Jest tuż po dziesiątej. Na placu przy ratuszu w Torre Pacheco słychać okrzyki. To ośmioro ludzi z flagami Palestyny skanduje: „Zatrzymajmy ludobójstwo”, „Pokój w Gazie”. Kobieta trzyma karton z namalowanym arbuzem i hasłem „Wolna Palestyna”.
Arbuz ma tu znaczenie. Bo 40-tysięczne miasteczko Torre Pacheco, na południowym wschodzie Hiszpanii, słynie z rolnictwa. Z tego regionu, Campo de Cartagena, pochodzi 340 tys. ton arbuzów i melonów, które co roku trafiają na stoły Europejczyków.
Jedna z kobiet decyduje się przemawiać w imieniu wszystkich. Chusta zakrywająca jej włosy zdradza muzułmańskie korzenie. „Jesteśmy tu, by walczyć o państwo palestyńskie. Mimo porozumienia pokojowego dostajemy sygnały, że Izrael narusza jego zasady” – mówi.
W Torre Pacheco co trzeci mieszkaniec pochodzi z Maroka
Kilka godzin później, gdy lokalne radio podaje na Facebooku informację o proteście, na jego uczestników wylewa się w sieci fala hejtu.
Paulino Ros – socjolog, dziennikarz radiowy i autor bloga „Islam w Murcji” – przekazuje mi wiadomość od kobiety, która przemawiała. Prosi, by nie publikować zdjęć i nagrań, które zrobiłam. Boi się o swoje dzieci. „Trzy miesiące temu doszło tu do polowań na muzułmanów. Może być już tylko gorzej, nie da się tego naprawić” – pisze kobieta.
57-letni Paulino, wysoki i szczupły, urodził się w pobliżu Torre Pacheco. Oprowadza mnie po okolicy. W środowy poranek ulice są niemal puste. Rodzice w pośpiechu odprowadzają dzieci do szkoły, pracownicy w roboczych strojach jedzą śniadanie na tarasie kawiarni. Od razu rzuca się w oczy, że niemal co trzeci mieszkaniec ma tu zagraniczne korzenie. Zwykle marokańskie.
Jak doszło do polowań na imigrantów
Trudno uwierzyć, że niedawno o tym spokojnym dziś miejscu mówiła cała Hiszpania. Wszystko zaczęło się 9 lipca, gdy pojawiła się informacja, że trzech Marokańczyków pobiło emeryta. W sieci szybko pojawiły się zdjęcia pobitego. Zawrzało.
Burmistrz zwołał pokojowy wiec, by uspokoić sytuację. Pojawili się na nim także Marokańczycy z plakatami: No somo delincuentes (Nie jesteśmy przestępcami), Nos sentimos pachequeros (Czujemy się mieszkańcami).
Zebrani początkowo witali ich oklaskami. Ale chwilę później pojawiły się wyzwiska: „Wyp..., czarnuchy!”. Oraz: Arriba España, Hiszpania ponad wszystko – nacjonalistyczne hasło nawiązujące do czasów dyktatora Francisco Franco.
Gdy Marokańczycy chcieli odejść, kilku mężczyzn rzuciło się na 15-latka. Bili, kopali. Policja próbowała interweniować. Zaczęło się coś, co potem nazwano cacerías, polowaniami na muzułmanów, imigrantów. Przez kilka kolejnych dni do miasteczka w Murcji przybywali z całego kraju sympatycy skrajnej prawicy, aby „chronić Hiszpanów”.
Chłopiec pobity w Torre Pacheco ma na imię Ismail
Umawiają się w mediach społecznościowych. Wieczorami o umówionych godzinach wychodzą i atakują imigrantów. Model ich działania widać np. na nagraniach z kamer lokalnego kebabu. Grupa ok. 40 zakapturzonych mężczyzn, uzbrojonych w pałki, wchodzi do lokalu i go demoluje.
Właściciele innych sklepów i barów z obawy przed atakami zamykają swoje biznesy. Ministerstwo spraw wewnętrznych wysyła do Torre Pacheco dodatkowo ponad stu policjantów, by zatrzymać tę przemoc.
Tamten 15-latek, pierwszy pobity, ma na imię Ismail. Urodził się w Hiszpanii: mama, María, pochodzi z Kraju Basków; ojciec, zwany Rubio, z Maroka, przez co syn ma ciemniejszy odcień skóry. Ten dzień zmienił jego życie. Wcześniej uwielbiał spędzać popołudnia, grając w piłkę z chłopakami. Teraz głównie siedzi w domu, boi się wyjść.

