Po konsultacjach z królem i premierem Justin Welby, arcybiskup Canterbury, zwierzchnik Kościoła anglikańskiego i honorowy zwierzchnik 90 mln anglikanów na całym świecie, ogłosił, że ustępuje z urzędu. Wzywała go do tego licząca 8 tys. podpisów petycja członków Synodu Kościoła. Welby zdecydował się – ostatecznie, po kilku dniach wahania – wziąć pełną odpowiedzialność za sprawy ujawnione w raporcie Keitha Makina.
W niezależnym śledztwie ten doświadczony menedżer i specjalista ds. bezpieczeństwa dzieci i młodzieży ujawnił skalę przestępstw Johna Smytha, prawnika, wychowawcy i świeckiego kaznodziei. Przez pięć dekad dopuścił się on przynajmniej 115 przestępstw polegających na biciu i wykorzystywaniu seksualnym chłopców i młodych mężczyzn. Jego czyny były tuszowane, co umożliwiło Smythowi wyjazd z kraju w 1984 r. i kontynuację procederu w Zimbabwe, a później w Republice Południowej Afryki. Aż do śmierci w 2018 r. pozostał bezkarny. Skala jego przestępstw w Afryce nie jest dokładnie znana i wymaga – podkreśla Makin – osobnego śledztwa.
Przemoc na obozach dla młodzieży
„Moje pośladki krwawiły od bicia. Musiałem przez trzy lub cztery dni nosić pieluchy. Potem zrobił się strup, który goił się przez tydzień lub dwa”. „Czułem, że krew tryska mi na nogi”. „Po pobiciu zemdlałem”. „Pamiętam, że myślałem: »on chce mnie zabić«”. „Smyth bił mnie tak mocno, jak tylko był w stanie. Pocił się, wkładał mnóstwo energii przy każdym uderzeniu”.
To fragmenty zebranych przez Makina i jego współpracowników zeznań ofiar – głównie 13- i 14-latków. Do aktów przemocy, a także nadużyć seksualnych – Smyth m.in. zmuszał do brania wspólnie z nim pryszniców – dochodziło przede wszystkim na letnich obozach dla chrześcijańskich chłopców, których Smyth był organizatorem. „Jego nadużycia były liczne, brutalne i przerażające. Poddawał ofiary atakom fizycznym, seksualnym, psychologicznym i duchowym. Skutki trwale naznaczyły życie jego ofiar” – ocenia raport Makina. Wśród ofiar znajdował się również syn Smytha.
Tuszowanie przestępstw w imię Ewangelii
O postępowaniu Smytha zdawano sobie sprawę w kręgach kościelnych od lat 80. XX wieku. Iwerne Trust, organizacja, w której pracował Smyth, podjęła w 1981 r. wewnętrzne śledztwo po próbie samobójczej młodego mężczyzny, który bał się pobicia. W 1982 r. powstał na temat czynów Smytha raport ks. Marka Rustona, jednak prominentni działacze kościelni doprowadzili do tego, że nie został ujawniony. Jak ocenia Makin, „pomimo wysiłków niektórych osób, aby zwrócić uwagę władz na nadużycia, reakcja Kościoła (...) była całkowicie nieskuteczna i stanowiła próbę zatuszowania sprawy”.
W raporcie Makina znajduje się wypowiedź nieżyjącego już ks. Davida Fletchera, jednego z tych, którzy wiedzieli w latach 80. o skali przestępstw popełnianych przez Smytha: „Oceniłem, że gdyby ujawniono tę sprawę, wyrządziłoby to ogromne szkody dziełom Boga”. W 1984 r. Smyth wyprowadził się do Zimbabwe – a tamtejsze władze ani Kościół nie zostały ostrzeżone o jego skłonnościach. W Afryce Smyth również organizował obozy dla chłopców, a raport Makina wspomina o przypadkach bicia ofiar rakietkami do ping-ponga oraz o zmuszaniu do pływania i modlenia się nago.
Co wiedział arcybiskup Welby
Welby miał dowiedzieć się o sprawie w 2013 r., po objęciu stanowiska arcybiskupa Canterbury. Jak przekonuje, niczego nie zrobił, ponieważ był przekonany, że o wszystkim wie już policja. „Mylnie wierzyłem, że nastąpią odpowiednie działania” – tłumaczy w oświadczeniu. I przyznaje: „z raportu jasno wynika, że osobiście nie zadbałem o to, by po ujawnieniu w 2013 r. ta straszna tragedia została energicznie zbadana. Muszę wziąć osobistą i instytucjonalną odpowiedzialność za okres między 2013 a 2024 rokiem”.
Raport Makina wskazuje jednak, że Welby musiał być świadom działalności Smytha znacznie wcześniej – był np. wychowawcą podczas jednego z obozów, na którym dochodziło do aktów przemocy.
Przestępcy potrafią działać w każdej strukturze
Skandal Johna Smytha każe spojrzeć na tuszowanie przestępstw seksualnych w Kościołach jako na zjawisko swego rodzaju „ekumeniczne”. Na początku tego roku ukazał się wstrząsający raport na temat molestowania seksualnego w niemieckim Kościele ewangelickim (EKD). Wyszło wtedy na jaw, że synodalna struktura Kościołów protestanckich, posiadająca na każdym szczeblu wybieralne rady składające się ze świeckich i duchownych, nie jest w stanie powstrzymać przestępców. Potrafią oni – jak pisałem wtedy w komentarzu redakcyjnym – „grać pod system”, dostosować się do struktur. W Kościele katolickim wykorzystują klerykalizm i sztywną hierarchię, a w luterańskim, „obrośnięty biurokracją federalizm, pozwalający na rozmywanie odpowiedzialności”.
Świetnie radzili sobie także, jak widać, w rzeczywistości Kościoła anglikańskiego, znajdując licznych sprzymierzeńców pozwalających im „dla dobra Ewangelii” przez lata działać w całkowitej bezkarności.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















