Gojira: metalowe monstrum ze słonecznej Akwitanii przybywa z ekoprzekazem

W ostatnich latach wiele kapel zaczęło łączyć progresywny metal z ekologiczno-społeczną tematyką. Także francuska Gojira muzyczne zaangażowanie przekłada na proekologiczny aktywizm. We wtorek 19 sierpnia grupa zagra w krakowskiej Tauron Arenie.
Czyta się kilka minut
Koncert Gojira. Nottingham, 21 lutego 2023 r. // Fot. Katja Ogrin / Redferns / Getty Images
Koncert Gojira. Nottingham, 21 lutego 2023 r. // Fot. Katja Ogrin / Redferns / Getty Images

Większość ludzi dowiedziała się o istnieniu Gojiry dopiero w ubiegłym roku. 26 lipca 2024 r. niebo nad Paryżem spowijały ciemnoszare chmury. Mimo że przypominały rewolucyjny dym, zapowiadały jedynie obfite strugi deszczu, w których – podczas odbywającej się na Sekwanie i jej brzegach ceremonii otwarcia XXXIII Letnich Igrzysk Olimpijskich – mokli artyści i sportowcy. 

Szczęśliwie ulewa nie zdążyła zakłócić trzyminutowego muzycznego widowiska, do którego wprowadzała widzów makabrycznie ożywiona postać ściętej Marii Antoniny. A także słowa rewolucyjnej pieśni „Ah! Ça ira!”, w utrwalonej w toku rewolucji agresywnej wersji i współczesnej kompozycji Victora Le Masne’a. 

Historyczny moment dla muzyki metalowej

Czwórka muzyków na platformach zawieszonych w oknach Conciergerie (dawnego pałacu królewskiego podczas rewolucji zamienionego w więzienie m.in. dla królowej) grała jej metalową interpretację. Ścianę gitar, perkusji i chropowatego głosu Joego Duplantiera przełamywał wyrazisty, kojący mezzosopran śpiewaczki Mariny Viotti.

Nie był to ani pierwszy, ani też najbardziej dobitny przykład mariażu muzyki metalowej z operową. Mają one ze sobą, wbrew pozorom, wiele wspólnego. Słychać to nie tylko w symfonicznych podgatunkach metalu wykorzystujących podobne struktury kompozycyjne, rozbudowane o orkiestrę i chór, a często nawet operowy kobiecy wokal. 

Także w pozamuzycznej warstwie: teatralności i koturnowości metalu, jego emocjonalnej intensywności i patosie oraz zakorzenionej w mitach i historii tematyce wielkich namiętności, śmierci i transcendencji. 

Występ francuskiego zespołu będący debiutem metalu nie tylko na olimpijskich ceremoniach, ale w ogóle na tego typu imprezie o globalnym zasięgu (wyjątkiem był występ Black Sabbath podczas kilkunastogodzinnego koncertu Live Aid w 1985 r.), był nie tylko cezurą w historii zespołu, ale też historycznym momentem dla całej muzyki metalowej rzadko trafiającej poza stałe grono odbiorców.

Śmiało można powiedzieć, że francuskiej grupie i pomysłodawcom zaproszenia jej na otwarcie igrzysk metal zawdzięcza najszerszą ekspozycję tego gatunku i największą liczbę widzów i słuchaczy w jego nieco ponad półwiecznej historii. Trafił pod strzechy nie tylko metaforyczne, ale całkiem dosłownie, bo to jedna z nielicznych globalnych transmisji oglądanych także tam, gdzie domy nadal kryje się trzciną, słomą lub liśćmi. 

Słoneczna Akwitania, surferzy i miażdżące riffy

Jednak, choć to igrzyska sprawiły, że Gojira osiągnęła rozpoznawalność na miarę zespołów z przypadającej na lata 80. złotej ery metalu, to nie krótka w formie, skrojona pod okazję, podniosła i okraszona operą „Mea culpa”, nagrodzona później Grammy (w kategorii Best Metal Performance) i zagrana w towarzystwie Viotti także na pożegnalnym koncercie Ozzy’ego Osbourne’a i Black Sabbath w Birmingham, jest reprezentatywną próbką ich stylu muzycznego i manifestem wyrażanych w treściach utworów poglądów i zainteresowań.

