Ośmioletnia Paqui ze szkoły wraca prosto do domu. Zjada kanapkę i biegnie do znajomej matki na lekcje szycia butów. Wraca po jedenastej wieczorem. To nie jej pasja, to konieczność: musi szybko nauczyć się pracować, podobnie jak jej siostra. Tylko tak mogą pomóc rodzinie związać koniec z końcem. Niewidomy ojciec zarabia niewiele, sprzedając losy na ulicy, a w domu jest czworo dzieci.
Isabel, lat 12, pochodzi z wioski pod Granadą. Jej rodzina migruje do Elche za pracą. Isabel trafia do firmy obuwniczej. Chciałaby się uczyć w szkole, ale to niemożliwe. – Gdy pierwszy raz poszłam do pracy, chciałam umrzeć. Całymi dniami płakałam. Tęskniłam za szkołą, przyjaciółmi. Szybko musiałam stać się dorosłą – mówi.
Dziś obie są po sześćdziesiątce. Całe życie spędziły, szyjąc buty w Elche. – Przemysł obuwniczy zniszczył moje życie – mówi Isabel Matute.
Jak Elche stało się obuwniczym zagłębiem
Elche to ćwierćmilionowe miasto nad Morzem Śródziemnym, na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii. Dokładnie 150 lat temu rejestruje się tu pierwszą maszynę do szycia obuwia marki Singer. Wcześniej ręczne, teraz szycie espadryli staje się szybko rozwijającym się biznesem. Obok zakładów szyjących buty w mieście powstają fabryki z materiałami i komponentami do butów.
Elche potrzebuje więc ludzi do pracy. W latach 60. XX w. jego populacja wzrasta z 50 tys. do ponad 100 tysięcy. Wśród przybyłych są Paqui i Isabel.
Wtedy, w czasach dyktatury generała Francisco Franco, zamężne kobiety zasadniczo nie pracują zawodowo, muszą poświęcić się roli matki i żony. Ale Elche potrzebuje szwaczek. Dlatego tu do regulacji dotyczących sektora obuwniczego dopisuje się pracę w domu: kobiety dostają maszyny i odtąd mogą szyć buty w domach.
– Byłyśmy w domach, ale gdy dzieci do nas przychodziły, nie mogłyśmy się nimi zająć. Nie zabierałyśmy ich na place zabaw, jak inne matki – mówi Isabel Matute.
Warunki pracy w zakładach obuwniczych
María Antonia Muñoz ma 63 lata, a pracuje od 15. roku życia. Poznaję ją w piątkowy wieczór, podobnie jak inne szwaczki.
Ona ze wszystkich tu obecnych pracuje najwięcej. Szczupła i siwa, w okularach, niecierpliwie spogląda na zegarek. Mówi: – Pracuję od poniedziałku do niedzieli. Mój dzień zaczyna się około ósmej, potem robię pół godziny przerwy na posiłek i wracam do pracy, i tak do późnego wieczora, czasem do pierwszej w nocy. Jedzenie na cały tydzień robię w niedzielę i wkładam w pojemniki.
Przyszła się z nami spotkać, choć wiedziała, że będzie musiała zarwać noc, by uszyć tych 70 par butów, jak co dzień. Zarabia za to 45 euro. Na utrzymaniu ma brata z niepełnosprawnościami.
– Większość kobiet tutaj jest po rozwodzie lub w trakcie, ma na utrzymaniu dzieci, hipotekę. Nie mają wyboru. Muszą spuścić głowę i pracować za cokolwiek. Tak jest tu od zawsze. Ale miasto się przecież rozwija – mówi Adoración Morcillo Lorenzo.
Adoración, podobnie jak Paqui, Isabel, María i ponad 100 innych kobiet, należy do stowarzyszenia pracowniczek sektora obuwniczego w Elche. Od siedmiu lat walczą o poprawę warunków: prawo do ośmiogodzinnego dnia pracy i urlopu, do ubezpieczeń, a także do umowy o pracę i prawa do emerytury.
Problemy te mogą dotyczyć tutaj ok. 7,5 tys. kobiet. Kobiet, bo mężczyźni zwykle są zatrudnieni na stałe w zakładach (zajmują się krojeniem obuwia, pracując na dużych maszynach) i większość ma umowy o pracę. Z kobietami jest inaczej.
