Czy pielgrzymki przetrwają

Prof. Izabela Sołjan, geograf religii: Na pierwszym planie jest motywacja religijna. Ale coraz większe jest też zainteresowanie pozareligijną stroną takiej wyprawy.
Czyta się kilka minut
XVII Ogólnopolska Pielgrzymka Rowerowa na Jasną Góre. Częstochowa, 9 lipca 2022 r. // Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl
XVII Ogólnopolska Pielgrzymka Rowerowa na Jasną Góre. Częstochowa, 9 lipca 2022 r. // Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl

Jacek Taran: Czym jest pielgrzymka?

Izabela Sołjan: Najkrócej, to podróż podjęta w celach religijnych do miejsc uważanych za święte. Tak jest najczęściej, chociaż motywacje bywają różne. Pielgrzymki są zjawiskiem znanym w niemal wszystkich religiach i to właściwie od zawsze. Możemy się zastanowić, czy ten czynnik religijny, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, jest konieczny. Oczywiście, ludzie pielgrzymowali przede wszystkim z potrzeby duchowej, ale przecież nieodzowny był też czynnik poznawczy. To była jedna z pierwszych form turystyki. Inna niż turystyka współczesna, która rozwinęła się znacznie później, ale jednak każda podróż zawsze będzie miała w sobie też ten pociągający pierwiastek przygody czy doznania czegoś nowego. 

A co jest interesującego w pielgrzymkach dla geografa?

Geografia jest nauką, która zajmuje się przestrzenią, i wszystko, co w tej przestrzeni się dzieje, może znaleźć się w kręgu zainteresowań geografów. Zatem również to, co związane jest z religią, która ma wiele istotnych powiązań społeczno-ekonomicznych. Na tym gruncie rozwinęła się dziedzina zwana geografią religii, w ramach której bada się również pielgrzymki jako element turystyki religijnej. Chodzi też o takie aspekty jak zasięg pielgrzymowania, sposób organizacji przestrzeni sanktuaryjnej, motywy, dla których ludzie podejmują trudy takiej podróży, czy satysfakcja pielgrzymów.

Po co ludzie chodzą na pielgrzymki?

Z badań wynika, że na pierwszym planie jest motywacja religijna. Natomiast coraz większe jest też zainteresowanie pozareligijną stroną takiej wyprawy. Widać to zwłaszcza wśród osób młodszych. Tu pojawia się też potrzeba czy chęć towarzyszenia osobom starszym, chęć pomocy. Często to może być motywacja polegająca po prostu na potrzebie spędzenia wspólnego czasu z kimś bliskim. Dla ludzi starszych motywacja religijna zazwyczaj jest jedynym i najważniejszym powodem, dla którego decydują się na udział w pielgrzymce. W 2015 r. Portugalczycy robili badania w czterech sanktuariach: w Fatimie, Lourdes, Banneux w Belgii i w Loreto. Osoby powyżej pięćdziesiątego roku życia nie wskazywały na wagę innych motywów niż religijne. Natomiast dla młodszych grup motywy inne niż religijne stanowiły nawet 40 proc. wskazań. 

Podobno ludzie szukają sobie męża czy żony na pielgrzymce.

Zapewne to się może zdarzyć. Budowaniu relacji sprzyjają zwłaszcza pielgrzymki piesze, to jest dość powszechne zjawisko w grupach ludzi, które są zintegrowane jakimś wspólnym celem, wspólnym doświadczeniem i wartościami.

A czy młodzi ludzie mają swoje ulubione miejsca?

Nie mamy badań, które by mogły jakoś potwierdzić taką tezę, ale na pewno jest tak, że młodzież chętniej utożsamia się z formami eventów religijnych, jak spotkania w Lednicy czy Festiwal Życia w Kokotku. Przyciąga ich forma, w którą wpisane są koncerty, konferencje, warsztaty, a nawet ekstremalne biegi. Tu też ważny jest czynnik religijny, ale nie jest on jedynym. Nie znaczy to, że młodzi nie biorą udziału w tradycyjnych formach pielgrzymowania.

Pielgrzymki z pewnością wpływają na rozwój miejsc pielgrzymkowych...

