej potrzeby a nawet prawa u ludzi to, oględnie mówiąc, niegrzeczność. Pozdrawiam Szanownego Pana.

Myślę , że redakcja "TP" wezmie pod uwagę Pana motto wyrażone w tytule co nie znaczy, że zniechęcam do pisania listów do Redakcji.

nie weźmie pod uwagę tego (nie)oczekiwania, bo nie lekceważy ludzi, którym dzieje się krzywda. Przy okazji, moje (nie)oczekiwanie nie było skierowane do Redakcji TP, a jedynie opisywało aktualny stan mojego zainteresowania.

Internauto "jarocin", sam siebie podsumowałeś najlepiej. Twoja anonimowa opinia (a równocześnie zakamuflowane wezwanie do zaprzestania podobnych praktyk) na temat marności anonimowości znosi istotność samej siebie zanim zdąży zyskać jakąkolwiek zasadność względem wszelkich innych anonimowych opinii.

Oportunista, pełna zgoda. Cóż, nie od wczoraj wiadomo, że byc swiewckim katecheta to najgorsza z mozliwych pozycji w szkole. Nikt sie znim nie liczy,sporo pogardza. Uczy nie wiadomo czego(taka opinia), a w przeciwienstwie do ks. jest całkowicie zalezny i od dyrektora i od bp. A gdy katecheza zniknie ze szkól to ich los marny.

Anna Zalewska ż y j e!...

Bardzo poruszający list. Sama całe życie pracuję w instytucji zarządzanej przez księży i wiem, co to znaczy. Dopóki sami nie będą zakładali rodzin, nigdy nie zrozumieją świeckich. Znam dobrze ich sposób myślenia: skoro muszą zrezygnować z seksu, to mają prawo sobie "odbić" w innych sferach, przede wszystkim w pieniądzach. To ich "święte" prawo, a świeccy mają płacić. Dużo. Ale już świeckim pracownikom należy płacić jak najmniej. Nazywają to "gospodarnością". Oni nie mają za grosz empatii, są jakoś zepsuci, nawet ci najlepsi. To nie są normalni ludzie i nie można oczekiwać od nich ludzkich odruchów. Na hasło "katolicka nauka społeczna" (która gwarantuje wszystkim prawo do strajku i do zapłaty za czas strajku) reagują alergicznie. Świeccy powinni urządzić w Kościele wielki strajk, np. przez miesiąc nie płacić na tacę. Chociaż pewnie podnieśliby stawki za śluby i pogrzeby, a wiernych wysłali do piekła.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]