Reklama

Dusza w podróży

Dusza w podróży

22.07.2019
Czyta się kilka minut
Choć znam go tyle lat, myślę sobie, że nic tak naprawdę nie wiem o Adamie Bonieckim.
Warszawa, czerwiec 2019 r. / GRAŻYNA MAKARA
N

Najpierw zobaczyłem po prostu dziennikarza. Był rok 1991, w Polsce rozkręcała się zimna wojna religijna, a on przyjechał właśnie z Watykanu, by – po długich targach na linii krakowska kuria–Jan Paweł II–redakcja – objąć w „Tygodniku” stanowisko asystenta kościelnego, i niejeden z młodszych członków redakcji obawiał się pewnie, że to nie z wieloletnim współpracownikiem i następcą Jerzego Turowicza będzie miał do czynienia, tylko z jakimś pilnującym eklezjalnej poprawności cenzorem. Pilnował, owszem, poprawności, ale warsztatowej. Uczył, że dziennikarz nie klaszcze i nie klęka, np. jeśli relacjonuje mszę w trakcie papieskiej pielgrzymki. Co ważniejsze: doradzał wykreślanie przymiotników i obsesyjnie wręcz zwracał uwagę na sprawdzanie informacji w dwóch źródłach, nawet jeśli ktoś z nas po lekturze „Gazety Wyborczej” rwał się już do pisania płomiennego komentarza. Z bezwzględnym profesjonalizmem pisał na zadaną objętość i termin, także jeśli temat mu nie leżał albo wydawał się arcynudny. Z poświęcenia parafialnej sali gimnastycznej albo konsekracji biskupiej przywoził reporterskie perełki: jeśli leżący na katedralnej posadzce nominat zdążył kupić sobie fioletowe skarpetki, nie omieszkał o tym poinformować. W odkładaniu emocji na bok i przygotowywaniu tzw. „krokodyli” (chodzi o płacz krokodylimi łzami), czyli tekstów pośmiertnych tworzonych jeszcze za życia jakiejś ważnej postaci, był niedościgły.


ZOBACZ TAKŻE: 85. JUBILEUSZ KS. ADAMA BONIECKIEGO

25 lipca 2019 roku ks. Adam Boniecki kończy 85 lat. Zapraszamy do lektury serwisu specjalnego, w którym publikujemy wybrane teksty z Wydania Jubileuszowego „TP Historia – 85. BONIECKI” oraz przypominamy rozmowy z łamów „Tygodnika Powszechnego” >>>


Potem zobaczyłem księdza i uznałem, że to jego najważniejsze powołanie. Kiedy ku naszemu ubolewaniu w 1993 r. marianie wybrali go na przełożonego generalnego i na sześć lat znów przeprowadził się do Rzymu, wpadał czasem do Krakowa i zdarzało się, że u mnie pomieszkiwał. Idąc rano do kuchni, widywałem go wówczas odprawiającego mszę: przy stole, na którym wieczorem stały kieliszki z winem i talerze makaronu, tylko dla siebie i dla Tego, którego obecność przywoływał. Patrzyłem, jak odmawia brewiarz, słyszałem, jak o najróżniejszych porach dnia i nocy odbiera telefon, a potem przyjmuje kogoś na rozmowę duchową czy spowiedź i jak z nieskończoną cierpliwością bierze odpowiedzialność za tych, którzy kiedyś powierzyli mu swoje sprawy.

Nieraz miałem ochotę doradzić, by wysłał delikwenta do psychoterapeuty i choć trochę zadbał o własny komfort. W takich przypadkach również wytrącał zbyt łatwo przychodzące argumenty i uczył, że czasami lepiej milczeć. Wiele lat temu opowiadał mi przecież o lekcji, jaką otrzymał jako młody ksiądz, kiedy wezwano go do umierającej w straszliwych cierpieniach dziewczyny, a ona poprosiła go po prostu: „Opowiedz o Bogu dobrym”, on zaś nagle uświadomił sobie, że na taką okazję nie ma w swoich zasobach duszpasterskich żadnej gotowej formułki.

Potem zobaczyłem medialną gwiazdę i – zważywszy na wszystko, co napisałem wyżej – nie nabrałem się na ten wizerunek. Zobaczyłem wiernego syna Kościoła, który w imię wierności raz dokonanym wyborom godził się na szykany, nie tracąc przy tym wewnętrznej wolności, starając się służyć temuż Kościołowi najlepiej, jak potrafi, i ani trochę się przy tym nie skarżąc. Zobaczyłem w tym także wiernego syna swoich rodziców, o których zaczął w końcu, namówiony przez Annę Goc, opowiadać. Zobaczyłem chłopca, któremu zawala się świat: któremu naziści zabijają ojca, któremu komuniści odbierają bezpieczny dom, który, po ludzku patrząc, traci wszystko. Który – on, dziecko wychowane w pałacu – po nocach z bratem i mamą napycha trocin do pomarańczowocielistych korpusów lalek, wcześniej wyciętych przez mamę („nauczyłem się czegoś ważnego – bierze się pracę, jaka jest, i wykonuje się ją najlepiej, jak to możliwe…” – powie po 70 latach, dodając jednak, że do dziś nie znosi zapachu trocin). I teraz myślę sobie, że nic tak naprawdę nie wiem o Adamie Bonieckim.

Zdanie, jakie zapamiętałem? Znalazłoby się ich sporo, nie tylko o strojach, jedzeniu, fajce, samochodach i biskupach. Dowcipy, służące zwykle nakłuciu nadmiernie napompowanego balona. Puenty tak mordercze, że poznałem ludzi, którzy boją się przy nim odezwać. Ale też sentencje, które księża marianie, gdyby się w końcu ogarnęli, mogliby drukować na tak zwanych świętych obrazkach.

Zapewne jest tak, że w różnych okresach życia przemawiają różne jego słowa, ostatnio jednak uparcie wraca do mnie zdanie z jednej z rozmów z Anią Goc. „Trzeba mieć duszę koczownika – mówi ks. Adam Boniecki. – Rozstawiam namiot, jutro go zwijam, idę dalej”. ©℗

Tekst Michała Okońskiego  pochodzi z Wydania Jubileuszowego „85. Boniecki”, dostępnego w punktach z dobrą prasą. Dowiedz się więcej >>>


Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Konsekwencja rozumiana jako spójność życia z przekonaniami i wiarygodność nie uznająca zadowolenia z siebie i bierności- dusza w pięknej podróży!

gratulacje dla Autora - i rzecz jasna, wszystkiego najlepszego dla Solenizanta!...:)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]