Skąd się bierze kościelna złośliwość i jak z nią walczyć

To coś mniej niż mobbing, a więcej niż brak uwagi. Codzienna nieżyczliwość niszczy życie kapłańskie.
Czyta się kilka minut
// Fot. Thoom / Shutterstock
// Fot. Thoom / Shutterstock

Jedzenie, choć przy jednym stole, to w milczeniu: przez rok, dwa, trzy. Zamiast rozmowy, wyłożone w zakrystii kartki z listą obowiązków na tydzień. Zamknięte drzwi od plebanii, żeby wikariusz nie mógł wrócić do domu po 22, choćby miał spać w samochodzie. To rzeczywistość wielu polskich parafii. Za mało, żeby było przestępstwem, za mało, by złamać prawo kanoniczne, za mało nawet, żeby poskarżyć się do biskupa. Ale właśnie to „za mało”, w odpowiednim natężeniu, jest jedną z przyczyn wypalenia zawodowego i depresji wśród księży.

Klimat nieuprzejmości standardem parafialnym

Angielskie słowo incivility tłumaczy się jako „nieuprzejmość, niegrzeczność”. Tego właśnie słowa literatura anglojęzyczna używa na określenie atmosfery panującej często w strukturach Kościoła i wpływającej negatywnie na dobrostan oraz zdrowie psychiczne księży. 

I nie chodzi tu o publicystyczną retorykę, ale o zjawisko, które jest przedmiotem licznych badań na świecie. O słowo, które najlepiej opisuje całokształt tego, w jaki sposób budowane są w Kościele relacje, przede wszystkim między duchownymi na różnych szczeblach – ale później, odbijając się rykoszetem, również między duchownymi i świeckimi.

Incivility nie jest tak silne jak mobbing, który stosowany jest wyraźnie w celu zaszkodzenia komuś. Nie jest tak wyraźne jak duchowa przemoc, z teologicznym legitymizowaniem toksycznych zachowań. Incivility to spirala drobiazgów sprawiających, że człowiek nieustannie czuje się zagrożony i spięty, choć nie potrafi wskazać jednoznacznych sytuacji, które do tego stanu go doprowadziły. Żeby to zrozumieć, trzeba by stanąć na jego miejscu.

„Nieuprzejmość” to zbiór dziesiątek mikroagresji, działań o niskiej intensywności, ale naruszających normy wzajemnego szacunku. Nie są jednoznacznie nakierowane na czyjąś szkodę, trudno udowodnić ich stosowanie. Pojedynczo każda z nich zdaje się ważyć niewiele. 

To lekceważenie, ostry ton, publiczne kpiny czy ironia. To powracająca krytyka, komentarze wywołujące niepewność, lęk i dyskomfort. To drobne upokorzenia, pozornie subtelne demonstrowanie, kto w domu ma władzę. To afronty, pomijanie kogoś w komunikacji lub komunikacja bezosobowa albo z pomocą kartek na lodówce. To złośliwości, które przecież są „tylko żartem”. 

Permanentne lekceważenie i dezaprobata

Księża mówią wtedy, że czują się lekceważeni. Że proboszczowie czy biskup nie dopuszczają ich do głosu i przerywają. Że nie są ciekawi ich opinii i nie biorą ich pod uwagę. Że kiedy próbują zabierać głos w szerszym gronie, są umniejszani lub wręcz wyśmiewani. 

Ostatecznie wolą milczeć, żeby znów nie narazić się na zderzenie z „lożą szyderców”. Wielu księży skarży się, że są upokarzani publicznie: przed pracownikami parafii lub w obecności ministrantów. Nie powierza im się odpowiedzialnych zadań w przekonaniu, że i tak sobie nie poradzą. Proboszczowie i biskup nie są postrzegani jako starsi, wspierający bracia, ale jako wrogowie: lepiej, żeby wiedzieli mniej, żeby jak najkrócej być na ich radarze.

Ostatecznie nawet danie świadectwa o tym, jak wygląda takie życie, zostanie zdeprecjonowane jako „mazanie się” czy „użalanie się nad sobą”. Ksiądz, jak każdy mężczyzna, ma być twardy i nie płakać – a dodatkowo jako ksiądz, z poczuciem misji, ma skupić się na Chrystusie, a nie na swoich problemach.

Kiedy Tertulian w II wieku opisywał życie chrześcijan, przeciwstawiając je pogańskim obyczajom, pisał w swoim „Apologetyku”: 

„Ten sposób okazywania wielkiej miłości daje nam w oczach niejednych specjalną cechę. »Patrz – powiadają – jak ci się kochają nawzajem« (sami bowiem nienawidzą się między sobą), »i jak jeden za drugiego gotów jest umrzeć« (sami bowiem byliby raczej skłonni jeden drugiego mordować)”. 

