Zastanówmy się, dlaczego jako chrześcijanie staliśmy się zbędni i nielubiani?

Wciąż próbujemy się licytować, czyja wiara, religia jest najprawdziwsza, jakbyśmy nie pamiętali, do jakich tragedii to prowadzi.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Niektórzy autorzy biblijni, autorzy apokryfów i inni „głosiciele Słowa” stają na głowie, chcąc udowodnić, że Jezus jednak jest bardziej Bogiem niż człowiekiem. Autor apokryficznej Ewangelii Mateusza pisze, jak to uciekających do Egiptu Jezusa, Maryję i Józefa naraz otoczyły smoki, lwy i lamparty, co śmiertelnie przeraziło rodziców Jezusa, ale nie Jego samego. Jezus na niemowlęcych nóżkach wyszedł bestiom naprzeciw, a one „swoją uległość okazywały (Mu) pochyleniem głowy, a gotowość usługiwania zaznaczały merdaniem ogonem”. 

W innych apokryfach Jezus jako niemowlę wygłasza całe kazania, podreperowuje też rodzinny budżet, wytrząsając dukaty z łańcucha, na którym uwiązano bodajże osła. Z Ewangelii Barnaby, o dziwo, dowiadujemy się, że na krzyżu nie zginął Jezus, ale Judasz. Bóg widząc, że Jezusowi grozi śmierć, nakazał aniołom zabrać Go do nieba i zastąpił Go Judaszem, uprzednio upodobniwszy go do Jezusa.

Co więcej, nawet w Ewangeliach synoptycznych Jezus nie jest jeszcze Bogiem, staje się Nim dopiero w Ewangelii Janowej.

W Biblii mamy więc różne opowiadania na ten sam temat, o czym nie chcemy pamiętać, gdyż tę różnorodność uważamy za zagrożenie dla spójności naszej wiary. Wciąż tych różnych tradycji nie traktujemy jako szansy na pełniejsze poznanie Boga. Wciąż próbujemy się licytować, czyja wiara, religia jest najprawdziwsza, jakbyśmy nie pamiętali, do jakich tragedii to prowadzi. Tymczasem Paweł Apostoł radzi: „przygarniajcie jedni drugich, podobnie jak Chrystus przygarnął was dla chwały Boga”. Wyznawców innych religii i ateistów też, a zwłaszcza prawdziwych i rzekomych nieprzyjaciół, skoro i ich powinniśmy kochać.

Piotr Pawłowski z inicjatywy Świecka Szkoła mówi, że „Kościół będzie tracił na znaczeniu głównie dlatego, że ludzie go nie potrzebują, a nie dlatego, że go nie lubią”. Spróbujmy się zastanowić, dlaczego jako chrześcijanie staliśmy się zbędni, a myślę, że również nielubiani? W latach 80. ubiegłego wieku Leszek Kołakowski pisał: „Jeżeli to nie Boga i Jezusa szukają ludzie w Kościele, nie ma on do wypełnienia żadnego specjalnego zadania (...). Jeżeli Go nie znajdują, odchodzą, żeby szukać gdzie indziej”. Parafrazując pytanie jednego z bohaterów filmu „Pokuta”, można zapytać: A po cóż komu Kościół, który nie prowadzi do Boga?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Zbędni i nielubiani