W Hiszpanii możesz kupić całą wieś. Potem zaczynają się schody

Przez 40 lat stała pusta. Dziś do Bárceny de Bureba wracają ludzie: między ruinami i biurokracją próbują przywrócić życie miejscu, które oficjalnie nie istnieje.
z Bárceny de Bureba (prowincja Burgos)
Czyta się kilka minut
Hiszpańska wieś Bárcena de Bureba w prowincji Burgo wystawiona na sprzedaż. W 2023 r. wieś oficjalnie trafiła do pary Holendrów: Maaike Geurts i Tibora Strausza // Fot. Agnieszka Zielińska
Hiszpańska wieś Bárcena de Bureba w prowincji Burgo wystawiona na sprzedaż. W 2023 r. wieś oficjalnie trafiła do pary Holendrów: Maaike Geurts i Tibora Strausza // Fot. Agnieszka Zielińska

Carlos wybiera się po wodę. W plecaku ma kilka plastikowych butelek. Nie musiałby chodzić po nią do źródła, ale jego zdaniem jest znacznie lepsza od tej, którą ma w domu z kranu.

Droga do źródła zajmuje niby tylko 15 minut, ale Carlos ma swoje lata  i zdrowie już nie to samo. Wokół nic, tylko pożółkłe trawy i pola, drzewa, odgłosy strumyka i śpiew ptaków. 

Są też drzewa orzechowe, które przypominają o dawnej świetności wsi. Niegdyś jej mieszkańcy mieli sady, a w nich również jabłonie. Uprawiali jęczmień i pszenicę, hodowali zwierzęta, kozy i owce.

Bárcena de Bureba: jak wyludniała się hiszpańska wieś

Carlos Calvo jest wysokim, postawnym mężczyzną z siwą brodą i czupryną, z niskim zachrypniętym głosem. Niemal nie rozstaje się z papierosem. 

O wsi Bárcena de Bureba – w prowincji Burgos, na północy kraju – wie niemal wszystko. Po raz pierwszy usłyszał o niej z opowieści mamy. Jej rodzina, pochodząca z Bilbao, uciekła w to miejsce na początku wojny domowej (1936-39). Mama Carlosa tu się urodziła i żyła przez kilka lat, potem wraz z rodziną przeniosła się do miasta. 

Uruchamianie odtwarzacza...

Carlos kupił dom w Bárcenie de Bureba 47 lat temu. – Nie było młodych ludzi, najmłodsza osoba miała 70 lat. Nie było tu absolutnie niczego. Po wodę trzeba było chodzić do źródła. Z pozoru wydaje się proste, ale dla osoby starszej to wyzwanie – mówi Carlos.

Ostatni mieszkańcy wyprowadzili się stąd w latach 80. XX w. Bo nie mieli prądu ani kanalizacji. Ponoć ludzie nie dogadali się z władzami gminy i choć sąsiednie wsie stopniowo zyskiwały dostęp do infrastruktury, Bárcena pozostawała zacofana. Aż mieszkańcy stracili cierpliwość i przenieśli się do miasta. Podobnie zrobił wtedy Carlos.

Potem, co jakiś czas, dawni sąsiedzi umawiali się, by podjechać na chwilę i doglądnąć tego, co zostawili. A i to się skończyło. Ponad 50 domów rozgrabiono, popadły w ruinę. Tak samo kościółek, z którego uratowano tylko organy. Trafiły do sąsiedniego miasteczka.

Ile kosztuje cała wieś w Hiszpanii?

W 2022 r. na jednym z portali z nieruchomościami pojawiła się nietypowa oferta: „Wieś na sprzedaż za 350 tys. euro”. 

W samorządzie prowincji Burgos przekonują mnie, że nie wiedzą, kto wystawił Bárcenę de Bureba na sprzedaż. 

– Jak to nie wiedzą? To grupa przedsiębiorców, która chciała tu niegdyś zbudować luksusowe centrum spa. Nie dogadali się między sobą i postanowili sprzedać – przekonuje jednak Carlos Calvo.

