Duchowa przemoc. Jak ją rozpoznać i jak się przed nią obronić

Duchowi przemocowcy działają bezkarnie, bo krzywdę, którą wyrządzają – choć jest ogromna – trudno ująć w paragrafy. Dlatego rozmawiajmy o niej.
Czyta się kilka minut
// tutye / Adobe Stock
// tutye / Adobe Stock

To stwierdzenie brzmi absurdalnie, choć kilkakrotnie w rozmowach je usłyszałam: „Gdyby przynajmniej mnie zgwałcił, miałabym dokąd iść po pomoc. Wiedziałabym, komu to zgłosić. Kogoś by to zainteresowało”.

Przemoc duchowa czy – jak to nazywają amerykańscy specjaliści – duchowe znęcanie się jest tą krzywdą, o której dopiero zaczyna się w Polsce mówić. Na razie ci, którzy zostali nią dotknięci, pozostają niewidzialni. Nie ma prawa, systemu i narzędzi, które pozwalałyby na zidentyfikowanie takich przypadków. 

Skrzywdzeni milczą, bo nawet gdyby zaczęli mówić, spotka ich co najwyżej współczujące spojrzenie, o ile nie obojętne wzruszenie ramion. O duchowym znęcaniu się trzeba zacząć mówić, by jak najszybciej mogły powstać i prawo, i systemy pomocy. I by przemoc nie zbierała większego żniwa.

Niewidzialny mechanizm przemocy: zaczyna się od manipulacji

W rozmowach z ludźmi, którzy doświadczyli duchowej przemocy wewnątrz katolickich wspólnot, powracają jak echo podobne opowieści. 

  • O tym, że „razem jesteśmy w stanie dokonywać niemal cudów, że jesteśmy najlepsi, elita Kościoła”.
  • O Biblii, która podawana była poza kontekstem, z dowolnymi interpretacjami, byle tylko uzasadnić wolę lidera.
  • O pracy, która była ciężka i zajmująca wiele godzin, ale przecież „pracujesz dla Jezusa, nie dla pieniędzy”.
  • O subtelnym dawaniu do zrozumienia, że samodzielność jest niewskazana.
  • O presji na zerwanie relacji ze środowiskiem rodzinnym czy studenckim, bo przecież nie ma na to czasu.
  • O uzależnieniu finansowym, publicznych karach, nazywaniu wątpliwości i pytań „duchową słabością”.
  • O publicznym zawstydzaniu, kontroli, aurze tajemniczości.
  • O faworyzowaniu niektórych członków grupy, dzięki czemu zwiększa się kontrola i wpływ na tych, którzy do grona faworyzowanych pragną dołączyć.
  • O rosnącym w ludziach przekonaniu, że bez wspólnoty i jej lidera nie nadają się do niczego, że poza wspólnotą, „na zewnątrz”, nie ma już życia.

To nie jest sytuacja jednostkowa, wypadek przy pracy, jedna, tajemnicza i nieopisana w mediach sprawa jednej wspólnoty. To mechanizm powracający w opowieściach wielu ludzi z większych i mniejszych grup, bardziej i mniej znanych. To mechanizm, który trwa niewidzialny.

Duchowa przemoc: przyczyny i skutki

Przemoc duchowa to nic innego, jak wykorzystanie autorytetu Boga po to, by samemu osiągnąć władzę lub inny wpływ na drugiego człowieka, aby przy pomocy argumentów religijnych kierować cudzym życiem.

Pojawić się może wszędzie tam, gdzie relacje nie są symetryczne: gdzie jedna ze stron (jednostka, wspólnota, instytucja) ma autorytet, pozwalający jej interpretować lub powoływać się na „wolę Boga”. Człowiek poddany takiej przemocy zostaje pozbawiony lub oduczony możliwości samodzielnego rozeznawania i podejmowania wolnych decyzji. 

Zaburzony zostaje jego obraz Boga. Bóg może być uważany za mściwego i nieczułego, czyhającego na ludzkie przewinienie. Skutkiem przemocy duchowej są trudności z zaangażowaniem się we wspólnotę religijną i rozczarowanie, wręcz niechęć do wszystkiego, co związane z wiarą i duchowością. 

W człowieku pojawiać się może wstyd i poczucie winy, ale też lęk, gniew, trudności w podejmowaniu decyzji, myśli samobójcze. Doświadczony przemocą duchową człowiek może mieć poważne problemy z zaufaniem innym, czasem będzie odczuwał skutki somatyczne: zaburzenia snu, bóle głowy, ataki paniki, wyczerpanie. To wszystko świadczy o tym, że przemoc duchowa jest realna, a nie jedynie symboliczna, a badania pokazują, że pozostawia w człowieku taki sam ślad, jak inne traumy.

