Hiszpania przeciw przemocy domowej. Coraz więcej kobiet odzyskuje swoje życie

Co trzecia Hiszpanka padła ofiarą przemocy ze strony partnera lub byłego partnera – fizycznej, psychicznej, cyfrowej. Choć prawo chroni kobiety, system wsparcia jest przeciążony. Ale są tu także historie z happy endem.
z Hiszpanii
Czyta się kilka minut
Przez 20 lat istnienia fundacja Any Belli pomogła tysiącom kobiet. Ana Bella (blondynka w środku) wraz z innymi ocalałymi kobietami prowadzi szkolenia i warsztaty. // Fot. Adrian Cuesta
Przez 20 lat istnienia fundacja Any Belli pomogła tysiącom kobiet. Ana Bella (blondynka w środku) wraz z innymi ocalałymi kobietami prowadzi szkolenia i warsztaty. // Fot. Adrian Cuesta

Umawiamy się na rozmowę w poniedziałek w Sewilli. Przed szóstą rano przychodzi wiadomość: „Przykro mi, ale jestem na porodówce z kobietą z Gwinei Bissau. Chyba muszę przełożyć nasz wywiad” – pisze Ana Bella, szefowa fundacji, która pomaga kobietom

Po kilku dniach wracamy do rozmowy. Jest zmęczona, ale szczęśliwa. Kobieta, której towarzyszyła, urodziła zdrową córeczkę. Ana do ostatniej minuty walczyła o przyznanie jej pozwolenia na pobyt w Hiszpanii i miejsca w ośrodku dla kobiet.

Przez 20 lat istnienia fundacja Any Belli pomogła tysiącom kobiet

Ana Bella najbardziej pamięta historię z Estremadury. Jest początek stycznia, sprawę zgłasza 15-letnia córka. Kobieta ma piątkę dzieci, z czego najmłodsze dopiero kończy roczek. Nastolatka prosi, by Ana Bella przyjechała osobiście, bo boi się iść na policję. 

Aby przewieźć tak liczną rodzinę, Ana prosi o pomoc wolontariuszkę, która ma auto na dziewięć miejsc. Muszą pokonać 400 km. Gdy docierają do wsi, mąż kobiety śpi. Ona zabiera tylko trochę rzeczy; nie ma nawet pampersów dla najmłodszego.

Ana: – W drodze do Sewilli 4-letnia córka tej kobiety pyta mnie, czy u nas w mieście są parki, bo nigdy nie była. Ojciec zabraniał dzieciom wychodzić do parku i na plac zabaw. Nie pozwalał żonie się malować ani używać perfum. Gdy wchodziła do domu pomocy dla kobiet, była w takim stanie, że nie mogła przypomnieć sobie imienia męża. 

Choć mąż ją bił i znęcał się psychicznie, żona bała się zgłosić na policję. Dlatego do Any zadzwoniła jej córka, bo usłyszała o fundacji w telewizji.

W ciągu 20 lat istnienia fundacja Any pomogła ponad 52 tysiącom kobiet różnych narodowości. Najrzadziej o pomoc prosiły Chinki – w ciągu 20 lat tylko dwie.

Joanna nie wróciła już do Polski

Polek było więcej, w tym Joanna. O Joannie, będącej w piątym miesiącu ciąży, Ana słyszy dzięki nauczycielce religii ze szkoły średniej swoich dzieci. Jest rok 2012, a Polka jest więziona przez partnera w piwnicy.

Ana pomaga jej zacząć od zera. Po tygodniach poszukiwań okazuje się jednak, że nikt nie chce zatrudnić ciężarnej. Zbiega się to z momentem, gdy fundacja Any Belli dostaje nagrodę za swoją działalność, 25 tys. euro. 

– Wiedziałam, że muszę stworzyć miejsce pracy dla Asi i innych kobiet w jej sytuacji. Założyłam firmę cateringową – wspomina Ana. 

