Po powrocie znad morza ze zdziwieniem odkrywam, że na półce po książce-laureatce Nagrody Literackiej GDYNIA została wyrwa. „Wielki chłopak” Grzegorza Bogdała porzucił sąsiadującego z nim Pawła Sołtysa i dokądś sobie poszedł. Nie pamiętam, komu pożyczyłam wydany przez Czarne drugi tom opowiadań naszego redakcyjnego kolegi, ale nie powinna mnie w gruncie rzeczy dziwić jego nieobecność. Jak powiedział Grzegorz, odbierając nagrodę za najlepszą książkę prozatorską minionego roku, „Chłopak” w ciągu ostatnich miesięcy okrzepł i stanął na nogi, najwyraźniej więc korzysta z możliwości wypuszczenia się w świat.
Taka to zresztą jest proza Bogdała – wędrująca własnymi ścieżkami, nieoglądająca się na innych, nieszukająca sobie jakoś szczególnie bliskiego towarzystwa. Jeśli już, to pewnie dobrze jej wśród równie osobnych chłopaków i dziewczyn zza oceanu, precyzyjnych językowo amerykańskich minimalistów, skupiających się na losach zwyczajnych ludzi. Losach, które mogą wydawać się niewiele znaczące dla wielkiej historii.
W krytyce brytyjskiej mówi się ponoć o takim pisaniu: brudny realizm. Brudny, bo opisujący kobiety i mężczyzn przegranych, niepotrafiących uporządkować swojego życia w sposób, który zwykliśmy uważać za właściwy.
Kapituła Nagrody Literackiej GDYNIA wskazała na gęstość opowiadań Grzegorza, „nieważność i nieważkość wszystkiego”, która w jego książce „zalewa lepkim klajstrem żywoty bohaterów”. „Podoba się, a boli – mówił Aleksander Nawarecki. – W tym tkwi jej okrucieństwo”. Czy jest to proza okrutna? Zapewne w jakimś sensie niemydląca nam oczu: świat jest tu trochę taki, jak kucyk z pierwszego opowiadania tomu: rachityczny i skarlały, a jednak wzbudzający troskę. Trzeba mieć w sobie sporo serdeczności i jeszcze więcej empatii, by wydobyć i precyzyjnie opisać najdrobniejsze napięcia i drgnienia międzyludzkich (i nie tylko) relacji w sposób, w jaki robi to Grzegorz Bogdał. Wszystkie te naprężenia dające o sobie znać w speszonych dialogach, sztywnych gestach, pełnej zakłopotania współobecności.
W moim ulubionym opowiadaniu z tomu „Idzie tu wielki chłopak” znajduje się taka właśnie pełna niepokoju historia dwóch mężczyzn – Janka i Wojtka. Z pozoru trudno o ludzi, których może łączyć tak niewiele: lekarz i facet, który wyszedł właśnie z więzienia po wyroku za popełnione z zimną krwią morderstwo. Bogdał zapowiada, że w finale tej historii zobaczymy prawdziwego potwora. Tylko: co to znaczy zobaczyć potwora?
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















