Obowiązkowa edukacja zdrowotna. Jak Barbara Nowacka zawiodła uczniów i Czarnka

Decyzję MEN, by edukacja zdrowotna była od września obligatoryjna, ale bez wiedzy o seksualności, można zrozumieć jedynie politycznie. Merytorycznie jest szkodliwa.
Czyta się kilka minut
Ministra edukacji Barbara Nowacka podczas Pomorskiej Rady Oświatowej. Gdańsk, 23 marca 2026 r. // Fot. Marcin Gadomski / PAP
Ministra edukacji Barbara Nowacka podczas Pomorskiej Rady Oświatowej. Gdańsk, 23 marca 2026 r. // Fot. Marcin Gadomski / PAP

Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”: gdyby ktoś chciał wytłumaczyć swoim uczniom to stare polskie przysłowie na jakimś sugestywnym przykładzie wziętym z życia, właśnie dostarczyła go sama ministra edukacji Barbara Nowacka – możemy nawet uznać to za jej wkład w dobro polskiej myśli dydaktycznej. 

Edukacja zdrowotna obowiązkowa od nowego roku szkolnego 

Oto po kilku miesiącach funkcjonowania nowego, nieobowiązkowego przedmiotu szkolnego pod nazwą edukacja zdrowotna (nauczanego od czwartej klasy podstawówek, a także w szkołach ponadpodstawowych, wszędzie w wymiarze godziny tygodniowo) ministra zrobiła to, czego domagali się od niej od dawna zwolennicy nowego przedmiotu. A równocześnie ugięła się pod presją zagorzałych przeciwników. 

Podjęła decyzję, że nowy przedmiot będzie obowiązkowy, ale ta jego część, która dotyczy zdrowia seksualnego, pozostanie fakultatywna. 

Co zarzucali przeciwnicy edukacji zdrowotnej

Krytycy wytaczali wobec edukacji zdrowotnej najcięższe możliwe działa. Polski episkopat ostrzegał między innymi, że program przedmiotu oznacza „wyzwolenie z wszelkich barier” i że może zachęcać „do odrzucenia swojej kobiecości i męskości”. Posłanka Dorota Arciszewska-Mielewczyk z PiS powiedziała nawet, że nowy przedmiot może w przyszłości powodować „awersję do współżycia” (gdy zbierając pół roku temu materiał do raportu o edukacji zdrowotnej zapytałem posłankę, co miała na myśli, odpowiedziała, że podstawa programowa zawiera przekaz… podprogowy). 

„Seksualizacja dzieci” – ta zbitka w ustach polityków prawicy była jak refren pieśni o zgubnym wpływie nowego przedmiotu na psychikę młodych ludzi. 

Dlaczego nowy przedmiot jest potrzebny 

Tymczasem edukacja zdrowotna, jak mówiła „Tygodnikowi” psycholożka i psychoterapeutka uzależnień dr Justyna Józefowicz, mogła być „game changerem polskiej edukacji”. Mogła odpowiedzieć na wychwycony przez WHO trend, w ramach którego od 2014 roku na całym świecie spada deklarowana przez nastolatków jakość życia, wzrastają problemy zdrowotne, a „odsetek polskich nastolatków oceniających swoje zdrowie jako doskonałe jest jednym z najniższych wśród badanych krajów”.

Mogła choć przybliżyć odpowiedź na pytanie, dlaczego „polscy nastolatkowie bardzo nisko na tle innych nacji oceniają swoją satysfakcję z życia, dobrostan psychiczny” (cytaty za opracowaniem Instytutu Badań Edukacyjnych „Sytuacja zdrowotna młodzieży”). 

Mogła wypełnić lukę, jaką jest – to też wychodzi z badań społecznych – brak rozmów przeciętnego polskiego rodzica z dzieckiem o jego seksualności. 

Wszystkie błędy Ministerstwa Edukacji Narodowej 

Mogła, ale tego nie zrobiła, bo Barbara Nowacka i rząd najpierw ugięli się pod presją Kościoła, prawicy, a także współkoalicjantów z PSL, czyniąc przedmiot nieobowiązkowym. A później ponieśli propagandową klęskę, gdy okazało się, że na nowy przedmiot uczęszcza mniej niż co trzeci polski uczeń (to mniej niż połowa chętnych na – również nieobowiązkową – religię). 

Mogła być tym game changerem teraz, ale również nie będzie: brak w obowiązkowym module przedmiotu wiedzy o życiu seksualnym człowieka sprawia, że wielu nastolatków wiedzę o tej sferze swojego funkcjonowania będzie czerpało z sieci, w tym z filmów pornograficznych

Jedno z badań NASK pokazało, że do kontaktu z tego rodzaju treściami przyznaje się mniej więcej co trzeci nastolatek, ale ponad 60 proc. deklaruje, że robią to ich koleżanki i koledzy. Jeśli przygotowany przez ekspertów i służący bezpieczeństwu program szkolnego przedmiotu jest „seksualizacją” i „wyzwoleniem z wszelkich barier” – to jak nazwać te brane przez nastolatków niemal seryjnie „pornolekcje”? 

Czarnek: rząd idzie po wasze dzieci 

A przecież prawica i tak nie jest w pełni usatysfakcjonowana podjętą przez Nowacką decyzją. Przemysław Czarnek już zdążył zagrzmieć na X, że hasłem Platformy Obywatelskiej powinno być: „Idziemy po wasze dzieci”. Nie do śmiechu jest też niektórym współkoalicjantom PO: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Polski 2050 stwierdziła, że MEN zdecydowało się na rozwiązanie, „które było na stole rok temu”.

Dodajmy: ta chwiejność Barbary Nowackiej może sprawić, że nowy przedmiot będzie co roku zmieniać swoją formę, by za dwa lata – po dojściu do władzy prawicy – zniknąć z polskich szkół. Jakież to typowe dla polskiej szkoły, targanej od dekad szkodliwymi, a w najlepszym razie źle przygotowanymi zmianami, rozporządzeniami, nowymi przedmiotami, przełomowymi reformami. 

Strategia „świeczki i ogarka” – merytorycznie nie do obronienia – wydaje się politycznie zrozumiała. Ale w dłuższym trwaniu może się dla Barbary Nowackiej skończyć nieciekawie: podwójnym poparzeniem. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”