„Garcia sprzedawał narkotyki przez 10 lat. Handlował metamfetaminą, kokainą i China White, czyli fentanylem. W trakcie postępowania przyznał, że zaczynał od kokainy, ale przerzucił się na fentanyl, ponieważ dawał ludziom silniejszy haj” – tak brzmi fragment komunikatu prasowego po wyroku sądu w Houston, który skazał 38-letniego dilera na 24 lata pozbawienia wolności za handel narkotykami.
W chwili aresztowania Garcia działał na terenie miasta Laredo w Teksasie, przy granicy meksykańskiej. Strategiczne położenie czyni z tej miejscowości „bramę wjazdową” dla rozmaitych towarów z Meksyku. Wymiana handlowa USA–Meksyk stale rośnie i w 2023 r. południowy sąsiad awansował na pierwsze miejsce w rankingu największych partnerów handlowych USA.
Ten wzrost handlu między dwoma sąsiadami jest pochodną rywalizacji Chiny–USA. Meksyk częściowo zastępuje Państwo Środka w roli dostawcy, ale służy też jako pośrednik dla chińskich eksporterów. Omijając restrykcje i cła nałożone przez Waszyngton, przysyłają oni swoje towary do Stanów poprzez terytorium meksykańskie.
Wśród niezliczonych kontenerów, jakie są przewożone na tej trasie, do Stanów trafiają też woreczki z fentanylem. To opioid sto razy silniejszy od morfiny i pięćdziesiąt razy od heroiny. W 2023 r. zabił w USA ponad 74 tys. ludzi.
KWESTIA WINY | Kryzys fentanylowy w USA zaczął się około roku 2010 – i od samego jego początku w Stanach intensywnie dyskutuje się kwestię udziału Chin w jego wywołaniu.
W rozmowach z Chińczykami temat ten jako pierwszy podniósł prezydent Barack Obama. Ale za jego kadencji (2008-16) rywalizacja chińsko-amerykańska dopiero się rozkręcała, a sam problem nie przybrał jeszcze takiej skali jak dziś. Dość powiedzieć, że od 2015 r. liczba śmierci na skutek spożycia fentanylu zwiększyła się w USA aż siedmiokrotnie.
Ton zaostrzył radykalnie Donald Trump. W 2018 r. jednoznacznie wskazał na Chiny jako na winowajcę kryzysu. To Chiny, pisał Trump na Twitterze, „zalewają fentanylem amerykańską pocztę, zabijają nasze dzieci i niszczą nasz kraj”. Za administracji Joego Bidena odpowiedzialność Chin za śmierć setek tysięcy młodych Amerykanów stała się już ponadpartyjnym konsensusem.

ZEMSTA ZA HISTORIĘ? | Także media w USA, pisząc o tym kryzysie, zaostrzają ton. Można znaleźć wiele nagłówków, takich jak: „Chiny zatruwają Amerykę fentanylem” czy „Fentanyl to atak na Amerykę”. Ich autorzy sugerują, że stratedzy w Pekinie z premedytacją dostarczają na amerykańskie ulice narkotyki.
Publicyści sięgają do historii: w kryzysie fentanylowym dopatrują się zemsty Chin za tzw. wojny opiumowe z XIX stulecia. Kraje zachodnie (zwłaszcza Wielka Brytania) wwoziły wtedy do Państwa Środka w ogromnych ilościach opium, aby płacić nim za zakup herbaty, jedwabiu czy ryżu – w sytuacji, gdy Chińczycy woleliby przyjmować srebro.
Proceder ten sprawił, że uzależnienie od opium stało się w ówczesnych Chinach ogromnym problemem społecznym; w szczytowym okresie dotknął 10 proc. populacji. Gdy dwór cesarski usiłował powstrzymać kontrabandę, europejskie państwa dokonały interwencji zbrojnej, a po zwycięstwie wymusiły na Pekinie koncesje terytorialne i prawne.
Pamięć o tym czasie, w chińskiej historiografii określanym jako „stulecie upokorzenia”, jest pielęgnowana przez rządzącą Komunistyczną Partię Chin, która pod sterami Xi Jinpinga obiecała przywrócić Państwu Środka należytą mu pozycję na świecie.
„ZEPSUTE STANY” | Według tej teorii, wcale popularnej, Chińczycy mieliby uznać więc „zalanie” Zachodu fentanylem za sprawiedliwość dziejową.
Co na to Pekin? Władze chińskie zaprzeczają, jakoby ich kraj miał cokolwiek wspólnego z kryzysem fentanylowym w państwach zachodnich. Skoro Chiny same nie mają problemu narkotykowego, to – tak utrzymują chińscy oficjele – problem musi leżeć w samych Stanach, których obywatele konsumują aż 80 proc. światowej produkcji fentanylu.
