Jak wierzą Czesi i czego możemy się nauczyć od tamtejszego Kościoła

Czechy są jednym z najbardziej zsekularyzowanych krajów na świecie, ale to nie znaczy, że Czesi są ateistami – mówi historyk, ks. Tomász Petráczek.
Czyta się kilka minut
Ksiądz Tomasz Petraczek. Želiv, Czechy 22 lutego 2025 r. // Fot. Pavlíček Luboš / ČTK / PAP
Ksiądz Tomasz Petraczek. Želiv, Czechy 22 lutego 2025 r. // Fot. Pavlíček Luboš / ČTK / PAP

Aureliusz M. Pędziwol: Jak to jest z wiarą Czechów? Mówi się, że Boga nie znają.

Ks. Tomász Petráczek: Według statystyk rzeczywiście tak to wygląda. Podobnie, jak kraje bałtyckie czy wschodnie Niemcy, Czechy są jednym z najbardziej zsekularyzowanych krajów świata. To dotyczy jednak chrześcijaństwa zorganizowanego i nie oznacza, że Czesi są ateistami w sensie materialistycznym. Raczej nie odczuwają potrzeby wiązania religijności z Kościołem. Jednym z powodów jest to, że jako jedno z nielicznych państw przeszliśmy zarówno pierwszą falę sekularyzacji w XIX i w pierwszej połowie XX wieku, jak i drugą, wymuszoną przez komunistyczne rządy po II wojnie światowej.

Przykładem był prezydent Václav Havel, który mówił, że jakaś istota istnieje, ale bliżej tego nie precyzował.

To się nazywa „cosizmem”: Coś być musi. I to właśnie ma spora część Czechów. Nie religijność związaną z Kościołem, ale przekonanie, że to „Coś” istnieje. Ale oprócz nich jest wielka masa ludzi, których to w ogóle nie obchodzi – są, jak to się mówi, religijnie amuzykalni.

A jak Kościół instytucjonalny stara się przyciągać ludzi?

Część czeskiego Kościoła stara się dotrzeć do ludzi, którzy są oddaleni od chrześcijaństwa, i zaoferować im jakąś przystępną formułę, atrakcyjną dla społeczeństwa, które nie jest wychowane w kościelnej tradycji. I to im się nawet nieźle udaje. Chodzi o księży, którzy są blisko duchowości reprezentowanej przez Richarda Rohra w książce „Uniwersalny Chrystus: prawda, która zmienia wszystko”. Kierują się podobnymi impulsami, jakimi kierował się papież Franciszek. To księża Ladislav Heryán i Marek Vácha, czy dobrze znany w Polsce Tomász Halík.

Ale obok tego działa tradycyjne duszpasterstwo, a wielu biskupów liczy, że stanie się rzecznikami konserwatywnej i nacjonalistycznej części społeczeństwa i ją pozyska, walcząc przeciw przejawom emancypacji.

Jest jeszcze polski ksiądz Zbigniew Czendlik, postać dość nietypowa nawet jak na czeski Kościół.

On jest poza wszelkimi kategoriami. Znany jest głównie z bardzo dobrych relacji z osobistościami popkultury i show-biznesu. Myślę, że jednak należy raczej do tej pierwszej kategorii. To człowiek, który stara się wyrazić prawdy wiary w sposób jasny, czasem aż szokujący, i odnosi sukcesy jako proboszcz.

Niedawno zastępowałem go w Lanszkrounie, mieście w Sudetach, gdzie po powojennym wypędzeniu pobożnej ludności niemieckiej religijność jest bardzo niska, a ludzie nie chodzą do kościoła zbyt tłumnie. Byłem zaskoczony, ponieważ jego kościół był pełny i było w nim wiele dzieci i ludzi młodych. Słyszałem, że zjeżdżają tam z daleka. 

Nie jest to więc człowiek zajmujący się jedynie celebrytami czy występami w telewizji, ale ktoś, kto ma też osiągnięcia w tradycyjnej posłudze duszpasterskiej. Co więcej, on umie wykorzystać swoje kontakty, by pozyskiwać bogatych sponsorów na rzecz różnych działań charytatywnych. Czasami staje się celem krytyki, na którą nie do końca zasłużył...