Ten wpływ może być bardzo silny, ale też nie jest to reguła. Przede wszystkim ważny jest czynnik sprawczy, który decyduje o powstaniu sanktuarium, np. objawienia maryjne czy cudowne wizerunki. Wśród współczesnych centrów oddziałujących na rozwój miejscowości można wymienić chociażby Fatimę, która została założona od podstaw, na tzw. surowym korzeniu. Objawienia miały miejsce w Cova da Iria, to był teren niezamieszkały. O Lourdes przed objawieniami w 1858 r. mało kto słyszał, a dzisiaj to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc. Tak dzieje się głównie w mniejszych ośrodkach, dla których funkcja pielgrzymkowa jest wiodąca. W Polsce takim miejscem jest Licheń. Dla dużych ośrodków miejskich, jak choćby Kraków, ta funkcja jest jedną z wielu i zazwyczaj nie najważniejszą. Mamy tu dwa duże sanktuaria o randze międzynarodowej: Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i sąsiadujące z nim Centrum Jana Pawła II, ale przecież ludzie przyjeżdżają do Krakowa nie tylko na pielgrzymki.

Ale pielgrzymowali tu, jak w Łagiewnikach jeszcze nic nie było...

To prawda. Przez wieki Kraków miał wiele różnych sanktuariów, już w XI w. zaczął rozwijać się kult św. Stanisława ze Szczepanowa. Wcześniej sprowadzono relikwie świętego Floriana, ale ten kult się nie przyjął. Przez wieki Kraków był przedstawiany jako polski Rzym, bo mieliśmy wiele miejsc pielgrzymkowych. I nawet dziś lista sanktuariów jest bardzo długa, ale też wiele z tych miejsc już nie gromadzi pielgrzymów.

Czy możemy wyróżnić jakieś trendy?

Rozwój chrześcijańskiego ruchu pielgrzymkowego zaczyna się w IV w. naszej ery, kiedy to najpierw edykt mediolański w 313 r. zrównał chrześcijaństwo z innymi religiami, a w 381 r. stało się ono religią obowiązującą w Cesarstwie Rzymskim. Zaczyna się dynamiczny rozwój ruchu pielgrzymkowego związanego wówczas przede wszystkim z kultem męczenników i świętych. Po soborze efeskim nasilił się kult maryjny i trend ten utrzymał się przez wieki. Na początku XVII w. zaczęły powstawać kalwarie – pierwsza w Kalwarii Zebrzydowskiej. W wielu kalwariach, będących przede wszystkim ośrodkami kultu pasyjnego, szczególną czcią otaczano wizerunki Matki Bożej.

A co ze świętymi?

Obserwujemy odradzanie się ruchu pielgrzymkowego wokół takich miejsc. Przykładem jest San Giovanni Rotondo we Włoszech, związane z Ojcem Pio. W Polsce istotne jest pielgrzymowanie śladami Jana Pawła II. Jednocześnie zasięg światowy zyskuje kult Miłosierdzia Bożego z centrum w krakowskich Łagiewnikach, kojarzonych z postacią świętej Faustyny. Przybywają tu pielgrzymi z całego świata. Niedawno była tu grupa z Wietnamu.

Jest ważne, czy idziemy na pielgrzymkę pieszo, czy jedziemy autokarem?

Jeżeli bierzemy pod uwagę cel pielgrzymowania, to nie ma większego znaczenia. Mamy pielgrzymki rowerowe, na rolkach, konne, autokarowe. To tylko sposób dotarcia do sacrum. Pielgrzymka realizuje się również w drodze, więc istotne jest to, co się tam dzieje. Od lat organizuje się wyjazdy o charakterze pielgrzymko-wycieczek, podczas których zwiedza się kilka sanktuariów, jest to oczywiście połączone z uczestnictwem w praktykach religijnych, ale równocześnie jest czas na inne aktywności.