Pekin przypomina też, że USA nie od dziś borykają się z problemem uzależnienia od opioidów, i że kryzys ten został rozkręcony jeszcze w latach 90. XX w. przez amerykańską korporację farmaceutyczną Purdue Pharma. Wprowadziła ona do legalnego obrotu oksykodon, inny opioid, jako lek przeciwbólowy.
W oficjalnej narracji Pekinu kryzys narkotykowy jest – obok ułomności systemu zdrowotnego, problemu bezdomności czy rasizmu – kolejnym dowodem na słabość i zgniliznę cywilizacji amerykańskiej.
ZAGŁĘBIE LEKÓW | Kwestia odpowiedzialności Chin za ten kryzys nie jest prosta do rozstrzygnięcia. Eksperci, którzy badają ten temat, są zgodni, że większość – tu często pada liczba 97 proc. – prefabrykatów, substancji chemicznych potrzebnych do syntezy fentanylu, pochodzi z Chin. Jednak sama ich produkcja nie jest nielegalna.
Te prekursory fentanylu – jak określa się je w języku farmaceutycznym – są używane również do produkcji szeregu innych leków, jak loperamid (na biegunkę), loratadyn (na alergię) czy minoksydyl (stymulujący porost włosów). Ponadto sam fentanyl ma szerokie zastosowanie w medycynie, np. przy skomplikowanych operacjach albo jako lek przeciwbólowy w zaawansowanych stadiach nowotworu.
Czy zatem sam fakt, że to z Chin pochodzi większość prekursorów fentanylu, powinien budzić podejrzenia? Państwo Środka to globalne zagłębie lekowe – największy na świecie producent lekarstw generycznych, tj. tańszych zamienników wobec oryginałów, zwykle znacznie droższych.
TEMPO INWENCJI | Dla przykładu: Chiny dostarczają światu aż 56 proc. witaminy C oraz 53 proc. penicyliny. Do tak wysokiej pozycji na globalnym rynku leków kraj ten dochodził przez ostatnie 30 lat, gdy produkcja medykamentów stopniowo przenosiła się z Europy i USA do Azji, ze względu na niższe jej koszty i mniej restrykcyjne regulacje dotyczące środowiska.
Konkurencyjność Chin w tych obszarach jest jeszcze bardziej widoczna w segmencie produkcji mało skomplikowanych substancji – takich jak właśnie prekursory fentanylu. Liczy się, kto wyprodukuje takie substancje najtaniej.
Rozrost tej gałęzi przemysłu sprawia, że utrzymanie kontroli nad potencjalnie groźnymi substancjami jest niezwykle trudne. Choć fentanyl i część jego prekursorów podlegają kontroli wewnętrznej Chin i kontroli międzynarodowej, to producentom łatwo je ominąć. Jak? Według Biura ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości laboratoria mogą syntetyzować tysiące analogów fentanylu lub jego alternatywnych prekursorów, które nie są wpisane na żadną listę, ale są nie mniej zabójcze. Regulatorom trudno dotrzymać tempa inwencji przemysłu farmaceutycznego – gdy wyeliminuje się jedno zagrożenie, pojawia się kilka nowych.
SUPER DYSKRETNIE | Prawna szara strefa zaczyna się na etapie wysyłki.
Internet jest pełen ogłoszeń sprzedawców z Chin, którzy oferują prekursory fentanylu. Ich treść nie pozostawia złudzeń: handlowcy są świadomi, do czego będą użyte później ich produkty. Przykład: firma Hubei Yuanmeng Biological Technology z Wuhan zapewnia „super dyskretne opakowanie” i „100 procent gwarancji przejścia przez kontrolę celną”.
Jeśli kupujący ma pytania, anglojęzyczni handlowcy zachęcają do kontaktu na szyfrowanych komunikatorach, jak WhatsApp. Jednym z możliwych sposobów płatności są bitcoiny, kryptowaluta niezależna od banków i rządów, często używana przy nielegalnych transakcjach. W ogłoszeniu z Wuhan wskazano też nawet rynek docelowy: USA i Meksyk.
Co dalej? Po zakupie prekursory wysyłane są z Chin pocztą zwykłą lub kurierską do Meksyku. Tutaj kartele nadzorują wytwarzanie gotowego narkotyku. Według Amerykańskiej Agencji Antynarkotykowej najbardziej rozpowszechnionym sposobem jego produkcji jest tzw. metoda Gupty. Cały proces można przeprowadzić w warunkach domowych – wymaga kilku dość prostych etapów.
