Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026. Start wymaga talentu i ortopedii XXI wieku

Polacy nie zawojują XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich we Włoszech. Z Cortina d’Ampezzo przyglądamy się największym gwiazdom zimowego sportu i cenie, jaką płaci się dziś za olimpijski start.
z Cortina d’Ampezzo (Włochy)
Czyta się kilka minut
Olimpijski tor saneczkowy, na którym będą rozgrywane zawody w saneczkarstwie i bobslejach podczas Igrzysk Olimpijskich 2026. Cortina d'Ampezzo, Włochy, 24 stycznia 2026 r. // Fot. Odd Andersen / AFP / East News
Olimpijski tor saneczkowy, na którym będą rozgrywane zawody w saneczkarstwie i bobslejach podczas Igrzysk Olimpijskich 2026. Cortina d'Ampezzo, Włochy, 24 stycznia 2026 r. // Fot. Odd Andersen / AFP / East News

Żółte znaki przy drogach prowadzących z czterech stron świata do tego miasteczka, wciśniętego w dolinę otoczoną szczytami Dolomitów, informują o zakazie wjazdu od 1 lutego przez cały czas trwania XXV Olimpiady, a także podczas – następujących po niej w marcu – Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich.

Auto będzie trzeba zostawić na jednym z oddalonych nawet o godzinę drogi parkingów i przesiąść się na autobus. Ma to uzasadnienie: sześciotysięczna Cortina d’Ampezzo – miasteczko mniejsze i ciaśniejsze niż Zakopane, z jednokierunkową drogą objeżdżającą centrum niczym rondo – nawet w zwykłe dni stoi w korkach.

Ostatnie pospieszne przygotowania w Cortina d’Ampezzo 

Przez 70 lat, od kiedy Cortina d’Ampezzo po raz pierwszy gościła zimowe igrzyska, te rozrosły się do rozmiarów, przy których miejscowość ta nie byłaby w stanie zorganizować ich samodzielnie. Stąd status tytularnego współgospodarza wraz z Mediolanem (niekojarzącym się przecież z zimą), a także rola historycznego serca tych igrzysk. 

Lecz nawet z mediolańską pomocą miasto ledwie sobie radzi. Wprawdzie zdążyło odmalować skocznię narciarską z 1956 r. – tę, na której Franciszek Gąsienica-Groń w kombinacji norweskiej skakał po pierwszy zimowy medal olimpijski dla Polski. Niebawem w Cortinie powalczy o niego w narciarskim gigancie Maryna Gąsienica-Daniel, która w tym sezonie zbliżała się już do podium Pucharu Świata.

Jednak dziś, na kilkanaście dni przed otwarciem igrzysk, prace wciąż trwają. Robotnicy w pośpiechu malują pasy na drodze do centrum. Przyjezdnych wita las dźwigów i żurawi. Wyrastają nad – oprotestowaną przez mieszkańców – przebudową byłego stuletniego dworca kolejowego i nieukończoną przed igrzyskami budową kolejki linowej Apollonio-Socrepes, prowadzącej z centrum Cortiny w rejon tras narciarskich pod Tofanami (budowę podjęto mimo braku ekspertyz geotechnicznych). To na nich skupi się wkrótce uwaga sportowego świata.

Te dyscypliny skupią na sobie najwięcej uwagi na zimowej olimpiadzie 

Choć kryzys Zimowych Igrzysk Olimpijskich jest wprost proporcjonalny do kryzysu klimatycznego, skutkującego coraz słabszymi zimami, to jednak igrzyska, zaczynające się w piątek 6 lutego, mają szansę mu tymczasowo zaprzeczyć. Po 20 latach zmagania olimpijskie wracają do geograficznej i jednocześnie kulturowej Europy.

