Marcin Tusiński: Co się mieści w Beczce?
O. Paweł Szylak OP: Beczka to przede wszystkim spotkania. Dzień rozpoczynamy od spotkania z Bogiem w czasie porannych Eucharystii, później wspólne śniadania. Wieczorem – spotkania różnych grup tematycznych: od biblijnej, przez teologiczną, formacyjną, dyskusyjną, charytatywną, po scholę i ministrantów. Jest też grupa dla doktorantów i młodych pracowników nauki. Duży wachlarz możliwości.
Wspólnota zawsze tak funkcjonowała, że poprzez różnorodność każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Są też różne wyjazdy czy wydarzenia. Największe z nich to akcja „Ciacho za ciacho” – całodzienny kiermasz charytatywny ciastek i książek. Dochód co roku przeznaczany jest na inny cel. W ubiegłym roku pomagaliśmy s. Małgorzacie Chmielewskiej, teraz zbieramy wraz z Caritasem na pomoc dla Jemenu.
I tak już od 60 lat…
Tak. Korzystamy z dobra, które budowało wiele pokoleń „beczkowiczów” – duszpasterzy, studentów. Jakbyśmy byli w sztafecie, której celem jest przeniesienie i pomnożenie tego dobra. Pierwszorzędną rolą jest oczywiście formacja młodych ludzi. Ona dokonuje się w kilku wymiarach.
Liturgii, która pozwala odkrywać obecność i bliskość Boga. Studium, które wyraża się w dążeniu do poznawania i odkrywania prawdy o Bogu, człowieku i świecie. Wspólnoty, którą uczymy się budować, tworzyć i brać za nią odpowiedzialność. I wreszcie apostolstwa.
Jak mówił o. Jan Andrzej Kłoczowski: zaangażowanie jest zawsze jakimś znakiem i sprawdzianem naszej wiary. Stąd też w Beczce już w latach 70. powstały Szpunt i Klika, które do dziś są formą niesienia pomocy osobom w potrzebie. Wyraźne też było zaangażowanie społeczno-publiczne: ludzie związani z Beczką założyli Studencki Komitet Solidarności, a w stanie wojennym punkt pomocy internowanym i ich rodzinom.
Ojciec przejął pałeczkę w tej sztafecie po wielkich poprzednikach: Tomaszu Pawłowskim, Joachimie Badenim, Janie Andrzeju Kłoczowskim czy współczesnej gwieździe internetu – Adamie Szustaku. Zdarzało się Ojcu z nimi porównywać? Pytać: czy dam radę?
Nie porównywałem się, ale mam świadomość, że to, w czym uczestniczę, ma dużą wartość. Beczka jest – nie lubię tego określenia – rozpoznawalną marką w Kościele i w Polsce. Dużym i znanym duszpasterstwem akademickim. Ze względu na historię, ale też dlatego, że to miejsce jest cały czas żywe, przyciąga ludzi.
Siłą tej wspólnoty jest także jej umocowanie w tym konkretnym miejscu, w krakowskim klasztorze, który dla polskich dominikanów pełni rolę jakby „domu rodzinnego”. Z drugiej strony, jak mówił Bernard z Chartres, jesteśmy karłami, które stoją na barkach gigantów. Buduję na fundamencie, który już ktoś położył. To praca zespołowa, rozłożona na lata.
Ja trafiłem do Beczki rok przed święceniami diakonatu, mamy wówczas praktyki duszpasterskie. A po święceniach zostałem. To był naturalny proces. Uczyłem się od innych.
Sześć niezwykłych dekad Beczki
Słynne dominikańskie duszpasterstwo akademickie powstało jesienią 1964 r. na życzenie nowego metropolity krakowskiego – abp. Karola Wojtyły. Gdy tylko objął on urząd (w marcu tamtego roku), zapragnął, by w Krakowie pojawiło się podobne duszpasterstwo do świetnie wtedy prosperującego dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego w Poznaniu.
Władze zakonne przeniosły zatem z Poznania do Krakowa duszpasterza akademickiego o. Tomasza Pawłowskiego OP. Inspiracją nazwy był beczkowaty kształt adaptowanego dla duszpasterstwa pomieszczenia w krakowskim klasztorze.
