Przeszywająca cisza. Kwiaty, hymn i trumny owinięte flagami. Wielu mieszkańców Huelvy, portowego miasta nad Atlantykiem, nie mogło tego dnia powstrzymać łez. Wśród nich Luisa. Funkcjonariuszka Guardia Civil niosła na ramionach trumnę męża, wspierana przez kilku kolegów. Na pogrzeb dwóch agentów antynarkotykowych przyszły tłumy.
55-letni Germán i 56-letni Jerónimo zginęli w walce z przemytnikami. Obaj przez ponad trzy dekady służyli w jednostce morskiej i niejedno przeszli. W styczniu 2025 r., w podobnym pościgu, zostali ranni: Jerónimo miał złamane żebra i przebite płuco, a Germán ranę ręki. Gdy dotarła do nich pomoc, byli bliscy hipotermii. Ale przeżyli.
Tym razem nie mieli szczęścia. Zginęli, a dwóch ich kolegów zostało rannych. Przemytnicy, których ścigali, uciekli, porzucając tylko jedną ze swoich łodzi.
Guardia Civil na pierwszej linii walki z przemytem
Guardia Civil to formacja bliska francuskiej żandarmerii. Powstała ponad 170 lat temu do walki z bandytyzmem na prowincji. Dziś odpowiada m.in. za bezpieczeństwo na drogach i granicach, a także zwalcza przestępczość zorganizowaną.
Germán i Jerónimo zginęli na morzu w pobliżu Huelvy. To tutaj, a także w rejonie Kadyksu i ujścia rzeki Gwadalkiwir, koncentruje się dziś walka z przemytem narkotyków na Półwyspie Iberyjskim. Tędy narkotyki najczęściej trafiają z Afryki do Europy.
Stowarzyszenia członków Guardia Civil alarmują, że to walka nierówna. Łodzie przestępców, zwane gomas, to szybkie pontony lub półsztywne łodzie pneumatyczne o dużej pojemności. Mogą zabrać nawet pięć ton narkotyków. Przestarzały sprzęt, który ma Guardia Civil, nie daje sobie z nimi rady.
– Jedyne, co możemy zrobić, to ich ścigać i nakazać zatrzymanie, ale oni i tak się nie zatrzymają. Musimy czekać, aż zepsuje im się silnik – mówi „Tygodnikowi” Agustín Domínguez, rzecznik Stowarzyszenia „Sprawiedliwość dla Gwardii Cywilnej” (JUCIL).
Gwardziści domagają się także wyższych kar dla przemytników.
Szybkie łodzie, broń wojskowa i paliwo dla karteli
Gwardzistom nie wolno strzelać w silniki łodzi, bo trafienie w bak może wysadzić je w powietrze. A Hiszpania to nie USA – widok eksplodujących łodzi to obraz, którego rząd wolałby uniknąć. Teoretycznie, zanim nie zatrzyma się takiej łodzi, nie ma przecież pewności, że transportuje ona narkotyki.
Tymczasem przemytnicy mają nie tylko coraz lepsze łodzie. Są też bardziej agresywni i lepiej uzbrojeni (w broń wojskową). Coraz częściej przemycają nie tylko haszysz, ale też kokainę, na rynku znacznie droższą. Oraz coraz lepiej się organizują.
Prokuratura ds. walki z narkotykami (Fiscalía Antidroga) zwraca uwagę na zjawisko petaqueo. To małe łodzie, które wypływają w morze, niby niewinnie, aby dostarczać przemytnikom paliwo.
Chętnych do współpracy przemytnicy znajdują zwłaszcza w biednych andaluzyjskich wsiach i miasteczkach, gdzie udział w tym procederze to okazja na szybki zarobek.
Andaluzja jako brama narkotyków do Europy
Raport Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego podaje, że tylko w Cieśninie Gibraltarskiej ma działać ponad 600 łodzi. Ponieważ w tym rejonie narasta presja służb, przemytnicy przenoszą się coraz częściej do Huelvy i w okolice Algarve w Portugalii. Nie wahają się taranować łodzi policyjnych, gdy widzą, że mogą utracić towar. Raport stawia tezę, że zorganizowana przestępczość związana z narkotykami to „centralne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Hiszpanii”.
Dalej: według delegatury rządu w Andaluzji, od stycznia do listopada 2025 r. przejęto na andaluzyjskim wybrzeżu 268 ton (sic!) narkotyków, z czego 190 ton stanowił haszysz (Hiszpania jest europejskim „liderem”, gdy idzie o ilości przemycanego tędy haszyszu). Aresztowano ponad 4 tys. osób. Zajęto też 641 sztuk broni palnej, 756 tys. litrów paliwa i 979 „środków transportu” (zapewne chodzi o łodzie i auta).
Z kolei według raportu, który Agencja Unii Europejskiej ds. Narkotyków (EUDA) opublikowała na początku czerwca tego roku, trzy kraje – Hiszpania, Francja i Belgia – są głównymi punktami przechwytywania kokainy w Europie. W tych krajach przejęto łącznie 67 proc. z 330 ton kokainy, którą skonfiskowano na terenie całej Unii w 2024 r.
Gwardziści giną, a państwo słyszy coraz ostrzejszy alarm
Tymczasem niezadowolenie funkcjonariuszy narasta. Szef MSW, Fernando Grande-Marlaska, został wygwizdany podczas przysięgi nowego rocznika w Akademii Gwardii Cywilnej w Baezie. Kadetom nie spodobały się słowa ministra, który mówił o „wypadku podczas pracy”, nawiązując do śmierci Germána i Jerónima.
„Doznałem urazu kręgosłupa pod koniec 2024 r., gdy przy prędkości 130 km na godzinę w naszą łódź uderzyli przemytnicy, których ścigaliśmy. Po tym »wypadku przy pracy«, jak to nazywają politycy, nadal nie mogę wrócić do pełnej sprawności” – mówił 46-letni gwardzista Rafael Sánchez w rozmowie z dziennikiem „La Razón”.
Takich historii jak Rafaela jest wiele, ale nie wszyscy gwardziści chcą mówić. Niedawno zginęli Germán i Jerónimo. W 2025 r. w podobny sposób życie stracił portugalski funkcjonariusz. Dwa lata temu koło Barbate (Andaluzja) zginęło dwóch gwardzistów, gdy ich łódź staranował znacznie większy ponton przemytników. Wideo z ich śmierci krążyło w mediach społecznościowych.
Od 2018 r. w regionie Andaluzji odnotowano ponad 240 incydentów podczas operacji przeciw przemytnikom narkotyków. – Jeśli nic się nie zmieni i wciąż będzie brakować nam wyposażenia, będą ginąć kolejni gwardziści – mówi Agustín Domínguez z JUCIL.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.