Muzyczne początki Joego Duplantiera (właściwie Josepha), jego młodszego o pięć lat brata Mario oraz poznanego w szkole Christiana Andreu to powtarzalna historia setek nastoletnich zespołów zafascynowanych wpierw Metallicą, a z czasem porzucających thrashową miłość na skutek zauroczenia deathmetalowym ciężarem i mrokiem (w tym prekursorską grupą Death). 

Do tego wszystkiego nie pasuje jedynie miejsce akcji: słoneczna Akwitania i spokojne, małomiasteczkowe Ondres, przedmieścia Bajonny, dla których porzucili Paryż rodzice braci: francuski artysta malarz, architekt i Amerykanka azorskiego pochodzenia, nauczycielka jogi. 

Bracia dorastali zaledwie trzy kilometry od plaży i oceanu, którego pokaźne na tamtym wybrzeżu fale będą miały na twórczość przyszłego zespołu niebagatelny wpływ. Najlepsze we Francji miejsce, by zostać nie metalowcem, ale surferem, co zresztą muzycy, zwłaszcza młodszy z braci, Mario, starali się pasjami łączyć. W domu było pełno muzyki: Chopin i Mozart, Ravi Shankar i Edith Piaf, pop i blues

Monstrum upomina się o Matkę Ziemię

Z początku nazwali się Godzilla w nawiązaniu do japońskiego potwora z głębin, ucieleśnienia powojennych traum i lęków przed atomową zagładą. Gdy okazało się, że nazwa zamiast sukcesu zwiastuje procesy z wszechmogącymi właścicielami praw do monstrualnej globalnej marki, zmienili ją na zgodną z filmowym oryginałem japońską zbitkę dwóch słów: gorira (goryl) i kujira (wieloryb). 

Trudno o lepszą nazwę dla zespołu, który cechowały (nad)oceaniczna geneza, brutalna muzyczna siła z przypominającym ryki bestii growlem i dychotomiczna fascynacja tym, co zarówno pierwotne, jak popkulturowe. Ten, nazwijmy go, „muzyczny brutalizm” – z riffami ciosanymi jak marmur z Carrary, konstrukcyjną precyzją, surową produkcją – dominował na pierwszych płytach zespołu.

Od początku jednak ekstremalnej muzycznej formie towarzyszyło humanistyczne przesłanie. Choć potrzeba było kolejnego kroku, by wybrzmiało ono szerzej i wyraźniej. Monstrum musiało nieco złagodnieć, zostać oswojone, zacząć przemawiać nieco bardziej melodyjnym groovemetalowym dźwiękiem i ludzkim głosem, nie rezygnując jednak z krzyku wyrażającego gniew wobec ludzkości.

Przełomowa płyta nie była jednak kompromisem, ale ewolucją. Już tytuł „From Mars To Sirius” (2005) mówił o potrzebie globalnej transformacji. „Mars jest bogiem wojny, Syriusz reprezentuje nadzieję, emanuje bardziej kobiecą energią”, „Joe chciał rozwinąć ideę, że ludzkość mogłaby wyruszyć w podróż ku lepszej przyszłości, odchodząc od energii wojny i osiągając bardziej duchowy stan świadomości” – wyjaśniali bracia w jednym z wywiadów. 

A przecież Mars jest też symbolem kosmicznych aspiracji ludzkości, podróży do „innego świata”, często wobec wizji zniszczenia naszego. Niejako w opozycji do Syriusza, który jako najjaśniejsza z gwiazd bywał w wierzeniach ludzi kosmiczną kolebką ludzkości. W „Global Warming” pierwotne wierzenia i kosmiczne pochodzenie życia tworzą punkt wyjścia do refleksji nad losem Ziemi i człowieka, który niszczy naturę, ale sam jest poddanym zarówno twórczych, jak i niszczycielskich kosmicznych sił.