Być może najtrudniejsze w kościelnym mówieniu o przemocy duchowej jest przyjęcie do wiadomości faktu, że nie zawsze jest ona intencjonalna. Sprawca przemocy może jej nie zakładać i samemu nie być świadomym, że krzywdzi. Zło łatwo ukrywać się może pod pozorami „wierności doktrynie”, „ocalania wspólnoty”, „ochrony powołania”. 

Często stoi za tym gorliwość i priorytet dzieła, kiedy tak bardzo ktoś chce robić rzeczy wielkie, że sięga po wszystkie możliwe środki, nie zwracając uwagi na ludzi zniszczonych niejako „przy okazji”. Niezależnie od intencji sprawcy, jeśli jego działania są krzywdzące, to trzeba stawiać im tamę – bo skutki dla życia duchowego, psychicznego, a czasem i fizycznego wielu osób mogą być tragiczne. 

Dlaczego ulegamy przemocowym liderom

Mówiąc o duchowej przemocy, trzeba sobie uświadomić jedno: nikt nie jest bezpieczny, każdy może jej ulec. Owszem, będą ludzie mniej lub bardziej na nią podatni. Jednak manipulanci umiejętnie wykorzystują naturalne mechanizmy psychologiczne, w pułapkę których – umiejętnie skonstruowaną przez manipulanta – przy sprzyjających okolicznościach wpaść może każdy.

Jednym z takich mechanizmów jest potrzeba sensu i autorytetu. Opisana przez Victora Frankla potrzeba sprawia, że łatwo przyjmujemy gotowe odpowiedzi, które podaje nam religijny autorytet: a przyjmujemy je tym chętniej, w im większym kryzysie akurat jesteśmy. Duchowi liderzy szczególnie mocno i łatwo wpływać będą zatem na ludzi w żałobie, przeżywających rozwód, utratę pracy, konflikty w rodzinie.

Im większa będzie ich potrzeba sensu i autorytetu, tym chętniej przyjmą oferowaną im „prawdę” – nawet jeśli w jej imię trzeba będzie zrezygnować z przestrzeni własnej wolności.

W grupach religijnych ogromne znaczenie ma autorytet lidera, który przypisuje sobie rangę wręcz boskiego proroka. Jeśli uznany jest za reprezentanta Boga, jeśli uchodzi za pobożnego i rozmodlonego, jeśli powszechnie widoczne jest jego mistyczne rozmodlenie, czasem wręcz towarzyszy mu aura „świętości” – osłabia to krytyczne myślenie. Człowiek przestaje sobie zadawać pytania, ale gotów jest działać nawet niezgodnie z własnym sumieniem, byle tylko pozostać w zgodzie z autorytetem lidera.

Równie duże znaczenie ma ludzka potrzeba przynależności i lęk przed wykluczeniem. To właśnie one pozwalają liderom utrzymać posłuszeństwo grupy i powstrzymać to, co nazywane bywa „szemraniem” – plotki, podejrzenia, ale i krytyczne opinie czy trudne pytania. W obawie przed izolacją i opuszczeniem człowiek gotów jest przemilczeć wiele zła, racjonalizując je jako „drobiazgi” w obliczu wielkiego dzieła.

Przemocowi liderzy wykorzystują również fakt, że ludzie starają się unikać sprzeczności i jeśli już raz zainwestowali swoje emocje, czas i życiową energię w jakieś działanie czy grupę, trudno im przyznać się do błędu i z tego działania wycofać. Będą raczej bronić swoich wcześniejszych wyborów, szukając uzasadnień i usprawiedliwień dla przemocy – i to przyjdzie im łatwiej niż przyznać, że zostali oszukani. Z tego też powodu trwać będą przy destrukcyjnym liderze nawet wówczas, gdy Kościół formalnie zabroni mu nauczania czy nawet suspenduje. 

Czasem – i to też trzeba przyznać – duchowi manipulanci są zwyczajnie pociągający, z wieloma talentami, potrafiący przekonująco głosić, udzielający realnego wsparcia. Sprawiają wrażenie pięknych i dobrych ludzi, którzy mają tylko jeden problem: nie potrafią puścić człowieka samego w jego własną drogę, lecz za wszelką cenę i używając religijnych argumentów starają się utrzymać nad nim kontrolę.