Ceremonia otwarcia po raz pierwszy w historii ma odbyć się w kilku miejscach naraz: na głównej arenie – stadionie San Siro w Mediolanie – oraz w miasteczkach północnych Włoch, w tym w Cortinie. Unikalne w nowożytnej historii igrzysk ma być też ich zamknięcie – w starożytnym amfiteatrze w Weronie

Natomiast spośród sportowych wydarzeń, które wypełnią dwa tygodnie pomiędzy nimi, wyróżniają się: turniej hokeja (z powracającymi na igrzyska po 14 latach zawodnikami ligi NHL), łyżwiarstwo figurowe (z reprezentującym USA Ilią Malininem, rekordzistą w wykonywaniu poczwórnych skoków podczas jednego programu), konkursy skoków narciarskich (z dominującym w tym sezonie słoweńskim rodzeństwem Niką i Domenem Prevcami), a także olimpijski debiut skialpinizmu.

Najwięcej uwagi skupi na sobie bez wątpienia narciarstwo alpejskie i jego amerykańskie przedstawicielki: Mikaela Shiffrin (prześcigająca własny rekord w liczbie zwycięstw) i Lindsey Vonn, która na igrzyska powraca po ośmiu latach przerwy. 

Już sam jej start na tych Zimowych Igrzyskach można by uznać za zwycięstwo – talentu, pasji, determinacji, tytanicznej pracy i ortopedii XXI stulecia.

Lindsey Vonn: osobne zjawisko w zimowym sporcie

Do tego, aby wrócić na zjazdowe trasy, 41-letnią Amerykankę motywowała szansa na olimpijskie podium. Stała na nim już trzykrotnie, ale tylko raz na najwyższym stopniu (16 lat temu w Vancouver). To musiało budzić niedosyt u seryjnej zwyciężczyni.

Lindsey Vonn to bowiem czterokrotna zdobywczyni Kryształowej Kuli, czyli trofeum za wygranie klasyfikacji generalnej w sezonie Pucharu Świata, rekordzistka w liczbie ośmiu zwycięstw w klasyfikacji zjazdu oraz w liczbie wszystkich wygranych zjazdów Pucharu Świata. Łącznej liczby jej miejsc na podium nie ma sensu podawać, bo licznik wciąż tyka. 

Lindsey Vonn podczas Pucharu Świata w zjeździe. Tarvisio, Włochy 17 stycznia 2026 r. // Fot. Bartek Dobroch

Rok po tym, jak wróciła do ścigania – i pięć lat po pierwszej decyzji o zakończeniu kariery – Vonn przeżywa renesans formy. Pięć pierwszych zjazdów Pucharu Świata kończy na podium. Gdy w grudniu 2025 r. wygrywa w St. Moritz, nie kryje łez podczas amerykańskiego hymnu. Od poprzedniego zwycięstwa dzieli ją 7 lat, 8 miesięcy i 29 dni. W wieku 41 lat jest najstarszym zwycięzcą zawodów Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim.

Brak feminatywu jest tu zamierzony, gdyż Amerykanka detronizuje w statystykach mężczyzn. I dokona tego także, jeśli zdobędzie teraz medal olimpijski. Bo wśród kobiet może przebić w statystyce tylko siebie – już osiem lat temu w Pjongczangu była najstarszą narciarką alpejską na olimpijskim podium.

Przez wiele lat Lindsey Vonn żyła z chronicznym bólem

Sukces Lindsey Vonn sięga jednak daleko poza ramy jej dyscypliny czy w ogóle sportów zimowych

Historia sportu zna wprawdzie przypadki triumfów odniesionych po czterdziestce. Ale nieliczne po powrocie do sportu po poważnych kontuzjach – i w dodatku w nieporównywalnych dyscyplinach, niewymagających takiego ryzyka. Wcześniej w golfie taki comeback zaliczył Tiger Woods (prywatnie ekspartner Vonn). Po czterdziestce i licznych urazach pierwsze skrzypce w swojej drużynie grał też nadal koszykarz LeBron James.

Wśród kobiet trudniej wskazać podobne przypadki, ale i na męskim tle Vonn jest kimś niezwykłym. 

