50 lat temu zmarł Francisco Franco. Hiszpania wciąż się go boi

Choć od śmierci Franco mija pół wieku, jego cień nadal dzieli Hiszpanów. Jedni chcą rozliczeń, inni wolą zostawić przeszłość w spokoju. Tymczasem wciąż trwają ekshumacje ofiar frankizmu.
z Hiszpanii
Czyta się kilka minut
Ekshumacja ofiar represji z czasów hiszpańskiej wojny domowej i reżimu Franco. Prace przy zbiorowej mogile na cmentarzu w Ejea de los Caballeros w prowincji Saragossa. Hiszpania, 28 października, 2025 r. // Fot. Cesar Manso / AFP / East News
Ekshumacja ofiar represji z czasów hiszpańskiej wojny domowej i reżimu Franco. Prace przy zbiorowej mogile na cmentarzu w Ejea de los Caballeros w prowincji Saragossa. Hiszpania, 28 października, 2025 r. // Fot. Cesar Manso / AFP / East News

Dwaj mężczyźni stoją nad rowem, uważnie obserwują każdy ruch koparki. W Ejea de los Caballeros, kilkunastotysięcznym miasteczku w Aragonii (regionie na północy Hiszpanii), prace trwają pełną parą. Najpierw w ruch idzie koparka, potem ziemię przesiewa się ręcznie. Wydobyte szczątki układa się na deskach.

W ciemnej wilgotnej ziemi błyszczy biała warstwa wapna – to znak charakterystyczny tutejszej mogiły. Ówczesna brutalna metoda pochówku, polegająca na zasypywaniu zwłok wapnem, ma dziś jednak zaletę: wapno działało dezynfekująco i spowalniało rozkład ciał. W tym rowie znaleziono dotąd ponad 160 ofiar.

Wiele hiszpańskich rodzin wciąż szuka bliskich zaginionych podczas wojny domowej

Dwaj mężczyźni, którzy stoją nad mogiłą, Angelino i José Miguel, szukają dziadka i wujka. Pierwszy miał na imię Lucas i 57 lat. Drugi, Antonio, 21 lat. Byli pracownikami rolnymi, zatrudnianymi na dniówki. Z więzienia w Ejea wyszli 16 sierpnia 1936 r., po czym ślad po nich zaginął. Prawdopodobnie rozstrzelano ich gdzieś w okolicy, a ciała wrzucono tutaj – do największej zbiorowej mogiły w Aragonii.

Ekshumacja, która właśnie trwa – prawie 90 lat później – to nie wszystko. Dzięki pracy lokalnego stowarzyszenia pamięci historycznej udało się także sporządzić listę potencjalnych ofiar, pobrano też próbki DNA od krewnych.

Zdjęcia z otwarcia kolejnej zbiorowej mogiły opublikowała pod koniec października publiczna telewizja RTVE. Prace ekshumacyjne są przewidziane na miesiąc.

Patrząc w skali całej Hiszpanii, kolejne poszukiwania i ekshumacje będą trwać jeszcze bez wątpienia długie lata. Rodziny, które od dekad czekają wciąż na godny pochówek swoich bliskich, ofiar wojny domowej z lat 1936-39 i dyktatury, muszą uzbroić się w cierpliwość.

Co się stało w Hiszpanii 90 lat temu

Hiszpańska wojna domowa wybuchła w 1936 r.: między republikanami broniącymi republiki a nacjonalistami generała Francisco Franco, wspieranymi przez Kościół katolicki i konserwatywne elity (z czasem jedną stronę zaczął wspierać Związek Sowiecki, a drugą nazistowskie Niemcy i faszystowskie Włochy).

Trzy lata walk pochłonęły ponad pół miliona ofiar. Ludzie ginęli nie tylko na frontach. Obie strony stosowały masowe represje – nawet za poglądy czy przynależność klasową. Bywało, że ludzie znikali bez wyroku i bez śladu.

Gdy w 1939 r. zwyciężyli nacjonaliści, zaczął się terror dyktatury Franco. Kolejne lata przyniosły nowe tysiące ofiar – i pokolenia żyjące w strachu. Zabijano za poglądy, przynależność do związków zawodowych, na skutek donosów sąsiadów i znajomych.

Po wojnie domowej zwycięzcy upamiętnili ofiary po swojej stronie, a te po stronie przeciwnej skazali na zapomnienie. Także katów (tych z prawej strony) nikt nie ścigał – byli zwycięzcami. Dziś Hiszpanią rządzi centrowo-lewicowa koalicja, która chce przywrócić pamięć o tych zapomnianych ofiarach. A często także je odnaleźć.

