Dzień Zmarłych w Meksyku to fiesta. Relacja z Oaxaca de Juárez

Zgodnie z meksykańską tradycją dusze zmarłych wrócą w tych dniach, by odwiedzić ołtarze, które postawili ich żyjący bliscy. W odnalezieniu drogi pomogą im świece, nagietki i zapach kadzidła. Także tu, na ulicach miasta Oaxaca de Juárez, spotkają się dwie kultury: chrześcijańska i prekolumbijska.
z Meksyku
Czyta się kilka minut
Święto zmarłych w Oaxaca de Juárez, 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik
Święto zmarłych w Oaxaca de Juárez, 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik

Ołtarz zmarłych stoi na głównym placu Oaxaca de Juárez, 700-tysięcznego miasta w południowym Meksyku. Zaraz obok XVI-wiecznej katedry, zbudowanej z zielonkawego kamienia. Na schodkach, wyłożonych czarnym materiałem, rozstawiono papierowe figury kościotrupów. Kilka z nich, ludzkich rozmiarów, ubrano w tradycyjne stroje wykonane przez rdzennych mieszkańców. 

Figurę ustawioną pośrodku, z papierowym kapeluszem na głowie, zdobi dodatkowo napis: „Bóg nigdy nie umiera”.

Święto Zmarłych w meksykańskim Oaxaca de Juárez

Historyczne centrum Oaxaca de Juárez uznaje się dziś za idealny przykład tzw. miasta wicekrólewskiego, zbudowanego przez Hiszpanów. Powstało w 1531 r., dekadę po tym, jak przybysze zza oceanu podbili tę ziemię. Natomiast o wcześniejszych, prekolumbijskich korzeniach tego miejsca przypominają położone w pobliżu ruiny miast Misteków i Zapoteków. Także ich potomkowie nadal tutaj mieszkają.

W ostatnich latach miasto stało się szczególnie popularne w okresie chrześcijańskich Wszystkich Świętych. Nie bez znaczenia jest fakt, że meksykański Dzień Zmarłych od 2008 r. znajduje się na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Szacuje się, że pomiędzy 27 października a 2 listopada hotele w różnych miejscach w całym Meksyku, gdzie mają miejsce uroczystości podobne jak w Oaxaca, odwiedza łącznie ponad 2 mln turystów; ponad 600 tys. z nich to obcokrajowcy.

Catrina: symbol meksykańskiego Święta Zmarłych

Idę w kierunku rynku. W wejściu do mijanej restauracji zauważam dwie Catriny z papieru.

To ikona kultury meksykańskiej. Postać Catriny, czyli kościotrupa w eleganckim kapeluszu, wymyślił w 1912 r. José Guadalupe Posada, ilustrator i karykaturzysta. Początkowo miała to być satyra na kobiety, które osiągnęły lepszy status ekonomiczny i starają się ukryć swoje pochodzenie, naśladując modę europejską. Później Catrina została utrwalona na muralu „Sen o niedzielnym popołudniu w Alameda Central” autorstwa Diega Rivery. Na malunku ma nie tylko kapelusz, ale też elegancką suknię.

Catrina na cmentarzu w Oaxaca de Juárez, listopad 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik

To właśnie Rivera nadał jej nowe imię, pochodzące od słowa catrin, które oznacza elegancko ubranego mężczyznę. Dziś Catrina kojarzona jest powszechnie z Dniem Zmarłych. Wiele osób przebiera się za nią i maluje twarz, by się do niej upodobnić.

Catrina ma też swoje warianty wywodzące się z popkultury. Kilkuletni chłopiec, który przysiadł właśnie na krawężniku, w czerwonej bluzie z kapturem i pomalowaną na biało twarzą, przebrał się za Miguela. To postać z bajki wyprodukowanej w 2017 r. przez Pixar Animation Studio we współpracy z Disneyem. Opowiadając historię meksykańskiego chłopca, który przez przypadek trafia do krainy umarłych, film przybliża lokalne tradycje (nieprzypadkowo jego premiera w kinach odbyła się tuż przed Dniem Zmarłych).

