Euro 2024: pięć futbolowych stereotypów, które warto obalić

Jest wspaniale. Lepiej, niż można się było spodziewać. Tak starannie pielęgnowane przez sceptyków stereotypy na temat piłki nożnej okazują się nieaktualne.
Czyta się kilka minut
Lamine Yamal ścigany przez Josko Gvardiola i Marina Pongracicia w meczu Hiszpania-Chorwacja, Berlin, 15 czerwca 2024 r. / Fot. Petr Josek / Associated Press / East News

Zaczynam od sceptyków, bo mam ich wśród najbliższych całkiem sporo. Może wręcz jest tak, że większość moich znajomych i przyjaciół spogląda na mnie z politowaniem na wieść o tym, że w sobotę zamiast wybrać się z nimi do kina, teatru, na spacer do lasu czy wycieczkę w góry, znów zamierzam oglądać jakiś mecz.

Najważniejszy nos Europy

Znam wszystkie argumenty, jakie wytaczają. Z większością się pewnie zgadzam. Tak, to absurdalne przejmować się faktem, że jakiś tam, zarabiający nieprzyzwoicie wielkie pieniądze sportowiec złamał nos i nie zagra w jakimś tam spotkaniu: po pierwsze, na pewno ten nos ma świetnie ubezpieczony, a dziś dbają o niego najlepsi lekarze, po drugie, sam się na to naraził, uprawiając tak głupią dyscyplinę.

Próba zauważenia w tym momencie, że kontuzja Kyliana Mbappé może mieć wpływ na losy jego kraju, bo najlepszy piłkarz Francuzów – i symbol tak kwestionowanej w dzisiejszych czasach trójkolorowej mixité – wezwał tuż przed mistrzostwami Europy swoich młodych rodaków do pójścia na wybory, by nie dopuścić do przejęcia władzy przez siły skrajne, spowoduje zapewne tylko wzruszenie ramion. Świat zwariował, skoro w takich kwestiach znaczenie ma mieć głos faceta, którego główną kompetencją do zabierania głosu w sprawach publicznych są gole strzelane na mundialach.

Z drugiej strony: siła ataków Donalda Trumpa na niejaką Taylor Swift pokazuje, że w dzisiejszym świecie głosy takich postaci miewają znaczenie. Owszem, fakt, że Mbappé może teraz – z powodu maski ochronnej – zagrać słabiej, niż się spodziewano, a w związku z tym Francja może nie sięgnąć po mistrzostwo Europy, przyprawia dziś Emmanuela Macrona o bezsenność. Prezydent Francji wie, że kiepski wynik reprezentacji na Euro może mieć wpływ na nastroje społeczne w kraju, jeśli nie wręcz na przyszłość całego kontynentu, dla którego zmiana władzy nad Sekwaną miałaby nieobliczalne konsekwencje. Opinia Mbappé nie nawróci zwolenników Marine Le Pen, ale już na wahających się, czy iść do wyborów, może wpłynąć.

Letnia baśń

Świat zwariował czy nie: ludzie przejmują się tym, co się dzieje na turnieju w Niemczech. A dzieją się rzeczy dobre i bardzo dobre. Żeby zostać jeszcze przy kwestiach społecznych: również znakomita gra w pierwszych meczach drużyny gospodarzy – wieloetnicznej jak tamta z 2006 r., kiedy organizujący wówczas mundial Niemcy przeżyli swoją „letnią baśń”, ucząc się rozróżnienia między tępym nacjonalizmem a nowoczesnym patriotyzmem – sprawia, że napięcia w kraju jest jakby mniej. 

Imponujące jest to, jak trener Julian Nagelsmann zarządza składem, tworząc umiejętny miks młodości i doświadczenia, w każdym kolejnym meczu dając z czasem odpocząć graczom wyjściowej jedenastki i pokazując rezerwowym, że oni także mogą się czuć ojcami przyszłego sukcesu, a gdy rozgrywa spotkanie w Stuttgarcie – sięgając po zawodników z tego miasta, by zwiększyć jeszcze wsparcie trybun. Miks możliwości, jakie dają mu w środku pola Toni Kroos i Ilkay Gündogan (asekurowani jeszcze przez Roberta Andricha), a przed nimi Jamal Musiala i Florian Wirtz, po pierwszych dwóch meczach gospodarzy wydawałby się naprawdę przepisem na mistrzostwo kontynentu, gdyby nie zdarzające się czasem błędy w obronie – i gdyby nie forma kilku innych faworytów, np. Hiszpanów w trakcie czwartkowego meczu z Włochami.

