Książka jest dobrem kultury i wszyscy musimy o nią dbać

Oprócz zerowego VAT-u na książki przydałaby się w Polsce ulga podatkowa na wzór tej, dzięki której kiedyś mogliśmy odliczać sobie koszt zakupu dostępu do internetu. Jednym z naszych marzeń, nieco trudniejszych do zrealizowania, jest wprowadzenie bonu, dzięki któremu każdy obywatel na 18. urodziny otrzymałby od państwa określoną kwotę do wydania na kulturę: zakupy w księgarni, bilety do kina i teatru.
Czyta się kilka minut
Magdalena Hajduk-Dębowska, Wydawnictwo Karakter, prezeska Polskiej Izby Książki. Kraków, 26 sierpnia 2024 r. // Fot. Jacek Taran
Magdalena Hajduk-Dębowska, Wydawnictwo Karakter, prezeska Polskiej Izby Książki. Kraków, 26 sierpnia 2024 r. // Fot. Jacek Taran

Monika Ochędowska: Coraz częściej i głośniej mówimy o sytuacji wydawców i księgarzy, także w parlamencie. Z jakim skutkiem?

Magdalena Hajduk-Dębowska, prezeska Polskiej Izby Książki: Przede wszystkim mamy teraz z kim rozmawiać w ministerstwach i w Sejmie, bo przez ostatnie osiem lat nie było partnera do prowadzenia poważnej rozmowy na temat sytuacji, w jakiej znajduje się rynek książki w Polsce. Pierwszą osobą, która otwarcie przyznała, że widzi potrzebę zmian, był minister Bartłomiej Sienkiewicz.

Który po pięciu miesiącach urzędowania przeniósł się do Brukseli.

Niestety, układanka polityczna opóźnia rozmowy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, choć dostaliśmy zapewnienie, że prace nad ustawą o książce będą kontynuowane niezależnie od zmian personalnych.

W kwietniu rozpoczęły się rządowe konsultacje, podczas których stronę sejmową reprezentowały ówczesna wiceministra, Joanna Scheuring-Wielgus, i jej doradczyni, Agata Diduszko-Zyglewska. Z ramienia branży wydawniczej stawiło się natomiast ok. 20 osób: przedstawiciele Polskiej Izby Książki, księgarze, osoby z Unii Literackiej oraz Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, naprawdę reprezentatywne grono.


Wydarzenia na Festiwalu Conrada oraz treści związane z Festiwalem są bezpłatne. Jeśli chcesz, możesz wesprzeć jego powstawanie, kupując bilety dobrej woli i festiwalowe pamiątki na platformie Partnera Strategicznego Festiwalu – Allegro.


Kolejne rozmowy miały się odbyć tuż przed wakacjami w czerwcu, niestety do spotkania nie doszło.

Bardzo długo trwało wyłanianie następcy wiceministry Scheuring-Wielgus, która także pracuje dziś w europarlamencie. Nowa ministra kultury, Hanna Wróblewska, zmieniła zakres kompetencji swojego zespołu i sprawy dotyczące rynku książki znalazły się pod opieką wiceministra Andrzeja Wyrobca, który w wiosennych konsultacjach nie uczestniczył – tu musimy od nowa „wydeptywać ścieżki”, a jesteśmy już w bardzo trudnej sytuacji: rynek książki jest zdestabilizowany. Książki sprzedają się źle. Im gorsza jest sytuacja finansowa wydawców i księgarzy, tym bardziej każdy z nas pilnuje swego. Nie sprzyja to ustępstwom i rezygnowaniu z partykularnych postulatów na rzecz polepszenia funkcjonowania całej branży.

