Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zamek naszych żywotów

Zamek naszych żywotów

09.07.2018
Czyta się kilka minut
Syryjska poetka Kholoud Charaf nie tylko prezentuje cierpienie ludzi dotkniętych konfliktem, ale także nieustannie zadaje pytanie o narzędzia, których do tego celu używa.
ADRIANNA BOCHENEK / AG
W

Wswej ostatniej książce zatytułowanej „Widok cudzego cierpienia” Susan Sontag zauważa, że większość z nas postrzega wojnę jako aberrację, której nie da się uniknąć, pokój zaś jako normę, której nie sposób ustanowić.

Sprawa wydaje się oczywista: wojna to zło, wojna to ból, wojna to śmierć. Wszystko, co z nią związane, jawi nam się jako moralnie naganne. Ci, którzy wywołują konflikty zbrojne, zasługują na potępienie i najcięższe kary. Krytykujemy nie tylko sprawców, lecz także tych, którzy wobec doniesień o wojennych zbrodniach zachowują obojętność. Obrazy przedstawiające cierpienie ofiar, zwłaszcza ludności cywilnej, wzbudzają w nas litość (Arystoteles twierdzi, że odczuwamy ją wtedy, gdy dane nam jest obserwować męczarnie ludzi niewinnych, a na dodatek z jakiegoś powodu nam bliskich). Wzywamy do poszanowania praw człowieka, do deeskalacji konfliktu, do zawarcia pokoju, do objęcia pomocą humanitarną wszystkich, którzy jej potrzebują.

Oburzenie i litość przeciwko obojętności i bezczynności. A co, jeśli oburzenie i litość, mimo że wydają się najadekwatniejszą reakcją na ludzką krzywdę, przeszkadzają w podjęciu skutecznych działań antywojennych? Co, jeśli na pewnym poziomie to właśnie one czynią nas ślepymi na pewne aspekty konfliktu zbrojnego, które sprawiają, że staje się nieunikniony? Skoro postrzegamy wojnę jako nieuchronną aberrację, to znaczy, że w naszym sposobie myślenia od samego początku obecna jest sprzeczność. Przeświadczenie, że nie można pozbyć się błędu, wywołuje w nas rujnujące poczucie frustracji i bezsilności. A co, jeśli oburzenie i litość są nie tylko reakcją na widok cudzego cierpienia, ale także emocjonalną sztuczką, za pomocą której nasza psychika próbuje uporać się z tym wyjściowym impasem? Wydaje się, że lepiej współczuć, niż pozostać obojętnym, ale są takie sytuacje, w których współczucie zaślepia, blokuje świadomość i unieruchamia nas. Co – rzecz jasna – nie oznacza, że możemy zachować obojętność.

Właśnie taką lekcję zawdzięczamy Kholoud Charaf, poetce, która w 2016 r., pięć lat po wybuchu wojny w Syrii, opublikowała tom „Resztki motyla”. Jednym z najważniejszych tematów jej wierszy jest konflikt, o którym autorka opowiada z perspektywy krytycznego świadka. Nie tylko prezentuje konkretne zdarzenia, ale także nieustannie zadaje pytanie o narzędzia, których do tego celu używa. Nie tylko pokazuje, ale też podejmuje refleksję nad tym, jak pokazuje. Zastanawia się również nad pozycją, którą zajmuje potencjalny odbiorca – nad jego uwarunkowaniami i ograniczeniami mogącymi przeszkodzić w zrozumieniu doświadczeń, które stały się udziałem ofiar syryjskiej wojny.

W wierszu „Fotografia” wymienia trzy powody, dla których świadkowie starają się udokumentować zbrodnie i przekazać obrazy cierpienia.

„Fotografujemy powietrze które nas połyka / Aby świat zobaczył”. Albowiem tylko to, co widzialne, może stać się przedmiotem troski. Kategorię widzialności trzeba jednak opatrzyć dodatkowym komentarzem. Fakt, że ktoś został przedstawiony na zdjęciu, nie oznacza wcale, że patrzący będzie w stanie tego kogoś „dostrzec” i uznać za osobę godną opieki.

Żeby tak się stało, widz musi być odpowiednio przygotowany. Na jego percepcję mają wpływ podlegające determinacjom politycznym mechanizmy, które pozwalają ująć czyjeś życie i przedstawić je jako wartościowe lub bezwartościowe. Judith Butler nazwała te mechanizmy „ramami” i przypisała im kluczową rolę w naszym stosunku do innych, zwłaszcza tych, którzy doświadczyli krzywdy. Jeśli danego życia nie postrzegamy jako godnego opłakiwania, jeśli jawi nam się ono jako bezwartościowe, wówczas żaden obraz nie wywoła w nas pozytywnej reakcji.

Reinterpretując kategorie Arystotelesa, można powiedzieć, że litość w odniesieniu do cierpienia niewinnych odczuwamy tylko wtedy, gdy osoby te mieszczą się w naszych ramach poznawczych. Pozostali zostają połknięci przez powietrze; znikają w nim bez śladu. U Charaf zadanie świadków jest podwójnie trudne: muszą nie tylko sfotografować ofiary zbrodni, ale także uchwycić na zdjęciu i rozbroić to, co czyni ich niewidzialnymi.

