Reklama

Zabawa skończona

Zabawa skończona

z Londynu
01.02.2020
Czyta się kilka minut
Wczorajszy wieczór pod Big Benem był jak cały brexit – słowa i symbole przykryły twardą rzeczywistość.
Zwolennicy brexitu przed brytyjskim parlamentem, Londyn, 31 stycznia 2020 r. / fot. AP / Associated Press / East News
Z

Zawsze coś jest na rzeczy, gdy ludzie spontanicznie zabierają na manifestacje nie swoje flagi. Powiewa się sztandarami silniejszych lub tych, z którymi wiąże się nadzieje: albańskimi w Kosowie, polskimi na Ukrainie, tureckimi wśród bośniackich Muzułmanów.

Gdy wczoraj o godz. 23:00 Zjednoczone Królestwo opuszczało Unię Europejską, pod parlamentem w Londynie wielu zwolenników brexitu wyciągnęło flagi amerykańskie. Tak jakby słynna „Union Jack” – łącząca symbolikę angielską, szkocką i irlandzką – nie wystarczała nawet w chwili, która miała być demonstracją brytyjskiej niezależności.

Trudno o bardziej dosadny symbol spadku znaczenia Brytanii – w ostatnim dniu jej 47-letniego członkostwa w Unii, oprócz opisywania przygotowań do „najwspanialszego momentu w nowoczesnej historii naszego wielkiego narodu” (słowa Nigela Farage’a, wielkiego przeciwnika Brukseli), prasa komentowała tu zapowiedź sekretarza rolnictwa USA, że na brytyjskie stoły powinny trafić płukane w chlorze amerykańskie kurczaki. Być może tylko budował swoją pozycję przed negocjacjami handlowymi – wolna od unijnych zobowiązań Wielka Brytania może je zacząć sprowadzać choćby dziś – ale też przypomniał w ten sposób, że pozbawiony wsparcia Brukseli (a odtąd z nią wręcz konkurujący) Londyn będzie musiał zawierać niepopularne kompromisy.

Wczoraj w Londynie lęk przed niepewną przyszłością usiłowano przykryć słowami i symboliką. Premier Boris Johnson wygłosił pojednawcze przemówienie; ministrowie obradowali w mieście Sunderland, pierwszym, z którego w referendum 2016 r. spłynęły głosy za brexitem; w rządowej dzielnicy Whitehall budynki iluminowano kolorami brytyjskiej flagi; do obiegu wprowadzono okolicznościową monetę.

Dla zwolenników brexitu wieczór 31 stycznia miał być okazją do radości. Setki ludzi przyszło na plac pod parlamentem. Oglądano film o członkostwie kraju w Unii (klaskano, gdy na ekranie pojawiła się Margaret Thatcher, buczano – gdy pokazywano Tony’ego Blaira). Byli przebrani za Churchilla i Britanię – kobiecą personifikację kraju. Ale impreza skończyła się dość szybko – o 23:30 skwer powoli pustoszał, a centrum Londynu powróciło do rytmu zwykłej piątkowej nocy.

Formalnie jest już po brexicie – ale do końca roku w życiu codziennym zmieni się stosunkowo niewiele; trwa okres przejściowy, podczas którego Londyn i Bruksela mają ustalić szczegóły swoich przyszłych relacji.

Powodów do zabawy będzie coraz mniej.


CZYTAJ TAKŻE:

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dosadny symbol... "Methinks, I see... Where? - In my mind's eyes". A może policzymy wspólnie amerykańskie flagi widziane okiem obiektywu? https://bigworldtale.com/world-news/brits-party-across-the-country-as-uk-leaves-the-eu-on-historic-night-the-sun/ Zdjęcia 5. i 10. to właśnie tłum przed Pałacem Westminsterskim, nieprawdaż? Przemówienia Johnsona nie znam (bez przesady, aż tak się nie interesuję), ale wierzę, że było pojednawcze. Prawdę mówiąc, takiego należało oczekiwać. Dla red. Żyły, przyzwyczajonego do stylu naszych rodzimych chamów, zwących siebie chętnie elitami, to dowód lęku i słabości, ale może Boris po prostu pamięta o zasadzie "don't add insult to injury". I o tym, że jest premierem także tych swoich rodaków, którzy Brexitu nie świętują. Ci z kolei reagują różnie, niektórzy wołając o pomstę do Unii Europejskiej, ale większość chyba już od jakiegoś czasu ułożyła się z rzeczywistością. We wczorajszym Guardianie zabrał głos znany dobrze w Polsce Timothy Garton Ash. "Chociaż trudno się z tym pogodzić, jako patrioci musimy życzyć Brexitowi (częściowego) sukcesu. Brytania nie opuściła Europy; po prostu przeszła do innego pokoju" - metaforyzuje podobnie, jak w innym temacie red. Choduń w tym numerze TP. "Jesteśmy tak samo patriotami, jak każdy Brexiteer, pragnąc jak najlepiej dla własnego kraju, jak również dla kontynentu" - wyjaśnia, jakby to było nieoczywiste. Katastrofa Wielkiej Brytanii odbiłaby się przecież negatywnie na całej Europie. "Ale" - na początku zdania ten spójnik zawsze brzmi emfatycznie - "UE ucierpiałaby również w mało prawdopodobnym przypadku, gdyby “globalna Brytania” miała spełnić marzenia zwolenników Brexitu, stając się tak atrakcyjną reklamą niepodległości, że inne kraje członkowskie mogłyby w końcu podążyć jej śladem. Jeśli to jest ogólniejszy cel Brexitu, to musimy życzyć mu klęski pod tym względem". Jeśli ktoś widzi w Brexicie skutek makiawelicznych knowań, to niech zastanowi się, co kłębi się w mózgach jego przeciwników, zwłaszcza tych zacietrzewionych bardziej niż TGA.

Jeszcze słowko. Straty i zyski widoczne będą po jakimś czasie, ale jedną - choć czysto symboliczną - możemy już odnotować po naszej, niestety, stronie kanału. Wczoraj wśród 25 najlepszych uczelni świata (w tzw. rankingu szanghajskim) mieliśmy 4 unijne. Dziś nie mamy ani jednej.

Ukazał się w Independent artykuł ilustrujący stosunek Londynu do Brexitu. Otóż z samego rana w londyńskim metrze pojawił się napis: London is Open, today and always. Burmistrz Londynu Sadiq Khan, rzecznik pozostania UK w Unii oświadczył na Twitterze: The UK may be leaving the UE today, but London remains truly global, European city. I dalej: We continue to be a beacon for progressive ideas, for liberal values and for decency and diversity. Howgh!

@kalina16 w niedziela, 02.02.2020, 11:01. Burmistrz Khan wygłosił deklarację, ale jak rzadko kiedy ta deklaracja jest również obiektywnie prawdziwym twierdzeniem. Londyn był, jest i w przewidywalnej przyszłości pozostanie europejską i globalną metropolią, jaką był zarówno w Unii, jak i na długo przed przystąpieniem do niej. Opowieści o wyprowadzce ze Zjednoczonego Królestwa banków, firm, uniwersytetów itp. z powodu Brexitu należy włożyć między bajki albo pobożne życzenia. Nie wiem zresztą, czy takie pobożne, skoro nacechowane resentymentem. Straszaków w ogóle używano rozmaitych, w tym wizji secesji Irlandii Północnej i Szkocji. No cóż, wszystko jest możliwe i warto pamiętać, że około roku 1980 nikt nie spodziewał się, że prognoza Amalrika (Просуществует ли Советский Союз до 1984 года?) spełni się z niewielkim tylko opóźnieniem, chociaż na szczęście nie w wyniku wojny z Chinami. Jednakże wypowiedzi takie, jak ostatnio Tuska - o radości, z jaką Unia wkrótce powita niepodległą Szkocję - tylko potwierdzają ex post niektóre argumenty zwolenników wyjścia. Charakterystyczne, że mocno lewicowy i proeuropejski The Guardian od razu opatrzył tę wypowiedź komentarzem, w świetle którego eks-przewodniczący RE wychodzi na, jakby to powiedzieć?... człowieka mającego niezbyt dokładne wyobrażenie o prawnych, ekonomicznych, a i politycznych aspektach sprawy. Albo i mającego, ale z jakichś przyczyn kierującego się nieodpartym przymusem śpiewania dalej na melodię pieśni "Gott strafe England", która pomału schodzi z europejskiej listy przebojów. Jeśli w tym roku uda mi się spełnić odkładany od paru lat zamiar krótkiego wypadu na ostatnią noc promsów, to sam usłyszę, czy śpiewają "Rule Britannia" cieniej, czy wprost przeciwnie. Na razie to tylko wróżenie z fusów. Pozdrawiam.