Organizuje turnieje golfowe, żeby…

…zdobyć pieniądze na różne cele charytatywne, na przykład na schroniska dla matek z dziećmi.

Czy inni księża też angażują się w działania społeczne?

Wielu tak. Chciałem wspomnieć jeszcze np. Josefa Suchara i jego dokonania w Neratovie w Górach Orlickich, gdzie zbudował całą wieś i integruje ludzi z upośledzeniem umysłowym. I daje zatrudnienie wielu ludziom w tej skądinąd bardzo biednej okolicy.

A Ksiądz czym się zajmuje?

Jestem historykiem, wykładam na uniwersytecie. Pracuję również jako duszpasterz akademicki i w duszpasterstwie parafialnym. 

I czasami wypowiada się Ksiądz publicznie, wzbudzając poruszenie.

Moja specjalność to współczesna historia Kościoła, a zwłaszcza relacje między Kościołem a społeczeństwem i państwem. Próbuję wskazywać na możliwe zagrożenia, jakie mogą stwarzać niektóre kościelne postawy. Jestem nie tylko teoretykiem, ale także praktykiem. Widzę więc, jak to wygląda w rzeczywistości kościelnej.

Na przykład postawa wobec Konwencji Stambulskiej o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Republika Czeska podpisała ją w 2016 r., ale w ubiegłym roku senat odmówił jej ratyfikacji.

Właśnie. Problem polega na tym, że do dziś większość czeskich biskupów, którzy jej się sprzeciwiają, nie rozumie, czym jest teoria gender.

A czym jest, według Księdza?

Całkiem normalnym, produktywnym, socjologicznym i antropologicznym podejściem, które już od około 60 lat jest powszechnie stosowane we wszystkich naukach społecznych. Zaprzeczanie, że coś takiego jak gender istnieje, jest mniej więcej tak inteligentne, jak zaprzeczanie grawitacji.

Nie jest to ideologia?

Nie. Ideologią się może stać. Ale to tylko tania etykieta do walki z czymś, czego się nie rozumie. To, że istnieje różnica między płcią biologiczną a określonymi rolami kulturowymi i społecznymi przypisanymi do danej płci, jest po prostu obiektywnym faktem. Zaprzeczanie mu jest absurdem.

A zmiana płci jest dopuszczalna?

Tego nie mówi ani teoria gender, ani ideologia. Zawsze było tak, że niektórzy rodzili się w niewłaściwym ciele i mieli potrzebę radzenia sobie z tym. Dziś może się zdawać, że takich osób jest więcej, ponieważ wcześniej nie wolno było o tym mówić. Ale wtedy ci ludzie rozwiązywali swój wewnętrzny konflikt często tak, że popełniali samobójstwo. Dziś społeczeństwo jest bardziej wrażliwe i otwarte. Pozwala im radzić sobie z problemem choćby medycznymi metodami.

Wciąż jednak niektórzy odbierają sobie życie.

Tak. A jeśli Kościół i chrześcijaństwo mają jakąś misję w społeczeństwie, to powinna nią być właśnie szkoła empatii i współczucia. Powinniśmy być pośród pierwszych, starających się ulżyć tym, których już i tak spotkał ciężki los. Osoby transpłciowe nie wybrały go, tylko się takie urodziły. Nie są ideologią i nie wolno wzbudzać wobec nich nienawiści.

Jak przekonać hierarchów, by zmienili swoje spojrzenie?

Formułując odmienne stanowiska. Ale ogólnie rzecz biorąc, chrześcijaństwo ma jeden ogromny problem. Nie tylko Kościół katolicki, ale tu on jest szczególnie wyostrzony. Bo wbrew oficjalnemu nauczaniu, wciąż jeszcze, przez dwa tysiące lat, nie pogodziliśmy się z cielesnością. W chrześcijańskim myśleniu, zwłaszcza w kręgach kościelnych, ciągle obecny jest późnoantyczny dualizm, który gardzi ciałem i cielesnością. Z tego wynika wiele całkowicie niepotrzebnych konfliktów, na przykład nienawistne podejście do niektórych mniejszości seksualnych. To zraża do Kościoła wielu ludzi, zwłaszcza młodych i wykształconych.