„Fotografujemy kota co ogryza nasze kości / Aby świat pamiętał”. Albowiem pamięć wyznacza trajektorię, po której wspólnota ocalonych może poruszać się w przyszłość. Według Sontag zbrodnie wojenne i tragiczne wydarzenia z życia jakiejś zbiorowości, które nie zostały udokumentowane za pomocą obrazów, wydają nam się bardziej odległe, przez co pozostajemy wobec nich obojętni i rugujemy je z naszej pamięci. „Naszej”, czyli czyjej? „Wszelka pamięć jest jednostkowa – przekonuje Sontag – niepowtarzalna – umiera wraz z człowiekiem. To, co nazywa się zbiorową pamięcią, nie jest pamiętaniem, lecz ustalaniem” (przeł. Sławomir Magala). Wspólnota – lokalna lub globalna – ustala, co jest dla niej ważne, co jest jej dziedzictwem, co zaś brzemieniem; co stanowi fundament jej działania, co zaś wartość nadrzędną. Zdjęcia przedstawiające krzywdy, których doznali niegdyś członkowie danej grupy, stają się częścią kulturowego imaginarium. Przypominają o klęskach, porażkach, cierpieniach i bólu poprzednich pokoleń, ich wiktymizacji oraz upokorzeniu. Jednak to nie wszystko. Przywołują również – jak nazywa to Sontag – cud przetrwania. Kot ogryzający kości ofiar to bezmyślny (niewinny, przez co jednak wcale nie mniej bezwzględny) wspólnik niepamięci. Fotografia (podobnie jak wiersz) sprzeciwia się procesowi materialnego unieobecniania cierpienia i anihilacji śladów tego, co kiedyś było żywe.

„Fotografujemy jak mrówka spada z głowy cukru i traci przytomność / Aby świat się oburzył”. Albowiem ofiary zawsze żywią nadzieję, że erupcja oburzenia skłoni innych do działania, przepoczwarzy ich z widzów w aktorów, których reakcje powstrzymają kolejne zbrodnie. W wierszu Charaf świadkowie próbują zwrócić uwagę patrzących na detale, przedstawić im cierpienie w skali mikro, przyciągnąć ich do samej podstawy, wyodrębnić pojedyncze atomy bólu, by uświadomić im skalę problemu, który trzeba rozwiązać.

Wydaje się, że Charaf jest sceptyczna, jeśli chodzi o powodzenie tej misji. Świat, jeśli już spojrzy, to tylko na chwilę. Jego jedyną reakcją będzie lekkie westchnienie. Być może ktoś zostanie ocalony, jednak prędzej czy później aberracja w postaci kolejnego konfliktu powróci. Obrazy zostaną zarejestrowane wyłącznie przez maszynę, zobaczy je tylko aparat. Dane zostaną przechowane do późniejszej analizy, która jednak nie przyniesie trwałych zmian.

Końcówka wiersza nie tylko wyjaśnia powody sceptycyzmu autorki, ale też rzuca światło na przyczyny problemu. Zapominamy, że Ziemia jest zamkiem naszych żywotów. Zapominamy, że każdy z tych żywotów powiązany jest z innymi i pozostaje z nimi w zależności. Zapominamy, a nawet więcej: nie dostrzegamy, że pewne działania podejmowane w jednym ze skrzydeł zamku mają wpływ na to, co wydarza się w innych jego częściach. Litość – pisze Sontag – jest nam potrzebna przede wszystkim po to, by zająć „odpowiednią” pozycję wobec władzy. Skoro współczujemy, to znaczy, że stajemy po stronie ofiar, po stronie niesprawiedliwie pokrzywdzonych, a zarazem zachowujemy dystans wobec sprawców. Moralnie jesteśmy bez zarzutu.

Jednak niezależnie od szczerości naszych uczuć cała ta litość jest jedynie fikcją, która służy jako zasłona dla kłopotliwego faktu: nasza pozycja w świecie, nasz dobrobyt i nasze bezpieczeństwo, a mówiąc ściśle – polityczna konstrukcja dobrobytu i bezpieczeństwa, to pośrednie przyczyny cierpienia innych. Być może – zdaje się sugerować Charaf – aberracja jest nieunikniona, a pokój i wolność wydają się nieosiągalne, właśnie dlatego, że zamiast wziąć odpowiedzialność za cały zamek żywotów, nieustannie miotamy się między obojętnością a współczuciem. ©℗

KHOLOUD CHARAF jest poetką, krytyczką sztuki i publicystką. W 2003 r. ukończyła studia na Uniwersytecie w Damaszku i została technikiem medycznym. Przez dekadę pracowała jako analityk medyczny w różnych instytucjach. Przed wybuchem wojny domowej w Syrii podjęła studia literaturoznawcze, które z powodu konfliktu musiała przerwać. Angażowała się w pomoc dla ofiar. W 2016 r. opublikowała swój debiutancki tom „Resztki motyla”. Obecnie pracuje nad drugą książką poetycką. Od marca 2017 r. przebywa w Krakowie jako stypendystka programu ICORN (Międzynarodowej Sieci Miast Schronienia dla pisarek i pisarzy, którzy z powodu prześladowań nie mogą żyć i tworzyć we własnej ojczyźnie).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]