Beczka stała się m.in. poligonem posoborowych zmian w liturgii. Kaplica akademicka w krakowskim klasztorze Dominikanów była jednym z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie mszę odprawiano po polsku przodem do ludzi.
Działalność opozycyjna rozkwitła w duszpasterstwie już w latach 70. XX w. W 1977 r. o. Tomasz Pawłowski poprowadził mszę pogrzebową zamordowanego przez służbę bezpieczeństwa studenta UJ Stanisława Pyjasa. Reakcją na to morderstwo były demonstracje studenckie i powstanie Studenckiego Komitetu Solidarności, którego założycielami byli w dużej mierze studenci z Beczki. Z kolei po wprowadzeniu 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego w duszpasterstwie niemal natychmiast powstało biuro pomocy dla internowanych i ich rodzin.
Największy rozkwit duszpasterstwa przypadał na lata 80. XX w. Wtedy do Beczki należało ok. 3 tys. studentów. W ciągu sześciu dekad istnienia z duszpasterstwem związanych było wielu wybitnych duszpasterzy, m.in. ojcowie: Jan Andrzej Kłoczowski, Joachim Badeni, zmarły tragicznie w 1987 r. Rafał Skibiński, Ludwik Wiśniewski czy znany obecnie youtuber o prawie milionowym zasięgu – Adam Szustak.
Przez lata Beczka mocno się rozrosła. Pewnie słyszy Ojciec zarzuty, że się nadmiernie zinstytucjonalizowała.
Ten zarzut nie jest nowy. Pojawia się od chwili, kiedy Beczka powstała. Dwa razy w roku spotykam się z innymi duszpasterzami akademickimi i słucham historii o życiu w ich wspólnotach: św. Anny z Warszawy czy z Krakowa, Maciejówce z Wrocławia itd.
Im większa wspólnota, tym więcej odpowiedzialnych za nią osób. Nie da się od tego uciec. Nie chodzi o zbiurokratyzowanie, bo nie ma czegoś takiego, ale o troskę i odpowiedzialność za ludzi. Jedna osoba nie wystarczy do prowadzenia Beczki.
Myślę więc o tym jako odpowiedzialności za wspólnotę, a nie o zinstytucjonalizowaniu. Staramy się, by to, co w życiu chrześcijanina najważniejsze, było rzeczywiście najważniejsze. Spotykamy się na Eucharystii, przy wspólnym stole, ołtarzu. To jest punkt wyjścia do innych działań.
Jak się prowadzi duchową formację w czasach kryzysu autorytetów? W jakiś sposób dotyczy to także Ojca.
Nie bardzo, bo przecież nie prowadzę Beczki sam. Na co dzień współpracuję z o. Maciejem Chanaką. Różne grupy prowadzą różni moi współbracia. Poza tym ludzie do Beczki przychodzą i z niej wychodzą. Jest im potrzebna na jakimś etapie, a potem zakładają rodziny, podejmują pracę, są samodzielni, tworzą różne wspólnoty Kościoła.
W życiu spotykamy różnych ludzi, którzy nam towarzyszą, podprowadzają, podpowiadają. Od rodziców, szkoły, studiów… Mamy mentorów w pracy, którzy nas wprowadzają w jakąś dziedzinę. Moim zadaniem jest dostarczyć takich narzędzi, żeby inni mogli wzrastać i odkrywać siebie w relacji do Boga i bliźniego.
Jesteśmy w Krakowie, mieście z jednej strony intelektualnym, uniwersyteckim, z drugiej klerykalnym i konserwatywnym. Jak się odnajduje Beczka w tym kontekście?
Beczka ma doprowadzić do dojrzałego budowania wspólnoty Kościoła w takim kontekście, w jakim żyjemy. Dzisiaj życie studenckie wygląda zupełnie inaczej niż 20 lat temu. Żyją w świecie, w którym wszystko jest, ale na wszystko trzeba też zarobić.
To, co jeszcze jakiś czas temu, gdy ja studiowałem, było atrakcyjne, np. wyjazd na Erasmusa, obecnie już nie jest. Teraz studenci pracują sporo, a to znaczy, że na formację mają mniej czasu. Ale z drugiej strony pytania, które sobie dzisiaj zadają, są dokładnie takie same jak te, które ja sobie wówczas stawiałem.