A co Ksiądz myśli o celibacie?

Jeśli jest to naprawdę charyzmat dany przez Boga, to jest ogromnym darem, który predysponuje osobę do służenia Mu na sto procent. Chociaż myślę, że również żonaty mężczyzna lub zamężna kobieta mogą służyć Bogu na sto procent. Ale celibat powinien być ograniczony jedynie do tych, którzy ten dar naprawdę mają. Idealnym rozwiązaniem jest wtedy życie we wspólnocie zakonnej złożonej z osób o podobnym charyzmacie.

Jeśli jednak celibat jest warunkiem święceń kapłańskich, to pozbawia Kościół wielu utalentowanych i zdolnych duchownych, którzy mogliby nieść cenne posługi. W seminarium duchownym na początku było nas na roku szesnastu, ale święcenia przyjęło trzech. Praktycznie cała reszta odeszła z powodu celibatu. A jestem przekonany, że byliby świetnymi księżmi.

A jak to się stało, że Ksiądz postanowił zostać duchownym?

Poczułem Boże powołanie. Do mnie dotarło to ostatecznie w 1990 r. Wróciłem do domu, a w telewizji z okazji urodzin papieża akurat pokazywano dokument o kapłańskich latach Karola Wojtyły. To były także moje urodziny – osiemnaste. I to właśnie stało się dla mnie potwierdzeniem powołania. 

Wspomniany ks. Czendlik ma na drzwiach swojej sypialni napisane: „Budzić jedynie w razie pożaru lub zniesienia celibatu”.

Im człowiek jest starszy i szczery wobec siebie samego, tym bardziej uświadamia sobie, że chociaż może mieć wielu przyjaciół i bliskie, dobre relacje z innymi, to księdzu żyjącemu w celibacie brakuje czegoś istotnego w życiu, na przykład doświadczenia randkowania czy wychowywania dzieci.

Z jednej strony jest to coś, co naraża go na niebezpieczeństwo egocentryzmu, ponieważ nie miał sposobności, by się nauczyć dzielenia swojego życia z kimś innym. A jednocześnie może to prowadzić do swego rodzaju kawalerskiego cynizmu, który człowiek będzie potem chciał, jakoś sobie kompensować. Życie w celibacie może się udać, ale niezależnie od tego, czy próbujesz z tym pracować, czy nie, nie da się zaprzeczyć, że w jakiś sposób deformuje człowieka.

Czy celibat nie wpływa na stanowisko Kościoła wobec różnych problemów społecznych?

Kościół instytucjonalny przypomina swego rodzaju męski klub – bardzo patriarchalny, gdzie działają silnie zhierarchizowane relacje i gdzie mężczyźni mają prawie nad wszystkim kontrolę. Potrzeba utrzymania tego status quo na pewno wpływa na widzenie świata.

Tylko Kościół katolicki z tym się zmaga?

U prawosławnych i grekokatolików jest podobnie. Myślę, że w pewnym stopniu dotyczy to także innych Kościołów. Na przykład wspomniana petycja przeciwko Konwencji Stambulskiej i partnerstwu została podpisana przez męskich przywódców także mniejszych Kościołów. To wyraz podświadomego strachu przed rozpadem patriarchalnego obrazu świata, który wielu chrześcijan chciałoby utrzymać. I to jest prawdziwa motywacja stojąca za wspomnianym konserwatyzmem.

Właśnie dlatego nie chcą rzeczywistego równouprawnienia kobiet. I dlatego tak drażni ich homoseksualność. To jest inny rodzaj męskości. Nie tak dominujący i rywalizujący, jak ten, który jest postrzegany za normalny, i z którym się identyfikują. 

Czy celibat ma wpływ na postrzeganie przestępstw seksualnych wobec małoletnich?