Naturalne mechanizmy psychologiczne działają na wszystkich. Dodatkowo jednak człowiek może znaleźć się w sytuacji, która czyni go jeszcze bardziej podatnym na wykorzystanie. Bardziej narażeni z pewnością będą ci, którzy mają definiowane przez psychologię niskie poczucie własnej skuteczności i wysoką potrzebę zależności. Będzie się to wiązało również z zewnątrzsterownością, czyli naturalnym poddawaniem się władzy i oczekiwaniem, że to ona podejmować będzie decyzje.

Tym, co zwiększa podatność na duchowe wykorzystanie, jest szukanie w religii ukojenia po trudnych doświadczeniach czy traumie, bo w tej sytuacji osłabiony jest krytycyzm wobec autorytetów. W większym niebezpieczeństwie znajdować się będą również osoby z lękowym stylem przywiązania, które żyją w przekonaniu, że muszą zasługiwać na miłość i akceptację. Manipulujący lider z pewnością to wykorzysta, konstruując swoją pułapkę. 

Jak rozpoznać przemocowca

Czym się będzie wyróżniał człowiek skłonny do stosowania przemocy duchowej? Czy można go jakoś rozpoznać, zanim będzie za późno i staniemy się jego ofiarami?

Psychiatra Jean-Marie Abgrall twierdzi, że „nie ma guru bez paranoi”. To właśnie ten stan ma dawać liderowi/guru poczucie odrębności od reszty ludzkości. Ona daje mu przekonanie, że ma do spełnienia rolę przewodnika lub proroka, że ma do wypełnienia w świecie wyraźną i pochodzącą bezpośrednio od Boga misję. 

Na to, co Abgrall nazywać będzie „paranoją”, składać się zatem będą wybujałe ego, zaburzenia w osądzie rzeczywistości, nieufność i psychiczna sztywność. Przemocowy lider jest przekonany, że wszystko wie i rozumie, a każde jego działanie jest jedynie wypełnianiem woli Bożej. 

Jest przekonany, że władzę otrzymał bezpośrednio od Boga, że jako jedyny we właściwy sposób interpretuje Biblię i że właśnie przez niego przychodzi zbawienie dla świata. Wybujałe ego wiąże się zwykle z charyzmatyczną osobowością i zdolnościami do uwodzenia (niekoniecznie w kontekście seksualnym) – ale też z nieustępliwością, ambicją i autorytarną potrzebą kontroli, wykluczającą wszelką spontaniczność.

Zaburzenia w ocenie rzeczywistości sprawiają, że przemocowy lider nie dopuszcza żadnej krytyki i nie jest w stanie przyznać się do błędu. Przeciwnie, na każdy swój błąd znajdzie uzasadnienie, nawet jeśli zaprzecza ono logice.

Nieufność lidera wiązać się będzie z uznaniem, że wszystko, co w najmniejszym choćby stopniu podważa jego autorytet, stawia jego zachowania pod znakiem zapytania, rzuca na niego cień wątpliwości, jest diabelskim atakiem. Ta sama nieufność spowoduje, że przemocowy lider łatwo będzie wpadać w gniew i złość, a z zazdrości ograniczać będzie kontakty z innymi osobami.

Taki człowiek nie wykazuje empatii, innych ludzi traktuje instrumentalnie, jako narzędzia do osiągania własnych celów. Stawia innym wysokie wymagania, równocześnie usprawiedliwiając własne przywileje. Trudne, jeśli nie niemożliwe, jest przekonanie go do zmiany zdania. Nigdy nie jest do końca zadowolony.

Jeśli w naszym otoczeniu pojawia się człowiek, któremu przypisać można kilka z wymienionych cech, z pewnością zachować należy dużą ostrożność. 

Jak się chronić przed duchową przemocą?

Człowiek nie umie żyć sam – ale i Kościół nie mógłby istnieć bez wspólnoty. Wspólnoty potrzebują przewodników czy liderów. W klimacie wzajemnej nieufności nie jesteśmy w stanie budować niczego konstruktywnego. Jednocześnie to właśnie wspólnoty religijne są szczególnie narażone na przemoc duchową. Jak w takim razie działać, żeby ochronić siebie, nie rezygnując z relacji?

Tym, co najbardziej chroni przed wykorzystaniem i zniewoleniem duchowym, jest świadomość mechanizmów manipulacji, religijna dojrzałość, krytyczne myślenie oraz umiejętność stawiania granic. Pytania „dlaczego mam to zrobić?”, „czy to naprawdę wynika z Ewangelii?” nie są złe, przeciwnie: należy je stawiać jak najczęściej. W zderzeniu z autorytetem ważna jest również wiedza: świadomość różnych nurtów w teologii, orientacja w historii Kościoła, umiejętność rozpoznawania herezji, które zasadniczo, choć w różnych kształtach, powracają wciąż te same.

