Stany Zjednoczone zapowiedziały, że zmniejszą liczebność swoich wojsk w Rumunii. Ukraiński dziennik „Kyiv Post” informuje zaś, że to początek szerszego procesu. Następne w kolejce mają być Bułgaria, Słowacja i Węgry.
Decyzje Waszyngtonu nie wpływają – jak na razie – w sposób istotny na zdolności obronne NATO jako całości. Są jednak bardzo niepokojącym sygnałem dla całej wschodniej flanki Sojuszu.
Amerykańscy żołnierze w Rumunii
Bukareszt robi dobrą minę do tej gry i zapewnia, że zmniejszenie liczby amerykańskich żołnierzy stacjonujących na terenie Rumunii jest krokiem spodziewanym i konsultowanym z miejscowymi władzami.
Redukcja dotyczy bazy lotniczej Mihai Kogălniceanu, położonej u wybrzeży Morza Czarnego. Jest to multimodalny węzeł transportowy, będący kluczowym miejscem dla rotacyjnej obecności wojsk amerykańskich (i natowskich w ogóle) w regionie czarnomorskim. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w bazie tej stacjonowało 1700 żołnierzy USA. Teraz pozostanie ich około tysiąca. Przy czym warto zaznaczyć, że przed lutym 2022 r. liczba ta wynosiła ok. 1300.
Nie jest to więc decyzja radykalna, zwłaszcza że w Rumunii wojska NATO, których najistotniejszym komponentem są Amerykanie, stacjonują jeszcze w dwóch miejscach – w Câmpia Turzii i Deveselu. W tej drugiej bazie ulokowane są trzy baterie pocisków SM-3, będące kluczowym elementem natowskiego (a obsługiwanego przez armię USA) systemu obrony przeciwrakietowej.
Redukcja wojska USA to ośmielający sygnał dla Putina
Waszyngton od dawna zapowiadał redukcję swojej obecności wojskowej w Europie i większe skupienie się na regionie Indo-Pacyfiku. Niedawne decyzje mają wymiar bardziej polityczno-symboliczny niż militarny. Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce, komentując tę decyzję stwierdził, że została ona podjęta w dużej mierze na potrzeby wewnętrznej debaty w amerykańskiej administracji nad celowością i tempem tej redukcji.
Pentagon pokazuje w ten sposób, że dawno zapowiadane zmiany stają się faktem, zadowalając ich zwolenników i ograniczając nadzieje przeciwników. Jest to również kolejny komunikat dla partnerów europejskich, że bezpieczeństwo kontynentu będzie w większym stopniu spoczywać na ich barkach. Fried podkreślił jednak, że w jego opinii jest to zły – bo ośmielający – sygnał dla Putina.
Morze Czarne stanie się miękkim podbrzuszem NATO?
W Polsce natychmiast popłynęły sygnały uspokajające – Amerykanie nie zamierzają ograniczać swej obecności ani u nas, ani w państwach bałtyckich. Nie powinno nas to jednak nadmiernie uspokajać lub demotywować do własnych wysiłków na rzecz bezpieczeństwa i współpracy z partnerami z regionu.
Wschodnia flanka NATO to system naczyń połączonych. Decyzje Waszyngtonu wskazują zaś na zarysowującą się dysproporcję w podejściu do jej północnej i południowej części. Fakt jest taki, że NATO jest znacznie silniejsze nad Bałtykiem niż nad Morzem Czarnym. Tymczasem również to drugie ma fundamentalne znaczenie – zarówno dla Ukrainy, jak i Rosji. Pierwszej umożliwia przetrwanie, drugiej daje perspektywę ekspansji.
Jeśli południowa część wschodniej flanki stanie się jej miękkim podbrzuszem, odbije się to również na naszym bezpieczeństwie i zdolnościach nacisku na Rosję.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