Prekolumbijska uczta i ołtarze dla zmarłych

Jeszcze zanim dojdziemy do rynku, możemy skosztować smażonej szarańczy. To przysmak kuchni prekolumbijskiej. Niektórzy sprzedawcy oferują ją naturalną, bez dodatków, inni zaś z limonką, solą lub chili. – Chcesz spróbować? Mają dużo protein! – zapewnia sprzedawczyni.

Mijam duży ołtarz zmarłych, zwany ofrenda (ofiara). Na schodkach postawiono zdjęcia zmarłych, jedzenie i picie. Obok płoną świece i kadzidła, w doniczkach stoją nagietki. Zgodnie z tradycją dusze zmarłych wracają na ziemię, aby odwiedzić ołtarze, które postawili im bliscy: 1 i 2 listopada będą smakować potraw, które na nich czekają. W odnalezieniu drogi pomoże im światło świec, kwiaty i zapach kadzidła.

Ołtarz zmarłych w Oaxaca de Juárez, listopad 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik

Historycy uważają, że początki tej tradycji można znaleźć w czasach prekolumbijskich. Rdzenni mieszkańcy składali zmarłym dary złożone z rzeczy mających im pomóc w czteroletniej wędrówce przez podziemia, których strzegł Mictlantecuhtli, bóg krainy zmarłych (wierzono, że pomaga on duszom przejść przez głęboką rzekę do tejże krainy). Potem chrystianizacja doprowadziła do synkretyzmu, w którym widoczne są wierzenia obu kultur.

Także przy stoiskach z jedzeniem można zobaczyć, jakżeby inaczej, figurki Catrin, a także kolorowe bibułki z wizerunkami zmarłych. Przy stołach siedzą turyści. Kilka kobiet ma na głowach wianki z nagietków lub kolorowych wstążek, które też można dostać u ulicznych sprzedawców. Jednemu z mężczyzn towarzyszy pies xoloitzcuintle (zwany też nagim psem meksykańskim), ubrany w sweterek z wzorkiem kościotrupa.

Chlebek z twarzą zmarłego

W kolejnej budce sprzedają popularny meksykański przysmak: chleb zmarłego. Wypiek ten można dostać w całym kraju, ale jego forma różni się w zależności od regionu. W stolicy, mieście Meksyk, bułki są okrągłe i posypane cukrem. Symbolizują cykl życia, z wizerunkiem kości w formie krzyża, który wskazuje cztery kierunki świata. W innych regionach mają formę motyla, człowieka lub czaszki.

Chleb zmarłego sprzedawany w Oaxaca de Juárez, listopad 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik

W Oaxaca de Juárez chlebek jest okrągły, ale ozdobiony ludzką twarzyczką. – Każda z nich symbolizuje zmarłego tłumaczy mi sprzedawca. – A ziarna sezamu to dusze zmarłych, które nie znalazły spokoju po śmierci.

Również ta tradycja sięga czasów prekolumbijskich. Chleb, robiony wówczas z masy kukurydzianej i ziaren amarantusa (to jedna z najstarszych roślin uprawianych przez ludzi), składano w ofierze w świątyniach lub na skrzyżowaniu dróg. Adresatem tych ofiar były cihuapipiltin – duchy kobiet, które zmarły w czasie pierwszego połogu. Wierzono, że po śmierci wędrowały po świecie, wywołując choroby wśród dzieci.

Z kolei brat Diego de Durán – XVI-wieczny dominikanin, autor pracy na temat kultury Azteków – opisuje, że miejscowa ludność w czasie uroczystości poświęconej bogini Huitzilopochtli jadła tzoali: ten sam rodzaj chleba, ale z miodem z agawy.

Nie ma Dia de Muertos bez pomarańczowych nagietków i kościotrupów

Idę główną ulicą w kierunku Santo Domingo de Guzmán – kościoła św. Dominika, imponującej barokowej budowli z końca XVI w., jednej z największych atrakcji w mieście. Po drodze mijam tłum ludzi. Spoglądam na dach dwupiętrowego budynku w stylu kolonialnym i również tu zauważam gigantyczną figurę kościotrupa. Kawałek dalej, pośrodku ulicy kolejny kościsty korpus z uśmiechniętą czaszką. Przed nim dwoje dzieci pozuje do zdjęć.