Identyfikowanie ofiar to dla wielu rodzin walka z czasem

Najtrudniejsza jest jednak walka z czasem. Javier Iglesias-Bexiga – biolog i antropolog sądowy, profesor na Uniwersytecie Autonomicznym w Madrycie – dobrze wie, jak długo może trwać identyfikacja szczątków sprzed kilkudziesięciu lat. Brał udział w pracach przy ponad stu zbiorowych mogiłach ofiar frankistów.

Jeden przypadek zapadł mu w pamięć szczególnie mocno. – Wnuczka szukała ciała dziadka. Podczas prac identyfikacyjnych, które trwają długo, u jej ojca zdiagnozowano raka i zaczęła się walka z czasem. Interweniowałem w tej sprawie u władz Andaluzji i prace w laboratorium udało się przyspieszyć – mówi Javier Iglesias-Bexiga w rozmowie z „Tygodnikiem”.

– W piątek przekazaliśmy rodzinie informację o zidentyfikowaniu ciała, a w niedzielę jego syn już nie żył – wspomina profesor. – Odszedł, wiedząc przynajmniej, że ciało jego ojca po wielu latach będzie można godnie pochować.

Tam, gdzie rządzi prawica, zwykle nie ma woli do ekshumacji

Stowarzyszenie Naukowe Arqueoantro, do którego należy Javier Iglesias-Bexiga, średnio co dwa tygodnie dostaje nowe powiadomienie na WhatsAppie o miejscach, gdzie mogą być zbiorowe mogiły. Wtedy zaczyna się długi proces starań o finansowanie projektu – najpierw poszukiwań, potem ekshumacji.

Każdy przypadek trzeba indywidualnie zgłosić. Co dalej, to zależy od położenia danego miejsca.

– W regionach rządzonych przez konserwatywną Partię Ludową i skrajnie prawicową VOX nie ma woli politycznej do ekshumacji. Obie partie były zakładane przez polityków, którzy wywodzili się z reżimu Franco – mówi Iglesias-Bexiga. W niektórych regionach, jak Estremadura czy Kastylia i León, lokalne władze uchwaliły własne regulacje, odmawiając prawa do ekshumacji i reparacji ofiarom frankizmu.

Stowarzyszenie Arqueoantro uczestniczy też w tworzeniu mapy audiowizualnej Hiszpanii ze zdjęciami i krótkimi opisami miejsc, w których odkryto szczątki represjonowanych przez reżim Franco. Wiele lokalizacji to tylko punkt na mapie, zdjęcie i zapis „brak dalszych informacji”.

W kwestii pamięci w Hiszpanii wciąż jest wiele do zrobienia

Na pozór może to zdumiewać – zważywszy, że Franco zmarł pół wieku temu, 20 listopada 1975 r., a proces poszukiwań ofiar trwa już od prawie pół wieku. Do pierwszych ekshumacji doszło bowiem dwa lata po śmierci dyktatora. Natalia Junquera z dziennika „El País”, która badała ten temat, twierdzi, że już wtedy „skruszeni księża, niegdyś powiązani z reżimem Franco, licznie odpowiedzieli na apel wdów i pomagali w poszukiwaniach”.

50 lat po śmierci Franco sondaże pokazują, że jeden na pięciu Hiszpanów w wieku 18-24 lat ocenia lata frankizmu jako „dobre” lub „bardzo dobre”, a 17 proc. uważa, że demokracja jest gorsza od frankistowskiej dyktatury. // Fot. Domena publiczna

Pierwszy moment, gdy zdawało się, że poszukiwania na większą skalę będą możliwe, nastał na początku lat 80. XX w. – władzę objęła wtedy centrolewica. Jednak premier Felipe González orzekł, że „to nie jest moment” na poruszanie tematu dyktatury.

Takie podejście, narzucone podczas transformacji demokratycznej, obowiązywało jeszcze jakiś czas. Potem polityka ewoluowała wraz z kolejnymi rządami: lewica podejmowała ekshumacje, a gdy władzę obejmowała prawica, wstrzymywała je lub redukowała ich finansowanie.

Trzy lata temu uchwalono nową ustawę o pamięci demokratycznej, powołano ministra ds. polityki terytorialnej i pamięci historycznej. – Nowe regulacje po raz pierwszy stawiają ofiary w centrum uwagi, zapewniając im też reparacje – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” Fernando Martínez López, sekretarz stanu ds. pamięci demokratycznej. Jednak w kwestii pamięci wciąż jest wiele do zrobienia.

W ostatnich latach złożono setki pozwów dotyczących tortur, egzekucji, kradzieży niemowląt i pracy przymusowej, co było na porządku dziennym podczas niemal 40 lat dyktatury. Jednak, jak zauważa Amnesty International, ustawa o amnestii z 1977 r. pozwala odmawiać wciąż ofiarom frankizmu prawa do sprawiedliwości i reparacji. Stąd konieczna jest jej zmiana.

