Sześć ścianek z czekolady do delikatnego oddzielenia, zanim zatopi się zęby w piance. Pomaga, jeśli ptasie mleczko wcześniej się mocno schłodzi, albo wręcz zamrozi. Wy też tak je zjadaliście w dzieciństwie? Analogicznie, nie mógłbym się związać z nikim, kto wcinał delicje od razu, a nie obgryzał najpierw biszkoptowy krążek dookoła, żeby dopiero na koniec poczuć smak galaretki. To kwestia strategii przyjemności, ale też analitycznego podejścia do poznawania świata. Decyzji, że możemy świadomie, działając wedle planu, podzielić doświadczenie na warstwy, stopnie i etapy, dzięki czemu dowiemy się wreszcie, chociaż na moment, o co z tym życiem chodzi.
Mniej więcej tych samych różnic dotyka spór o ułożenie garów w zmywarce, ukryta siła napędowa wielu rozstań i rozwodów. Ale dzisiaj zero zmywania, szkoda zachodu z robieniem domowych pianek marshmallow, skoro mamy ptasie mleczko (ale tylko w oryginalnej wersji waniliowej, bez żartów proszę!). Bądźmy amerykańscy do cna, kupujmy wszystko gotowe i zafoliowane – w ten dzień, kiedy zamieniamy się w Amerykanów. Czy raczej ich udajemy, jak podświetlona świecą wyszczerzona dynia udaje w tę noc czyśćcową duszę.
Cieplej spojrzałem na halloweenową estetykę, kiedym doczytał, że pierwotnie w Anglii i Irlandii była to wydrążona rzepa – znacie moją miłość do niej, toż my z niej wszyscy, cóż tam dynia, wciągnięta do obyczaju dopiero w Ameryce. A te bandy bachorów, którym wciskamy pospiesznie zakupione batoniki i inne śmiecie w sreberkach – to dalekie echo dzieci z dalekich północnych hrabstw uprawiających souling: była to obietnica modlitwy za dusze zmarłych krewnych w zamian za „duszne ciastka”, czyli okrągłe wypieki, mocno doprawione angielskim zielem i gałką, z obowiązkowym znakiem krzyża – żeby było jasne, że łakomstwo jest tu furtką do ścieżki ku wyższym głodom.
Fascynuje mnie skojarzenie obrzędów wokół grobów z mocno doprawionymi wypiekami – rozmaite „chleby zmarłych” znajdziemy w prawie każdym z włoskich regionów, w wielu miejscach Hiszpanii i Portugalii. A i u nas jest ta paskudna pańska skórka, którą nasz przesyt komercyjnymi słodyczami trzyma na cmentarnych straganach. Słodki smak, cukier, syrop, suszone owoce, wyraziste przyprawy jako emblematy życia i jego energii, łykane niczym lek oddalający śmierć? Pilnuj, kucharzu, swej chochli i zostaw lepiej kształconym te sprawy!
Z chęcią się cofnę, bo to się staje pokręcone ponad siły mojego umysłu. Przeglądam w tych dniach na fejsie czy instagramie nadal aktywne, nieskasowane profile pochowanych ostatnio znajomków i druhów. Będą tak wisieć na wieki, niedomknięci cyfrowo, jakby nie wszystek umarli – a może po prostu nie wszystek żyli? Przynajmniej w tej części dnia i nocy, jaką media społecznościowe zapełniają prawie każdemu i każdej – z każdym rokiem i każdym rocznikiem w coraz większym wymiarze. Życie nie całkiem ujęte w kontur, jakby je malował impresjonista. Wszędzie i nigdzie, w dziesięciu konwersacjach o niczym naraz, w domu z wrażeń, a nie z cegieł: próżnia bez szczęścia, ale i bez lęku, bo jak się nie całkiem żyje, to się i nie całkiem umiera. Adres elektroniczny w chmurze jest bezpieczny, bo śmierć wciąż przysyła swoje wezwania poleconym pod konkretne drzwi.
Taki nie całkiem i na niby jest też ten nasz Halloween, sympatyczny, ale udawany, bezpiecznie oddzielony od śmierci, którą nasz język do niedawna przynajmniej oswajał przez kościelne pieśni i zaduszne obrzędy, świeczki i kwiaty – zresztą obecnie ten rodzaj ikonografii rozdęliśmy do skali takiego kiczu, że w ogóle nie widać, co jest za jego zasłoną. Pal sześć, że to import, ale żeby chociaż smaczne ciastka dawali! Takie jak na diwali, które w tym roku Indusi zaczynają akurat w ten czwartek. Mało jest ich w Polsce, więc nie zobaczycie tego łatwo na ulicy, chyba że mieszkacie w podwarszawskim Raszynie. Święto świateł i życia, pełne świec, kwiatów i słodyczy – dam wam przepis na proste laddu z kaszy manny. Z punktu widzenia łasucha nie mogło być lepszej koniunkcji.
Rava laddu
- 210 g kaszy manny
- 100 g cukru pudru
- 125 ml gorącego mleka
- 3 łyżki klarowanego masła
- Po 1 łyżce rozdrobnionych nerkowców i rodzynek
- 2 szczypty kardamonu
- kilka słupków szafranu
Podsmażamy delikatnie przez minutę rodzynki i nerkowce na łyżce masła, odkładamy. Na tę samą patelnię dodajemy resztę masła i bardzo ostrożnie prażymy kaszę, ciągle mieszając, aż będzie złota; to może zająć nawet 10 minut. Chwilę studzimy, dodajemy cukier, nerkowce, mieszamy i wlewamy pomału mleko, w którym rozpuściliśmy uprzednio szafran, aż uzyskamy masę, z której da się lepić kulki około dwucentymetrowej średnicy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















