Reklama

Rynek duchowych potrzeb

Rynek duchowych potrzeb

03.10.2004
Czyta się kilka minut
Jeżeli Kościół nie będzie atrakcyjny, jeżeli nie będzie zaspokajał duchowych potrzeb, ludzie będą szukać ukojenia gdzie indziej. A nasz Kościół w dużej części nie jest atrakcyjny, nie przyciąga młodych.
B

BARTOSZ STASZCZYSZYN: - Co przyciąga młodych ludzi do "Beczki", czyli prowadzonego przez dominikanów duszpasterstwa?

O. MAREK ROJSZYK OP: - Przede wszystkim potrzeba wspólnoty. Spotykają się tu ludzie, którzy podobnie myślą, żyją wedle tych samych wartości, mają podobne problemy.

- Czy w takim razie duszpasterstwa nie stają się hermetycznymi kręgami wsparcia?

- Nie wiem, jak wygląda sytuacja w innych duszpasterstwach. Jeśli chodzi o “Beczkę", zapewniam, że nie może być mowy o kole wzajemnej adoracji. To duże duszpasterstwo: wśród tak wielu ludzi każdy próbuje się jakoś odnaleźć. Jeżeli ktoś potrzebuje anonimowości, chce jedynie od czasu do czasu przyjść na spotkanie - robi tak. To jest plus. Rzecz jasna powstają mniejsze lub większe grupki. Jednocześnie znają się wszyscy i nie zna się nikt. Nawet ja - jako opiekun - nie znam wszystkich. I to jest pewien mankament. Ale... coś za coś.

- Czy duszpasterstwa nie gromadzą jedynie osób już wierzących? Czy jest w nich miejsce dla ludzi rozdartych, poszukujących wiary?

- Im mają pomóc rekolekcje. Już od kilku lat chodzimy po krakowskich akademikach i zapraszamy na rekolekcje wielkopostne. Często na zaproszenie odpowiadają ci, którzy sami z siebie nie przyszliby do kościoła.

- A czy w samych strukturach duszpasterstwa jest grupa przeznaczona dla poszukujących?

- Nie ma grupy dla wątpiących. Jednak, na ile się orientuję, tacy ludzie również trafiają do “Beczki". Nie ukrywam jednak, że struktura duszpasterstwa nastawiona jest przede wszystkim na już wierzących. Na formację tych, którzy mieli jakieś doświadczenia duchowe, byli w jakiejś wspólnocie czy też odebrali wychowanie religijne.

- Wspólnota daje poczucie bezpieczeństwa. Czy duszpasterstwo nie stwarza możliwości ucieczki przed brutalną rzeczywistością?

- Nie tylko stwarza, ale tak się często dzieje. Istnieje grono ludzi, którzy przychodzą do duszpasterstwa, aby przetrwać w czasie studiów w dużym mieście, obcym środowisku. U nas znajdują bezpieczną niszę. To jest groźne, jednak trzeba im stwarzać taką możliwość. Chodzi o to, aby przyjąć tych ludzi, jakimi są, ale też postawić im pewne wymagania. Ludzie trafiający do “Beczki" muszą wykazać chęć dalszego rozwoju. Jeżeli ktoś chce się rozwijać i przekroczyć podstawowe potrzeby bezpieczeństwa wynikającego z uczestnictwa we wspólnocie, stwarzamy mu po temu odpowiednie warunki.

- Czy codzienna Msza, wspólne śniadanie i modlitwy, które proponuje Wasze duszpasterstwo, mogą prowadzić do religijnego uzależnienia?

- Myślę, że tak. Jednak kiedy przywiązanie do wspólnoty przekracza zdrowe miary, zwykle daje się to zauważyć. W tym roku zamierzam trochę dokładniej zająć się tym problemem. Chcę porozmawiać z osobami, które być może już dawno są po studiach, a mimo wszystko nie potrafią rozstać się z duszpasterstwem.

- Beczka przyciąga setki młodych ludzi. Na czym polega jej fenomen?