Joanna nie wróciła do Polski. Urodziła córkę, została w Hiszpanii. Wstydziła się reakcji bliskich, pochodziła z ubogiej rodziny ze wsi.

Ana Bella i jej osobista historia

To była wielka miłość. Zaczęło się niewinnie. Ona wybierała właśnie uczelnię. Zdała egzaminy wstępne z tłumaczeń i interpretacji w języku angielskim. Miała najlepszy wynik w całej Hiszpanii, wszystkie uczelnie stały dla niej otworem. 

Chłopak powiedział jej, by wybrała: albo studia, albo ich miłość. Ana Bella nie zaczęła więc studiów. On bił ją, ale ona nie chciała odejść, nie czuła się przecież ofiarą. Gdy w końcu odeszła, została z czwórką dzieci. Pomogli rodzice i przyjaciele. Rodziców w szkole swoich dzieci prosiła o ubrania, których już nie używali. Rzuciła się w wir pracy, by utrzymać dzieci. 

Ana Bella ma dziś 54 lata. Wysoka kobieta o krótkich włosach. Mówi szybko, energicznie. W 2006 r. założyła fundację. Chciała, by jej historia stała się inspiracją dla innych kobiet. Choć od terminu víctimas (ofiary) Ana woli słowo superviventes (ocalałe; te, które przeżyły przemoc).

María José Ferrero sama doświadczyła przemocy

María wylądowała na intensywnej terapii ze złamaną nogą i czterema złamanymi żebrami. To nie był pierwszy raz, gdy partner ją pobił. Nie pierwszy raz także, gdy zgłaszała sprawę na policję, a potem wycofywała oskarżenie. Czasem na policję dzwoniła sąsiadka, ale ona potem przed policją udawała, że nic się nie stało. 

Wpadała w alkohol, narkotyki, miała próbę samobójczą. Nie przemoc fizyczna była dla niej najgorsza, lecz psychiczna: poniżanie, wyzwiska, lekceważenie

Gdy w końcu zdecydowała się odejść, została sama z córką i wielkimi długami. Rodzina się od niej odwróciła. Bliscy mówili, że jeśli chce jeść, niech prosi w Caritasie.

– Ludzie ciebie obwiniają. Pochodzę z wykształconej i dobrze sytuowanej rodziny. Mówią: „Jak to możliwe, że osoba o twoim charakterze i wykształceniu tak skończyła”. Ale nikt nie jest przygotowany na przemoc – mówi mi María José Ferrero z Gran Canarii.

Jej słowa potwierdzają statystyki z 2019 r., opracowane przez delegaturę rządu ds. przemocy ze względu na płeć. Kobiety, które nie potrafią pisać i czytać, potrzebują zwykle ośmiu lat, by zgłosić sprawę policji. Te, które mają wyższe wykształcenie, ponad 12 lat.

Zabójstwo, które wstrząsnęło Hiszpanią

W rankingach Hiszpania to dziś kraj z jednymi z najlepszych przepisów chroniących kobiety przed przemocą. Ale nie zawsze tak było, a zmiana zaczęła się od presji społecznej.

Po 1978 r., po przyjęciu konstytucji gwarantującej równość kobiet i mężczyzn, Hiszpanki wchodziły na rynek pracy, uzyskiwały pełnię praw w małżeństwie, mogły założyć konto bez zgody męża. Z kodeksu karnego zniknęło cudzołóstwo, zalegalizowano rozwody i antykoncepcję. Ale choć prawo się zmieniało, przemoc, ta domowa, była poza „radarem”.

Zmieniło się to w 1997 r. Ana Orantes, 60-latka z Andaluzji, przyszła do studia telewizji Canal Sur i opowiedziała swoją historię: 40 lat upokorzeń i strachu. Zrobiła coś, co wówczas było niewyobrażalne: wyniosła przemoc z domu, by prosić o pomoc. 

Krótko potem, w tym samym programie, dziennikarka poinformowała o jej śmierci: „Coś poszło nie tak. Zawiedliśmy jako społeczeństwo”. 