To dystansowanie się Kościoła od seksualności i wypieranie jej sprzyja utrwalaniu niedojrzałości wielu księży, którzy np. uważają, że mniej moralnie obciążające jest seksualne wykorzystywanie ministrantów niż utrzymywanie związków seksualnych z dorosłymi kobietami, ponieważ relacje z kobietami pełniej łamią celibat. To absurdalna logika, ale okazuje się, że wielu ostatnio oskarżonych w różnych sprawach księży tak właśnie myślało.

Jak czeski Kościół katolicki radzi sobie z tymi przestępstwami?

Do niedawna utrzymanie dobrego wizerunku Kościoła postrzegano jako tak wielką wartość, że przy niej cierpienie ofiar przemocy seksualnej było uważane za mniej istotne. Niestety, pod wpływem kardynała Dominika Duki i innych biskupów, problem pedofilii był relatywizowany i bagatelizowany. Ale to się powoli zmienia dzięki determinacji organizacji ofiar i ludzi, którzy je wspierają. Na szczęście zmieniła się także wrażliwość niektórych biskupów, odbywają się już różne spotkania z ofiarami i sprawy powoli posuwają się do przodu. Ale same ofiary i ich organizacje, które powinny mieć najwięcej do powiedzenia, wciąż mają poczucie, że to za mało. 

Jak Ksiądz Profesor rozumie swoją rolę w publicznej debacie?

Moim powołaniem jako historyka i księdza jest zabieranie głosu, gdy jestem przekonany, że Kościół popełnia jakiś poważny błąd. Nie mam żadnej władzy, nie mogę niczego wymusić. Po prostu publicznie mówię, co myślę. A jeśli na postkomunistycznym obszarze Europy Środkowo-Wschodniej Kościołowi czegoś brakuje, to jest to nawyk swobodnego wyrażania poglądów. Bez tego zaś nie ruszymy z miejsca. Dopóki wierni i księża nie będą mieli odwagi mówić tego, co myślą, a biskupi nie nauczą się tego szanować, Kościół nie będzie miał żadnej przyszłości.

Czy uważa się Ksiądz za kościelnego dysydenta?

Aż do 2018 r., kiedy zostałem odwołany ze stanowiska kanonika Kapituły Kolegiackiej Wszystkich Świętych na Zamku Praskim z powodu krytyki kazania ówczesnego prepozyta tej kapituły, Petra Piťhy, według którego przyjęcie Konwencji Stambulskiej doprowadziłoby do rządów jakiejś wywyższonej kasty homoseksualistów i zbudowania obozów zagłady dla osób heretoseksualnych, byłem uznawany raczej za osobę rozwiązującą problemy niż za wichrzyciela. Ale i teraz nie uważam siebie za dysydenta.


Ks. prof. Tomász Petráczek (ur. w 1972 r.) jest historykiem. Pracuje na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu w Hradcu Kralowe (kieruje Katedrą Kulturoznawstwa i Religioznawstwa), jest też duszpasterzem akademickim i wikariuszem w hradeckim kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

W 2020 r. napisał, że „być może najważniejszą lekcją z porozumień laterańskich (które w 1929 r. regulowały stosunki między Włochami a Kościołem katolickim) jest najwyraźniej błędna identyfikacja prawdziwych zagrożeń i wrogów”. Wówczas „przywódcy państwa faszystowskiego i części Kościoła zgodzili się co do wspólnego wroga”, którego widzieli „w lewicowych prądach socjalistycznego i komunistycznego kroju oraz w masońskim i żydowskim spisku”. Według Petráczka dziś „jest oczywiste, że część elit kościelnych w Europie Środkowej wyczerpuje swoją energię na walkę z podobnie sfabrykowanymi wrogami, oklejonymi takimi etykietami, jak genderyzm, homoseksualizm, zielony totalitaryzm (klimatyczny alarmizm) i neomarksizm, bez rzeczywistego rozróżnienia pomiędzy rozmaitymi nurtami w ramach tych »ruchów«”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Mówić, co się myśli