Jest drugim największym po Polsce beneficjentem unijnego programu SAFE. O ile dla Polski przeznaczono z tego programu prawie 44 mld euro, o tyle budżet Rumunii zasili ponad 16,5 mld euro. Otwiera to szansę na modernizację armii, ale wymaga jednocześnie od rządu Bukaresztu zręcznego manewrowania – pomiędzy Brukselą a Waszyngtonem.
Natomiast wśród rumuńskich firm zbrojeniowych ta gigantyczna inwestycja budzi zarazem nadzieję, jak też niepokój – przedsiębiorstwa walczą o to, aby nie zostać pominiętymi przy podziale unijnych środków.
Na co Rumunia wyda pieniądze z SAFE
Przypomnijmy: SAFE, czyli Security Action for Europe, to program nisko oprocentowanych i długoterminowych pożyczek, zainicjowany przez Komisję Europejską, którego celem jest wzmocnienie zarówno potencjału obronnego krajów Unii, jak też europejskiego przemysłu zbrojeniowego.
W Rumunii środki zostały podzielone między trzy ministerstwa. Resort obrony otrzymał do dyspozycji 9,5 mld euro, za które postanowił zrealizować 21 projektów. Priorytetem jest obrona powietrzna, w tym antydronowa i antyrakietowa. Z kolei Ministerstwo Transportu i Infrastruktury wyda 4,2 mld euro na budowę dwóch autostrad – i to właśnie te inwestycje wzbudzają tutaj najwięcej emocji.
Będąc w Rumunii, trudno oprzeć się wrażeniu, że kraj potrzebuje jeszcze większych nakładów finansowych na drogi, szczególnie te szybkiego ruchu. Zarówno mniejszym miejscowościom, jak i wsiom brakuje przede wszystkim obwodnic i chodników, gdyż cały ruch osobowy i ciężarowy przebiega przez ich centra.
Autostrady i obrona cywilna w planie SAFE
Jednak dzięki środkom z tutejszego Krajowego Planu Odbudowy, a teraz SAFE, wiele się w tej materii zmienia lub ma się zmienić. I tak, zadaniem autostrady A7 ma być transport ciężkiego sprzętu oraz wojsk na północ, do przejścia granicznego z Ukrainą w Sirecie. Z kolei droga A8, inaczej „Autostrada Unii”, ma połączyć położone przy mołdawskiej granicy Jassy z Transylwanią.
Rumunia już jest największym partnerem handlowym dla Mołdawii, a w obliczu planów dołączenia Kiszyniowa do Unii wymiana dóbr będzie tylko rosła. Lepsze połączenie drogowe ma wyeliminować „wąskie gardło”.
Ostatnia transza, czyli 2,8 mld euro, trafi do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz innych służb. Zdecydowano się bowiem na przeznaczenie sporej ilości środków na obronę cywilną. Pociąg medyczny mogący pomieścić do trzystu pacjentów (również tych w stanie krytycznym) czy łodzie poszukiwawczo-ratownicze typu SAR – to tylko część z zakupów.
Od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji przeciw Ukrainie wiele mówi się o roli, jaką w obronie państwa pełnią cywile. Rumunia, inwestując w ten rodzaj odporności, chce pokazać Europie, że odrobiła ukraińską lekcję.
Czy Rumunię stać na kolejną pożyczkę
Nie jest jednak tak, że w rumuńskim społeczeństwie, jak też w samym rządzie nie ma znaków zapytania odnośnie do europejskiej pożyczki. Rumunia boryka się dziś z rosnącym długiem publicznym, który w 2019 r. wynosił jeszcze 35 proc. w stosunku do PKB, a w ciągu kolejnych pięciu lat wzrósł o 20 punktów procentowych. Spowodowało to wszczęcie procedury nadmiernego deficytu przez Radę Unii Europejskiej. Negatywnie na finanse państwa wpływa również jedna z największych w Unii „luka VAT-owska”.
Wszystko to sprawia, że obok akceptacji widać niepokój: czy kraj stać na kolejny kredyt, który w większości miałby zasilić armię.
Mimo jego korzystnych warunków (maksymalne oprocentowanie to 3 proc., odległe terminy spłaty), zmusza on do zakupu sprzętu, który w 65 proc. ma europejskie pochodzenie. Okoliczność ta, mająca stanowić impuls dla przemysłu europejskiego i rumuńskiego, jest zarazem wodą na młyn eurosceptyków.
Bukareszt między UE a Trumpem
Tych zaś w Rumunii nie brakuje. Nacjonalistyczna partia AUR – czyli Sojusz na rzecz Jedności Rumunów – na której czele stoi George Simion, postrzega europejski program zbrojeń jako prowokowanie Rosji i narażanie się Stanom Zjednoczonym, które mogą nie dostrzegać interesu w obronie Rumunii, jeśli ta przestałaby kupować amerykańską broń.
Rumuni przeżyli już swoje pierwsze chwile grozy w październiku 2025 r., kiedy to USA zmniejszyły swój kontyngent w bazie lotniczej Mihail Kogălniceanu z 1,7 tys. do około tysiąca żołnierzy.
W związku z tym rumuński rząd próbuje lawirować między współpracą w sferze obronności z Amerykanami a Unią Europejską – na zasadzie „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Symbolem próby przypodobania się obecnej administracji w Białym Domu stał się park w Bukareszcie, który będzie nazwany parkiem Donalda Trumpa.