Dziś tertulianowe „patrzcie, jak oni się miłują” często jest przez duchownych przywoływane. Tyle że ironicznie. 

Skutki mikroagresji: wypalenie zawodowe i chęć odejścia z kapłaństwa

W jednej z diecezji proboszczowie wyszli z propozycją, że chcieliby mieć możliwość oceny pracy wikariuszy. Prosili biskupa, żeby umożliwił im wypełnianie i przesyłanie do kurii ankiet, w których zrecenzują pracę i postawę swoich wikariuszy. Na szczęście pomysłowi szybko ukręcono głowę, bo nie miał szansy stać się niczym więcej, niż tylko kolejnym elementem systemu, w którym jeden ma władzę i głos, a drugi nie ma nawet możliwości obrony, o wyrażeniu własnej opinii nie wspominając.

Owszem, ankiety oceniające pracę są dziś standardem, spotykanym powszechnie od wyższych uczelni po stacje kontroli pojazdów. Trudno jednak wyobrazić sobie działanie takiego standardu w środowisku, w którym jedynie wyższy pozycją recenzuje niższego. 

Jeśli takie rozwiązanie miałoby przynieść jakiekolwiek korzyści, to tylko wówczas, jeśli i wikariusze mieliby możliwość bezpiecznego zgłoszenia mobbingu ze strony proboszcza, jego romansów, choroby alkoholowej czy choćby postawy wobec wikariusza czy wiernych. W klimacie „nieuprzejmości” rozwiązanie to jest jednak zwyczajnie niemożliwe i zamiast być narzędziem wzajemnej pomocy, mogłoby zamienić się w narzędzie przemocy. 

„Nieuprzejmość” czy „niegrzeczność” niesie ze sobą konkretne skutki, które również podlegają badaniom. Najważniejszym z tych skutków jest obniżenie satysfakcji z pracy, które w dłuższym czasie generuje wypalenie zawodowe i chęć odejścia. 

Księża, którzy opuszczają seminarium pełni nadziei i zapału, często już na pierwszej parafii boleśnie doświadczają, że lepiej jest się nie wychylać, robić tylko tyle, co się im każe, a potem mieć święty spokój. Po takim doświadczeniu trudno jest już wzbudzić w sobie na powrót entuzjazm: jeśli ktoś tego zrobić nie zdoła, zaczyna się jego długa i samotna droga w dół.

Przez polskie media przetoczyła się już dyskusja o kondycji psychicznej duchowieństwa, o przyczynach i możliwych rozwiązaniach. Jeśli warto dziś do niej wracać, to właśnie po to, by zwracać uwagę na inny, dalszy skutek owej „nieuprzejmości”.

Bo w dłuższej perspektywie staje się ona główną przyczyną nieskuteczności wszelkich form środowiskowej samopomocy, która ma kluczowe znaczenie dla zdrowia psychicznego: badania prowadzone na duchownych w USA wskazują, że im wsparcie środowiska jest większe, tym mniejsze jest ryzyko wypalenia zawodowego i depresji.

Samopomoc kapłańska

Każda diecezja organizuje dla swoich księży różne formy tzw. formacji stałej. To regularne (choć niezbyt częste) spotkania duchownych (czasem tylko tych z najkrótszym stażem kapłańskim), mające na celu pogłębiać ich wiedzę teologiczną i formować duchowość. 

Zdarza się, że programy i nazwy tych spotkań brzmią atrakcyjnie, jak wrocławskie „Akademia duszpasterstwa” i „Laboratorium spowiednika”. Często jednak są to towarzyskie spotkania z jednym, obowiązkowym wykładem i obiadem, czyli, jak mówi jeden z księży: „sposób na utrzymanie profesorów”. 

Nie kwestionując merytoryki i sensu takich spotkań, trudno jest uznać, że zaspokajają one intelektualne i wspólnotowe potrzeby księży. A mogłyby stać się dla nich jedną z form samopomocy i wsparcia. W niektórych diecezjach powoli zaczynają organizować się nieformalne grupy samopomocowe. 

Na początku lipca archidiecezja wrocławska informowała, że na jej terenie powstaje zespół wsparcia, którego kształt ma określić Rada Kapłańska. Celem zespołu ma być reagowanie w sytuacji „choroby kapłana, problemów natury ludzkiej, trudności z utrzymaniem parafii (...), problemów związanych z uzależnieniami, nałogami, trudnościami relacyjnymi”. Dodatkowo jego zadaniem ma być również profilaktyka i zbudowanie bazy specjalistów i ośrodków pomocowych.

Pomysł ten miał zrodzić się oddolnie i być wyrazem braterskiego wsparcia. Informując o tej idei ks. Arkadiusz Kruk, wikariusz biskupi ds. stałej formacji kapłanów, zapewniał (w rozmowie z KAI): 

„Ważny będzie każdy sygnał wskazujący na potrzebę interwencji. Robimy to, mając na uwadze dobro duchowieństwa, potrzebę braterskiego wsparcia oraz konieczność zapewnienia kapłanom odpowiedniej pomocy w różnych sytuacjach życiowych, chorobie czy kryzysie. Oczywiście z poszanowaniem godności każdego, jego wolności oraz dyskrecji”. 