Tu mały drobiazg - o ile wiadomo większość Szkotów po prostu chce być w Unii. Możliwe więc, że słowa Tuska nie świadczą o jego "zakutym łbie" (jak wydaje się Pan sugerować), lecz po prostu o wrażliwości na los ludzi...

Tak brzydko wypowiedzieć się o byłym premierze mojego bądź co bądź kraju, choćby z niemiłej mi opcji? Nigdy bym się nie ośmielił. Ale we wrażliwość Donalda Tuska wątpię. Albo uważam ją za nieprzemyślaną w sytuacji, kiedy Europa przynajmniej oficjalnie krytykuje aneksję Krymu i niepodległość republik Donieckiej i Ługańskiej oraz nic nie robi dla wsparcia walki Katalończyków o pełne samostanowienie. Tam się tego domagają liczniej, głośniej i ofiarniej niż Szkoci, a Madryt nie dał im nawet jednej szansy wypowiedzenia się w tej sprawie (organizatorzy referendum niepodległościowego odsiadują długoletnie wyroki albo schronili się za granicą). Szkoci głosowali z błogosławieństwem Londynu zaledwie kilka lat temu. Czy w ewentualnym nowym państwie szkockim też będzie się co kilka lat pytać obywateli, czy przypadkiem nie chcą ponownie do Unii (brytyjskiej)? Można powiedzieć, że jest to w sumie kwestia spójności poglądów i czynów (po angielsku "integrity", czasem rozumiane jako synonim etycznego postępowania). Mnie jednak bardziej chodziło o czysto pragmatyczne podejście, bez względu na moralną ocenę. Otóż ewentualna niepodległa Szkocja musiałaby się starać o członkostwo od nowa, tak samo jak każdy nowy kandydat, a więc najpierw uporać się z deficytem budżetowym o wiele przekraczającym unijne wymagania. Po drugie, nie wiem, czy większość Szkotów ucieszyłaby się z ustanowienia bariery celnej na granicy z resztą Królestwa, z którym jest gospodarczo bardziej związana niż z kontynentem. Po trzecie, akcesja wymagałaby jednomyślnej zgody państw członkowskich i tu wróżę poważne przeszkody ze strony Hiszpanii, mimo że ten kraj ma własne porachunki z Anglikami o Gibraltar. Czemu? Zgadnij, koteczku, jak mawiał nieodżałowany Kisiel. Dla ułatwienia dodam, że Hiszpania wraz z kilkoma innymi państwami, m.in. Cyprem i Gruzją, dotychczas nie uznała nawet niepodległości oderwanego od Serbii Kosowa. Last but not least, największy odsetek głosów przeciwko niepodległości Szkocji był w regionach silnie zależnych od rybołówstwa i tam zapowiedź wyłączenia się ze wspólnej polityki w tym zakresie mogła tylko zwiększyć liczbę zwolenników pozostania w UK. Wiadomo, że politycy puszą się i stroszą, żeby zbić z tropu przeciwnika, ale w wizje pani Sturgeon pewnie ona sama nie wierzy tak mocno, jak niektórzy kibice szkockiej niepodległości.

Ci co lubią Unię się smucą, Ci co nie lubią się cieszą :-) Ja subiektywnie myślę: Matka-Natura tak świat skonstruowała, że NAJLEPIEJ SIĘ ON ROZWIJA jeśli łączą się (zderzają ?) przeciwieństwa: kobiety-mężczyźni, "prowincjusze-wielkomiejscy", dzieci-starsi, wierzący-niewierzący, biali-czarni,... Gdy każdy zamyka się w swoim grajdole to z czasem dziwaczeje i "kapcanieje". Ja wolę "trzeć się z innymi" (mając przy tym bodźce do rozwoju), niż w pełni samozadowolenia zamykać się w swojej zagrodzie...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]