Bułgarzy dołączą do niej 1 stycznia 2026 r. Ogłaszając decyzję Brukseli o przyjęciu tego czarnomorskiego państwa do unii walutowej, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis stwierdził, że jest to „najlepsza inwestycja, jaką Bułgaria może zrobić dla swojej przyszłości”.
Dombrovskis odniósł się przy tym do doświadczeń swojej ojczystej Łotwy, która przyjęła europejską walutę w 2014 r.: „Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną w regionie i wojnę Rosji przeciw Ukrainie, euro działa jak tarcza. Nasze oszczędności są bezpieczne, waluta jest stabilna”.
Bułgarski paradoks: polityczny chaos i ekonomiczna stabilność
Jednak już słowa jego zastępcy, Massimo Suardiego, miały bardziej gorzki wydźwięk. „Bułgaria wciąż musi poradzić sobie z wieloma wyzwaniami politycznymi… Są one związane z walką z korupcją, niezależnością sądów, efektywnością administracji publicznej i prokuratury” – mówił urzędnik.
Na pierwszym miejscu w tej wyliczance mogłaby znaleźć się również niestabilność polityczna: w latach 2021-24 r. Bułgarzy aż siedmiokrotnie wybierali parlament. Natomiast kolejny problem polityczny, którym jest rosnące poparcie dla ugrupowań antyunijnych i prorosyjskich, nie mógł być przedmiotem oficjalnej troski Dombrovskisa i Suardiego, gdyż przyglądali się oni przede wszystkim wskaźnikom ekonomicznym.
Tymczasem, co ciekawe w przypadku najbiedniejszego kraju członkowskiego Unii, który w ostatnich latach kierowany był głównie przez rządy tymczasowe, wykazują one zaskakującą stabilność. Średnia inflacja z ostatnich dwunastu miesięcy wynosiła 2,7 proc., a dług publiczny stanowi zaledwie 24,1 proc. PKB (dla porównania: prognozuje się, że w Polsce w 2025 r. inflacja będzie wynosić 4,9 proc., a dług publiczny stanowi obecnie 55,3 proc. polskiego PKB).
Bułgaria w UE na specjalnych warunkach
Bułgaria zadeklarowała chęć przystąpienia do strefy euro zaraz po akcesji do Unii w 2007 r. Jednak wtedy nikt nie traktował tego poważnie, gdyż państwo to dołączyło do wspólnoty na specjalnych warunkach. Problemy z korupcją i przestępczością zorganizowaną, a także zawłaszczenie wymiaru sprawiedliwości przez oligarchów spowodowały, że Bułgaria i Rumunia zostały objęte przez Komisję Europejską mechanizmem kontrolnym.
W efekcie oba te państwa dopiero w tym roku przystąpiły do strefy Schengen. Przez długi czas Bułgaria była również daleka od wypełniania tzw. kryteriów konwergencji, dotyczących stabilności inflacji i kursu waluty, a także przejrzystości systemu prawno-ekonomicznego.
Bułgarski kryzys parlamentarny i jego skutki
Przyjęciu do strefy euro nie przeszkodził głęboki kryzys polityczny, w jakim Bułgaria zaczęła się pogrążać latem 2020 r.
Zaczęło się od masowych protestów przeciw zawłaszczaniu państwa przez elitę. Wymierzone były one przede wszystkim w partię GERB i premiera Bojko Borisowa, rządzących prawie nieprzerwanie od 2009 r., a także w bliskich im oligarchów. Na fali protestów pojawiło się kilka nowych ugrupowań. Część z nich miała charakter obywatelski i demokratyczny, część wybitnie populistyczny – jak partia Jest Taki Naród, którą założył popularny muzyk i showman Sławi Trifonow.
Potem kolejne wybory przynosiły zmieniające się relacje między partiami tradycyjnymi a nowymi siłami politycznymi, jednak po żadnych nie udało się stworzyć stabilnej większości rządowej. Kryzys parlamentarny zaowocował też umocnieniem się sił nacjonalistycznych, często o otwarcie prorosyjskim charakterze.
Co Bułgaria zyskuje, wchodząc do strefy euro?
Wreszcie po ostatnich wyborach, które odbyły się w październiku 2024 r., powstała zaskakująca koalicja.
W jej skład weszły partie tradycyjne i odwiecznie rywalizujące, a przy tym mające rozbieżne kursy w polityce zagranicznej: prozachodnia GERB i prorosyjska Partia Socjalistyczna. Wsparły je mniejsze ugrupowania: wspomniane Jest Taki Naród oraz partia Demokracja, Prawa i Wolność. Ta ostatnia reprezentuje mniejszość turecką, a kieruje nią Ahmed Dogan – oligarcha, którego działania były iskrą zapalną dla protestów z 2020 r.
Jest to więc historia wiele mówiącego paradoksu: państwo, które przez prawie cztery lata funkcjonowało bez stabilnego rządu, osiągnęło wyniki ekonomiczne pozwalające dołączyć do strefy euro.
W oczywisty sposób pojawia się tu pytanie, czy rezultat ten osiągnięto pomimo, czy może dzięki tej sytuacji – bo rządy tymczasowe zajmowały się administrowaniem, współpracując przy tym z Komisją Europejską. A co Bułgaria zyskuje, wchodząc do strefy euro? Przede wszystkim – ciągłość i odporność nie tylko na szoki zewnętrzne, ale również na zapędy lokalnej klasy politycznej.
Dla wielu Bułgarów to również kwestia prestiżu. Fakt, że państwo to przez długi czas było członkiem „drugiej kategorii” w Unii, był dla nich bolesny. Choć w kraju silne są nastroje prorosyjskie, to kwestia przynależności do obu stref – Schengen i euro – jest postrzegana wręcz w kategoriach narodowej godności.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