Kilkaset tysięcy „skradzionych dzieci”

Hiszpania nie uporała się też dotąd z problemem niños robados, skradzionych dzieci. Były ich tysiące – zniknęły z życia swoich rodzin. Także z życia Maríi Bueno: dopiero w czerwcu tego roku, po latach walki, zobaczyła imię swej córki w rejestrze stanu cywilnego – dowód, że dziecko, które urodziła 43 lata temu, istnieje.

W rozmowie z agencją EFE María wspominała, że miała wówczas 20 lat i była niezamężną studentką. Jej ciąża przebiegała normalnie, aż na tydzień przed datą porodu poczuła skurcze. Jej lekarz orzekł, że płód jest martwy, a jej życie zagrożone.

Działo się to w mieście La Línea de la Concepción w Andaluzji. María trafiła do szpitala prowadzonego przez siostry Miłosierdzia. Przydzielono jej osobny pokój i uśpiono. Obudziła się kolejnego dnia, w Boże Narodzenie. Ciała dziecka nie pozwolono jej zobaczyć.

Potem skończyła prawo, wzięła ślub, urodziła kolejne dwoje dzieci. Szesnaście lat temu przeczytała, że jej dawny ginekolog został oskarżony o udział w kradzieży ponad 80 dzieci. Wtedy sprawdziła, że szpital nie zarejestrował ani jej porodu, ani śmierci dziecka. Jej sprawa, podobnie jak wiele innych, została umorzona – przedawnienie.

Poza tym wpisem w rejestrze María dotąd nie wie, co się stało z jej dzieckiem. Najpewniej zostało oddane do adopcji. Nie przestaje walczyć, zgłosiła sprawę do ONZ.

Stowarzyszenia rodzin „ukradzionych dzieci” udokumentowały już ponad 300 tys. podobnych przypadków. „Na początku motywacja do kradzieży dzieci była polityczna: ofiarami były dzieci więźniarek. Później przybrała formę represji ideologicznej, moralnej, religijnej” – pisał rzecznik praw obywatelskich. Praktyka, rozpoczęta w czasach dyktatury, trwała jeszcze w okresie transformacji i pierwszych latach demokracji.

Niektórzy przeciwnicy Franco ukrywali się latami

Wojna domowa i dyktatura podzieliły społeczeństwo na dwa obozy: lewicowych przeciwników Franco (republikanów, zwanych rojos; czerwoni) oraz zwolenników dyktatora, należących do obozu narodowego. Strach przed donosami i represjami był tak ogromny, że niektórzy republikanie ukrywali się latami. Zwano ich los topos – krety.

Należał do nich Manuel Cortés Quero, były burmistrz miasta Mijas w Andaluzji. Najlepsze lata życia spędził w ukryciu, w samotności. O tym, że żyje, wiedziała tylko żona; dzieci i wnuki widywał, podglądając przez dziurkę od klucza. W nocy, gdy wszyscy spali, wychodził z kryjówki, by rozprostować kości. Łączność ze światem dawało mu radio.

W zamknięciu spędził w sumie 30 lat. Dokładał się do rodzinnego budżetu, wytwarzając przedmioty na sprzedaż z trawy esparto. Dopiero w marcu 1969 r., trzy dekady po zakończeniu wojnie domowej, zdecydował się ujawnić – po ogłoszeniu amnestii.

Kilka tysięcy miejsc nawiązuje swoimi nazwami do frankizmu

50 lat po śmierci dyktatora Hiszpania wciąż nosi materialne ślady frankizmu: w nazwach ulic, miast, wiosek.

Latem tego roku Andaluzja zmieniła nazwę ostatniej miejscowości w regionie, która nawiązywała do dyktatury. Rada miejska zdecydowała, że Villafranco del Guadalhorce będzie odtąd Villa del Guadalhorce. Decyzja wywołała mieszane reakcje: część mieszkańców broniła, jak mówili, „swojej tożsamości”. Inni witają zmianę jako krok w stronę nowoczesnej pamięci historycznej.

W całym kraju wciąż jest ponad 6 tys. ulic, placów i innych miejsc nawiązujących swymi nazwami do frankizmu. Podczas niedawnej sesji parlamentu premier odpowiadał na zarzuty posłów w tej sprawie: socjalista Pedro Sánchez zapowiedział, że do końca listopada w rządowym biuletynie zostanie opublikowana lista frankistowskich symboli i znaków, które mają zniknąć z przestrzeni publicznej.

Wielu pytało, dlaczego trzeba było czekać na to 50 lat.