Futbol w wykonaniu reprezentacji narodowych ma znaczenie dla kibiców: zobaczcie Szkotów, Albańczyków, Turków, Holendrów, których do Niemiec przyjechały dziesiątki tysięcy, nawet jeśli brakuje dla wszystkich miejsc na trybunach. Ci ludzie chcą być bliżej swoich piłkarzy – i bliżej siebie. A przy tym, poza naprawdę odosobnionymi przypadkami, nie chcą się z nikim bić: wolą się po prostu bawić. Zanurzyć się w świecie karnawału, zapominając o stresie i trudzie pandemii, wojennych gróźb ze wschodu, migracyjnego czy klimatycznego kryzysu. Niewiele jest w dzisiejszym świecie okoliczności, w których narastające napięcie można uwolnić w sposób tak niewinny jak publiczne łamanie przez albańskich fanów nitek spaghetti, żeby zrobić na złość makaroniarzom zza morza. Nawet jeśli po karnawale ma nadejść post – tym bardziej radujmy się tym miesiącem.

Czy gwiazdom zależy

Ale przykład Mbappé – czy naszego Roberta Lewandowskiego, który przed turniejem naderwał mięsień uda, nie zagrał w pierwszym meczu, a i w drugim jego występ jest niepewny – pokazuje nieaktualność innego stereotypu, chętnie podkreślanego przez futbolowych sceptyków. W świecie faktycznie zarabiających w swoich klubach nieprzyzwoicie wielkie pieniądze piłkarzy, w świecie piłkarzy (mimo wielkich pieniędzy, powtórzmy) wyzyskiwanych, rozgrywających w sezonie po 60-70 spotkań, co grozi nie tylko kontuzjami, ale i zwyczajnym wypaleniem – gra w reprezentacji kraju, nawet jeśli nie powiązana z tak potężnymi gratyfikacjami, naprawdę się liczy. Łzy w oczach po golu w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry dowolnego meczu fazy grupowej, powiedzmy, Chorwacja-Albania czy Słowenia-Serbia, też mówią o tym wystarczająco wymownie. Przywdziewając strój z narodowym godłem, tak samo jak śpiewając przed rozpoczęciem meczu hymn, oni naprawdę dają z siebie wszystko.

Kompletnie na marginesie zresztą: będąc skromnym użytkownikiem portalu społecznościowego X, wrzucam na niego czasem jakieś informacje ze świata futbolu. Od lat żadna nie spotkała się z równie wielkim zainteresowaniem, jak prosty news o tym, że reprezentanci Danii na Euro nie zgodzili się na podwyżkę, zgodzili się za to na zmniejszenie zakresu ubezpieczenia, aby zapewnić reprezentantkom Danii równe wynagrodzenie (obie drużyny narodowe, męska i kobieca, będą otrzymywały tyle samo pieniędzy za reprezentowanie swojego kraju). Blisko dwieście komentarzy, ponad dwieście udostępnień, niemal ćwierćmilionowy zasięg prostej informacji (przyznaję: pozwalającej rozmawiać o kwestiach dalece niefutbolowych) mówi coś chyba o emocji, jaką budzi w nas wszystkich, nie tylko w piłkosceptykach, temat futbolu – w tym przypadku połączony z kwestią równouprawnienia.

Duże jest piękne

Kibice przeżywają swój najlepszy czas. Ale i oni muszą zrewidować niejedno przekonanie. Że liczbę uczestników turnieju, ze względów oczywiście komercyjnych, zwiększono do dwudziestu czterech? Pokażcie mi tego, kto nie powinien na tegorocznym Euro zagrać. No, może Anglicy robią fatalne wrażenie – tym fatalniejsze zresztą, im lepiej grają przez cały rok w swoich klubach i w swojej lidze; stopień, w jakim selekcjoner Southgate zakopuje powierzone mu talenty, jest wyższy nawet od tego, co robił z Polakami Czesław Michniewicz w Katarze. Ale przecież w ich przypadku rozczarowanie polega na tym, że wiele się po nich spodziewaliśmy – i że wszyscy pozostali uczestnicy niemieckiego Euro wybierają „futbol na tak”.