Krzyż z pomarańczowych nagietków, Oaxaca de Juárez, listopad 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik

– Chcesz kupić wianek z cempasuchil? pyta dziewczynka o śniadej twarzy w tradycyjnym indiańskim stroju.

Pomarańczowe nagietki rosną w Meksyku jesienią i są nieodłączną częścią obchodów Dnia Zmarłych. Przyozdabia się nimi groby i ołtarze umarłych. Dawniej utożsamiano ten kolor ze słońcem, był uznawany za symbol życia i śmierci. Również przed przybyciem konkwistadorów mieszkańcy składali kwiaty w darach swoim bliskim zmarłym. Tradycja nakazuje wytyczanie ścieżek z kwiatów nagietka, do ołtarza w domu, aby dusze bliskich mogły odnaleźć do niego drogę.

Makijaż Catriny, tańce i radość z okazji Dnia Zmarłych

Na placu przed kościołem św. Dominika grupa zagranicznych turystek ubrała się w ręcznie wyszywane długie suknie, twarze pomalowały na biało. Fotograf ustawia je do zdjęcia.

Wzdłuż głównej ulicy mieszkańcy siedzą na krzesełkach z pędzelkami i malują twarze turystów na biało. Przed każdym długa kolejka chętnych. – Ile kosztuje pomalowanie? pytam jedną z „malarek”. – To zależy, czego szukasz – w odpowiedzi podaje katalog ze zdjęciami. – Mogę pomalować ci pół twarzy lub całą. Chcesz wyglądać jak Catrina, czy wolisz mieć namalowanego motyla?

Autorka na tle dekoracji świątecznych w Oaxaca de Juárez, listopad 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik

Wybieram tradycyjnie, z cekinami wokół oczu. – Chcesz makijaż fluorescencyjny, żeby twarz świeciła się w nocy? – dopytuje „malarka”.

Siadam na stołeczku, a Meksykanka zaczyna pokrywać farbami lewą stronę mojej twarzy na biało, oczodół zaś na fioletowo.

– Wszyscy są tacy radośni, trudno uwierzyć, że zbliża się Dzień Zmarłych zauważam.

– U was obchodzi się go inaczej?

– Dla nas to czas zadumy.

– Rozumiem. My cieszymy się, że zaraz odwiedzą nas nasi zmarli.

Kobieta prosi, żebym wybrała kolor cekinów, które następnie przykleja mi na twarzy.

W naszym kierunku idzie pochód: orkiestra i mieszkańcy ubrani w tradycyjne stroje. Niosąc figury księdza, zakonnicy i kościotrupów, ruszają się w rytm muzyki.

Dołączam do grupy, idziemy aż pod katedrę. Tłum rozprasza się po placu, ludzie zaczynają tańczyć.

Mariachi na cmentarzu

Wieczorem jadę na cmentarz Xoxocotlán, to niedaleko centrum miasta. Na placu przed wejściem mijam ozdobioną światełkami, wizerunkami czaszek i kwiatami specjalną bramę, zasponsorowaną przez markę znanego browaru.

Cmentarz w Oaxaca de Juárez, listopad 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik

Obok stoi grupa mariachi w kapeluszach – można ich wynająć, by zagrali przy grobie naszych bliskich ich ulubione piosenki.

Na stoisku obok można kupić piwo o smaku nagietków, wyprodukowane specjalnie z myślą o Dniu Zmarłych. Reklamują je jako „smak ponownego spotkania”. Po drugiej stronie ulicy z baru dochodzi odgłos skocznej muzyki; przed wejściem stoją kościotrupy.

Przechodzę przez główną bramę cmentarza, stąpając po rozsypanych płatkach pomarańczowych nagietków.

