Epoka nie tylko kamienia

Gdy wyobrażamy sobie ludzi z epoki kamienia, pewnie widzimy jaskiniowca roztrzaskującego kość solidnym pięściakiem. A może ostrym kawałkiem tej samej kości szyli też ubrania?
Czyta się kilka minut
Australopitek // Fot. Science Photo Library / East News
Australopitek // Fot. Science Photo Library / East News

Jaskinia wapienna Swartkrans w RPA, leżąca ok. 30 km na południe od Johannesburga w obszarze nazywanym Kolebką Ludzkości, jest jednym z najważniejszych stanowisk paleoantropologicznych na świecie. Z osadów, które woda, wiatr i grawitacja nagromadziły w tym miejscu przez dwa miliony lat, wydobyto tysiące fragmentów kości dziesiątków gatunków zwierząt, w tym nadspodziewanie dużo należących do hominidów (człowiekowatych).

Ślady ognia

Przez wieki to miejsce musiało być atrakcyjnym legowiskiem dla drapieżników. Jego badania zaczęły się pod koniec lat 40. ubiegłego wieku, krótko po tym, jak w położonej o kilometr dalej jaskini Sterkfontein odkryto czaszkę dwunożnej małpy człowiekowatej, sklasyfikowanej jako Paranthropus robustus (był to bliski kuzyn australopiteków, ale od nich masywniejszy). To Swartkrans okazała się najbogatszym w skamieniałości parantropów  miejscem na świecie – szacuje się, że pozyskano stamtąd fragmenty szkieletów nawet stu różnych osobników.

Co więcej, w latach 80. na 270 kościach zwierząt ze Swartkrans odkryto ślady pozostawione przez ogień o temperaturze dochodzącej do 500 stopni Celsjusza. Taki ogień najczęściej nie pojawia się przy naturalnie występujących pożarach, można go zaś uzyskać celowo – np. w paleniskach. Wydaje się więc, że żyjące na tym terenie hominidy – mogły to być parantropy czy australopiteki, ale też współwystępujący z nimi praludzie – objadały się w Swartkrans pieczonym mięsem dużych zwierząt już ok. 1-1,5 mln lat temu. A ponieważ te ślady są jednymi z najstarszych dowodów na celowe użycie ognia, według Charlesa Kimberlina Braina, autora tego odkrycia, wskazują na epokową zmianę w naszej ewolucyjnej historii.

Odtąd bowiem dzięki kontroli nad ogniem hominidy przestały być atrakcyjną zwierzyną łowną (właśnie tak tłumaczono nadzwyczajne nagromadzenie kości parantropów w najstarszych warstwach osadowych w Swartkrans), a stały się władcami sawanny. Być może potomkowie tych samych istot, w których wcześniej gustowały pradawne lwy, lamparty czy hieny, z pochodniami w dłoniach przepędzili z jaskini drapieżniki i zadomowili się w miejscu, które dotąd było grobowcem ich bardziej bezbronnych przodków. Zaś włączenie wysokokalorycznego, pieczonego mięsa do diety hominidów umożliwiło spektakularną ewolucję zachłannego na energię mózgu. U naszych przodków zwiększył on rozmiar niemal trzykrotnie w ciągu ostatniego 1,5 mln lat.

Kości, zęby i rogi

W Swartkrans znaleziono także jedne z najstarszych dowodów na to (sprzed ok. 1,5 mln lat), że hominidy używały kości innych zwierząt jako narzędzi. Mogły one służyć do wykopywania jadalnych bulw lub rozgrzebywania kopców termitów.

Odkrywca pierwszych skamieniałości hominidów na tym terenie, Raymond Dart (to on sto lat temu jako pierwszy opisał w nauce australopiteki), mniej więcej w ten sposób wyobrażał sobie początki drogi prowadzącej od dwunożnej małpy do człowieka. Jego zdaniem australopiteki i parantropy grasowały po sawannie uzbrojone w narzędzia wykonane z kości, zębów i rogów zwierząt i polowały na siebie nawzajem, a także na pawiany i antylopy. Miały one stworzyć kulturę materialną – od trzech wymienionych rodzajów materiału nazywaną osteodentokeratyczną – która według Darta poprzedzała epokę kamienia o setki tysięcy lat.

Większość paleoantropologów sceptycznie odnosiła się do tego pomysłu. Krytycy zwracali uwagę na to, że kości zwierząt mogły być wprawdzie wykorzystywane przez wczesne hominidy w różnych celach, ale raczej sporadycznie, bo nie zebraliśmy na to dowodów ze zbyt wielu lokalizacji. Poza tym brakowało śladów sugerujących, że nasi odlegli przodkowie celowo poddawali kości obróbce, by wytwarzać z nich bardziej praktyczne narzędzia – niewiele na to wskazuje chociażby w przypadku kości ze Swartkrans. Dart przekonywał, że analizowane przez niego kości z innego, jeszcze starszego stanowiska w RPA (z doliny Makapansgat), były celowo modyfikowane. Jego krytycy utrzymywali jednak, że to, co on uznał za ślady obrabiania kości techniką odłupkową, powstało raczej pod wpływem czynników geologicznych i zębów drapieżników.

