Dwóch młodych kuzynów piłkarza reprezentacji Szkocji Johna McGinna mieszka w węgierskim Sopronu. Ich ojciec jest Szkotem, matka Węgierką i choć obaj urodzili się w ojczyźnie taty, w kwestiach kibicowskich są podzieleni: Márk kibicuje Szkotom, Támas Węgrom. „Mam nadzieję, że młody Támas będzie w poniedziałek smutny” – mówił McGinn przed meczem z Węgrami.
Intensywnością dziecięcych emocji piłkarz grający na co dzień w Aston Villi nie był wcale zdumiony: sam przyznał, że bardziej niż awans jego macierzystego klubu do Ligi Mistrzów (pierwszy raz w historii tych najbardziej lukratywnych rozgrywek na kontynencie) ucieszył go wyjazd z drużyną narodową na mistrzostwa Europy. „Tego nie da się z niczym porównać”, mówił, nawiązując do pokazywanych przez media całego świata obrazków tysięcy roztańczonych Szkotów w kiltach i z dudami, opanowujących centra kolejnych niemieckich miast. A rozterki jego kuzynów podzielały rodziny turecko-niemieckie, szwajcarsko-albańskie itd. – wieloetniczność grających tu drużyn odbija europejską rzeczywistość.
Szkocja była piłkarsko najsłabsza na turnieju – w zdaniu tym czytelnik znajdzie także ocenę występu reprezentacji Polski, a przede wszystkim emocji targających naszą opinią publiczną, w której jeden niezły, choć przegrany mecz z Holendrami rozbudził nadzieje nie do spełnienia. To temat na inny czas: cóż takiego robi z nami oglądanie futbolu, że gubimy wszelkie proporcje w osądach. Selekcjoner Michał Probierz objął drużynę pod koniec katastrofalnych eliminacji, wywalczył z nią awans na Euro, w dwóch sparingach przed turniejem, a nawet w jego trakcie pokazywał chwilami, że ona chce i potrafi grać niezły futbol – trzeba pozwolić pracować mu dalej, wstrzymując się ze skrajnymi opiniami po konfrontacji z dużo mocniejszymi i o wiele stabilniejszymi zespołami Austrii i Francji.
Zarazem Szkoci są dobrym przykładem tego, czym dla Europejczyków są obecne mistrzostwa. Zmęczeni pandemią, wojną, kryzysem migracyjnym i niepokojami wywołanymi wynikami wyborów do Parlamentu Europejskiego, mieszkańcy kontynentu nie próbują zapominać o żadnym z tych zjawisk. Nie bardzo się zresztą da, skoro wśród uczestników Euro są również Ukraińcy, a po ich wygranej ze Słowacją prezydent Zełenski daje reprezentację swojego kraju za przykład radzenia sobie z trudnościami (pierwszy mecz przegrała z Rumunią). I skoro wielu reprezentantów Francji, z najsłynniejszym wśród nich, będącym skądinąd dzieckiem dwojga migrantów Kylianem Mbappé, wzywa młodych rodaków do pójścia na wybory i głosowania przeciwko kandydatom skrajnej prawicy.
Nawet jeśli za chwilę czeka nas powrót postu – dzięki piłkarskim mistrzostwom Europy przeżywamy czas karnawału. Karnawału pod narodowymi flagami i w akompaniamencie hymnów, ale bez nacjonalistycznych skrajności: kibicowskie oprawy służą tu raczej prezentacji folkloru, na ulicach niemieckich miast mieszają się tłumy w koszulkach swoich reprezentacji, ale do aktów przemocy w zasadzie nie dochodzi. Nawet jeśli piwo leje się strumieniami, pozaboiskowa rywalizacja sprowadza się do haseł typu „Nasz gulasz jest lepszy niż wasze fondue” albo „Balaton jest większy od Loch Ness”. Ponad połowa Niemców badanych przez instytut YouGov określa nastrój panujący w kraju jako „radosny” lub wręcz „euforyczny”.
Trudno się dziwić: jeszcze przed turniejem jego gospodarze spodziewali się ok. 2,7 mln widzów na stadionach i 7 mln w strefach kibica, ale liczby te będą wyższe: samych Szkotów przyjechało 200 tys., choć ich federacji przydzielono na każde ze spotkań ledwie 10 tys. wejściówek. Transmisje telewizyjne biją rekordy oglądalności, serwery TVP podczas meczów Polaków nie wytrzymały skali zainteresowania relacją w internecie. Każdą z tych liczb można przełożyć na pieniądze ze zwiększonej konsumpcji, z turystyki, z reklam.
Kibice mają co świętować. Wbrew obawom związanym z powiększeniem – również z powodów komercyjnych, żeby rozegrać więcej meczów – liczby uczestników turnieju do 24, wbrew przestrogom, że piłkarze będą przemęczeni po wyczerpującym sezonie, faza grupowa Euro stała na fantastycznym poziomie. Padało wiele bramek (zwłaszcza tych najpiękniejszych, strzelanych zza linii pola karnego), poprawił się poziom sędziowania, a stopień technicznego zaawansowania gry Niemców czy Hiszpanów przykuwał uwagę ekspertów. Zachwycali rutyniarze: Niemiec Kroos, Francuz Kanté. Imponowali młodzieńcy: Hiszpanie Yamal i Williams, Niemcy Musiala i Wirtz. Podbijali serca Gruzini, których na wielkiej piłkarskiej imprezie oglądaliśmy po raz pierwszy.
À propos serca: Duńczyk Eriksen, którego zawał był najbardziej dramatycznym momentem poprzedniego Euro, z wszczepionym defibrylatorem wrócił do grania i na tegorocznym turnieju strzelił bramkę. Lekcje z tamtego incydentu zostały zresztą wyciągnięte: gdy w meczu ze Szkocją po zderzeniu z rywalem stracił przytomność Węgier Varga, akcja ratunkowa była błyskawiczna, a intymność zawodnikowi zagwarantowano dzięki rozwiniętym wokół parawanom.
John McGinn wraca już do domu, podobnie jak Robert Lewandowski – ale karnawał trwa. Potrzebowaliśmy wytchnienia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