Dojrzały chrześcijanin powinien wiedzieć, na czym polega autonomia sumienia i jego priorytet, i żadnemu zewnętrznemu autorytetowi nie oddawać nad tym sumieniem władzy. Jednocześnie powinien pozostawać otwarty na inne środowiska, bo to właśnie relacje „na zewnątrz” wspólnoty – rodzinne, przyjacielskie, zawodowe – chronią przed izolacją i zależnością od lidera/guru.

Można by nawet napisać prosty kodeks. Czytaj Ewangelię. Pytaj swojego sumienia. Nie zgadzaj się na nic wbrew sobie. Ucz się odmawiać. Daj sobie czas do namysłu. Nie pozwól budzić w sobie poczucia winy. Śmiej się i obracaj w żart (tego szczególnie nie lubią przemocowi liderzy). Uciekaj. To ostatnie jest szczególnie ważne, bo w ludziach wierzących może pojawiać się pokusa „uzdrowienia” przemocowego lidera czy całej wspólnoty. To się nigdy nie udaje, jedynie ofiar będzie o jedną więcej.

Ostatnią rzeczą, o którą przyjdzie nam zadbać, już nie indywidualnie, ale w całej wspólnocie Kościoła, będzie stworzenie systemu rozpoznawania, zgłaszania i reagowania na przemoc duchową, analogicznego do systemu reagowania na przemoc seksualną. Czy to stanie się szybko? Niestety, trudno tu być dobrym prorokiem.


Poradnik: jak unikać przemocy duchowej

Pamiętaj: Bóg działa w wolności. Tam, gdzie pojawia się przymus, lęk i poczucie winy wykorzystywane do kontroli, tam kończy się Ewangelia, a zaczyna przemoc duchowa.

Zachowaj autonomię sumienia

  • Pamiętaj, że sumienie jest najwyższą normą moralności (Sobór Watykański II, „Gaudium et spes”, 16).
  • Pytaj, wątp, szukaj odpowiedzi. To nie jest brak wiary, to jej dojrzewanie.
  • Nie podejmuj ważnych decyzji życiowych wyłącznie na podstawie polecenia lidera duchowego. Rozeznawaj, konsultuj, używaj własnego rozumu, przyglądaj się swoim talentom.

Myśl krytycznie

  • Zawsze zadawaj pytania: „Czy to, co słyszę, jest zgodne z Ewangelią i nauką Kościoła?”.
  • Porównuj różne źródła – Biblię, Katechizm, dokumenty Kościoła. Czytaj różnych teologów, różne media. Nie opieraj się tylko na jednym głosie.
  • Uważaj na typowy dla mechanizmów kontroli język „absolutny” (np. „tylko my mamy prawdę”, „poza nami nie ma zbawienia”).

Dbaj o swoje granice i prawa

  • Masz prawo powiedzieć „nie” wobec praktyk, które łamią twoje sumienie lub naruszają poczucie bezpieczeństwa.
  • Twoje ciało, czas, pieniądze i życie rodzinne należą do ciebie, a nie do wspólnoty ani lidera.
  • Żaden ksiądz ani lider nie ma prawa wymuszać szczegółowych informacji o twoim życiu intymnym czy prywatnym. Nawet na spowiedzi wyznajesz to, co chcesz wyznać.

Dbaj o wsparcie i relacje

  • Zachowaj różnorodność więzi: z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi również spoza środowiska kościelnego. To ochroni cię przed izolacją.
  • Rozmawiaj o tym, co cię niepokoi, z zaufanymi ludźmi spoza wspólnoty. To może być przyjaciel, psycholog, ksiądz z innego środowiska.
  • Pamiętaj, że zdrowa wspólnota wspiera twoją wolność, a nie ją ogranicza.

Trzymaj się zdrowej religijności

  • Szukaj Boga, który daje wolność, a nie strach: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1).
  • Nie daj się zastraszyć groźbą wiecznego potępienia, używaną jako narzędzie wymuszania posłuszeństwa. Bóg nie manipuluje strachem.
  • Rozwijaj osobistą modlitwę i relację z Bogiem. W ten sposób zmniejszysz zależność od ludzkich autorytetów.

Troszcz się o swój rozwój osobisty

  • Inwestuj w swoją edukację religijną, psychologiczną i społeczną. Czytaj, rozmawiaj, wykup kursy, idź na studia.
  • Rozwijaj pasje poza wspólnotą religijną.
  • Ćwicz asertywność – przyda się również w Kościele.
  • Jeśli doświadczyłeś/aś przemocy duchowej, nie wahaj się szukać pomocy psychoterapeutycznej.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pokusa duchowej władzy