- To raczej fenomen dominikański, który nawet dla nas samych nie do końca jest zrozumiały. Dwie rzeczy wydają się jednak ważne: liturgia i kaznodziejstwo. Mówienie kazań “ludzkim głosem" i “ludzkim językiem". Inną rzeczą, która także mnie przyciągnęła do dominikanów, jest bezpośredniość w kontaktach z ludźmi, otwartość. A dziś to ważny element duszpasterski w kontaktach z drugim człowiekiem.

- O popularności "Beczki" w dużej mierze decydowały osoby duszpasterzy: postaci charyzmatycznych, o dużej sile duchowej...

- To się zmieniło. Mniej więcej do końca lat 80., gdy duszpasterstwo wiązało się z działalnością niemalże opozycyjną, postacią centralną był kapłan, np. o. Tomasz Pawłowski czy o. Jan Andrzej Kłoczowski. Obecnie jest inaczej: duszpasterz nie jest już w centrum, a przynajmniej stara się w nim nie znajdować.

- Tym, co drażni wiele osób przychodzących do duszpasterstw, jest niezdrowa relacja między wierzącymi a duszpasterzem. Punkt ciężkości zostaje przeniesiony z pogłębiania wiary na kult duszpasterza?

- Tak. Świadomie unikamy takich sytuacji. Chcemy ludzi jednoczyć bardziej między sobą niż z osobą księdza. Tylko tak możemy zapobiec kultowi duszpasterza. Dziś jego rolę widziałbym w czuwaniu nad tym, żeby ludzie rozwijali się we właściwym kierunku i tworzyli wzajemne relacje.

Mam jednak świadomość, że nie da się uniknąć nawiązywania bliższych znajomości. Kiedy pracuje się z ludźmi, trudno zachowywać się jak kamień. Bo przecież duszpasterz - chcąc nie chcąc - staje się dla wielu kimś ważnym, godnym zaufania, towarzyszy na drodze rozwoju religijnego.

- Jaki typ duchowości charakteryzuje dzisiejszą młodzież?

- To trudne pytanie, łatwo bowiem o stereotypowe odpowiedzi. Dostrzegam jednak w młodzieży potrzebę tworzenia wspólnoty, uczestniczenia w grupowych inicjatywach. Jednak trudno określić, jaki to typ duchowości. Często rodzi się ona dopiero tutaj. Wiele osób trafia do nas ze względu na ludzi, środowisko czy klimat panujący w “Beczce". Potem dopiero spotykają Pana Boga. Są oczywiście i tacy, którzy przychodzą, aby się duchowo rozwijać. To jednak ci, którzy mają już za sobą pogłębione życie religijne.

- Czy Kościół jest dziś atrakcyjny dla młodzieży?

- Dla wielu młodych jest czymś absolutnie normalnym, że do kościoła się nie chodzi, że deklaruje się ateizm i niechęć do zgromadzeń kościelnych. Jeszcze dwadzieścia czy nawet dziesięć lat temu, takie postawy należały do wyjątkowych.

- Co jest główną przyczyną tej zmiany?

- Przede wszystkim kwestia wychowania religijnego. Ci, którzy mieli wiarę czy byli w niej wychowywani, będą nadal w Kościele. Natomiast jeżeli uczestnictwo w nim sprowadzało się do religijności narzuconej przez rodziców, ludzie ci przyjeżdżając na studia nie zajrzą do duszpasterstw.

- Czy zatem miał rację André Malraux twierdząc, że wiek XXI będzie wiekiem religii, duchowości i mistycyzmu albo nie będzie go wcale?

- Ludzie na różne sposoby poszukują duchowości. Często zadowalają się jej namiastkami: jedni szukają duchowego wsparcia w filozofii Dalekiego Wschodu, inni w książkach Paulo Coelho... To oczywiście wyzwanie dla Kościoła. Jeżeli nie będzie atrakcyjny, jeżeli nie będzie zaspokajał duchowych potrzeb, ludzie będą szukać ukojenia gdzie indziej. Tymczasem nasz Kościół w dużej części nie jest atrakcyjny, nie przyciąga młodzieży. Parafia nie jest miejscem, gdzie młodzi czuliby się na swoim miejscu. My, jako Kościół, musimy się zastanowić, jak lepiej, skuteczniej i właściwiej odpowiedzieć na potrzeby ludzi.

---ramka 339578|strona|---

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]