Betonowa, pokryta kurzem i pyłem podłoga. Na ścianach resztki zielonej emaliowej farby. Plątanina odsłoniętych kabli. Zardzewiałe maszyny. Pokrętła, pokrywy, metalowe łańcuchy. Biurka majstrów, instrukcje obsługi maszyn. Walające się liście, stojąca w niektórych pomieszczeniach woda.
Właśnie to zobaczył zespół Miejskiej Biblioteki Publicznej w Żorach im. Ottona Sterna, gdy wszedł do budynku starego młyna w 2018 roku.
– Wyobraziłam sobie, że będzie pięknie – mówi Aleksandra Zawalska-Hawel, dyrektorka biblioteki.
Młyn
Budynek jest w centrum miasta, tuż przy starówce. – Bryła została zachowana, nawet okna są w tym samym miejscu – oprowadza mnie po żorskiej bibliotece Aleksandra Zawalska-Hawel. – Przed remontem przez szpary w podłodze widzieliśmy, co dzieje się na piętrach niżej. Zajrzeliśmy wszędzie, gdzie się dało.
Wspomina kolejne etapy prac. O tym, że zachowali i eksponują instrukcje obsługi niektórych maszyn, m.in. mlewnika do rozdrabniania ziarna. Że najbardziej zależało im na wyeksponowaniu przestrzeni dla czytelników. I że na koniec zabierze mnie gdzieś jeszcze.
Zanim opowie, jak wymyślała bibliotekę, która zmienia Żory i mapę kulturalną Polski, wraca jeszcze do patrona: Ottona Sterna – żorzanina, współpracownika Einsteina, laureata Nagrody Nobla z fizyki w 1943 roku.
Urodził się pod koniec XIX wieku w żydowskiej rodzinie. Jego dziadek Abraham zbudował młyn parowy, później przerobiony na elektryczny. – Jeśli chcemy, by biblioteka była nowoczesną instytucją edukacyjną, miejscem, które przyciąga ludzi, pozwala im poznawać świat, to czy mogliśmy sobie wymarzyć lepszego patrona?

Uwolnić książki
Aleksandra Zawalska-Hawel zaczęła kierować pierwszą biblioteką w Piekarach Śląskich.
– Miasto nie należało do bogatych, brakowało więc i na kulturę – opowiada. – Gdy chcieliśmy coś zrobić w bibliotece, najpierw musieliśmy zastanowić się, skąd na to wziąć pieniądze.
W 2008 roku Zawalska-Hawel napisała pierwszą strategię rozwoju biblioteki. – Nikt mnie o nią wtedy nie poprosił, ale ponieważ wcześniej pracowałam w biznesie, potraktowałam bibliotekę jak każdą inną instytucję, która potrzebuje planu – mówi.
Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiła w Piekarach Śląskich, była mała przebudowa czytelni. – Niskobudżetowa i wymyślona przez zaprzyjaźnioną architektkę, która przygotowała projekt nieodpłatnie. Wystarczyło kilka płyt, by wyeksponować księgozbiór: pokazać książki i ułatwić czytelnikom dostęp do nich – opowiada.
Wiedziała, że jeśli chce przyciągnąć ludzi, powinna zmienić nie tylko wystrój biblioteki, lecz także myślenie o tym, czym biblioteka powinna być.
– Pamiętałam czasy, gdy biblioteki były miejscem, w którym obowiązywała cisza. Na półkach ustawione były rzędy książek oprawionych w szary papier i podpisanych na grzbiecie okładki atramentem. Działały wedle schematu: czytelnik wchodził, mówił bibliotekarzowi szeptem tytuł, nazwisko autora i odbierał egzemplarz przy ladzie. Wszystko trwało kilka minut – wspomina. – Taka biblioteka była martwa.
Biblioteki publiczne często były lokalizowane przy szkołach. – Dlatego rzadko kto do nich zaglądał. Mimo że szkoły miały własne biblioteki, publiczne kojarzyły się z lekturami. Z etapem, do którego nie wraca się po zakończeniu edukacji – mówi.
To nie jest dom kultury
Pierwsze projekty, które Zawalska-Hawel realizowała w bibliotece w Piekarach Śląskich, powoli ożywiały to miejsce.
Zaglądały tu dzieci z okolicy. – Główna siedziba biblioteki była zlokalizowana w sąsiedztwie bloków, których mieszkańców nie zawsze było stać na kulturalne zorganizowanie czasu dzieciom, a zdarzało się, że brakowało i na śniadanie. Czasami któraś z pracownic biblioteki robiła podwójne kanapki i dzieliła się nimi z dziećmi – opowiada dyrektorka. – Dzieci trzymały się nas, dorastały w bibliotece – dodaje.