W 2019 r. postanowiła zakończyć sportową karierę, którą prócz zwycięstw znaczyły wypadki. Zwłaszcza ten w 2013 r., na mistrzostwach świata w austriackim Schladming. Realizatorzy nie szczędzili wówczas widzom powtórek z koszmarnego upadku po skoku na trasie supergiganta, gdy zsuwała się po śniegu, krzycząc z bólu.

Po latach zaczęły odzywać się odniesione kontuzje – m.in. dwukrotne zerwanie ACL (więzadła krzyżowego przedniego), zerwanie MCL (więzadła pobocznego piszczelowego), złamania kości piszczelowej – oraz dziewięć operacji kolana. Żyła z chronicznym bólem, który nie pozwalał jej na aktywność fizyczną nawet w postaci dłuższego spaceru po płaskim terenie.

Decyzja Lindsey Vonn o wznowieniu kariery wywołała także krytykę

Wiosną 2024 r. Lindsey Vonn przeszła innowacyjną operację. Chirurg ortopeda Martin Roche za pomocą precyzyjnego robota zastąpił uszkodzone fragmenty stawu kolanowego tytanowymi implantami. Już po tygodniach ból ustąpił. Kilka miesięcy później Vonn wznowiła treningi.

Jej decyzja o wznowieniu kariery nie spotkała się z powszechnym entuzjazmem. „Zupełnie oszalała”, „powinna iść do psychologa”, „nie rozpoznała sensu i celu innego życia” – takie komentarze padały nie ze strony internetowych hejterów, lecz dawnych mistrzów narciarstwa. 

„To jeszcze nie koniec, póki się nie skończy” – odpowiadała Vonn cytatem z filmu o bokserze Rockym. Pierwszy sezon po powrocie, pełen zmiennych wyników, zakończyła miejscem na podium.

Pragnienie zamknięcia ust krytykom stało się dla niej dodatkową motywacją. Ale główną była jednak miłość do nart, na których jeździ od trzeciego roku życia, i bakcyl rywalizacji.

Długa droga z płaskiej Minnesoty do gór Kolorado

Vonn pochodzi ze stanu Minnesota, gdzie nie ma gór, jedynie pagórki. Zimy są za to długie, śnieżne i surowe. Z tego samego stanu i miasta Saint Paul pochodzi zresztą też medalowa faworytka Amerykanów w biegach narciarskich, Jessie Diggins. Stoki takie jak Buck Hill, na którym dorastała, są wprawdzie ledwie stumetrowe, ale twarde, zlodzone – jak współczesne trasy zawodów zjazdowych. 

Jej ojciec, Alan Kildow, był w juniorskich czasach obiecującym narciarzem i pierwszym trenerem córki, której kariera wymagała też finansowej determinacji. Rodzina nie należała do bogatych, a sport ten już wtedy w Stanach nie należał do tanich – choć nie przejęły go jeszcze w pełni korporacje windujące ceny karnetów i szkoleń do poziomu najwyższych na świecie. 

Kończyła się epoka romantycznego narciarstwa, tego dającego szanse buntownikom z prowincji – takim jak Bode Miller i Picabo Street, wychowywani w niekonwencjonalnych, antysystemowych domach. 

Spotkanie dziewięcioletniej Lindsey z Picabo Street – pochodzącą z narciarskiego Dzikiego Zachodu, dziś 54-letnią sportową idolką, o której po latach opowie w filmie dokumentalnym – obudziło w niej olimpijskie marzenie.

Gdy w 1996 r. Street zdobywała mistrzostwo świata w zjeździe, rodzina Lindsey przeprowadziła się do Vail w stanie Kolorado, jednego z największych ośrodków narciarskich w USA. 

Mikaela Shiffrin, czyli wczesny błysk geniuszu 

Rok wcześniej, w 1995 r., przyszła w nim na świat Mikaela Shiffrin, córka lepiej sytuowanej pary medyków. 