Anę zamordował były mąż. To wstrząsnęło krajem. Stało się jasne, że państwo musi coś zrobić. Zaczęto zaostrzać kary, debata o ochronie ofiar przebiła się do politycznego centrum. Dwa lata później kraj obchodził po raz pierwszy Międzynarodowy Dzień Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. W 2004 r. przyjęto przełomową ustawę o przemocy ze względu na płeć – dokument, który stworzył system ochrony prawnej, policyjnej i socjalnej.

Jak w Hiszpanii działa system ochrony kobiet

Jednym z filarów systemu ochrony jest policyjna baza VioGén: ogromny, przeciążony mechanizm, w którym figuruje ponad 100 tys. kobiet uznanych za zagrożone. Jeden policjant bywa odpowiedzialny za monitorowanie kilkudziesięciu kobiet. 

Ana Bella z dzieckiem podopiecznej, styczeń 2026 r. // Fot. Archiwum prywatne

– Brakuje ludzi i pieniędzy. Są jednak rozwiązania, które realnie ratują życie: elektroniczne opaski z geolokalizacją, zakładane sprawcom. Alarm uruchamia się, gdy zbliża się on do kobiety objętej ochroną. Statystyka jest bezwzględna: żaden mężczyzna monitorowany w ten sposób nie zabił kobiety. Opasek jest jednak zaledwie kilka tysięcy, to za mało – mówi Ana Bella w rozmowie z „Tygodnikiem”.

Były partner Marii przez cztery lata miał założoną opaskę połączoną z aparatem, który miała ona. Gdy przekraczał dozwoloną odległość, aktywował się alarm.

Zdaniem Marii system ma błędy, ale jest potrzebny. Bywa, że mężczyźni wykorzystują opaski, by znęcać się nad kobietami: zbliżają się do nich, by specjalnie aktywować alarm. Zdarzały się już za to wyroki sądowe. – Wyobraź sobie, że pracujesz w urzędzie, a kilka razy w ciągu dnia aktywuje się alarm. Wszyscy na ciebie patrzą – mówi Ana Bella.

Sprawy o przemoc wobec kobiet trwają w sądach średnio od trzech miesięcy do roku. W tym czasie sąd może zastosować dodatkowe środki ochrony. Takie jak wspomniane opaski, areszt czy zakaz komunikacji. 

Prokuratorka ds. przemocy wobec kobiet w Almerii, Déborah Díaz-Jiménez Triviño, przy wnioskowaniu o zakaz zbliżania się bierze pod uwagę także wielkość miejscowości. – Jeśli to miasteczko, w którym jest jeden supermarket, wnioskuję o nakaz przeprowadzki dla mężczyzny. Inaczej trudno egzekwować tych 15 metrów, na które nie może się zbliżać – mówi Triviño.

Sześć i pół miliona Hiszpanek doświadczyło przemocy

Od uchwalenia ustawy o przemocy wobec kobiety minęły prawie 22 lata. Od roku 2003 ponad 1,3 tys. kobiet zostało w Hiszpanii zamordowanych przez partnerów lub byłych partnerów. W 2025 r. było ich 46 – najmniej, od kiedy prowadzone są statystyki. 

O każdej ofierze informuje telewizja publiczna, a także lokalne oddziały rządowe ds. przemocy wobec kobiet. Większość lokalnych samorządów upamiętnia zmarłe tak kobiety minutą ciszy na placu przy ratuszu.

Z niedawno opublikowanej ankiety, którą przeprowadziło Ministerstwo Równości, wynika, że w Hiszpanii co trzecia kobieta doświadczyła w życiu przemocy ze strony partnera lub byłego partnera; to blisko 6,5 miliona. 

W tym prawie 3 mln kobiet padły ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej. Ponadto wiele doświadczyło przemocy psychicznej i ekonomicznej. Z badania wynika, że tylko 16 proc. kobiet, które doświadczyły przemocy fizycznej lub seksualnej, zgłosiło to na policję.

