Recenzja „Mężczyzn. O nierówności płci” była krytyczna: skupiłem się na tym, co budzi moje wątpliwości. Fundamentalna dotyczyła tego, że termin „dyskryminacja” i wyrażona w tytule książki „nierówność” w odniesieniu do mężczyzn in toto budują przekonanie, że mamy do czynienia z płcią dyskryminowaną.
Trudno się z tym zgodzić w kraju, w którym kobiety umierają na oddziałach położniczych, ich prawa reprodukcyjne względem innych Europejek są drastycznie zawężone, a ginekolożka Gizela Jagielska jest atakowana i nachodzona w miejscu pracy tylko dlatego, że dokonała zabiegu aborcji zgodnie z prawem i wskazaniem medycznym.
Gulczyński nie zakwestionował mojej tezy, że jego książka stanowi fundament ideowy działań Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn, warto więc zobaczyć, jak jego tezy tam pracują. Odsłania się wówczas coś, przed czym przestrzegam: tworzenie uwodzicielskiej opowieści o „dyskryminacji mężczyzn”, służące rzeczywistej polaryzacji, a nie, jak deklaruje mój polemista, depolaryzacji.
Dostęp do ciepłej wody dla skazanych kobiet
Stowarzyszenie na swojej stronie wymienia aż 11 obszarów prawnej dyskryminacji mężczyzn. Przykładowo, dyskryminacja ma dotyczyć tego, że: „§ 27. 3. Skazany korzysta co najmniej dwa razy w tygodniu z ciepłej kąpieli. (...) a 4. Skazana kobieta korzysta co najmniej raz dziennie z ciepłej wody i dwa razy w tygodniu z ciepłej kąpieli”. Jednokrotny dostęp kobiety do ciepłej wody, związany choćby z higieną podczas okresu, przedstawiany jest zatem jako dyskryminujący mężczyzn. Możemy dyskutować o warunkach odbywania kar, ale naprawdę: uznajmy fakt, że fizjologia kobiety jest inna niż mężczyzny.
Wytwarzanie nowego języka, w obrębie którego to mężczyźni są dyskryminowani względem kobiet, prowadzi wprost do „licytowania się”, więc nie przekonuje mnie wyrażony w odpowiedzi apel Gulczyńskiego: „nie licytujmy się”, skoro tę licytację on i Stowarzyszenie uprawiają na różnych polach.
Jasne, w jego organizacji podejmowane są i inne działania, które oceniam jednoznacznie pozytywnie, niemniej uważam, że strategiczny sojusz na rzecz równości między ruchami feministycznymi a ich męskim odpowiednikiem jest dla tych pierwszych ryzykowny właśnie ze względu na zarysowaną wyżej asymetrię i „licytację”.
Wywód Gulczyńskiego wywraca się o własne nogi
Nie jest możliwy także z innego względu. Wśród moich zastrzeżeń wobec książki Gulczyńskiego znalazło się i to, że pod pozorem języka równościowego przemyca dość subtelną formę backlashu. Z tego zastrzeżenia mogę się wycofać: backlash i mizoginia nie są subtelne. Gulczyński pisze np. tak: „Może w takim razie szkoła jest ustawiona pod dziewczynki? W pewnym sensie może tak być. Pruski system szkolny w założeniu miał przygotowywać żołnierzy i usłużnych biurokratów – jest więc nakierowany na ograniczanie kreatywności czy niestandardowości. Również w dzisiejszej, polskiej szkole docenia się raczej systematyczność i wszechstronność niż wyjątkowe umiejętności czy szczególne zainteresowania. Takie zachowania są częstsze i stereotypowe u dziewcząt”.
Wywód autora wywraca się o własne nogi: pruski model szkoły dla żołdaków i biuralistów kończy się „szkołą ustawioną pod dziewczynki”, którym raczej brak „wyjątkowych umiejętności i szczególnych zainteresowań”, a tymi, jak się domyślamy, cechują się chłopcy.
Emancypacja mężczyzn i równościowa koalicja
W swoim tekście zwróciłem uwagę na to, że kraje najbardziej równościowe, a przy tym – jak wskazują raporty mierzące szczęście obywateli – najszczęśliwsze, to kraje skandynawskie. Każdy z nich cechują silne tradycje feministyczne w polityce i życiu społecznym.
Niezwykle ważną postacią dla budowania równości w Szwecji był Olof Palme, socjaldemokratyczny polityk i premier, którego słynne wystąpienie o emancypacji mężczyzny, wygłoszone 8 czerwca 1970 r. na zaproszenie Women’s National Democratic Club w Waszyngtonie, nie było próbą naśladowania czy przejęcia języka feminizmu. Wynikało z uznania go za własny i budowania z nim prawdziwej równościowej koalicji, a nie jej pozorowania.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