W jej historii nie ma tylu dramatycznych zwrotów, co w biografii Vonn. Jest za to wczesny błysk geniuszu i akces do światowej czołówki w wieku zaledwie 16 lat. Jest także prześcignięty przez Mikaelę Shiffrin już trzy lata temu rekord Ingmara Stenmarka w liczbie 86 zwycięstw w Pucharze Świata. W sumie przed zaczynającymi się teraz igrzyskami we Włoszech ma ich już 107. 

Jest również wszechstronność, potwierdzona – podobnie jak w przypadku Vonn – zwycięstwami we wszystkich narciarskich konkurencjach. Ale też coraz ściślejsza specjalizacja w konkurencjach technicznych, zwłaszcza w slalomie, w którym w tym sezonie wygrywa siedem z ośmiu dotychczasowych zawodów, a tym samym Małą Kryształową Kulę za klasyfikację konkurencji. 

Wyniki, regularność i bliska perfekcji technika, z jaką Mikaela Shiffrin pokonuje slalomowe bramki, stawiają ją w roli murowanej faworytki. Co jednak niekoniecznie zawsze przekłada się na sukces na igrzyskach. 

Dziś w narciarstwie alpejskim reflektory kierują się na kobiety

Dawny świat narciarstwa alpejskiego traktował starty kobiet we wszystkich konkurencjach równościowo – w przeciwieństwie do innych zimowych dyscyplin, jak skoki, kombinacja norweska, bobsleje.

Jednak emancypacja była pozorna. Bo sięgająca poza stoki sława przypadała głównie mężczyznom. W drugiej połowie XX w. ikonami tego sportu stawali się narciarze: Jean-Claude Killy, Ingemar Stenmark, Pirmin Zurbriggen, Alberto Tomba, Hermann Maier, a potem Aksel Lund Svindal (trenujący dziś Vonn). Narciarki, nawet tak znakomite jak Vreni Schneider, pozostawały w ich cieniu. 

Dziś nadal męskie zawody zjazdowe w Wengen i Kitzbühel gromadzą wielokrotnie większą publikę na trybunach i wokół mety, a wygrywający co czwartą rywalizację Szwajcar Marco Odermatt jest godnym następcą wymienionych. 

Ale to na nich, na narciarkach, skupia się mocniej uwaga mediów tradycyjnych i społecznościowych. Śledzą one życie Mikaeli Shiffrin – to podporządkowane nartom i to prywatne (związek z norweskim mistrzem Aleksandrem Aamodtem Kilde). Lubią Lindsey, która dba o swój wizerunek i przypomina wyglądem gwiazdę Hollywood, choć motywacyjny poradnik tytułuje hasłem „Siła jest nowym pięknem”. 

Narciarstwo alpejskie to dyscyplina wysoce ryzykowna

Status sportowej ikony, jakim cieszy się dziś Lindsey Vonn, potwierdza okładka magazynu „Time” z listopada 2025 r., na której się znalazła. Do międzynarodowego grona jej kibiców należą zainspirowane nią gwiazdy innych sportów. W tym – ze wzajemnością – Iga Świątek. Jej definitywnie ostatni, jak podkreśla, sezon przypomina pożegnalne tournée gwiazdy rocka.

We włoskim Tarvisio, goszczącym ponownie po 15 latach najlepsze alpejki, Vonn filmuje się z grupą Austriaków skandujących jej nazwisko. W niemieckojęzycznych mediach Amerykanka, spędzająca sporą część życia w Alpach, odpowiada po niemiecku. Pytana o motywacje powrotu, mówi o niezastąpionym dreszczu emocji, który daje szybka jazda na nartach. Na trasie w Tarvisio pędzi z najwyższą prędkością w całej stawce: 136 km/h.

To, co przyciąga do narciarstwa zjazdowego, sprawia też, że należy ono nadal (obok kolarstwa szosowego) do najbardziej wypadkowych i niosących ryzyko poważnych urazów sportów tradycyjnych. Tylko w ostatnich dwóch latach podczas sesji treningowych zginęło dwoje młodych włoskich zjazdowców.