Znane marki w hiszpańskim Elche
W Elche produkuje się obuwie takich marek jak Inditex (Zara, Massimo Dutti), Pikolinos, Tempe czy Panama Jack. W ostatnich latach, jak mówią szwaczki, marki zlecają produkcje firmom trzecim, umywając ręce od odpowiedzialności.
– Administracja powinna się przejmować: kto szyje buty dla ich firmy, gdzie szyje? Większość znanych marek nawet nie ma maszyn w fabrykach i zakładach, więc kto im to wszystko szyje? – pyta Adoración Morcillo.
Znaleźć nielegalny warsztat obuwniczy w Elche nietrudno. Skupiają się w dzielnicy Carrús. Paqui daje mi wskazówkę: biały dom obok dawnego komisariatu. Jej podejrzenia potwierdzają sąsiedzi. Przez otwarte okno słychać charakterystyczny dźwięk maszyny, w tle hiszpański przeplata się z chińskim.
Gdy dzwonię do drzwi, maszyna cichnie. Po kilku minutach ktoś otwiera. W domu ciemno, na podłodze bawią się dzieci, jest też kilkoro dorosłych. Pytam, czy jest tu warsztat obuwniczy. Mężczyzna, najpewniej pochodzący z Chin, najpierw potwierdza, ale gdy widzi mikrofon, zaprzecza. – Tu mój dom, warsztat ma sąsiadka – mówi łamanym hiszpańskim.
Paqui mówi, że firmy, które dostają zamówienia na produkcję butów, coraz częściej sprowadzają siłę roboczą z Chin: – Wynajmują dom, na jednym piętrze się pracuje, na drugim są materace do spania. Pracownicy nie znają języka, nie buntują się.
– W mieście brakuje pracowników do szycia obuwia. Nie ma zmiany pokoleniowej. Myślisz, że 14-latka z Elche chce dziś pracować w tej branży? Nie. Napatrzyła się, jak pracowały mama i babcia. Ona woli się uczyć – mówi mi szwaczka Manuela Morcillo.
Co mówią szwaczki, a co pracodawcy
W stowarzyszeniu szwaczek można usłyszeć, że na władze trudno liczyć. – Pracowałam w zakładzie, gdzie nas zastraszali, że nie zapłacą, jak będziemy się skarżyć. Walczyłyśmy o nasze wypłaty, ale gdy przyszła policja, to nie otwierali drzwi. Prokuratura zwlekała osiem miesięcy z rozpoczęciem śledztwa. Gdy je wszczęła, właściciele się zwinęli, a nas zostawili z niczym – mówi Adoración Morcillo.
María mówi, że wszyscy w branży są dobrze poinformowani. Czasem słyszy od szefa: „Nie przychodź jutro rano, bo będzie u nas kontrola”.
– Jeśli się skarżysz, trafisz na czarną listę i nikt nie da ci zleceń – mówi Paqui Melgar Sánchez.
Na takiej liście jest Isabel Matute, która stała się twarzą stowarzyszenia. Po 48 latach pracy, Isabel tylko z sześciu lat ma odprowadzone składki, gdy potrzeba przynajmniej 15 lat, by mieć prawo do emerytury. Żyje więc dziś z renty wdowiej.
O warunki pracy szwaczek i nielegalne warsztaty pytam radnego ds. promocji gospodarki w Elche, Samuela Ruiza Tena z prawicowej partii Vox. – Nie mogę powiedzieć, że komentarze i krytyka warunków pracy w sektorze obuwniczym są nieprawdą – odpowiada. – Nie oceniam tego. Wszystko się jednak zmienia. Dziś szara strefa w sektorze obuwniczym praktycznie nie istnieje. Oczywiście nie udało się jej całkowicie wyeliminować, podobnie jak w innych branżach, barach, gabinetach czy biurach.