Plagą, zwłaszcza wśród nastolatków, staje się dzisiaj przemoc cyfrowa. – Czasem partner wydaje zgodę na zdjęcia, które publikujemy w mediach społecznościowych, albo kontroluje nasz telefon, bo ma do niego hasło. To także rodzaje przemocy cyfrowej – mówi Ana Bella.

– Nazywam to niewidzialnymi łańcuchami. Zaczyna się niewinnie. Kontrola telefonu. Potem teksty: „Wolę, byś spinała włosy, po co się malujesz. Lepiej wyglądasz bez makijażu. Twoja rodzina i przyjaciele mnie nie lubią, nie spotykajmy się z nimi”. Zanim się obejrzysz, jesteś w pajęczynie. Nie dostrzegasz tej kontroli, mylisz ją z miłością. Potem przechodzi się często do przemocy psychicznej i fizycznej – mówi María José Ferrero.

Co wyrok za zabicie psa ma wspólnego z przemocą domową

María uważa, że najtrudniejsze w walce z przemocą wobec kobiet jest dalsze życie po tym, jak zdecydujesz się zgłosić sprawę na policję. – Nikt nie przygotowuje cię na to, co nadejdzie, a potem jest tylko trudniej. W instytucjach, które mają pomagać, brakuje finansowania, psychologów – wylicza.

Największym wyzwaniem są jednak mieszkania: po opuszczeniu tzw. domu tymczasowego kobieta często nie ma gdzie się podziać. – W Madrycie, wychodząc z domu wsparcia dla kobiet z pięciorgiem dzieci, możesz otrzymać 486 euro, za co trudno wynająć nawet pokój w stolicy. To dlatego wiele kobiet w ogóle nie zgłasza przemocy – ocenia María.

Zmiany widać w sądach. We wrześniu 2025 r. sąd w Las Palmas de Gran Canaria wydał precedensowy wyrok, uznając po raz pierwszy w Hiszpanii zabicie psa przez mężczyznę za violencia vicaria – formę przemocy wobec partnerki, poprzez szkodzenie jej bliskim. 

Sędzia orzekł, że mężczyzna celowo zrzucił czworonoga z klifu, z zamiarem wyrządzenia krzywdy psychicznej swojej byłej partnerce. Zostało to potraktowane jako element przemocy psychicznej i przemocy ze względu na płeć. Sprawca został skazany na 12 miesięcy i jeden dzień więzienia.

María José Ferrero jest dziś kobietą szczęśliwą

55-letnia María José Ferrero dwa lata temu wydała książkę „Superando las Sombras para Abrazar la Vida” (Przezwyciężając cienie, by objąć życie). 

– Nie zatrzymałam się na byciu ofiarą i chcę, aby inne kobiety robiły to samo. Napisanie tej książki było dla mnie katharsis, oczyszczeniem. Odkryłam mój wewnętrzny potencjał – mówi mi María José Ferrero.

Teraz znów jest szczęśliwa, choć na nową miłość czekała prawie siedem lat. I choć wciąż spłaca długi. Jest dziennikarką radiową. Pracuje nad drugą książką i wraz z innymi ocalałymi kobietami prowadzi szkolenia i warsztaty.

Ana Bella przygotowuje się do świętowania 20-lecia swej fundacji. Dziś jest szczęśliwą mężatką. Film animowany na podstawie jej historii pt. „Bella” nominowano do Nagrody Goya, hiszpańskich Oscarów. Pod koniec stycznia został wyróżniony przez Andaluzyjską Akademię Filmową.

María zachęca kobiety do zgłaszania przemocy na policję: – Nie wierzcie, że ktoś się zmieni i przestanie was ranić. Straciłam rodzinę, przyjaciół i zostałam z długami. Ale to wszystko można odbudować. Nikt nie przywróci wam jednak straconego czasu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 09/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Niewidzialne łańcuchy