Poważne wypadki podczas jesiennych treningów wykluczyły z udziału w obecnych igrzyskach włoską mistrzynię świata Martę Bassino i szwajcarskie mistrzynie olimpijskie Michelle Gisin i Larę Gut-Behrami. Rollercoaster kariery Vonn jest też bliski wypadnięcia z wirażu tuż przed ostatnią olimpijską prostą. W piątek 30 stycznia wpada ona w siatki zabezpieczające trasę odwołanego później zjazdu w Crans-Montana. Wstaje, wpina narty, zjeżdża ostrożnie do mety, z której jednak na badania do szpitala zabiera ją helikopter.

Urokliwa, ale wymagająca: trasa Olympia delle Tofane

Jeśli tylko kolana Vonn pozwolą jej na piąty olimpijski start, jej główną rywalką na olimpiadzie w Dolomitach będzie więc znów Sofia Goggia, mistrzyni olimpijska w zjeździe z Pjongczangu. Włoska wojowniczka, która słynie z agresywnej techniki jazdy – atakuje linie i bramki, jakby stok był pochyłym oktagonem. Potrafiła wygrać zjazd, jadąc ze złamaną dzień wcześniej na trasie ręką.

Oprócz niej największe szanse na to, aby prześcignąć weterankę Vonn, mają narciarki, które stawiały pierwsze kroki na nartach albo uczyły się chodzić w czasie, gdy ona, jeszcze jako Lindsey C. Kildow (nazwisko Vonn zachowa po byłym mężu), zjeżdżała po raz pierwszy na pucharowe podium. Było to w styczniu 2004 r. w Cortinie na trasie Olympia delle Tofane, na której potem wygrywała aż dwunastokrotnie.

Wytyczono ją na igrzyska w 1956 r., a rywalizowali wówczas na niej w zjeździe mężczyźni. Od lat 90. XX w. zmagają się tam najlepsze alpejki. Urodą trasa ta konkurować może tylko z trasą męskiego zjazdu w Wengen. 

Budkę startową zjazdu widać tutaj ponad górną stacją wyciągu, który wywozi narciarzy ponad schronisko Pomedes. Po kilku skrętach narciarki osiągają najbardziej spektakularny moment – Tofana Schuss, skok między skałami. Już w lesie, wpadają w krętą Deltę i Gran Curvone, aby po 2,5 km wjechać na metę. 

Justyna Kowalczyk: „To będą piękne igrzyska” 

W Cortina d’Ampezzo mety przygotowań olimpijskich wciąż nie widać. Przynajmniej tyle, że wreszcie pada śnieg, oczekiwany od końca grudnia. Przykryje zegar na centralnym Piazza Angelo Dibona, który od roku odmierza czas do rozpoczęcia igrzysk. Przykryje deptak ze sklepami luksusowych marek (oferują kurtki narciarskie za 5 tys. euro).

Przykryje też zamarznięte błoto na parkingach pod trasami i wokół ukończonych na ostatnią chwilę obiektów: hali lodowej i toru saneczkowo-bobslejowego. Ten ostatni budzi kontrowersje: przy jego budowie wycięto 800 modrzewi. Wbrew szumnym zapowiedziom organizatorów, igrzyska nie będą zrównoważone. Bałagan, budowlane porażki i niedoróbki usuną za to być może w cień włoska atmosfera i starty mistrzów oraz mistrzyń.

Startujący 20 lat temu na igrzyskach w Turynie zawodnicy pamiętają betoniarki, które pracowały jeszcze w dniu przyjazdu sportowców. Walcząca tam o medal Justyna Kowalczyk-Tekieli komentuje: „Włosi już tak mają. To będą piękne igrzyska”.


AKTUALIZACJA: We wtorek 3 lutego (już po ukończeniu tego materiału) Lindsey Vonn przyznaje, że w wypadku całkowicie zerwała więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie. Mimo to wraca do narciarskich treningów i ogłasza gotowość do startu w olimpijskim zjeździe w niedzielę 8 lutego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 06/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Narciarki z krwi i tytanu