Dlatego Dart pewnie ucieszyłby się z wyników badań opisanych właśnie w „Nature” – bo choć nie dowodzą one jego tezy o kulturze osteodentokeratycznej, to przynajmniej pokazują, że kościane artefakty mogły odegrać ważniejszą niż dotąd sądzono rolę w naszej ewolucji kulturowej.

Narzędzia

Dla ludzi o anatomii niemal nieodróżnialnej od naszej, którzy żyli ok. 90-45 tys. lat temu, narzędzia wykonywane z kości i rogów zwierząt były fundamentalnym elementem ekwipunku. Można z nich wytworzyć np. ostre groty strzał i włóczni, w tym ząbkowane ostrza, wyjątkowo nieprzyjemne dla ofiar, w których ciałach zostaną zatopione, a także igły czy haczyki do łowienia ryb. Można też z nich zrobić instrumenty muzyczne – o czym świadczy liczący przeszło 50 tys. lat flet z Divje Babe w Słowenii, wykonany z kości niedźwiedzia jaskiniowego. 

Tego rodzaju narzędzia zmieniają życie. Wyobraźmy sobie choćby komfort noszenia zszywanych, a nie wiązanych paskami ubrań, w szczycie epoki lodowcowej. Albo uniesienia duchowe, jakie przynosi koncert wirtuoza fletu wykonany przy ognisku w jaskini.

W tym samym okresie, w którym wymyślne narzędzia kościane stają się powszechne, na stanowiskach archeologicznych wzrasta także złożoność i poziom wyrafinowania narzędzi kamiennych. Archeolodzy mówią wówczas o rewolucji kulturowej – tzw. rewolucji inicjalnego górnego paleolitu. Możliwe, że jej sprawcami byli przedstawiciele naszego gatunku i to ta przewaga technologiczna pomogła im w tym samym okresie opanować całą Eurazję, wcześniej zamieszkiwaną przez naszych kuzynów – neandertalczyków i denisowian.

Mamy też starsze dowody na to, że kości czasem wykorzystywane były jako materiał do tworzenia narzędzi – choć znacznie mniej finezyjnych. Większość z tych dowodów datuje się na ok. 400 tys. lat i mniej. Np. w 2021 r. Paola Villa z University of Colorado Boulder i współpracownicy opisali w „PLOS One” największy tego rodzaju zbiór kościanych narzędzi, znalezionych na stanowisku Castel di Guido we Włoszech. Niemal sto artefaktów wykonano z części szkieletu słonia – głównie trzonków kości długich oraz z żeber.

Uzyskane artefakty mogły służyć np. jako ostrza, przedmioty do skrobania czy obróbki innych materiałów, takich jak skóra lub drewno. Przygotowanie ich wymagało pracy rozplanowanej na kilka etapów. Podobnie prezentują się pochodzące z tego samego okresu narzędzia kościane znalezione w Schőningen w Niemczech, wykonane jednak z kości koni.

Na podstawie dotychczasowych odkryć mogło się więc wydawać, że kości zwierząt początkowo interesowały naszych przodków przede wszystkim dlatego, że można było z nich wyssać pożywny szpik i czasem pogrzebać nimi w ziemi – a nie dlatego, że nadawały się do produkcji bardziej zróżnicowanych narzędzi. Pojedyncze starsze znaleziska – np. odkryty w Kenso w Etiopii kościany pięściak sprzed ok. 1,4 mln lat, opisany w 2020 r. – nie zmieniały tego poglądu. Jednak w świetle najnowszych doniesień trzeba go już będzie nieco zmodyfikować.

Grunt to technika

Ignacio de la Torre z Consejo Superior de Investigaciones Científicas w Madrycie i współpracownicy na początku marca donieśli w „Nature” o zbiorze 27 pokaźnych narzędzi z kości słoni i hipopotamów, wykonanych ok. 1,5 mln lat temu. Odkryte zostały w wąwozie Olduvai w Tanzanii – tym samym miejscu, od którego wywodzi się nazwa pierwszej szeroko rozpowszechnionej techniki łupania kamieni, tzw. kultury olduwajskiej.

Przygotowanie tych artefaktów wymagało niemałego wysiłku – przeciętnie od każdej kości odłupano 17 mniejszych fragmentów, by nadać jej zaplanowany, szpiczasty kształt. Zapewne nieprzypadkowo do tego celu wybrane zostały grubsze i bardziej wytrzymałe kości kończyn.

Okres ok. 1,5 mln lat, z którego pochodzą te narzędzia, to ciekawy etap w epoce kamienia – mniej więcej wtedy rozpowszechniają się bowiem tzw. narzędzia aszelskie. Są one poddawane dwustronnej obróbce, a w efekcie cieńsze, bardziej praktyczne i ostrzejsze od niezbyt poręcznych narzędzi olduwajskich, które bardziej nadawały się do rozłupywania kości niż filetowania. Dlatego autorzy badań spekulują, że kości zwierząt mogły być tym materiałem, na którym nasi przodkowie przećwiczyli bardziej precyzyjną technikę odłupkową, a następnie ponownie zastosowali ją w kamieniach. W ten sposób narzędzia z kości mogły ułatwić przejście od kultury odluwajskiej do aszelskiej.