Jakie to pytania?
Jaki kształt nadać mojemu życiu? Gdzie będę szczęśliwy? Jak rozpoznać swoją drogę? Czego pragnę? Co chcę robić? Co w życiu wybrać?
Dziś jednak te pytania padają w nowym kontekście. Smartfony, media społecznościowe, wojna za płotem, pandemia za plecami… Jak zabiegać o studentów, nie popadając w religijny marketing?
Dotarcie do studentów faktycznie wymaga większego wysiłku. Rzeczywistość wirtualna jest bardzo szybka i dynamiczna. Ludzie coraz mniej przychodzą tu sami z siebie, bo coś przeczytali, zobaczyli w internecie. Częściej, bo ktoś im polecił duszpasterstwo albo ich przyprowadził. Gdy już przyjdą, to bardzo istotne, żeby te nowe osoby zauważyć i przywitać.
Dla mnie od samego początku bardzo ważne były „siódemki”, czyli poranne msze. Zapraszanie do Eucharystii i spotkania z Panem Bogiem, wejścia w inny świat, w rzeczywistość liturgii, która wprowadza w rzeczywistość Bożą. To doświadczenie kluczowe. Nie wiem, czy da się do tego przekonać słowami, ale można do tego zaprosić.
Jezus mówi o obecności w świecie takim, jaki on jest. Sól ziemi i światło świata. Dużo się zmieniło, ale wciąż mamy powołanie do bycia w tym świecie.
Jeszcze w latach 90. ponad 90 procent Polaków identyfikowało się z religią katolicką. Ich liczba topnieje z roku na rok. Ezoteryka, medytacja, coaching – ludzie uciekają w alternatywne źródła duchowości. Jak z tym rywalizować?
Pan Jezus wziął Apostołów do Cezarei Filipowej, która była miejscem wielu kultów pogańskich i ich pozostałości. I wśród tych wszystkich świątyń i ruin zapytał: za kogo mnie uważasz? Kim ja jestem? Żyjemy w takiej, a nie innej rzeczywistości. Może to czas na skonfrontowanie się z własną wiarą, wzięcie za nią odpowiedzialności? Na postawienie sobie pytań: czym jest dla mnie wiara? Kim jest dla mnie Chrystus?
Beczka ma prowadzić do liturgii, sakramentów, adoracji, czynnej miłości bliźniego. Dawać szerokie spektrum formacji, spojrzenia na rzeczywistość, siebie, Pana Boga, drugiego człowieka. Od początku była przestrzenią wspólnotową. A to sprawia, że trafiają tu także ludzie, którzy wcale nie są blisko Pana Boga i Kościoła, ale tutaj odnajdują ich na nowo. Często przychodzą naokoło, dzięki sztuce, kulturze.
Myślę też o ponadprzeciętności. Żyjemy w świecie tymczasowości i prowizoryczności. A ludzie, którzy tu przychodzą i tworzą Beczkę, mają pragnienie trochę więcej, trochę mocniej. Ponadprzeciętność ujawnia się różnie w różnych momentach historii. Wspomnieliśmy już SKS, o pomocy „beczkowiczów” osobom z niepełnosprawnościami, akcjach charytatywnych. Chcemy więcej, głębiej, mocniej. Szukamy. Nie chcemy się prześliznąć po powierzchni życia. I to się broni.
Ojciec Szustak śmiał się, że o legendarnym duszpasterzu Beczki mówiono: „najlepiej ożeni cię ojciec Badeni”. Ludzie przychodzą do Beczki także dla towarzystwa, przyjaźni. Tu się zakochują i żenią. Jak w tym zbiorowym entuzjazmie nie zagubić tego, co istotne?
To dobrze, że tak jest. To, co jest wymiarem nadprzyrodzonym, buduje się na tym, co naturalne, ludzkie. Beczka jest przestrzenią spotkania, przyjaźni, wspólnoty, liturgii i bliskości z Panem Bogiem, ale to, co ty z tym zrobisz, zależy już od ciebie. Można mieć najlepsze środki, ale i tak z nich nie skorzystać.
„Beczkowiczom” zarzucano hermetyzm, że nie wpuszczają ludzi z zewnątrz.