Wcześniej proponowali Carlosowi, podobnie jak innym, wykup ich ruin. – Stawki za dom wahały się od 500 euro do 6 tys. euro. Większość rodzin zgodziła się na oferty, ale mnie nie pozwoliła na to duma – mówi Carlos. 

Para Holendrów: Maaike Geurts i Tibor Strausza, którzy w 2023 roku kupili cała wieś Bárcena de Bureba w Hiszpanii // Fot. Agnieszka Zielińska

W 2023 r. wieś oficjalnie trafiła do pary Holendrów: Maaike Geurts i Tibora Strausza. Postanowili oni zamienić wygodne życie w stolicy Holandii na opuszczoną wieś. Dziś mieszkają tu wraz z córkami, które do podstawówki chodzą do sąsiedniej miejscowości Briviesca. 

Maaike ma 46 lat, dawniej pracowała przy analizie danych. Tibor, lat 48, jest programistą. Na ofertę sprzedaży wsi trafili przypadkiem. 

– Wszystko zaczęło się od pomysłu stworzenia lasu żywnościowego. Chcieliśmy pokazać, że można wytwarzać żywność w sposób zrównoważony. Potem rozejrzeliśmy się po Hiszpanii i zobaczyliśmy, że jest tu bardzo dużo opuszczonych wsi, łącznie około 3 tysięcy. Trafiliśmy na stronę internetową, która o tym informuje – wspomina Tibor. 

Nowe życie w opuszczonej wsi

Para chce posadzić w okolicy Bárceny ponad tysiąc drzew owocowych. Ale do tego będzie potrzebować pomocy wolontariuszy i sąsiadów. Uczą się wszystkiego sami, jak mówią: „metodą prób i błędów”.

Maaike prowadzi mnie do miejsca, gdzie chcą zbudować szklarnię z owocami i warzywami. Ma siwiejące włosy, roboczy strój i czerwone oprawki okularów. Bije od niej energia, nie przestaje się uśmiechać. Choć większość dni upływa jej na ciężkiej przecież pracy – nie tylko w ogrodzie, ale też przy remoncie domu.

Obok swojego domu posadzili na razie wraz z Tiborem 120 drzewek, które nazywają się paulownia. To specjalny rodzaj drzew, które można ściąć po pięciu latach i wykorzystać ich drewno do budowy.

– Jak widzisz, to jedno drzewo jest znacznie wyższe od reszty. Carlos zaczął dosypywać mu fusy po kawie. Teraz już zawsze, gdy jesteśmy w sąsiednich miasteczkach, chodzimy po kawiarniach i prosimy o fusy – opowiada Maaike. 

Ich dom ma na razie tylko dwa pomieszczenia i prowizoryczną kuchnię. – Może nie jest pięknie i wciąż brakuje wielu rzeczy, ale jesteśmy szczęśliwi – mówi Maaike.

Briviesca, do której ich córki chodzą do szkoły, leży o pół godziny drogi stąd. Tam również trzeba robić zakupy czy iść do lekarza.

Ludzie wracają do Bárcena de Bureba

Carlos Calvo wrócił do Bárceny de Bureba dwa lata temu. Jego córka mieszka w Nowym Jorku i rzadko go odwiedza. Wcześniej, bez auta i bez pomocy innych, nie mógłby mieszkać na odludziu. Udało się dopiero po przybyciu Holendrów. 

Nie jest sam. O ile wcześniej przez ponad 40 latach wieś stała pusta, o tyle dziś z każdym miesiącem przybywa jej mieszkańców. Oficjalnie jest tu zameldowanych już dziewięć osób, choć faktycznie mieszka kilkanaście. Oprócz Carlosa i rodziny Holendrów wprowadziła się para z córeczką, kolejna rodzina Holendrów z trójką małych dzieci i architekt z Madrytu.