Mniej spekulatywny scenariusz zakłada, że narzędzia z kości pojawiały się w różnym okresie w ciągu ostatnich 1,5 mln lat – tam, gdzie nasi przodkowie akurat mieli dostęp do zwłok dużych ssaków (początkowo zapewne nie potrafili na nie polować). Skoro i tak miażdżyli te kości, by dostać się do szpiku, równie dobrze mogli niektóre z nich poddać obróbce. Możliwe, że na odkrycie czeka znacznie więcej kostnych artefaktów, także takich pochodzących z okresu miliona lat, który dzieli kości ze Swartkrans i wąwozu Olduvai od tych znalezionych w Castel di Guido i Schőningen. Fakt, że dotąd ich nie znaleźliśmy, może wynikać po prostu z pecha – w końcu materiał organiczny zachowuje się znacznie gorzej niż kamienny.

Różnorodne sposoby łupania

Epoka kamienia, zwłaszcza jej wczesne fazy, nadal skrywa wiele tajemnic. Jej początków musimy szukać poza naszym rodzajem. Najstarsze przetworzone kamienie, znalezione w Lomekwii w Kenii, liczą ok. 3,3 mln lat. Nie znamy żadnych skamieniałości sklasyfikowanych jako ludzkie, które pochodziłyby z tego okresu. Najstarszy taki okaz – fragment żuchwy z Ledi Geraru w Etiopii – liczy ok. 2,8 mln lat. To zresztą dyskusyjny i w najlepszym razie graniczny przypadek – specjaliści dopatrują się w nim zarówno cech typowych dla australopiteków, jak i ludzi. W każdym razie pierwsze istoty, u których obserwujemy mózgi wyraźnie bardziej rozwinięte niż u australopiteków, parantropów czy współczesnych małp, w zapisie kopalnym pojawiają się dopiero w ciągu ostatnich 2 mln lat.

Według paleoantropologów wielgaśne narzędzia lomekwiańskie, których wykonanie wymagało uderzania kawałkiem skały trzymanym w obu dłoniach w inny głaz, położony na ziemi, są odosobnionym eksperymentem kulturowym, niepowtórzonym w żadnym innym miejscu na świecie.

Najstarsze narzędzia olduwajskie, które wykonuje się, trzymając w jednej dłoni tzw. rdzeń, od którego brzegów odłupuje się mniejsze odłupki kamieniem trzymanym w drugiej ręce, mają ok. 3 mln lat i pochodzą ze stanowiska Nyayanga w Kenii. Zespół Thomasa Plummera znalazł w tym samym miejscu także kości nosorożców ze śladami nacięć oraz dwa zęby parantropa. Możliwe więc, że to właśnie te hominidy, a nie ludzie, były twórcami techniki olduwajskiej.

Znacznie bardziej zaawansowana technika aszelska, wymagająca kilkuetapowej obróbki, która po raz pierwszy w zapisie kopalnym pojawia się ok. 1,75 mln lat temu, jest już łączona wyłącznie z naszym rodzajem. Tradycyjnie uważa się, że kolejną rewolucją technologiczną była dopiero technika lewaluaska, młodsza o ponad milion lat. Jej charakterystyczną cechą było żmudne przygotowanie rdzenia w taki sposób, by ostatecznie jednym uderzeniem dało się odłupać od niego już gotowe narzędzie – np. imponująco ostre groty o liściastym kształcie.

Wiemy dziś, że rozwój tych technologii nie następował w równym tempie. Gdy ok. miliona lat temu mieszkańcy hiszpańskich wzgórz Atapuerki posługiwali się narzędziami olduwajskimi, w Afryce od dawna kwitła technika aszelska.

Wiemy też w końcu, że kamienie nie wyczerpywały zbioru materiałów, które nasi przodkowie przetwarzali we własnych celach. Jedna kwestia to kości. Inna – materia roślinna. Najstarsze odnalezione drewniane włócznie lub oszczepy liczą ok. 400 tys. lat – w tym zbiorze są m.in. włócznie z Schőningen, używane do polowania na konie i inne duże ssaki (z których kości, jak już wiemy, sporadycznie tworzono narzędzia). Nieco starsze są ślady drewnianej konstrukcji, znalezione w pobliżu wodospadu Kalambo w Zambii – dwie nacięte kłody, połączone ze sobą – opisane w 2023 r. Najstarszy znany przykład czegoś przypominającego deskę liczy zaś ponad 780 tys. lat i pochodzi ze stanowiska Geszer Benot Ja’akow w Izraelu – może świadczyć o tym, że stała tam jakaś prymitywna osada.

Możemy więc być pewni, że epoka kamienia nie była wyłącznie epoką kamieni i jaskiń.


 

 

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Epoka nie tylko kamienia