To jest zawsze aktualne. Ważne jest, by mieć tego świadomość i zachować równowagę. Bo z jednej strony potrzebne są bliskie przyjaźnie i więzi, z drugiej otwartość na innych.
Był taki moment w historii tej wspólnoty, że „ekstatyczne” wspólnotowe przeżywanie modlitwy skończyło się powstaniem ruchu charyzmatycznego, który „Beczkę” niemal rozsadził. Jaka z tego nauka?
Ważne, aby modlitwa osobista i wspólnotowa wzajemnie się uzupełniały. Modlitwa osobista pogłębia życie duchowe, a wspólnotowa zakorzenia je w Kościele. Chodzi o to, żeby nie zatracić równowagi. W duszpasterstwie wspólnie sprawujemy liturgię – Eucharystię czy liturgię godzin – ale jest też czas na modlitwę osobistą, indywidualną: codziennie przed wieczornymi spotkaniami mamy adorację w ciszy, a w każdy czwartek mamy też całodniową adorację Najświętszego Sakramentu.
W człowieczeństwie i w życiu duchowym wiarę przeżywamy też emocjonalnie. Ten wymiar jest obecny. Oczywiście wszystko można wykrzywić i doprowadzić do skrajności. Chodzi jednak o to, żeby to było zdrowe i ostatecznie wydało dobre owoce, żeby dzięki temu doświadczyć Boga. Bardziej i głębiej. Na drodze duchowej nie od razu wejdę na Mount Everest, potrzebny jest moment rozbudzenia pragnienia, entuzjazmu wędrówki, że ja chcę tam się wspinać, a potem także różne obozy po drodze.
Nadal obawiam się, że ryzyko ucieczki przed rzeczywistością, zamknięcia się w bańce towarzyskiej czy wspólnocie religijnej, schowania się przed sobą w „życiu duchowym”, które w istocie jest życiem grupowym – jest bardzo duże.
We wszystko można uciec. Chronimy się przed tym także poprzez indywidualne spotkania i spowiedź. Papierkiem lakmusowym są widoczne, pozytywne zmiany w życiu studentów, ich troska o studia i codzienne obowiązki pozabeczkowe. To druga część działania Beczki, która nie jest widoczna, nie jest na afisz, na Instagrama czy Facebooka. Ale ona jest.
Poznajemy ludzi jako duszpasterze, jednego po drugim, co nie jest łatwe, bo samych „odpowiedzialnych” (czyli świeckich prowadzących grupy) mamy kilkudziesięciu. Niektórzy chcą z czasem rozmawiać na osobiste tematy. Przychodzą z pytaniami, które ich nurtują, potrzebują spotkania albo pomocy. Jesteśmy na to uważni. Często zauważają to prowadzący grupy, a my reagujemy, gdy trzeba się kimś zaopiekować. Czasami się zdarza, że zostaję czyimś regularnym spowiednikiem. Najważniejsze jest, żeby ludzie czuli się widziani.
Co jest dla Ojca, jako prowadzącego Beczkę, najważniejsze?
Zależy mi na formacji, stworzeniu we wspólnocie warunków do wzrostu, kształtowania i rozwoju siebie, swojego człowieczeństwa. Drugi wymiar dotyczy wiary, aby była żywym doświadczeniem Boga, dojrzała, ugruntowana i aby ludzie potrafili mądrze i odpowiedzialnie budować wspólnotę Kościoła. I wreszcie trzeci wymiar dotyczy „bycia w świecie”, odważnej obecności i odpowiedzialności ludzi wierzących za ten świat, w którym żyjemy, oraz budowania w nim autentycznej, dobrej chrześcijańskiej kultury.
Marzę o tym, by ludzie wychodzący z Beczki byli osobami dojrzałymi w wierze i w człowieczeństwie.

PAWEŁ SZYLAK OP jest dominikaninem, duszpasterzem akademickim w krakowskiej Beczce, promotorem duszpasterstw akademickich w Polskiej Prowincji Dominikanów. Absolwent filozofii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (studia skończone przed wstąpieniem do zakonu) oraz teologii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie (w trakcie formacji zakonnej).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