Carlos, pierwszy z lewej kupił dom w Bárcenie de Bureba 47 lat temu. Architekt, Ignacio Barba de la Torre, trafił w to miejsce przypadkiem. Szukał czegoś niedaleko od Madrytu // Fot. Agnieszka Zielińska

Architekt, Ignacio Barba de la Torre, trafił w to miejsce przypadkiem. Szukał czegoś niedaleko od Madrytu, gdzie mógłby organizować szkolenia dla grup. – Szukałem wokół stolicy, byłem nawet w Portugalii, aż usłyszałem o sprzedaży tej wsi. Niestety spóźniłem się, kupili ją już Maaike i Tibor. Dzwoniłem do nich, ale nie odbierali, więc w końcu przyjechałem – mówi.

Teraz Ignacio ocenia stan budynków i pomaga przy budowie. Wyjaśnia, że pierwsze rejestry z tej wsi pochodzą z wieku X, a większość obecnych budynków powstało prawie 200 lat temu. – Dla inżyniera te budynki to prawdziwa perełka. Trzeba tylko zagwarantować bezpieczeństwo – mówi Ignacio.

Nowi mieszkańcy, stare ruiny i brak infrastruktury

Architekt pokazuje mi jeden z domów. – Budynek w czerwonym odcieniu, kamień porowaty, wytrzymały, ale łatwy do obróbki. Dziś praktycznie nieużywany już w budownictwie – wyjaśnia. 

Musimy schylić się, by wejść do kolejnego budynku. Po dawnych właścicielach pozostały tylko sztuczne kwiaty, najwyraźniej nierozkradzione. Parter służył hodowli zwierząt, gdzieniegdzie wciąż porozrzucane jest siano. Na piętrach żyli mieszkańcy. 

Ruiny sąsiadują tu z nowym życiem. Ignacio pokazuje miejsce, gdzie niedawno zawalił się jeden z domów. Niedaleko są już skrzynki pocztowe nowych mieszkańców.

We wsi widać też panele słoneczne, jeden z nielicznych przejawów nowoczesności. Prócz prądu, jest dostęp do wody. Wciąż nie ma jednak kanalizacji i odbioru śmieci, choć mieszkańcy płacą za ich wywóz.

Kanalizacji nie ma, bo Bárcena de Bureba należy do niewielkiej gminy Abajas, której budżet nie pozwala na budowę infrastruktury w tak odległej wsi.

Utrzymanie wioski nie jest drogie, jak przekonują Maaike i Tibor. – Tutaj każdy sam utrzymuje swój dom czy przyczepę kempingową. Oczywiście musieliśmy zapłacić za całą infrastrukturę, do prądu i wody. Koszt paneli, pomp i rur powinien być mniej więcej taki sam dla domu jednorodzinnego, jak przy instalacji dla całej wioski. To sieć – wyjaśnia Tibor.

Kupili wieś, ale nie mogą budować domów

Jest jednak coś, co martwi parę Holendrów. – Do tej pory nie zbudowano we wsi żadnego domu. Są nowi mieszkańcy, ale większość z nich żyje w przyczepach kempingowych czy w mongolskiej jurcie. Urodziło się już u nas nawet dwoje dzieci. To pierwszy raz od 60 lat, gdy we wsi pojawiły się noworodki. Ale domu zbudować nie można – mówi Tibor.

Jak informuje mnie Susana Díez Martínez, radna prowincji Burgos z Partii Ludowej (PP), po czterech dekadach, gdy w tej wsi nie było mieszkańców, zgodnie z normami planowania przestrzennego grunty Bárceny de Bureba przekształcono ze zurbanizowanych na rolne. To sprawia, że uzyskanie zgody na budowę jest skomplikowane. Holendrom nikt o tym wcześniej nie powiedział.

– Oferty sprzedaży wsi w Hiszpanii nie pojawiają się często. Ale gdy widzimy taką, to zalecam, aby udać się do samorządu, do którego należy wieś, i zapytać, jaki jest charakter ziemi, którą ktoś chce kupić. To pozwoli uniknąć wielu problemów. Według przepisów Bárcena de Bureba dziś nie istnieje. Ale staramy się pomóc – zapewnia Díez Martínez.

– Jest wiele zasad, których jako obcokrajowcy nie rozumiemy. Chodzimy do ludzi i z nimi rozmawiamy, ale pojawia się mur. Trzeba znaleźć sposób, by go obejść – mówi Tibor. 