Podobną opinię słyszę w stowarzyszeniu przedsiębiorców branży obuwniczej AVECAL. – Nielegalne warsztaty i praca szwaczek w domu to już element przeszłości. Faktycznie praca w domu wciąż widnieje w naszych przepisach pracy, ale wpisano ją tam kilkadziesiąt lat temu. Dziś szwaczki pracują na coraz większych maszynach, które nie zmieściłyby się w domu – mówi María Ángeles López z AVECAL.
Jak hiszpańscy producenci wygrywają z azjatycką konkurencją
Mimo konkurencji z Azji, Elche pozostaje hiszpańską „stolicą butów”. W mieście produkuje się ponad 40 proc. całego obuwia wytwarzanego w Hiszpanii, które następnie eksportuje do ponad 100 krajów. Najwięcej do Niemiec, Francji, USA i Włoch. W ostatnim roku o 10 proc. wzrósł też eksport obuwia z Elche do Polski.
Branża ma się coraz lepiej. Zdaniem radnego Ruiza Tena to efekt transformacji firm. Teraz producenci z Elche nie walczą z tanimi butami z Chin czy Turcji, lecz stawiają na obuwie lepszej jakości. Produkcję ułatwia tu fakt, że każdy element, jak zamek itd., można tutaj znaleźć szybko dzięki rozwiniętemu sektorowi komponentów.
María Ángeles López z AVECAL mówi, że branża idzie z duchem czasu i coraz częściej projektuje obuwie z myślą o recyklingu: – Wyzwanie stanowi dla nas zrównoważona produkcja, transformacja cyfrowa, problem wymiany pokoleń i przyciągania nowych talentów.
Według Krajowego Instytutu Statystycznego w styczniu 2023 r. w sektorze tekstylnym, odzieżowym i skórzanym w Elche działało blisko 4 tys. firm.
Żywe dowody fatalnych warunków pracy
Wciąż jednak nierozwiązane pozostają kwestie pracowników najniższego szczebla. Wielu jest już w wieku przedemerytalnym, ale przez lata pracy na czarno nie mają prawa do emerytury. – Wiek daje się we znaki. Mam problemy ze wzrokiem, nawet z nadzianiem igły, z koncentracją – mówi María Antonia Muñoz.
Paqui ma raka mózgu, zespół cieśni nadgarstka, problemy z kręgosłupem. – Lekarze mówią, że to nie od pracy. W końcu oficjalnie nie pracuję – mówi. Isabel ma problemy z kręgosłupem, szyją i krążeniem. Adoración ma za sobą kilka operacji, w tym ramienia i łokcia, problemy z szyją i kręgosłupem. Nie może unieść ręki, włosy suszy jej mąż. Bierze dużo leków przeciwbólowych, bo nie może spać w nocy.
– Rozmawiasz z ministrem albo posłem i nawet przyznają ci rację. Ale potem mówią: „potrzebujemy dowodów na waszą pracę”. Dowodów? My jesteśmy żywymi dowodami. Wszystkie dowody mamy w naszym ciele – mówi Isabel Matute.

Pod swoim apelem o uznanie lat prac i prawo do emerytury szwaczki z Elche zebrały ponad 50 tys. podpisów. Pojechały walczyć o lepsze warunki pracy do instytucji unijnych, rozmawiały z hiszpańską ministrą pracy. Do porozumienia było blisko, ale władzę w regionie Walencji przejęła prawicowa i sprzyjająca przedsiębiorcom koalicja Partii Ludowej i Vox. Na razie nic nie wskazuje, że sytuacja szwaczek szybko się zmieni.
Większość znanych marek obuwniczych odmówiła komentarza w tej sprawie. Biuro prasowe Zary w Hiszpanii odpowiedziało, że dokłada wszelkich starań, by prawa pracowników były przestrzegane. Zapowiedziało też śledztwo dotyczące wybranych zakładów, w których istnieje podejrzenie nadużyć.
***
Isabel Matute: – Nie bójmy się tego słowa. To, jak nas traktowali przez lata i ciągle traktują, to niewolnictwo.
Adoración Morcillo: – Adoptowałam moją córkę z Chin i odkąd była mała, powtarzam jej, że ma się uczyć. Nigdy nie pozwoliłam jej uszyć nawet jednego buta. Chcę, żeby chociaż ona miała lepszą przyszłość.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