Z myślą o nich pracownicy biblioteki napisali wniosek o grant i zorganizowali Akademię Dobrego Wychowania. W zajęciach z savoir vivre’u brały udział i trzyletnie dzieci, najtrudniejsza pod względem utrzymania zainteresowania grupa, i nastolatkowie. – Na zakończenie poszliśmy do restauracji: grupa uczestników, darczyńca i pracownicy biblioteki. Wybraliśmy jedną z najlepszych w mieście i sprawdzaliśmy, jak poradzimy sobie przy stole. Dla wielu dzieci to było duże wydarzenie – pierwsze spotkanie ze światem, którego dotąd nie znały.
Na zapleczu biblioteki był piec gazowy. Wykorzystali go, gdy w ramach innego grantu, którego temat nawiązywał do śląskich tradycji, piekli z dziećmi śląski kołacz.
– „To nie jest dom kultury, coś się pani pomyliło”, słyszałam wtedy. Bo w bibliotece zrobiło się gwarno. Ale wiedziałam, że jeśli czytelnicy mają do nas wracać, powinni dostać, poza książkami, coś jeszcze – opowiada. – Czy miałam wątpliwości, że to dobry kierunek? Nie. Utwierdziła mnie w tym rozmowa z pracownicą brooklyńskiej biblioteki. Spotkanie było nagrodą w jednym z grantów. Połączyliśmy się online w konsulacie Stanów Zjednoczonych w Krakowie. Wymieniliśmy się tym, co robimy. Przyznała nam wtedy: biblioteka ma żyć.
Dom światła
W 2016 roku Aleksandra Zawalska-Hawel zaczęła kierować żorską biblioteką.
Część środków z grantów, o które się starała, przeznaczała na wyjazdy i szukanie inspiracji w innych bibliotekach publicznych. Ze współpracownikami wciąż podglądają pracę tych najlepszych, głównie skandynawskich.
Gdy pytam o te, które zrobiły na nich największe wrażenie, wymienia trzy.
Bibliotekę Publiczną w Aarhus w Danii, która w 2016 roku została wyróżniona tytułem Public Library of the Year, czyli najlepszej biblioteki publicznej na świecie. Tytuł przyznaje Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń i Instytucji Bibliotekarskich (IFLA).
Położona nad zatoką na Półwyspie Jutlandzkim, ma powierzchnię ponad trzech i pół tysiąca metrów. – Zaskoczyło nas, że zatrudnia kilkanaście osób, które zajmowały się tylko jednym – innowacjami, czyli szukaniem pomysłów na to, jak przyciągnąć mieszkańców – opowiada Zawalska-Hawel.
I jeszcze coś: – Wewnątrz biblioteki jest dzwon, który rozbrzmiewa za każdym razem, gdy na świat przychodzi nowy mieszkaniec miasta, a w domyśle także nowy czytelnik. Dźwięk i lekkie drżenie dzwonu wywołują radość, którą przeżywa się właśnie tu, w bibliotece – mówi.
Drugą jest Malmö Central Library, nazywana też Ljusets Hus, czyli Dom Światła. – Budynek składa się z dwóch części, zabytkowej i nowoczesnej, ze szklanymi ścianami, przez które wpada światło, zmieniając wnętrze biblioteki wraz z porą dnia – opowiada. – Wieczorem wykorzystywane jest sztuczne światło, a świetlne spektakle mogą być obserwowane z wewnątrz i z zewnątrz.
Oodi – trzecia biblioteka publiczna, tym razem w Helsinkach, która tytuł Public Library of the Year otrzymała w 2019 roku. – Dach biblioteki przypomina falę. Wewnątrz zorganizowano miejsca na warsztaty twórcze, a strefy czytelnicze wydzielone są jedynie regałami z książkami. Przed biblioteką jest duży ogród – mówi.
Wszystkie te biblioteki są w centrach miast, większość w nowych, przemyślnie zaprojektowanych gmachach. – Takie miejsca przyciągają rocznie nawet kilka milionów osób – podkreśla dyrektorka z Żor. – Niektóre mają ogrody na dachach, przeszklone wnętrza. Jeśli spojrzy się na nie z oddali, ma się wrażenie, jakby poruszały się naprawdę. Dzięki temu, że są pełne ludzi.