Dobra wiadomość jest taka, że na ostatnim posiedzeniu Podkomisji Stałej ds. Czytelnictwa i Prawa Autorskiego pod koniec lipca większość obecnych na sali posłów zrozumiała, że w obliczu problemów, które referujemy, jedynym sensownym rozwiązaniem jest ustawa. Nawet były minister Piotr Gliński, do tej pory sceptyczny, potwierdził, że chętnie się w pracę nad taką ustawą o książce zaangażuje. To skądinąd pierwszy raz w historii polskiego parlamentu, kiedy w ogóle istnieje i działa podkomisja posiadająca „czytelnictwo” w nazwie.

Poza Ministerstwem Kultury są jeszcze inne gremia, z którymi współpraca będzie dla ustawy ważna.

W lipcu spotkałam się z ministrem finansów Andrzejem Domańskim, który podtrzymał swoją przedwyborczą obietnicę wprowadzenia zerowej stawki podatku VAT na książki. Zadeklarował też, że zmiana mogłaby wejść w życie w przyszłym roku. Nie jest to oczywiście rozwiązanie, które naprawi wszystkie problemy branży, ale zmierzamy w dobrym kierunku.

Jakie zapisy – poza zerowym VAT-em – powinny się znaleźć w planowanej ustawie? Dużo mówiło się ostatnio o jednolitej cenie książki.

Powoli odchodzimy od mówienia o „jednolitej cenie książki”, ponieważ nazwa okazała się myląca dla czytelniczek i czytelników. Wolimy mówić o „minimalnej cenie książki”. W skrócie chodzi o to, by przez kilka miesięcy od premiery książki wszyscy sprzedawcy oferowali ją w tej samej, ustalonej przez wydawcę, cenie. Takie rozwiązanie wyrówna szanse dużych podmiotów i lokalnych księgarzy, a docelowo obniży dzisiejszą cenę okładkową. 

To pierwsza i najważniejsza rzecz, która powinna się znaleźć w ustawie, mająca na celu ratowanie niezrzeszonych księgarni stacjonarnych. Chodzi o to, aby zapewnić jak najszerszą i możliwie zróżnicowaną sieć sprzedaży dla czytelników – klientów.

Drugi postulat środowiska wydawniczego dotyczy uregulowania kwestii marż dystrybucyjnych, a więc opłat, które wydawca ponosi na rzecz hurtowników i sieci księgarskich. Wydawcy są dzisiaj poddawani silnej presji ciągłego obniżania ceny, za którą sprzedają książki tym podmiotom. Największym graczom na rynku umożliwia to duże przeceny w dniu premiery książki, a wydawców zmusza do nieustannego podnoszenia cen okładkowych.

Nową książkę Doroty Masłowskiej wysłaliście z wydawnictwa Karakter do niezależnych, kameralnych księgarni, które sprzedawały ją w cenie okładkowej. Dopiero po dwóch tygodniach „Magiczna rana” trafiła do dystrybutorów, a więc także dużych internetowych sklepów. Dlaczego nie jest to zwyczajowa praktyka wydawców? Nie potrzeba do tego ustawy.

Cóż, być może mógłby się wykształcić taki zwyczaj. Potrwałoby kilka lat, zanim na dobre by się u nas przyjął i w pewnym momencie może dziwilibyśmy się nawet, że kiedyś sprawy wyglądały zupełnie inaczej. Tylko że księgarnie stacjonarne nie mają już tyle czasu. Jest za późno, by liczyć na szlachetne serca wydawców. Łukasz Zych, członek zarządu Stowarzyszenia Księgarzy Polskich, jest zdania, że jeśli do końca tego roku nie zadzieje się coś, co wesprze je systemowo, proces znikania księgarni z ulic naszych miast i miasteczek nieodwracalnie przyspieszy.

Ministerstwo Kultury przyznało właśnie 30 mln zł na zakupy biblioteczne. Do kogo trafią te pieniądze?

To trzeci obszar, który wymaga namysłu przy konstruowaniu ustawy o książce. Nikt nie kontroluje i nie bada tego, gdzie i u kogo publiczne biblioteki robią zakupy. Zajęła się tym właśnie Polska Izba Książki, raport będzie dostępny za kilka tygodni.