Diecezja informuje, że po wypracowaniu ostatecznego formatu działania zespół zostanie zatwierdzony przez abp. Józefa Kupnego.

Idea szczytna i budząca nadzieję. Tyle tylko, że pytani o nią księża diecezji wrocławskiej na razie nic o samopomocowym zespole nie wiedzą. Pozostaje kibicować, by pomysł nie zaginął w odmętach kurialnej biurokracji ani nie został wypaczony przez tych, którzy uczestniczenie w nim potraktują nie jako służbę braciom, ale kolejną formę władzy. 

Formy samopomocy są i mniej oficjalne. Działająca od ponad roku na portalu społecznościowym grupa „Ksiądz Spolsky” liczy dziś blisko 1500 członków. W ostatnim miesiącu opublikowano na niej 25 postów. Jako świecka nie mam tam wstępu. Z tego, co mówią znajomi księża, grupa jest bardziej przestrzenią wyrzucenia z siebie frustracji niż pozytywnego wsparcia. Choć może i to także jest duchownym potrzebne.

Zdrowie psychiczne księży w Polsce

Czego nam jeszcze brakuje? Z pewnością brakuje solidnych i pełnych badań na temat szeroko pojętego stanu zdrowia psychicznego księży (poza prowadzonymi niedawno w archidiecezji katowickiej badaniami na temat jakości snu). Ich brak świadczy przede wszystkim o tym, że hierarchowie nie czują wagi i potrzeby prowadzenia takich badań – a to ostatecznie jest sygnałem, że zdrowie duchownych nie jest tym, co spędza im sen z powiek.

Brakuje również zintegrowanego systemu pomocy księżom. Oczywiście mogą oni szukać wsparcia psychologicznego i psychiatrycznego w ogólnie dostępnych poradniach, wciąż jednak brakuje w Polsce ośrodków czy klinik specjalizujących się w pomocy duchownym, na wzór choćby benedyktyńskiego „Recollectio-Haus” w Niemczech, który umożliwia księżom, diakonom, zakonnikom i innym pracującym w duszpasterstwie zregenerować siły fizyczne, psychiczne i duchowe po kryzysach i wypaleniu.

W żaden sposób systemowo nie jest uregulowana kwestia ponoszenia kosztów terapii księdza. Zdarza się, że pokrywa je biskup, choć częściej za swoją terapię płaci sam ksiądz. Niezależnie od przyjętego modelu warto rozmawiać o zastosowaniu jednolitej zasady – nie tylko na wypadek terapii, ale i długotrwałej choroby. 

Wysyłanie księży z depresją „do mamy”, gdzie pozostają bez środków do życia na czas nieokreślony, nie jest rozwiązaniem godnym ani chrześcijańskiej wspólnoty, ani dwutysiącletniej instytucji. 


Sposoby wspierania księży

Fraternie – trwałe grupy stałej formacji dla księży. Rozwiązanie znane w wielu krajach od lat 50., zwykle inspirowane postacią bł. Karola de Foucauld. Ich członkowie spotykają się zwykle raz w miesiącu, by wspólnie się modlić i dzielić doświadczeniem. Dają namiastkę wspólnoty zakonnej, choć na co dzień księża pozostają aktywni w swoich diecezjach i parafiach.

Amerykańska Association of U.S. Catholic Priests to forum wsparcia, ale i dialogu: zrzesza tysiące członków, organizuje kongresy. Choć uważana jest przez niektórych za zbyt progresywną, przynajmniej części duchownych daje wartość bezcenną: poczucie, że nie są sami.

Irlandzka Association of Catholic Priests znana z tego, że w wielu sprawach zajmuje publicznie stanowisko, prowadzi też liczne konsultacje dotyczące Kościoła w Irlandii. Często wywołuje spory i polaryzuje – ale też sprawia, że cały czas, również między księżmi, odbywa się wymiana opinii.

Południowokoreańska Catholic Priests’ Association for Justice – w kraju, gdzie katolicy stanowią mniejszość, księża wspierają się wzajemnie wobec presji nakładanej na nich społecznie, ale też bronią praw demokratycznych.

Amerykański St. Luke Institute z Maryland powstał, by troszczyć się o wsparcie zdrowia psychicznego księży: prowadzi zarówno terapie, jak i szkolenia i kursy. Również amerykańskie Servants of the Paraclete (zgromadzenie zakonne) czy ośrodek Saint John Vianney Center z Filadelfii powstały po to, by służyć duchownym z uzależnieniami. (MB)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kościelna złośliwość