Zespół żorskiej biblioteki zaczyna też brać udział w międzynarodowych konferencjach dla bibliotekarzy. W czasie wyjazdów omawiają wspólnie projekty, zawiązują sojusze, dzięki którym mogą zdobywać kolejne granty. – Dawniej książka po prostu stała na półce, czekała, aż ktoś ją wypożyczy. Dzisiaj jest w centrum działań – opowiada Zawalska-Hawel.

Migruj do biblioteki
W 2017 roku, tuż po objęciu żorskiej biblioteki, Zawalska-Hawel z zespołem zaczęli realizować projekt „Migruj do biblioteki”. – Nie mieliśmy w Żorach zbyt wielu migrantów. Skupiliśmy się na repatriantach. Odwiedziliśmy m.in. Podkowę Leśną i kilka innych miejsc w Europie, które są związane z migracjami. Chcieliśmy poznać potrzeby tej grupy i zorganizować bibliotekę w taki sposób, by była i dla niej przyjazna – opowiada. – Nie znajdziemy dla kogoś mieszkania, ale możemy służyć informacjami, gdzie i w jaki sposób go szukać.
W Światowy Dzień Migranta, który wypada tuż przed świętami Bożego Narodzenia, pracownicy żorskiej biblioteki wysłali zaproszenia mieszkającym w Żorach repatriantom. Dodali, że w planie jest też poczęstunek i że każdy może przynieść potrawy, które tradycyjnie przygotowywał przed powrotem do Polski.
– Zastanawialiśmy się, czy tym pomysłem kogokolwiek zainteresujemy. Repatrianci nie byli dotąd grupą, która odwiedzała bibliotekę. Przyszło ponad trzydzieści osób, m.in. z Azerbejdżanu, Kazachstanu, Ukrainy, Rosji. Większość nie mówiła biegle po polsku, z czego zdaliśmy sobie sprawę dopiero w czasie kolacji. Wtedy pojawił się kolejny pomysł na projekt. I na zajęcia, które pomogłyby zarówno repatriantom, jak i migrantom z Ukrainy, Portugalii, Wietnamu odnaleźć się w Polsce – opowiada Zawalska-Hawel.
Kilka dni po naszym spotkaniu wysyła maila ze zdjęciami kilkudziesięciu stron szkolnego zeszytu, zapisanego złotym atramentem. To zeszyt, w którym wpisali podziękowania. – Repatrianci i migranci zostali z nami na kolejne dwa lata. Powstała społeczność, która jest z nami do teraz – mówi.
Kreatywny wtorek
Przeglądam kalendarz zamieszczony na stronie internetowej żorskiej biblioteki. Na szaro podświetlają się dni z zaplanowanymi wydarzeniami, czyli prawie wszystkie.
Wybieram tydzień po majówce. I tak: 6 maja będą warsztaty dla kobiet, w programie m.in. naturalne sposoby radzenia sobie ze stresem i bezsennością.
Kolejnego dnia trzy wydarzenia: Klub Młodego Odkrywcy, dla dzieci do ósmego roku życia, wśród atrakcji – eksperymenty i zapowiedź rozwijania „kompetencji przyszłości”; koordynatorem projektu jest Centrum Nauki Kopernik. Tego samego dnia bezpłatny kurs języka włoskiego dla dorosłych „Amo Italiano” i jeszcze „Art meet-up”, czyli warsztaty dla młodych: „Rysujesz? Dziergasz? A może piszesz wiersze? Zapraszamy twórców na spotkanie Art Meet-up, gdzie będziemy rozmawiać, kreować, dzielić się radami. Poznaj innych, młodych artystów z okolicy!”.
8 maja spotkanie „Kobieca perspektywa”. Dzień później zajęcia nauki gry na gitarze dla początkujących. Prawie równolegle „Chatting with tea”, czyli klub dyskusyjny w języku angielskim z native speakerem. Na koniec tygodnia Żory Ukulele Festiwal.
W kolejnym tygodniu podobnie: „Kreatywny wtorek”, czyli spotkanie wokół rękodzieła, „Sztuka moja pasja” – warsztaty z rysunku i malarstwa dla dorosłych, wieczorem sesja Mindfulness. Tydzień kończy sobotni cykl dla całej rodziny: „Zaczytani – codziennie w bibliotece”.
Kogo brakuje?
Żory mają 63 tys. mieszkańców. Do biblioteki zapisało się 12,5 tys. osób, a rocznie odwiedza ją 282 tys.