Mówi matka: – Syna pobiło piętnastu mężczyzn. Jednak chyba nie pobicie było najgorsze, ale wyzwiska, które słyszał od sąsiadów. Niektórzy potem przeprosili. Inni uważają, że syn dostał, na co zasłużył. Niektórzy mówili, że nie wiedzieli, że to syn Rubia. Nieważne, czyj to syn. Nie można kogoś bić za kolor skóry.
Gdy rozmawiamy, towarzyszy jej inny nastolatek, marokańskiego pochodzenia. Przygarnęła go z ulicy i próbuje pomóc. To nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. María zna arabski, od lat działa na rzecz społeczności islamskiej w Torre Pacheco. Czuje frustrację.
Sąd nie zakwalifikował pobicia Ismaila jako przemocy z nienawiści rasowej. Sprawcy odpowiedzą zapewne za zwykłe pobicie.
Jak na wydarzenia w Torre Pacheco reagują hiszpańskie władze
Do pobicia emeryta w Torre Pacheco faktycznie doszło. W sieci krążyło jednak wideo z innego, znacznie brutalniejszego pobicia sprzed kilku miesięcy. Wtedy Hiszpan pobił innego bezdomnego Hiszpana w Almerii.
W internecie pojawiły się też fałszywe zdjęcia oprawców.
Fali dezinformacji nie udało się zatrzymać. Im agresywniejsza treść, tym większy zasięg w mediach społecznościowych.
Publiczna telewizja RTVE i agencja informacyjna EFE przeanalizowały ponad 15 tys. wiadomości, które pojawiły się w tamtym lipcowym tygodniu w komunikatorze Telegram i na platformie X, a w nazwie miały „Torre Pacheco”. Autorzy niemal 10 proc. wyrażali wprost nienawiść.
Monitoring sieci, prowadzony przez policję, doprowadził 15 lipca do zatrzymania lidera prawicowych bojówek w okolicach Barcelony, który wzywał do „polowania” na imigrantów w Torre Pacheco. Podczas zamieszek policjanci zatrzymali kilkanaście osób.
W połowie października prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie przestępstwa z nienawiści wobec lidera partii Vox, Santiago Abascala. Prokuratura wrogie migrantom wpisy i wypowiedzi, kiedy trwały zamieszki w Torre Pacheco, uznała za „kontekst walki politycznej prowadzonej w sferze publicznej”.
Od wydarzeń w Torre Pacheco minęły trzy miesiące, ale lokalne władze nie zainteresowały się losem pobitego 15-latka. – Prezydent wspólnoty autonomicznej Murcji ogłosił, że dofinansuje policję, jakby problem rasizmu dało rozwiązać się większą liczbą policjantów – mówi mi Paulino Ros.
Wspomnienia o samosądach w Andaluzji
Wydarzenia w Torre Pacheco przywołały wspomnienia sprzed 25 lat. Wtedy do zamieszek doszło w andaluzyjskim mieście El Ejido, które gospodarczy wzrost także zawdzięcza pracy imigrantów. Wówczas to, na początku 2000 r., w ciągu dwóch tygodni doszło do trzech zabójstw mieszkańców miasta. Czarę goryczy przelała ostatnia śmierć: Marokańczyk, leczący się psychiatrycznie, zabił 26-letnią Hiszpankę.
Mediów społecznościowych wtedy nie było, mieszkańcy El Ejido organizowali się na ulicach. Sami wymierzali sprawiedliwość. Przez trzy dni palili auta i meczety, napadali na sklepy z obco brzmiącymi szyldami i na imigrantów. Bilans: 84 rannych i 42 aresztowanych.
Paulino Ros wspomina rok 1993. Pracował już w lokalnym radiu. Mieli pierwszy dwujęzyczny program, hiszpańsko-arabski, można go było słuchać także w Afryce Północnej. Latem redakcja chciała organizować w Torre Pacheco koncert marokańskiego zespołu. Mieszkańcy oburzyli się na pomysł zapraszania muzułmanów, koncert się nie odbył.
– Mówili, że nie chcą inwazji moros, Maurów – wspomina Ros (tak nazywa się często Marokańczyków). – Obwiniano mnie o ten pomysł, grożono śmiercią. Miałem 23 lata, latem brałem ślub, byłem młodym dziennikarzem. Chciałem zmieniać świat. Zrozumiałem, że to nie takie łatwe.
Skrajna prawica nagłaśnia każde przestępstwo popełnione przez imigranta
Paulino Ros uważa, że wzrost nienawiści i rasizmu w Hiszpanii wiąże się z pojawieniem się 12 lat temu partii Vox.
– Vox buduje swój przekaz na strachu. Ludzie boją się, a politycy to wykorzystują. Skrajna prawica w Hiszpanii różni się od tych, które znamy w innych krajach europejskich. Tu wywodzi się i nawiązuje do dyktatury. Wmawia młodym, że za dyktatury nie było imigrantów z Afryki, a mieszkania były gratis. To działa – uważa dziennikarz.