Gdy prezydent USA zdecydował się na atak na Iran, Rumunia zapewniła wsparcie logistyczne dla amerykańskiej operacji „Epicka Furia” – jednocześnie zaznaczając, że nie angażuje się w działania ofensywne oraz że jest otwarta na europejską współpracę.
Rheinmetall podnosi cenę
Jednak gdy przyjdzie już do zakupów nowego uzbrojenia, europejską solidarność może czekać poważny test.
Za sposób rozdysponowania tych środków w Rumunii odpowiada międzyinstytucjonalna grupa robocza, w skład której wchodzą członkowie MON, MSW, MSZ oraz służb wywiadowczych. Na końcu tego procesu znajduje się Naczelna Rada Obrony Kraju, na której czele stoi prezydent.
W ramach tak rozbudowanej procedury zdecydowano się już na zakup m.in. 298 bojowych wozów piechoty KF-41 Lynx, produkcji niemieckiego koncernu Rheinmetall. Kontrakt miał opiewać na 3 mld euro, jednak na początku kwietnia producent zaproponował ceny o ponad 30 proc. wyższe, co przełożyło się na wzrost kosztów aż o miliard euro.
Szef resortu obrony Radu Miruță zadeklarował, że „nie ustąpi’’ i nie zgodzi się na podwyżkę. Rheinmetall wie, że Rumunia ma czas na podpisanie umowy do 31 maja (później procedura zakupów ze środków SAFE się komplikuje), w związku z czym producent może narzucać presję na Bukareszt, któremu kończy się czas na negocjacje.
Rumuński przemysł nie chce zostać z boku
Co istotne, przedmiotem kontraktu nie są wyłącznie same pojazdy, ale również pakiet inwestycji w kraju. Koncern miał wybudować centrum serwisowe wozów na terenie Rumunii oraz fabrykę amunicji, co zapewniłoby niezależność operacyjną.
Jednak dla wielu rumuńskich firm zbrojeniowych plany te są źródłem frustracji. Jak podkreśla na łamach agencji Mediafax Răzvan Pîrcălăbescu, prezes OPIA (to zrzeszenie producentów sprzętu wojskowego w Rumunii), rodzime firmy nie zostały nawet zaproszone do rządowych konsultacji dotyczących udziału w programie SAFE.
Pîrcălăbescu, jednocześnie dyrektor Romarmu (największego państwowego holdingu zbrojeniowego w kraju), nie kryje rozczarowania działaniami rządu. Zwraca uwagę, że jeśli unijne środki trafią wyłącznie do zagranicznych koncernów, które po kilku lub kilkunastu latach mogą po prostu opuścić tutejszy rynek, to nie wygenerują one żadnej wartości dodanej dla gospodarki.
W efekcie Rumunia zostanie ze zobowiązaniem finansowym, które będzie musiała spłacać przez kolejne 30-40 lat, nie mając z tego tytułu zysku dla rodzimego przemysłu i dla rozwoju technologicznego. Właśnie taki scenariusz budzi dziś największe obawy w społeczeństwie.
SAFE ujawnia strategiczne rozdarcie Rumunii
Jak jednak zauważa Răzvan Corneci, rumuński dziennikarz (na YouTubie publikujący pod pseudonimem „Sartowski”), problem ten ma głębsze korzenie.
W rozmowie Corneci wskazuje na brak spójnej strategii władz i na pogłębiające się rozdarcie między USA a Europą. – Unia Europejska od dawna potrzebowała planu w obliczu coraz bardziej nieprzewidywalnych i agresywnych Stanów. Można traktować to więc jako pierwszy krok w drodze do uniezależnienia się od USA – przekonuje Corneci.
Dziennikarz uważa, że w Rumunii istnieje wprawdzie szerokie społeczne poparcie dla rozwoju własnego przemysłu, w tym wojskowego, oraz zwiększania roli Rumunii na rynku europejskim. – Z drugiej jednak strony widzimy brak jedności wśród naszych elit, z których większość nadal upatruje strategię obrony kraju w utrzymywaniu bliskich relacji z administracją Trumpa i demonstrowaniu wobec niej swojej lojalności – krytykuje Corneci.
I zaznacza: – Jeśli dodać do tego brak przejrzystości wydatków, brak uczciwej konkurencji przy zawieraniu kontraktów i krótkowzroczność związaną z cyklami wyborczymi, otrzymujemy przepis na katastrofę.
Czy SAFE wzmocni Rumunię?
Corneci obawia się, że jeśli Rumuni nie zainwestują we własny przemysł zbrojeniowy, to SAFE może okazać się niewykorzystaną szansą. Zamiast wzmocnić trwale zdolności obronne kraju, program pozostawi po sobie jedynie dług obciążający przyszłe pokolenia.
Răzvan Corneci zapewnia jednak, że stara się zachować optymizm. – Wierzę, że przynajmniej bliskie partnerstwo z naszymi ukraińskimi sojusznikami może zaowocować lepiej wyszkoloną armią, dostosowaną do współczesnego pola walki. Oraz że ukraiński opór nie załamie się i wciąż będzie odsuwać zagrożenie militarne ze strony Rosji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















