„Ukryte ubóstwo”, bo prawdziwej skali zjawiska nikt nie zna. Skoro jednak – jak czytamy w raporcie – w 2023 roku radykalnie wzrosły wskaźniki skrajnej biedy w Polsce (w ogólnej populacji z 4,6 do 6,6 proc., czyli z 1,7 do 2,5 mln osób), a kategoria ta dotyczy osób, których nie stać na podstawowe produkty i rachunki, być może grozi nam również wzrost bezdomności?
Przyczyny bezdomności
– Intuicyjnie można przewidywać, że jest to prawdopodobne – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” prof. Ryszard Szarfenberg, badacz zjawiska biedy i współautor raportu „Poverty Watch”. – Skrajna bieda może prowadzić np. do większej skali eksmisji. Ale pamiętajmy, że drogi do bezdomności są różne, i nie zawsze jej bezpośrednią przyczyną jest ubóstwo. Czasami są to przypadki losowe, innym razem uzależnienia czy kryzysy psychiczne.
Ilu jest bezdomnych w Polsce
Ogłoszony niedawno raport zbiera dostępne statystyki o polskiej bezdomności. Przypomina, że danych na jej temat nie ma GUS – najpoważniejszym źródłem wiedzy jest więc przeprowadzona w lutym tego roku kolejna edycja spisu osób w kryzysie bezdomności koordynowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Pokazała ona, że w porównaniu z poprzednią edycją (rok 2019) skala zjawiska nieznacznie wzrosła: z nieco ponad 30 tysięcy do 31 tysięcy. A także, że zmieniła się struktura grupy: za sprawą fali uchodźców ukraińskich przybyło znacznie bezdomnych (a więc także tych mieszkających w schroniskach czy noclegowniach) dzieci.
Problem jednak w tym, że metodologia spisu MRPiPS przeprowadzanego w ciągu jednej nocy (tym razem z 28 na 29 lutego) jest powszechnie krytykowana, a zjawisko bezdomności – w opinii większości ekspertów – jest niedoszacowane: ankieterzy nie są w stanie dotrzeć ani do wszystkich bezdomnych z placówek, ani tym bardziej do tych przebywających na ulicach.
– W ministerstwie rodziny powstał właśnie specjalny zespół, który wkrótce będzie miał pierwsze posiedzenie i który ma przygotować nową, ulepszoną metodologię liczenia osób w kryzysie bezdomności – ujawnia prof. Szarfenberg.
A pytany, co można poprawić, odpowiada:
– Przede wszystkim można lepiej wykorzystać dane administracyjne w odniesieniu do osób, które są w placówkach. Po drugie, trzeba uzyskać lepszą orientację co do miejsc przebywania osób pozostających na ulicach. Do tego można by użyć wiedzy streetworkerów, którzy doczekali się wreszcie wpisania do oficjalnej listy zawodów i którzy mogliby przekazywać samorządom dane o skali bezdomności w rejonie swojej pracy.
Bezdomność wśród uchodźców
Raport „Poverty Watch” uświadamia, że najbardziej niedoszacowaną grupą osób w kryzysie bezdomności mogą być ukraińscy uchodźcy. Tylko tych przebywających w różnego rodzaju placówkach (np. miejscach zbiorowego zakwaterowania), których standardy nie odbiegają od tradycyjnych schronisk i noclegowni, może być – wedle różnych szacunków – od 20 tys. do nawet 48 tys.
„Do tego należałoby doliczyć sytuacje przebywania w mieszkaniach bez zapewnienia praw lokatora, co określa się jako wykluczenie mieszkaniowe. Prawa uchodźców, a głównie uchodźczyń, które przebywały i przebywają nadal w mieszkaniach prywatnych obywateli polskich na podstawie użyczenia, są wyłączone spod działania ustawy o prawach lokatorów” – czytamy w raporcie.
Według prof. Szarfenberga wzrost liczby osób bez dachu nad głową wśród cudzoziemców jest nieunikniony.
– W Niemczech ponad 80 proc. osób w kryzysie bezdomności to imigranci – mówi naukowiec. – Tymczasem w Polsce zbyt często traktujemy np. ukraińskich uchodźców jako jednorodną grupę, wymagającą integracji, ale już niekoniecznie spojrzenia na nią z punktu widzenia innych problemów, takich jak bieda, wykluczenie czy bezdomność. Bardzo źle się stało, że ogłoszona niedawno i głośno dyskutowana strategia migracyjna o tych problemach milczy. W ogóle wśród urzędników, także rządowych, istnieje dziwna niechęć do nazywania Ukraińców przebywających w miejscach zbiorowego zakwaterowania osobami w kryzysie bezdomności, mimo iż warunki, w jakich mieszkają, ewidentnie do użycia takiej terminologii uprawniają.
Jak rozwiązać problem bezdomności
Kilka dni temu posłanka lewicy Marcelina Zawisza zaapelowała do rządu o powołanie pełnomocnika lub zespołu ds. zakończenia bezdomności.
„Działania na rzecz zakończenia bezdomności dotykają wielu obszarów działalności państwa. Wymagają skoordynowanej pracy wielu resortów oraz instytucji państwowych i samorządowych, a także organizacji społecznych” – napisała Zawisza, korzystając z serwisu społecznościowego X.
Wcześniej podobny postulat wysuwało przez lata biuro Rzecznika Praw Obywatelskich.
– Czy postulat zakończenia bezdomności nie jest utopijny? – pytam prof. Szarfenberga.
– Jest w tym sensie, że zjawisko to będzie istnieć zawsze – odpowiada. – Ale mówienie o zakończeniu tego zjawiska ma o tyle sens, że im wyższe cele sobie postawimy, tym większe prawdopodobieństwo, że uda nam się coś zmienić.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