Oto grób ozdobiony główkami kwiatów i świecami: pod krzyżem postawiono zdjęcie starszego mężczyzny z wąsem i w białym kapeluszu, a tuż pod nim plastikowego kościotrupa. Przy sąsiednim grobie zawieszono balony i wysypano z piasku głowę kościotrupa w pióropuszu. W oddali mariachi śpiewają przy grobie wraz z rodziną zmarłego.

Mezcal dla zmarłego taty

Mijam starsze kobiety w wiankach, z pomalowanymi twarzami, które siedzą na niskich stołeczkach, i wchodzę w boczną alejkę. Podchodzę do młodej dziewczyny stojącej samotnie przy mogile. Obok kosz z jedzeniem i butelka mezcala, wysokoprocentowego alkoholu z agawy. Uśmiecha się do mnie.

Poczęstunek mezcalem na cmentarzu w Oaxaca de Juárez, listopad 2023 r. // Fot. Honorata Zapaśnik

– Przy kim czuwasz? – pytam.

– Przy tacie, zmarł miesiąc temu – odpowiada. – Czekam, aż przyjedzie reszta mojej rodziny. Będziemy do rana.

Sięga po butelkę i podaje mi plastikowy kieliszek. – To był ulubiony mezcal mojego taty, może chcesz spróbować? Tata zaprasza.

Opuszczając cmentarz, mijam ludzi zgromadzonych w pobliżu sceny. Zasłuchali się w piosenkę z filmu „Coco”, w wykonaniu miejscowego piosenkarza:

Pamiętaj mnie, chociaż odejść muszę stąd,

pamiętaj mnie, gdy gra gitary gorzki ton,

jestem obok tu, jak tylko ja potrafię być,

aż znów w ramiona wezmę cię,

pamiętaj mnie...


ROZMOWA:

Ze śmiercią za pan brat

Ks. WIESŁAW SKOWROŃSKI, werbista pracujący w Meksyku: Był to dla mnie szok kulturowy, gdy po raz pierwszy dostałem od jednego z moich wiernych czekoladową czaszkę z wypisanym moim imieniem.

O. Wiesław Skowroński SVD podczas odpustu w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Copilco, dzielnicy miasta Meksy // Fot. Paweł Wodzień SVD / materiały prasowe

HONORATA ZAPAŚNIK: Jak Meksykanie podchodzą do śmierci?

Ks. WIESŁAW SKOWROŃSKI: W sposób bardzo naturalny. Mieszkam w Meksyku od 29 lat i wciąż mnie to zadziwia. Jeśli umiera ktoś młody, np. na cukrzycę, wtedy mówią, że widocznie Bóg tak chciał. Nie zastanawiają się, co by było, gdyby bardziej dbał o zdrowie.

Powiedziałbym, że Meksykanie są ze śmiercią za pan brat, dlatego dla nich Dzień Zmarłych to fiesta. Dekorują groby, jest trochę modlitwy, jedzą, piją i wspominają bliskich zmarłych, ale puszczają też muzykę na cmentarzu, czasem tańczą w domach.

Podejście do śmierci odzwierciedla się również w tutejszej modzie. Kościotrupami ozdabiają domy, malują twarze na biało, a w cukierniach przed Dniem Zmarłych można kupić czaszki czekoladowe lub cukrowe. Dla mnie to był szok kulturowy, kiedy pierwszy raz dostałem taką czaszkę od jednego z moich wiernych, z wypisanym moim imieniem. A oni chcieli mi w ten sposób powiedzieć, że mnie lubią. Dzisiaj czaszki w różnej postaci można zresztą kupić przez cały rok na targach pamiątek.

Patrząc od strony religijnej, czym jest więc dla nich Dzień Zmarłych?

W wierzeniach Meksykanów ciągle są wymieszane tradycje prekolumbijskie z tymi, które powstały po przyjściu ewangelizacji. Widać to w różnych aspektach życia, także gdy idzie o dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Tutaj wszyscy mówią tylko o Dia de Muertos, czyli o Dniu Zmarłych. W domach często stawiają też ołtarze zmarłych, a obok zdjęcia składają różne dary, np. tequilę albo typowy meksykański sos mole, przyrządzany z papryczek chili i czekolady.