Fundacja Narodowa Francisco Franco

W sercu Madrytu, tuż przy stacji metra Nuevos Ministerios, działa Fundacja Narodowa Francisco Franco. Na jej stronie internetowej jest sklep online. Wśród produktów: kalendarz za 10 euro, butelki z inicjałami fundacji FNFF za 16 euro, do tego paski i krawaty w kolorach nawiązujących do dyktatury. Także książki gloryfikujące spuściznę Franco. Jest też zakładka zachęcająca do wpłat – fundacja nie ukrywa, że aby mogła działać, konieczne jest wsparcie sympatyków.

Instytucja deklaruje, że jej celem jest „przypominanie tego, co wydarzyło się w historii Hiszpanii, aby rzeczywistość nie została zniekształcona”. Jest też ocena samego Franco: „najbardziej prestiżowy generał Hiszpanii, który pomógł scalić naród, zjednoczyć państwo i wyprowadzić Hiszpanów z materialnej i moralnej biedy”.

W komentarzach na tej stronie, odnoszących się do bieżących wydarzeń, odnajdziemy np. wpis z października. Czytamy w nim, że sesja parlamentu z 7 października „powinna zostać zapomniana i nigdy nie poruszana w szkołach”. Tego dnia, po latach prawnych potyczek, parlament zatwierdził rozwiązanie fundacji. Przeciw głosowało 33 posłów VOX.

Ostatnie tabu hiszpańskiego kina

Od 25 października w Hiszpanii można oglądać film „La cena” (Kolacja). To komedia przedstawiająca bankiet dla dyktatora, który odbył się w kwietniu 1939 r., dwa tygodnie po zakończeniu wojny domowej. Jest to jeden z nielicznych filmów, które odważyły się pokazać postać Franco satyrycznie.

Reżyser Manuel Gómez Pereira pracował nad tym projektem od 2008 r., a realizacja nie była łatwa – stacje telewizyjne zamykały przed nim drzwi, a biura decyzyjne wciąż oceniały, co można pokazać, a czego nie.

Zdaniem Pereiry pół wieku od śmierci Franco hiszpańskie kino wciąż woli unikać ryzyka, a komedie o nim są rzadkością. Presja lokalnych władz i dotacji publicznych znacznie ogranicza wolność twórczą. „Ten film przypomina, że ostatnim tabu hiszpańskiego kina nadal pozostaje Francisco Franco” – mówił Pereira w wywiadzie dla „El País”.

Co ludzie młodzi myślą dziś o dyktaturze Franco?

Tymczasem jest coś, co niepokoi socjologów. Najnowsze sondaże Centrum Badań Socjologicznych pokazują, że jeden na pięciu młodych Hiszpanów w wieku 18-24 lat ocenia lata frankizmu jako „dobre” lub „bardzo dobre”, a 17 proc. uważa, że demokracja jest gorsza od frankistowskiej dyktatury.

– Wydaje mi się, że młode pokolenie Hiszpanów wielu rzeczy nie rozumie – ocenia Javier Iglesias-Bexiga, który na co dzień pracuje ze studentami.

Nauczyciele w szkołach nie wiedzą, jak podejść do historii współczesnej Hiszpanii, jak opowiedzieć o tym, co działo się stosunkowo niedawno. W niemal każdej rodzinie były podziały – uważa z kolei historyczka Zoé Kerangat.

– W szkole mówiono nam, że i jedni, i drudzy, republikanie i nacjonaliści, popełniali ogromne zbrodnie – tyle z lekcji pamięta 34-letni Francisco.

Natomiast 22-letnia Anabel przyznaje w rozmowie z „Tygodnikiem”: – Nie interesuję się polityką. Ale słyszałam, że za czasów Franco młodzi dostawali mieszkania.

Rok 2025 w Hiszpanii był szczególny. Nazwano go oficjalnie „rokiem wolności” – bo 50 lat temu śmierć dyktatora otworzyła drogę do przemian demokratycznych. W minionych miesiącach odbyło się kilkaset wydarzeń, które przypominały o historii.

– To właśnie z myślą o młodych ludziach je organizujemy. Trzeba im tłumaczyć, jak żyło się w dyktaturze, a jak jest w demokracji – mówi mi sekretarz stanu Fernando Martínez López.

Kolejne karty historii Hiszpanii

W Hiszpanii jest dziś ok. 6 tysięcy zidentyfikowanych zbiorowych mogił z czasów wojny domowej i dyktatury, a wciąż znajdywane są kolejne. Szacuje się, że spoczywa w nich ok. 114 tys. ludzi. Ministerstwo ds. pamięci demokratycznej chciałoby zakończyć prace nad nimi w ciągu trzech lat. Zdaniem ekspertów to niewykonalne.

Javier Iglesias-Bexiga uważa, że ekshumacje pomogą w dopisaniu kolejnych kart historii. – Wydobywane z ziemi ciała opowiadają zapomniane i przemilczane dotąd historie. A bez pamięci nie ma ani współczesności, ani przyszłości.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Duch dyktatora nad Hiszpanią