– Kto zagląda tu najrzadziej? – pytam.
– Mężczyźni, zwłaszcza ci czynni zawodowo – przyznaje Zawalska-Hawel. – Chłopcy w wieku szkolnym przychodzą, mamy też mocną grupę seniorów i oczywiście kobiet.
Dlatego jeden z ostatnich projektów realizowany przez bibliotekę był skierowany właśnie do ojców. – Nie chcieliśmy mówić uczestnikom, jak być lepszym tatą, bo na tym się nie znamy. Zależało nam, by spotkać ojców, pozwolić im wymienić się doświadczeniami – opowiada. – Przygotowaliśmy książki, w których można znaleźć przydatne informacje, zorganizowaliśmy warsztaty. Mieliśmy nadzieję, że powstanie Klub Ojców. Jednak projekt się skończył, a panowie się rozpierzchli – mówi. – Myślimy więc o kolejnych tematach, które mogłyby ich zainteresować.
Równolegle powstają w żorskiej bibliotece grupy, które regularnie korzystają z oferty instytucji. – Grupa seniorów, nauczycielek z jednej z żorskich szkół, grupa młodzieży – wylicza Zawalska-Hawel. – Część z nich przychodzi na wybrane zajęcia, inni tworzą stałą widownię dla spotkań literackich.
Jedna z grup powstała po pandemii covidu, gdy zespół biblioteki przygotował projekt „Most sztuki” dla osób po 50. roku życia, który miał ułatwić im wyjście z izolacji.
– Po drugiej stronie pojawia się nie tylko ciekawość tego, co robimy, ale i przekonanie, że można do nas przyjść ze swoimi sprawami. Być może właśnie dlatego jedna z naszych czytelniczek poprosiła ostatnio bibliotekarkę o książkę na temat bulimii. Widziała, że biblioteka jest miejscem, w którym może znaleźć pomoc, wiedzę, i że może nam zaufać – dodaje.
Zawalska-Hawel podkreśla, że nigdy nie chciała mieć zbyt wiele wspólnego z polityką. – Jeśli jednak prowadzi się instytucję, która wywiera wpływ na to, co dzieje się w mieście, polityka zaczyna się interesować nami – mówi.
Tak było w ubiegłym roku, gdy z inicjatywy Strefy Młodych znajdującej się w bibliotece zorganizowano tam warsztaty i zajęcia pod hasłem Miesiąc Dumy. – Jak zawsze wskazaliśmy na książki, które warto przeczytać, zaprosiliśmy osoby, które poprowadziły zajęcia i warsztaty. W odpowiedzi mieliśmy protest przed biblioteką, głównie osób związanych z Ordo Iuris – mówi. – I wiele miesięcy wyjaśnień, czym były nasze zajęcia i dlaczego warto rozmawiać na tematy, które są ważne dla naszych czytelników.

Żar literatury
Równolegle, jak wiele innych bibliotek publicznych, żorska organizuje spotkania autorskie. – Zapraszamy znanych i najlepiej piszących w Polsce, ale też tych, których debiuty świetnie się zapowiadają. Dla młodego autora pierwsze spotkanie z publicznością to przede wszystkim szansa na usłyszenie tego, jak jego książka została odebrana. Dlatego organizujemy spotkania z debiutantami, nawet jeśli wiążą się one z ryzykiem, że przyjdzie kilka osób.
W 2020 roku w debacie otwierającej nową siedzibę żorskiej biblioteki wystąpili Tadeusz Sławek, Ryszard Koziołek i Przemysław Czapliński. W ciągu dwóch dni przez bramki biblioteki przeszło ponad 6,5 tys. osób.
– Zainteresowanie było tak duże, że pomyślałam: a może by tak zorganizować festiwal literacki w Żorach, który chodził mi po głowie od dawna – przyznaje Aleksandra Zawalska-Hawel.
Tak powstał Festiwal Żar Literatury, w którego trzech poprzednich edycjach wzięło udział łącznie 108 pisarzy i pisarek oraz blisko 2,3 tys. osób oraz ponad 5,6 tys. słuchaczy online.
Widok
Z gabinetu dyrekcji idziemy na ostatnie piętro budynku dawnego młyna. Zawalska-Hawel koniecznie chce mi coś pokazać. Ogromna sala z przeszklonymi ścianami, widok z jednej strony na park, z drugiej – na Żory. Tu będzie kawiarnia.
– Mamy też widoki – mówi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