Przy pielgrzymkach pieszych jest inne nastawienie, inny trud, inna też forma życia wspólnotowego podczas tych kilku dni. Fenomenem w tym zakresie jest Jasna Góra, gdzie co roku blisko 80 tys. osób przychodzi w pielgrzymkach pieszych, a ich zasięg obejmuje całą Polskę. W najdłuższej pielgrzymce, wychodzącej z Helu, pielgrzymi są w drodze 26 dni. Nie spotkałam się z taką skalą, zwłaszcza w Europie. W kwietniu tego roku Pielgrzymka Warszawska, przychodząca na Jasną Górę nieprzerwanie od 1711 r., została wpisana na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego.

A czy to nie jest tak, że jednak coraz mniej ludzi decyduje się na taką formę spędzenia czasu?

W przypadku największych ośrodków wielkość ruchu utrzymuje się na podobnym poziomie, widoczny spadek obserwujemy jedynie w Lourdes. Na Jasnej Górze, głównym polskim sanktuarium, co roku rejestruje się 3-4 mln pielgrzymów. To mniej niż w latach 90., ale nadal jest to liczba imponująca.  Maleje liczba osób, które przybywają w grupach zorganizowanych, ale utrzymuje się liczba grup, tylko te grupy są mniej liczne. Rośnie za to liczba pielgrzymów indywidualnych. Nawet pandemia nie wpłynęła znacząco na wstrzymanie ruchu pielgrzymkowego. Szukano po prostu innych form, pojawiły się pielgrzymki sztafetowe albo pielgrzymowały tylko delegacje. Na przykład pielgrzymka biegowa z Bytowa, zamiast na Jasną Górę, wybiegała w intencjach pielgrzymkowych ponad 5 tys. km u siebie na Kaszubach.

A jaka jest przyszłość pielgrzymek? 

Myślę, że pielgrzymki przetrwają, ale zmieniać się mogą zarówno motywacje, jak i forma. Byłam w ubiegłym roku w Maastricht – to jest główne sanktuarium Holandii. Kaplica z cudownym obrazem była pełna ludzi, zapalali świeczki, modlili się. A obok duża bazylika, ludzie zwiedzali ją, natomiast nie zauważyłam nikogo, kto by się tam modlił. Mocny kryzys przechodzi Lourdes. Wcześniej przybywało tam około 5-6 milionów osób rocznie, a teraz tylko 3 miliony! Władze szukają różnych pomysłów, jak ten spadek zatrzymać. Próbuje się połączyć turystykę religijną z atrakcjami, które daje okolica, na przykład turystyką górską, rowerową, promuje się jakieś sporty, które można tam uprawiać. Jednak w wielu ośrodkach pielgrzymowanie jest nadal żywe, pomimo postępującej laicyzacji.

A jakieś ośrodki zyskują?

W San Giovanni Rotondo liczba pielgrzymów stale rośnie. To są liczby rzędu 5-6 milionów rocznie. Ojciec Pio to najbardziej popularny włoski święty. Trzeba jednak sobie zadać pytanie, czy to jest dobre, że mamy coraz więcej pielgrzymów? Bo w przypadku San Giovanni Rotondo mówi się wręcz o utowarowieniu kultu. Pewne granice i normy przynależne strefie świętej zostały tam chyba przekroczone.

Bo jednak pielgrzymki to też biznes, prawda?

Oczywiście! Ośrodki pielgrzymkowe jako miejsca masowej pobożności i kultu zawsze łączyły się z komercją. Cała strefa wokół sanktuarium nastawiona jest na obsługę pielgrzymów. W Lourdes i Fatimie rozwinęły się dzielnice pielgrzymkowe o nastawieniu usługowo-handlowym. Setki hoteli, sklepów z dewocjonaliami i pamiątkami, restauracji i kawiarni, wszystko to przynosi wymierne zyski. Jeszcze na początku XX w. władze sanktuariów nie zezwalały na komercję w samym miejscu świętym, ale to się zmieniło. Teraz w strefach sakralnych lokuje się sklepy z przedmiotami religijnymi, obiekty gastronomiczne. Sanktuarium fatimskie jest właścicielem wynajmowanych handlowcom sklepików, parkingów i domów noclegowych. 

Dr hab. prof. UJ Izabela Sołjan // Archiwum prywatne

Dr hab. Izabela Sołjan jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, kieruje Pracownią Geografii Religii w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Dokąd zmierzają pielgrzymki