Politycy Vox, choć nie sprawują władzy na szczeblu centralnym, są obecni w samorządach, gdzie współrządzą z prawicową Partią Ludową. Widać ich także w Murcji.
Od początku istnienia Vox jej politycy wykorzystują niemal każde przestępstwo popełniane przez imigrantów do poparcia swojej tezy, że za kradzieże i morderstwa odpowiadają imigranci.
Tymczasem dane MSW temu przeczą. 20 lat temu Hiszpania miała niemal 4 proc. imigrantów, dziś ma kilkanaście procent, a wskaźnik przestępczości od tego czasu spadł o 9 punktów procentowych. Z danych za rok 2023 wynika, że ponad 72 proc. przestępstw popełniają Hiszpanie.
W Torre Pacheco imigranci są niechciani, ale niezbędni dla gospodarki
W latach 70. XX w. Torre Pacheco miało 15 tys. mieszkańców, dziś jest ich trzy razy więcej. Wszystko dzięki przesyłowi wody z rzeki Tajo do dorzecza Segura od 1979 r.: dzięki temu suche dotąd tereny rozwijają się intensywnie. Można uprawiać warzywa niemal cały rok.
Równocześnie w latach 80. XX w., po upadku dyktatury, Hiszpania zaczęła otwierać się na imigrantów z północy Afryki. Dziś stanowią ponad 90 proc. pracowników rolnych. Bez nich gospodarka Torre Pacheco nie mogłaby funkcjonować.
Większość imigrantów mieszka w dzielnicy San Antonio, gdzie są najstarsze i najtańsze domy. Gdy spacerujemy tu z Paulino, w oczy rzucają się duże pojemniki z wodą. Po ostatnich intensywnych opadach i powodziach wielu mieszkańców regionu nie ma bieżącej wody. Wśród lokali dominują te z arabskimi szyldami.
Większość ludzi nie chce rozmawiać. Ktoś powie, że chcą tylko spokojnie żyć i pracować. Na sklepie prowadzonym przez Chińczyka wisi napis: Rasistas fuera, Rasiści precz. – Skoro w marketach wiszą zasady, że nie sprzedajemy alkoholu nieletnim albo że nie można wchodzić nago, to ja postanowiłem wywiesić swoje – mówi mi właściciel.
W sklepie spotykamy Omara. Szczupły brunet, lat dwadzieścia parę, jest spawaczem. Rodzice pochodzą z Casablanki, on całe życie spędził tutaj:
– W szkole trochę mi dokuczali, teraz już nie. Dobrze się tu czuję. Gdy mnie pytają, skąd jestem, to nie wiem, co powiedzieć. Mam dziewczynę Hiszpankę, ale nie mogę powiedzieć, że czuję się Hiszpanem. Zawsze mnie poprawiają i mówią, że wyglądam jak Marokańczyk.
Niewyjaśnione zabójstwo Marokańczyka
Razem z Paulino Rosem jedziemy do Maliki, która mieszka pod Torre Pacheco. Po drodze widzimy imigrantów podczas pracy w polu.
17 października mija rok od śmierci jej brata, 29-letniego Saida. – Bólu nie da się opisać. Ale ta sprawa od pierwszego dnia była przegrana – mówi Malika Laaraj i prowadzi nas do drzewa za meczetem, pod którym znaleziono ciało brata.
Mówi, że Said nie miał wrogów, nie bił się. Nie mógł pracować, ze względu na ciężką padaczkę. Czas upływał mu na samotnych spacerach, jadał w barze, grywał w bilard.
Rodzina Maliki żyje w gęsto zaludnionej okolicy, ale nikt nic nie słyszał i nie widział. Policja do dziś nie ma nawet poszlak. Wiadomo tylko, że sprawców mogło być dwóch lub trzech. Jej brat był widziany przez świadków o szóstej rano; po dziesiątej już nie żył. Świadek mówił, że Said krzyczał, że ktoś go śledzi i potrzebuje pomocy, ale nikt nie pomógł.
W toku śledztwa świadkowie wycofali zeznania. Dom rodziny, która znalazła ciało, ktoś obrzucił kamieniami. Kolejnego dnia rodzina wyprowadziła się i już nie wróciła.
Malika opowiada to spokojnie. Gdy siadamy na kanapie, przyłącza się jej tata. Kobieta pokazuje film z grobu Saida w Maroku. Zaczyna płakać. – Chcę tylko wiedzieć, dlaczego. Dlaczego musiał zginąć – zakrywa oczy rękoma.