Nawet zmęczeni zwykle współczesnym obliczem futbolu korespondenci, dla których bieżący turniej przychodzi po dwóch czy trzech dekadach spisywania relacji z wielkich piłkarskich imprez, zamiast przysypiać na trybunach Westfallenstadion w trakcie meczu Gruzja-Turcja, układają bezpośrednio po jego zakończeniu swój hymn o miłości do mistrzostw Europy, może sami trochę zaskoczeni siłą nagłych emocji.

Oglądamy fantastyczne mistrzostwa Europy. W ciągu pierwszego tygodnia obrodziło bramkami przecudnej urody, zwłaszcza tymi zdobywanymi zza pola karnego (Shaqiri! Müldür! Güler! Barella! Stanciu! Hjulmand!). Tu nikt się kurczowo nie broni, a jeśli nawet w pierwszym meczu dostał srogą lekcję futbolu, jak Szkoci od Niemców, korzysta z drugiej szansy. Tu nikt nie patrzy w metrykę: bramkarz drużyny gospodarzy, Manuel Neuer, jest starszy od wspomnianego już selekcjonera Nagelsmanna, ale Węgrów powstrzymywał, jakby był młodszy o dziesięć lat – dziesięć, bo w 2014 r., podczas mundialu w Brazylii, szedł po mistrzostwo świata. O „biurokratycznym geniuszu” Toniego Kroosa już tu pisałem, podobnie jak mówię o nim przy każdej okazji w studiu TVP Sport – coraz więcej wskazuje na to, że to może być jego turniej, tak jak 12 lat temu mistrzostwa w Polsce i na Ukrainie były turniejem Andrei Pirlo.

Polska przyjemność

Ale oprócz rutyniarzy, zaprzeczających – jak 39-letni już lider Portugalczyków Cristiano Ronaldo – upływowi czasu, są i fantastyczni młodzieńcy: nie tylko Niemcy Musiala i Wirtz, u Turków Güler, u Hiszpanów Yamal. Euro zawsze było miejscem tworzenia gwiazd i okazją do opowiadania dobrych historii – jedną z nich jest ta o Francisco Conceição, grającym dziś u boku Ronaldo, jak dwie dekady wcześniej tenże Ronaldo u boku jego ojca, Sergio. Kolejną ta o Christianie Eriksenie, który na poprzednim turnieju dostał zawału serca w trakcie meczu Dania-Finlandia, a po wszczepieniu defibrylatora wrócił do uprawiania zawodowego sportu – i na tegorocznych mistrzostwach strzelił już gola Słoweńcom.

Spisuję te pobieżne notatki po jeszcze jednym klasyku, stojącym na fenomenalnym poziomie technicznego zaawansowania i stoczonego w dzikim tempie meczu Hiszpanów z Włochami, w którym arsenał możliwości tej pierwszej drużyny – dwadzieścia strzałów, nieustanne ataki skrzydłami i drybling Moraty czy Yamala, kierowane przez Rodriego i Pedriego „mała gra” i odnajdywanie wolnej przestrzeni w środku pola, pojedynki w powietrzu Moraty, a przede wszystkim skuteczny pressing – po prostu mnie oszołomił.

Spisuję je zarazem przed meczem Austria-Polska – należącym, po przegranym meczu otwarcia, do aż za dobrze znanej polskim kibicom kategorii „meczów o wszystko”. Ale spisuję je, inaczej niż w przypadku poprzednich przegranych meczów otwarcia z tego stulecia – z Koreą Południową, Ekwadorem, Niemcami, Senegalem i Słowacją – w poczuciu, że zobaczyłem przyszłość reprezentacji Polski. Nawet jeśli intensywność Austriaków (zdaniem niżej podpisanego stanowiąca dużo większe wyzwanie dla kadry Michała Probierza, mimo iż nazwiska jej piłkarzy nie robią aż takiego wrażenia jak holenderskie) to im przyniesie sukces w jutrzejszym spotkaniu, do listy nieaktualnych stereotypów dopisałem sobie w trakcie tego turnieju i ten, że meczów reprezentacji Polski nie ogląda się dla przyjemności.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”