Zgodnie z tradycją zapala się też kadzidło, symbol życia, które prowadzi zmarłych na powrót do świata żywych. W czasach prekolumbijskich było stosowane w wielu ceremoniach religijnych.

Kadzidło stosowano już w czasach przedchrześcijańskich, a dopiero potem Kościół nadał mu nowe znaczenie. Razem z dymem nasze modlitwy wznoszą się do nieba.

Dlatego, żeby zrozumieć tradycje meksykańskie, trzeba znać historię Meksyku i dawne wierzenia. Wcześniej tubylcy wierzyli w wielu bogów. Zresztą pomogło to Hiszpanom w podboju Meksyku, bo wielu Indian uznało, że hiszpański przywódca jest wcieleniem boga Quetzalcoatla, Pierzastego Węża, który odpłynął kiedyś za wielką wodę, obiecując, że powróci. Miejscowa ludność wierzyła też w świat podziemny. Po śmierci musieli pokonać długą i trudną drogę, żeby spotkać się ze swoimi bogami. Dzisiaj oni chcą, żeby dusze ich bliskich zostały zbawione i spotkały naszego Boga.

Czy rdzenni mieszkańcy nadal modlą się do dawnych bogów?

W ich podświadomości pozostało wielobóstwo. Kiedy były susze w Meksyku, Kościół zapraszał do modlitwy o deszcz, a rdzenni mieszkańcy okadzali ziemię przed mszą świętą i modlili się do Tlaloca, boga deszczu.

Dla nas może to nie być zgodne z religią chrześcijańską, ale dla nich to normalne. Po roku pobytu w Meksyku uczestniczyłem w kursie inkulturacji nowych misjonarzy i antropolog tłumaczył nam, dlaczego Meksykanie tak postępują. Po prostu, po podboju chcieli być w porządku wobec swoich bóstw i także wobec nowego Boga. Przychodził do nich misjonarz raz na parę miesięcy, stawiał krzyż w miejscu ich dawnej świątyni. Zmuszał miejscowych, żeby się pod nim modlili. Nie mówił w ich języku, więc mogli porozumiewać się tylko za pomocą symboli. Misjonarz odchodził, po kilku miesiącach wracał i był zdziwiony, że wszyscy modlą się przed krzyżem. Ale za tym krzyżem wcześniej oddawali cześć innemu bóstwu, więc tak naprawdę modlili się do niego.

Czy młodzi Meksykanie z miast mają taki sam stosunek do tego dnia?

Większość młodych traktuje całą tę otoczkę związaną z Dniem Zmarłych jako folklor. Dla nich to tradycja, którą należy kultywować. Poważny stosunek mają do tego dnia głównie rdzenni mieszkańcy. I należy to zaakceptować. Występując kiedyś w Parlamencie Europejskim, Jan Paweł II podniósł laskę, grożąc „Europo, ty odcinasz się od swoich korzeni i dlatego tracisz swoją tożsamość”. Z tego samego powodu nie możemy wykorzenić tutaj indiańskiej tożsamości.

Jak meksykański Kościół na to patrzy?

Kościół w Meksyku na niektóre tutejsze zwyczaje patrzy z przymrużeniem oka. Akceptuje to, co można zaakceptować, i tłumaczy, że kontakt z bliskimi zmarłymi polega na modlitwie za nich.

Meksykanie malują twarze na biało, bo to jest ich tradycja, ale widać też wpływy z Zachodu. Np. dzieci w przebraniu upiorów chodzą po ulicy i proszą o pieniądze. W tej chwili staramy się mówić ludziom, żeby nie świętowali Halloween. W wielu parafiach dzieci, które uczestniczą w katechezie, przebierają się za świętych. Chcemy uświadamiać wiernych, żeby zachowywali swoje meksykańskie tradycje i nie zapożyczali ich z obcych krajów.

 

Rozmawiała w Meksyku Honorata Zapaśnik

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Smak ponownego spotkania