Maaike dodaje, że wierzy, iż problem związany z charakterem gruntów uda się szybko rozwiązać, skoro kwestia wyludnionych wiosek to jeden z tutejszych priorytetów.

Jak Hiszpania walczy z wyludnieniem małych miejscowości 

Maaike ma rację. Bárcena de Bureba leży w prowincji Burgos, w regionie Kastylia i Leon. Prowincja ta ma najwięcej gmin w całym kraju, bo aż 371, a odległości między poszczególnymi miejscowościami są duże. Jest tutaj ponad tysiąc wsi: wśród nich takie, w który mieszka zaledwie kilka osób i również takie, które liczą nawet 5 tys. mieszkańców. 

– Nic dziwnego, że ludzie wolą mieszkać tam, gdzie jest więcej usług, lepszy dostęp do szkoły czy lekarza. Staramy się wspierać gminy zagrożone wyludnieniem. Dofinansowujemy małe firmy, np. mieszkańców prowadzących bary. Podobnie z aptekami. Odnawiamy też drogi, organizujemy festiwale kulturalne w małych wsiach, remontujemy domy – wylicza radna Díez Martínez, która jest też przewodniczącą komisji ds. wyzwań demograficznych.

Problem w tym, że wielu mieszkańców, którzy mają domy w opuszczonych wsiach, nie chce ich wynająć ani sprzedać. Stoją więc puste i popadają w ruinę. Tymczasem w regionie brakuje domów w dobrym stanie.

Prowincja Burgos współpracuje wręcz ze specjalnymi firmami, które zajmują się ponownym zaludnianiem wsi i miasteczek.

Wśród nich jest platforma Vente a Vivir en un Pueblo (Przyjedź zamieszkać na wsi). Na stronie internetowej zbiera się i grupuje informacje o wsiach i miasteczkach, których władze „szykują mieszkańców”. Są tam 72 miejscowości z regionu Kastylia i León. Można tu znaleźć dane o infrastrukturze w konkretnej miejscowości, szkołach, o jakości internetu. 

Platforma pomaga osiedlić się w opuszczonych wsiach i miasteczkach nie tylko Hiszpanom, ale także chętnym z zagranicy. Współorganizuje nawet kursy online, które mają pomóc w osiedleniu się.

Nowe życie na wsi zamiast Amsterdamu

Tibor, wysoki i szczupły, niemal nie roztaje się z kapeluszem. Razem z Maaike skupiają się teraz na remoncie hostelu. Nie mogą stawiać nowego budynku, więc z ruin wybrali taki, który miał częściowo dach. Wtedy zgodnie z lokalnymi normami nie jest wymagany nowy projekt, a prace remontowe można zacząć bez zwłoki.

W przyszłym hostelu są już okna. – Przyjeżdżają znajomi, więc prysznic to podstawa – planuje Tibor.

Tibor z Maaike skupiają się teraz na remoncie hostelu. Nie mogą stawiać nowego budynku, więc z ruin wybrali taki, który miał częściowo dach. // Fot. Agnieszka Zielińska

W pracach remontowych starają się wykorzystywać dostępne materiały: kamienie z zawalonych budynków, glinę i słomę. – Nie mamy właściwie żadnego planu dnia. Codziennie po prostu decydujemy, co jest najważniejsze. Chcemy pokazać, że można żyć inaczej, ekologicznie, w sposób zrównoważony. Chcemy być przykładem dla innych – mówi Maaike.

– Może za kilka lat będziemy mieć lekarza albo małą szkołę – śmieje się.

Tibor wyznaje, że nie tęskni za Amsterdamem. Może jedynie za lekcjami jogi.

– W tłumie nie zawsze potrafimy nawiązać relacje – zastanawia się. – A w Bárcenie de Bureba żyjemy wśród naszych sąsiadów. Tu zawsze będzie coś do zrobienia. Będziemy odbudowywać domy, dbać o las, sadzić nowe drzewa. Może kupimy kolejną ziemię, przyjedzie więcej ludzi. Nie sądzę, żebyśmy się kiedykolwiek nudzili.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Wioska na sprzedaż