Ciepły sierpniowy dzień. W Tatrach tłumy, grupki turystów schodzą szlakiem zwanym ceprostradą, ze Szpiglasowej Przełęczy. Para turystów schodząca ze Szpiglasowego Wierchu ścina podszczytowe zakosy. Strącony kamień nabiera rozpędu i ze świstem przelatuje między ludźmi idącymi z przełęczy. Czyjś okrzyk „uwaga, kamień!” pomaga uniknąć tragedii. Odłamek wielkości pięści przelatuje ze świstem między głowami turystek. Tym razem na szczęście skończyło się jedynie na podniesionym ciśnieniu. Reakcją sprawców na skierowane do nich uwagi był popis arogancji.
Sprzęt nie jest śmieszny
Kask na głowach turystów na tatrzańskich szlakach nadal jest wyposażeniem mniejszościowym, spotykającym się z wypowiadanymi pod nosem docinkami. Choć na trudnych szlakach powinien być właściwie podstawowym wyposażeniem turysty, nie tylko dziecka. Inna sprawa, czy trudny, przepaścisty, ubezpieczony łańcuchami i stalowymi klamrami szlak to na pewno miejsce dla kilkulatka? Dzieci spełniające częściej ambicje rodziców niż swoje, nieraz bez odpowiedniego zabezpieczenia (uprząż i krótka lina), są w temacie górskich niebezpieczeństw punktem do osobnej dyskusji.
Coraz częściej w górach spotykamy zachowania analogiczne do tych, z jakimi mamy do czynienia na polskich drogach. Do niebezpiecznych sytuacji i wypadków doprowadzają brawura, ignorancja, łamanie przepisów, niedostosowanie umiejętności do trudności trasy i warunków.
Szczególnie niebezpiecznym okresem są oczywiście wszelkie przełomy – wiosny, która wysoko w górach nadal jest zimą, wczesnego lata, złotej jesieni i pierwszych ataków zimy. To wtedy najczęściej dochodzi do fatalnych w skutkach poślizgnięć. Są szlaki w polskich Tatrach, na których właściwie co roku kwietniowo-majowy przełom z kulminacją w okolicy długiego weekendu dopisuje do statystyk kolejne ofiary. Jak ostatnia niedziela kwietnia, w której w niewielkim odstępie czasu aż dwie osoby zginęły w wyniku upadku z Rysów. Jedna była odpowiednio wyposażona, druga nie posiadała niezbędnego w panujących warunkach zimowego wyposażenia. A to wysoko w górach może okazać się niezbędne zarówno w czerwcu, jak i nawet w lipcu, gdy twarde płaty śnieżne upamiętniają zimę w zacienionych górskich kotłach. Jeśli go nie posiadamy lub nie umiemy się nim posługiwać, lepiej przełożyć wyjazd w Tatry na późniejsze tygodnie lata. Po bardzo skąpej w śnieg zimie i zbyt ciepłym kwietniu przyszedł bowiem wyjątkowo zimny maj kilkukrotnie na nowo bielący górskie szczyty.
Wiedza i doświadczenie
Wypadki z 27 kwietnia są nazbyt jaskrawym potwierdzeniem faktu, że w górach giną nie tylko ludzie niedoświadczeni, nieprzygotowani, źle wyposażeni. Często wypadek jest splotem kilku niewłaściwych czynników, a czasem wynika z pojedynczego błędu. Używanie sprzętu nie oznacza umiejętności w posługiwaniu się nim. Posiadanie technicznych umiejętności nie równa się doświadczeniu. A tego często brakuje w ocenie lokalnie panujących warunków, charakteru i specyfiki trasy. Choć słuszna letnia zasada mówi, że należy wychodzić w góry jak najwcześniej, minimalizując ryzyko bliskiego i zawsze przerażającego spotkania z burzą na wysokościach, to jednak późną wiosną czy wczesnym latem, przy nadal chłodnych nocach, zbyt wczesne wyjście na Rysy może skutkować niebezpieczeństwem natrafienia na wyjątkowo twarde płaty śniegu.