Malika uważa, że gdyby zginął Hiszpan, śledztwo wyglądałoby inaczej. Tu, gdzie mieszka od lat, Marokańczycy i Hiszpanie żyją obok siebie, ale osobno: – Rasizm jest tu od zawsze. Ostatnio byłam w przychodni i starsza pani, jak mnie zobaczyła, powiedziała do innych, żeby uważali, bo możemy zaatakować jak Hamas w Izraelu.
Hiszpańskie władze samorządowe kontra imigranci
Torre Pacheco nie jest jedynym miejscem w Hiszpanii, gdzie dochodzi do przejawów rasizmu. W Jumilla (to także Murcja) władze uchwaliły zakaz organizowania „aktów religijnych” w obiektach sportowych. Zakaz uderza w społeczność islamską, która wcześniej organizowała obchody swoich świąt w miejscowej hali sportowej.
Z kolei w miejscowości Ripoll (Katalonia) burmistrzyni Sílvia Orriols zakazała noszenia burkini (muzułmańskiego stroju kąpielowego) na miejskich basenach, powołując się na względy bezpieczeństwa.
W Logroño (we wspólnocie autonomicznej La Rioja) w publicznym liceum dyrekcja odmówiła wstępu do klasy 17-letniej uczennicy pochodzenia pakistańskiego, która nie chciała zdjąć hidżabu. Dziewczyna zebrała w sieci 11 tys. podpisów pod petycją, postulującą zmianę regulaminu.
W Alcantarilla (Murcja), kilka dni po zamieszkach w Torre Pacheco, władze zdecydowały o zamknięciu wszystkich meczetów ze względów bezpieczeństwa. Pozostają zamknięte do dziś.
„Myśleliśmy, że jesteśmy sąsiadami”
María, mama pobitego chłopca, uważa, że sytuację w Torre Pacheco może poprawić tylko prawdziwa integracja. Jej zdaniem władze powinny zatrudnić mediatorów – nie po to, by uczyć Marokańczyków języka, bo większość z nich już go zna, lecz aby prowadzili dialog między mieszkańcami.
– Po zamieszkach w Torre Pacheco poczuliśmy się oszukani. Myśleliśmy, że jesteśmy sąsiadami, ale nie byliśmy. Czujemy się odrzuceni – mówi kobieta, która po proteście na rzecz Palestyny woli zachować anonimowość.
– Wielu z nas urodziło się w Hiszpanii, ale dla tutejszych mieszkańców nigdy nie będziemy Hiszpanami – dodaje. – Ostatnio obchodziliśmy lokalną fiestę, chciałam iść, ale nie poszłam. Nie chciałam patrzeć na odrzucające spojrzenia.
Portugalia ogranicza legalny napływ imigrantów
Niedawno w Portugalii weszła w życie reforma prawa o cudzoziemcach (Lei dos Estrangeiros). Rząd socjaldemokratycznego premiera Luísa Montenegro przygotował ją przy poparciu skrajnie prawicowej partii Chega, na co dzień opozycyjnej.
Reforma ogranicza prawo do łączenia rodzin, czyli procedury umożliwiającej cudzoziemcowi sprowadzenie bliskich do Portugalii. Dotąd imigranci nie musieli czekać, aby móc sprowadzić rodzinę. Teraz nowa ustawa wprowadza wymóg dwóch lat oczekiwania, zanim będzie można ją sprowadzić.
Pierwszą wersję ustawy prezydent Marcelo Rebelo de Sousa wysłał do Trybunału Konstytucyjnego, który w sierpniu orzekł, że jest niekonstytucyjna, gdyż nie uwzględniała członków najbliższej rodziny imigrantów. Ustawę więc zmieniono.
Nowe przepisy mówią, że imigranci będą mogli wnioskować o sprowadzenie rodziny dopiero po dwóch latach legalnego pobytu w Portugalii. Ustawa przewiduje jednak wyjątki: czekać dwóch lat nie trzeba, jeśli w rodzinie są niepełnosprawni; podobnie w przypadku par mających wspólne dziecko. Dla małżeństw i par bezdzietnych okres oczekiwania wynosi rok.
Reforma przewiduje też, że wizy pracownicze będą wydawane głównie osobom wykwalifikowanym, a imigranci z krajów portugalskojęzycznych będą musieli uzyskać tymczasowe pozwolenie na pobyt jeszcze przed przybyciem do Portugalii. Dotąd mogli je otrzymać po przyjeździe.
Po wyborach w maju 2025 r. partia Chega stała się drugą siłą polityczną w kraju. W czerwcu premier Montenegro ogłosił wydalenie z Portugalii 34 tys. imigrantów, którym odmówiono prawa do pobytu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















