Pozory równości. Ostatni głos w polemice Śmiei i Gulczyńskiego

Michał Gulczyński był łaskaw odpowiedzieć na część uwag dotyczących jego książki, zbywając najbardziej kłopotliwe milczeniem. Postaram się odpowiedzieć jak najzwięźlej, nie sprowadzając dyskusji do przepychanki.
Czyta się kilka minut
Adobe Stock
Adobe Stock

Recenzja „Mężczyzn. O nierówności płci” była krytyczna: skupiłem się na tym, co budzi moje wątpliwości. Fundamentalna dotyczyła tego, że termin „dyskryminacja” i wyrażona w tytule książki „nierówność” w odniesieniu do mężczyzn in toto budują przekonanie, że mamy do czynienia z płcią dyskryminowaną.

Trudno się z tym zgodzić w kraju, w którym kobiety umierają na oddziałach położniczych, ich prawa reprodukcyjne względem innych Europejek są drastycznie zawężone, a ginekolożka Gizela Jagielska jest atakowana i nachodzona w miejscu pracy tylko dlatego, że dokonała zabiegu aborcji zgodnie z prawem i wskazaniem medycznym.

Gulczyński nie zakwestionował mojej tezy, że jego książka stanowi fundament ideowy działań Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn, warto więc zobaczyć, jak jego tezy tam pracują. Odsłania się wówczas coś, przed czym przestrzegam: tworzenie uwodzicielskiej opowieści o „dyskryminacji mężczyzn”, służące rzeczywistej polaryzacji, a nie, jak deklaruje mój polemista, depolaryzacji.

Dostęp do ciepłej wody dla skazanych kobiet

Stowarzyszenie na swojej stronie wymienia aż 11 obszarów prawnej dyskryminacji mężczyzn. Przykładowo, dyskryminacja ma dotyczyć tego, że: „§ 27. 3. Skazany korzysta co najmniej dwa razy w tygodniu z ciepłej kąpieli. (...) a 4. Skazana kobieta korzysta co najmniej raz dziennie z ciepłej wody i dwa razy w tygodniu z ciepłej kąpieli”. Jednokrotny dostęp kobiety do ciepłej wody, związany choćby z higieną podczas okresu, przedstawiany jest zatem jako dyskryminujący mężczyzn. Możemy dyskutować o warunkach odbywania kar, ale naprawdę: uznajmy fakt, że fizjologia kobiety jest inna niż mężczyzny.

Wytwarzanie nowego języka, w obrębie którego to mężczyźni są dyskryminowani względem kobiet, prowadzi wprost do „licytowania się”, więc nie przekonuje mnie wyrażony w odpowiedzi apel Gulczyńskiego: „nie licytujmy się”, skoro tę licytację on i Stowarzyszenie uprawiają na różnych polach.

Jasne, w jego organizacji podejmowane są i inne działania, które oceniam jednoznacznie pozytywnie, niemniej uważam, że strategiczny sojusz na rzecz równości między ruchami feministycznymi a ich męskim odpowiednikiem jest dla tych pierwszych ryzykowny właśnie ze względu na zarysowaną wyżej asymetrię i „licytację”.

Wywód Gulczyńskiego wywraca się o własne nogi

Nie jest możliwy także z innego względu. Wśród moich zastrzeżeń wobec książki Gulczyńskiego znalazło się i to, że pod pozorem języka równościowego przemyca dość subtelną formę backlashu. Z tego zastrzeżenia mogę się wycofać: backlash i mizoginia nie są subtelne. Gulczyński pisze np. tak: „Może w takim razie szkoła jest ustawiona pod dziewczynki? W pewnym sensie może tak być. Pruski system szkolny w założeniu miał przygotowywać żołnierzy i usłużnych biurokratów – jest więc nakierowany na ograniczanie kreatywności czy niestandardowości. Również w dzisiejszej, polskiej szkole docenia się raczej systematyczność i wszechstronność niż wyjątkowe umiejętności czy szczególne zainteresowania. Takie zachowania są częstsze i stereotypowe u dziewcząt”.

Wywód autora wywraca się o własne nogi: pruski model szkoły dla żołdaków i biuralistów kończy się „szkołą ustawioną pod dziewczynki”, którym raczej brak „wyjątkowych umiejętności i szczególnych zainteresowań”, a tymi, jak się domyślamy, cechują się chłopcy.

Emancypacja mężczyzn i równościowa koalicja

W swoim tekście zwróciłem uwagę na to, że kraje najbardziej równościowe, a przy tym – jak wskazują raporty mierzące szczęście obywateli – najszczęśliwsze, to kraje skandynawskie. Każdy z nich cechują silne tradycje feministyczne w polityce i życiu społecznym. 

Niezwykle ważną postacią dla budowania równości w Szwecji był Olof Palme, socjaldemokratyczny polityk i premier, którego słynne wystąpienie o emancypacji mężczyzny, wygłoszone 8 czerwca 1970 r. na zaproszenie Women’s National Democratic Club w Waszyngtonie, nie było próbą naśladowania czy przejęcia języka feminizmu. Wynikało z uznania go za własny i budowania z nim prawdziwej równościowej koalicji, a nie jej pozorowania.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”