Pesymistyczna wizja z początków wydanej w 2005 r. płyty z „oceaniczną planetą w płomieniach”, „tonącym ludzkim okrętem” pośród wymierających gatunków („Flying Whales”) zostaje ugaszona finalną nutą optymizmu („miałem ten sen, nasza planeta przetrwała... będziemy patrzeć, jak nasze dzieci dorastają”). 

Gojira dla Amazonii i Tybetańczyków

Oczywiście Francuzi nie są prekursorami ekologicznego przekazu w muzyce, jakże niesłusznie wobec tych wątków nazywanej rozrywkową. Nie byli nimi nawet surferzy znad innego oceanu, czyli The Beach Boys, gdy w przekornym „Don’t Go Near The Water” mówili o zanieczyszczeniu mórz. Przed nimi bowiem już w latach 50. Pete Seeger pisał piosenki o ochronie środowiska i zanieczyszczeniu rzeki Hudson, czym przyczynił się do powołania ruchu Clearwater.  

Fot. PL Gould / IMAGES / Getty Images

Praojciec heavy metalu Ozzy Osbourne z Black Sabbath snuł w „Into The Void” katastroficzną wizję zniszczenia Ziemi i wyobrażał sobie bojowników wysłanych w stronę gwiazd, by znaleźć „inny świat, gdzie czeka wolność”. Czy „Another World” Gojiry nie jest tu bezpośrednią inspiracją? Z apokaliptycznym rysunkowym teledyskiem przywołującym z kolei na myśl ten z „Do The Evolution” Pearl Jamu, zespołu kolejnego ekosurfera, Eddiego Veddera.

Podobnie Tool antycypujący w 1996 r. w „Ænemie” katastrofę klimatyczną wizją Matki Natury spłukującej zepsuty świat niczym toaletę. 

Nie mówiąc już o brazylijskiej Sepulturze z jej wydanym w tym samym czasie – roku narodzin muzycznej Godzilli – organicznym powrotem do tytułowych korzeni na płycie „Roots”, której główne wątki z protestem przeciw wycince lasów, ochroną amazońskiego środowiska i praw zamieszkujących je rdzennych mieszkańców Gojira kontynuowała m.in. w „Amazonii” na ostatniej płycie. 

Tematyka praw człowieka pojawia się na niej także w bezkompromisowym odniesieniu do poddanych kulturowemu apartheidowi i wygnanych ze swojej ziemi Tybetańczyków.  

Gojira w Polsce

Gojira nie jest jednak tematycznym epigonem swoich metalowych ojców chrzestnych. Dzięki umieszczeniu tematyki ekologiczno-społecznej w centralnym punkcie swoich zainteresowań zasługuje na miejsce w osobnym muzycznym zbiorze, który można nazwać enviromental metal – „metalem środowiskowym”, w którego duchu w pierwszym ćwierćwieczu XXI w. wiele kapel zaczęło łączyć progresywny metal z ekoprzekazem. 

Ich muzyczne zaangażowanie przekłada się na aktywizm – choćby akcje charytatywne na rzecz Amazonii i jej mieszkańców czy wsparcie dla walczącej z kłusownictwem morskim Sea Shepherds.

Ale otwarta na przemiany Gojira potrafiła odłożyć też na bok lejtmotywy swojej twórczości. Nagrania płyty „Magma” (2016) przerwała śmierć matki Joego i Maria. Powrót do studia nosił piętno synowskiego bólu i wpłynął na powstanie najbardziej emocjonalnego, osobistego albumu. Nie byli zresztą pierwszymi metalowymi braćmi, którzy za sprawą muzyki przepracowywali śmierć. 

W Polsce zespół ma duże grono fanów, o czym świadczy już szesnaście koncertów, granych zarówno w małych studenckich klubach, jak i po dużych festiwalach, jak Pol’and’Rock czy metalowy Mystic. We wtorek 19 sierpnia Gojira zagra w krakowskiej Tauron Arenie. A za rok na Stadionie Śląskim przed nieodmiennie najpopularniejszą w muzycznej wadze ciężkiej grupą Metallica.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Metale szlachetne