Wiemy tylko, gdzie na pewno nie są robione zakupy: w lokalnych księgarniach, dla których taka współpraca mogłaby stanowić bardzo ważny element wsparcia. Nie mówiąc o tym, że byłaby korzystna dla lokalnej gospodarki, rynku pracy itd.

Druga istotna sprawa związana z bibliotekami dotyczy uregulowania wynagrodzeń za wypożyczenia książek – bardzo ważna kwestia dla twórców i twórczyń. Wiem, że i Unia Literacka, i Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury z Ministerstwem Kultury o tym rozmawiają.

Na czym polega problem?

Wynagrodzenia za wypożyczenia książek płyną wyłącznie z bibliotek publicznych, dodatkowo obliczane są na podstawie wypożyczeń w niewielkiej liczbie placówek. Kompletnie pomijane w tego typu rozliczeniach są biblioteki uniwersyteckie, pedagogiczne czy szkolne, z których każda podlega innemu ministerstwu. Podobnie jak biblioteki w instytucjach czy więzieniach.

Poza zapisami dotyczącymi cen książek, marż dystrybutorów i wynagrodzeń za wypożyczenia biblioteczne – co jeszcze mogłoby poprawić sytuację naszego rynku książki?

Oprócz zerowego VAT-u przydałaby się ulga podatkowa na wzór tej, dzięki której kiedyś mogliśmy odliczać sobie koszt zakupu dostępu do internetu. Taka ulga na zakup książek byłaby zachętą dla tych, którzy chcieliby kupować więcej, ale nie mogą sobie na to pozwolić.

Jednym z naszych marzeń, nieco trudniejszych do zrealizowania, jest wprowadzenie bonu, czyli takiego mechanizmu, dzięki któremu każdy obywatel na 18. urodziny otrzymałby od państwa określoną kwotę do wydania na kulturę: zakupy w księgarni, bilety do kina czy teatru. Taki bon można zresztą dowolnie rozszerzać na przeróżne kategorie uciech kulturalnych: festiwale muzyczne, koncerty itp.

To działa?

Tak, mamy przykłady funkcjonowania takiego bonu w różnych krajach europejskich: Niemczech, Francji, Włoszech. W zeszłym roku podczas targów książki we Frankfurcie Niemcy zaprezentowali wyniki swojego programu i okazało się, że ponad 50 proc. środków wydanych przez osiemnastolatków to były właśnie zakupy w księgarniach.

Inny pomysł, do którego próbujemy przekonać państwo, jest taki, by kupowało ono określoną część nakładu bezpośrednio u wydawców; takie rozwiązanie funkcjonuje np. w Norwegii.

Tylko że u nas wydaje się ponad 30 tys. książek rocznie.

Dlatego w Norwegii powołano specjalną komisję, która decyduje, co np. wśród nowości z literatury zagranicznej państwo powinno zakupić, na co warto zwrócić uwagę. Kupione w ten sposób książki są następnie dystrybuowane do bibliotek.

Mnie osobiście ten pomysł się szalenie podoba, ponieważ gwarantuje wydawcy minimalny przychód z wydania tytułu, a z drugiej strony zasila biblioteki dobrą literaturą. Przy czym to rozwiązanie powinno funkcjonować równolegle z samodzielnymi zakupami bibliotek. Jego celem jest uzupełnienie oferty bibliotek, przy zachowaniu ich autonomii zakupowej.

Wart rozważenia i łatwiejszy w realizacji jest też pomysł robienia zakupów do bibliotek z odrębnego funduszu książek-laureatek nagród literackich.

Od pewnego czasu obserwujemy rosnącą modę na literaturę Young Adult. Zastanawiam się, czy poprawiła ona statystyki czytelnictwa, na przykład wśród młodzieży.

Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie – to kolejna bolączka naszego rynku wydawniczego: brak rzetelnego raportowania nakładów oraz sprzedaży poszczególnych tytułów. Ani wydawcy, ani punkty sprzedaży nie mają obowiązku raportowania danych ministerstwu.

Dostępne dziś raporty Nielsen Bookscan pokrywają ok. 40 proc. rynku sprzedaży książek – to jest niemiarodajne, bo jeśli nie ujmiemy w raportach największej sieci księgarskiej ani księgarń niezależnych, to nie mamy rzetelnego obrazu rynku. To także wymaga regulacji, skądinąd pojawiały się głosy, żeby taki zapis uwzględnić w ustawie.

W jakiej formie?

Bardziej ortodoksyjni wydawcy twierdzą, że powinniśmy raportować wszystko, a nakład powinien być nawet podawany w książce, jak miało to miejsce kiedyś. Mniej ortodoksyjni przedstawiciele branży mówią, że wystarczy, jeśli sama sprzedaż konkretnego tytułu będzie raportowana.

Osobiście uważam, że ważna jest transparentność wszystkich danych. Tymczasem obecnie każdy z nas wie tylko to, co sobie sam wypracuje. Znamy dynamikę sprzedaży własnych tytułów, chyba że inny zaprzyjaźniony wydawca coś nam zdradzi. Szeroko zbierane informacje przysłużyłyby się wszystkim. Bez nich nie da się prowadzić badań rynku ani wiarygodnie porównywać polskiego rynku z rynkami zagranicznymi. Nie da się również poważnie rozmawiać z ministerstwem, bo każdy może odwoływać się do innych badań i innego kawałka rynku.

Czy ustawa o książce będzie też określała preferencyjne warunki wynajmu lokali dla księgarzy? Oprócz cen książek to także duża bolączka tego sektora.

Część przedstawicieli naszej branży uważa, a ja popieram ten postulat, że regulacja powinna zawierać zapisy, wedle których książka zostanie wreszcie określona jako dobro kultury i że z tego zapisu będą wynikać też inne zapisy ustawy, jak choćby obowiązek władz – na każdym poziomie – chronienia i wspierania książki jako dobra kultury.

Niektóre samorządy faktycznie aktywnie wspierają już rynek książki. Gdańsk ma specjalny fundusz, w ramach którego miasto kilka razy w roku robi zakupy u lokalnych wydawców i księgarni. Kupione w ten sposób książki są później przekazywane na nagrody, prezenty – w życiu magistratu mnóstwo jest przecież takich okazji, kiedy można wręczyć książkę. 

Dopóki nie umówimy się ustawowo, że książka jest dobrem kultury i wszyscy musimy o nią dbać, trudno tego od kogokolwiek wymagać. Pozostaje liczyć na dobrą wolę każdego z nas.

MAGDALENA HAJDUK-DĘBOWSKA jest prezeską Polskiej Izby Książki, współzałożycielką i współwłaścicielką wydawnictwa Karakter. Związana z branżą książki od 2001 roku. Jako ekspertka od prawa autorskiego udziela konsultacji z zakresu współpracy autorek i autorów z wydawcami. Współautorka Konwencji Krakowskiej.


W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, w ramach Festiwalu Conrada organizowany będzie Kongres Książki. Stanowi on platformę dialogu dla różnych podmiotów działających na rynku książki: twórców, wydawczyń, księgarzy, bibliotekarek oraz promotorów literatury. Ich przedstawiciele spotykają się w Krakowie, aby porozmawiać o najważniejszych wyzwaniach dla branży (regulacje rynku, prawa autorskie, sztuczna inteligencja). Kongres jest także okazją do przybliżenia czytelnikom rozmaitych aspektów funkcjonowania rynku.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2024

W druku ukazał się pod tytułem: O książki trzeba dbać

Artykuł pochodzi z dodatku Magazyn Conrad nr 2/2024