Zaklinanie pogody
Jednym z największych niebezpieczeństw lata w górach są burze. Potwierdzają to coroczne wypadki, w tym tak głośne, jak ten sprzed sześciu lat na Giewoncie. Być może praprzyczyny należy szukać jeszcze w szkole, w której dorośli dziś turyści nie mieli żadnej formy edukacji o bezpieczeństwie, by wiedzieć choćby, jakich miejsc unikać. Nadal widuje się w górach osoby, które mimo donośnych grzmotów (albo nawet widocznych błysków!) nie przerywają marszu w górę, zaklinając rzeczywistość („może przejdzie bokiem”), a gdy burzy towarzyszy ulewa, chowają się pod rosnącym przy szlaku wysokim drzewem, znacznie bardziej narażonym na uderzenie pioruna niż otwarta przestrzeń górskiej polany albo gęsty młodnik.
Niestety lekceważenie prognozy pogody jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń współczesnej turystyki – a przecież mówimy o czasach, gdy aktualne prognozy pogody czy radary burzowe (na przykład „Blitzortung”) dostępne są na jedno kliknięcie w telefonie, a ich sprawdzalność jest znakomita. Wpisuje się to we współczesny trend, który przewrotnie pod hasłem „włącz myślenie” każe ignorować fakty, wiedzę i jej profesjonalne źródła. Choć szczepionka jest ogólnie dostępna – bo polskie góry należą do najlepiej opisanych na świecie, oferują dziesiątki map, przewodników i stron internetowych z rzetelną wiedzą.
Pomocne technologie
Bardzo pomocne są profile parków narodowych, służb ratowniczych, związanych z górami zawodowców i pasjonatów, a także aplikacje. Wśród nich warto wymienić „Ratunek”, przekazującą ratownikom nie tylko dokładną lokalizację osoby zgłaszającej wypadek, ale też na przykład informacje o stanie baterii w telefonie, z którego pochodzi zgłoszenie.
Trudno się zgubić, używając mapy i nawigacji w takich aplikacjach jak „Locus” czy „Mapy.cz”. Obie występują też wprawdzie w płatnych wersjach, ale nie jest to wygórowany koszt. W zamian otrzymujemy nieograniczoną możliwość korzystania z map w trybie offline, które w niezbyt dobrze pokrytych zasięgiem internetowym górach często są jedynym mobilnym rozwiązaniem. Oczywiście nadal trzeba pamiętać, że korzystanie z aplikacji szybciej rozładowuje baterię w telefonie, który może być niezbędny do wezwania pomocy, przekazania informacji o swoich zmieniających się czasami planach. Dlatego zawsze warto mieć ze sobą, zwłaszcza w przypadku samotnej wycieczki, choćby mały powerbank dający możliwość podładowania urządzenia.
Niestety często, jak to bywa w innych dziedzinach życia, miejsce ekspertów i profesjonalnych pomocy zajmują w górach internetowi szarlatani lub narzędzia, których przydatność w górskim terenie jest dyskusyjna.
Planując wyprawę w polskie góry, warto znać kluczowe numery alarmowe oraz podstawowe zasady postępowania w sytuacji zagrożenia.
Najważniejsze numery alarmowe w górach:
- 985 – numer ratownictwa górskiego (działa w większości górskich regionów Polski)
- 601 100 300 – bezpośredni numer ratunkowy GOPR/TOPR
- 112 – ogólnoeuropejski numer alarmowy (zalecany, gdy nie ma zasięgu lub potrzebna jest pomoc innych służb)
O czym warto pamiętać:
Zapisz numery alarmowe w telefonie przed wyruszeniem w góry.
W razie wypadku: zachowaj spokój, podaj ratownikom lokalizację, opis zdarzenia i stan poszkodowanych.
Skorzystaj z aplikacji „Ratunek” – umożliwia szybkie wezwanie pomocy i dokładne określenie lokalizacji.
Stosuj się do wskazówek ratowników – to kluczowe dla skutecznej akcji ratunkowej.
Bezpieczeństwo zaczyna się od przygotowania – pamiętaj o numerach, aplikacji i rozwadze na szlaku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