Z takich laboratoriów narkotyk trafia następnie – kontrolowanymi przez kartele szlakami przemytniczymi – do sieci dilerów w USA. Sprzedają oni fentanyl bezpośrednio na ulicy bądź za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jednym z takich dilerów był wspomniany na początku Garcia z Teksasu.
CHIŃSKIE UKŁADY | W tym systemie rola Chin nie kończy się jednak – jak mogłoby się wydawać – na wysłaniu prekursorów fentanylu w świat.
Według Amerykańskiej Agencji Antynarkotykowej zyski, zdobyte na terenie USA ze sprzedaży narkotyków, transferowane są do Meksyku dzięki chińskim grupom przestępczym i podziemnym bankom operującym w Chinach. Proceder polega na tym, że chiński pośrednik odbiera w USA od dilerów gotówkę, po czym jego partner w Meksyku przelewa równowartość na konta karteli. Gotówka w Stanach jest zaś „kupowana” przez zamożnych obywateli Chin, którzy chcą wywieźć swój majątek z ChRL.
Dzięki temu układowi pieniądze formalnie nie przekraczają granicy, co sprawia, że ich „pranie” jest trudniejsze do wykrycia. Jak zauważa Agencja, popyt na tego typu transakcje po stronie chińskiej od paru lat rośnie z powodu niepewności gospodarczej i politycznej w Chinach oraz restrykcyjnych chińskich regulacji, które nie pozwalają na wywóz z kraju kapitału przekraczającego w ciągu roku kwotę 50 tys. dolarów.
Prócz transakcji finansowych powiązania między kartelami a chińskimi grupami przestępczymi dotyczą też handlu dzikimi zwierzętami. Analitycy think tanku Brookings Institution twierdzą, że kartele coraz częściej kupują prekursory narkotyków, płacąc za nie zagrożonymi gatunkami – takimi jak strzykwy, słuchotki czy ryby totoaba, które w Chinach ceni się w kuchni oraz w tradycyjnej medycynie. Cena za kilogram pęcherza totoaby, który używa się do przygotowania leczniczych wywarów i zup, potrafi osiągać na czarnym rynku w Chinach nawet 60 tys. dolarów.
WOLA POLITYCZNA | Udział pojedynczych podmiotów w kryzysie fentanylowym jest dziś dobrze udokumentowany. Osobnym pytaniem jest jednak, jaką odpowiedzialność za ich działalność ponoszą władze w Pekinie.
– Choć teza o zemście za wojny opiumowe brzmi kusząco, odpowiedź jest niejednoznaczna – mówi „Tygodnikowi” Rishi Gupta, badacz z amerykańskiego think tanku Asia Society Policy Institute (Gupta pracuje w jego oddziale w Nowym Delhi).
Gupta uważa, że Pekin uzależnia współpracę z USA w zakresie walki z narkotykami od klimatu politycznego. W 2022 r., po podróży przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi na Tajwan, którą władze Chin uznały za „prowokację”, Pekin zdecydował o zawieszeniu współpracy z USA. Z kolei teraz wykazuje się dobrą wolą, bo dąży do ustabilizowania niezwykle napiętych relacji ze Stanami. W listopadzie 2023 r. Xi Jinping i Joe Biden uzgodnili – w kuluarach szczytu państw Azji i Pacyfiku – powołanie specjalnej grupy roboczej do walki z narkotykami. Czy z tego nowego otwarcia coś wyniknie, jeszcze nie wiadomo.
Pole działania Pekinu, a tym samym jego odpowiedzialność, są bowiem – uważa Gupta – mocno ograniczone. Przy takiej skali produkcji bardzo trudno jest kontrolować cały obieg, nawet jeżeli Chiny miałyby tu najlepsze chęci.
***
Pekin już wcześniej wychodził naprzeciw oczekiwaniom Waszyngtonu. W 2019 r. zakazał produkcji, sprzedaży i eksportu zsyntetyzowanego fentanylu. Skala wojny handlowej USA–Chiny była wówczas mniejsza niż dziś i władze Chin miały nadzieję, że gest ten udobrucha administrację Trumpa.
Co prawda ukróciło to wtedy bezpośredni eksport z Chin do USA gotowego narkotyku, ale ostatecznie jedynie przesunęło ostatni etap jego produkcji do Meksyku. A problem z roku na rok tylko rośnie. Pogłębiający się przez ostatnie dekady popyt w USA na narkotyki jest dla przestępców zbyt atrakcyjny, aby nie mieli z niego korzystać.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















