Sens walki powinien być mierzony wartościami, a nie szansami na zwycięstwo – tego cytatu z Henryka Elzenberga użył w swoim pierwszym wystąpieniu kandydat PiS na prezydenta Karol Nawrocki. Choć słowa te miały uzasadniać bliską mu doktrynę polityki historycznej, w ramach której romantyczne zrywy ceni się wyżej niż pozytywistyczny pragmatyzm, to akurat do wyboru kandydata przez PiS cytat mało pasuje. Bo wybór ten ma cechy ucieczki z pola walki, w której widzi się niewielkie szanse na wygraną.
Karol Nawrocki kandydatem PiS
Wystawienie prezesa IPN w prezydenckim wyścigu może dziwić. Oczywiście jest wiele racjonalnych argumentów, które podają politycy PiS, gdy się z nimi rozmawia o tym wyborze. Mówią, że Nawrocki jako kandydat „obywatelski” ma szanse powalczyć również o elektorat umiarkowanie niechętny ich partii i niezbyt wysoko (ale też nie skrajnie nisko) oceniający osiem lat jej rządów. Że hasło dążenia do „zakończenia wojny polsko-polskiej”, z którym wystąpił podczas niedzielnej konwencji prezes Jarosław Kaczyński, uzasadniając wybór Nawrockiego, może trafić u części elektoratu na podatny grunt. Faktycznie: prezes IPN formalnie jest spoza PiS. Głosy żelaznego elektoratu tej partii ma i tak, a w drugiej turze szukanie poparcia u ludzi zmęczonych wojną PO z PiS wydaje się mieć sens.
Z racjonalnymi argumentami kontrastują wychodzące na jaw okoliczności tego wyboru, czyli „walka buldogów pod dywanem”, w ramach której różne frakcje partyjne uzyskiwały przewagę. Każda miała też swojego kandydata: ziobryści i część PiS Przemysława Czarnka, grupa bliższa prezesowi początkowo Tobiasza Bocheńskiego, sam Jarosław Kaczyński zaś stawiał na wiernego druha Mariusza Błaszczaka. Nieprzypadkowo tę trójkę lider PiS wymienił podczas niedzielnej konwencji w Krakowie. Ostatecznie wszystkich zdystansował Nawrocki, którego od dawna forsował mający wciąż wpływ na prezesa Adam Bielan. Szef IPN w końcówce został również poparty przez wpływową frakcję Mateusza Morawieckiego.
Wskazanie na Nawrockiego spowodowało, że żadna z grup nie została do końca dowartościowana, bo jego ewentualny sukces żadnej nie wzmacnia. Nawrocki ma też niewielkie szanse na to, by – w razie minimalnej przegranej – stać się kandydatem do walki o przywództwo w PiS. Co by mogło mieć miejsce, gdyby kandydatem został Czarnek, którego akcje do końca były wysokie. Tyle że do nominacji Czarnka nie chciał dopuścić Morawiecki.

Wybór Nawrockiego, co część polityków PiS niechętnie przyznaje, to również kapitulacja tej partii. Po pierwsze, wybrała kandydata niosącego ogromne ryzyko.
Kim jest Karol Nawrocki?
Nie chodzi nawet o potencjalne „trupy w szafie” (już wyciągnięto mu zdjęcie ze sparingpartnerem, który okazał się przedstawicielem gdańskiego półświatka). Przede wszystkim jest to kandydat nieznany szerszej publiczności. Niedzielna konwencja miała go zaprezentować jako człowieka rodzinnego – przedstawiono jego żonę i trójkę dzieci – a zarazem nieco zmiękczyć wizerunek twardego narodowca. Jeśli nawet to się częściowo udało, poważnym problemem jest brak doświadczenia Nawrockiego w politycznych bojach.
Jego niedzielny występ nie był przekonujący. Nie tylko czytał swoje wystąpienie z kartki, ale nawet tego nie potrafił zrobić bez potknięć. Na dziś w rywalizacji na polityczną retorykę zostałby rozniesiony zarówno przez Rafała Trzaskowskiego, jak też przez Szymona Hołownię.
Wybory prezydenckie 2025 dla PiS
Impreza PiS odbyła się w słynnej hali „Sokoła”, czyli w tym samym miejscu, w którym w 2014 r. wskazano na kandydata Andrzeja Dudę. Niektórzy politycy PiS widzą tu analogię: że na Dudę też początkowo nikt nie stawiał, że również miał niskie poparcie i nie był znany. Jednak te sytuacje nie są podobne.
Duda w 2014 r. był politykiem jakoś rozpoznawalnym, ministrem w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego, potem posłem, rzecznikiem PiS, wreszcie europosłem. Był też kandydatem obozu, który dysponował pełną subwencją na kampanię, a poza tym walczył o prezydenturę, a nie jej bronił. Co jednak najważniejsze: Duda okazał się wyjątkowym talentem kampanijnym, a zdolności retoryczne stały się jednym z jego mocniejszych atutów.
Tylko pozornie obecna sytuacja przypomina więc tę z lat 2014-15, potwierdza to również politolog Antoni Dudek:
– Jest faworyt i nieznany kandydat. Jednak więcej widzę różnic, dlatego nie podejmuję się prognoz. Poza jedną: jeśli Karol Nawrocki nie wejdzie do drugiej tury, w PiS zacznie się najgłębszy kryzys w dziejach tej formacji.
Gdyby kandydat PiS nie znalazł się w finale walki o prezydenturę, byłaby to sensacja, ale w przypadku takiej osoby jak Nawrocki niczego nie można wykluczyć. Zresztą, wystawiając go PiS pokazuje, że nie bardzo wierzy w sukces w wyborach prezydenckich. Jest to bowiem manewr podobny do tego, jaki partia stosowała w walkach o prezydenturę największych miast, gdy widziała niewielkie szanse na zwycięstwo. Wtedy stawiała właśnie na kandydata „ponadpartyjnego” (np. Czesława Bieleckiego w wyborach prezydenta Warszawy w 2010 r.). Ewentualna porażka kogoś takiego jest porażką głównie jego, a nie partii, choć oczywiście na nią także spada odium. Zwłaszcza w tak spektakularnej rywalizacji jak wybory prezydenckie.
Kandydat KO: Rafał Trzaskowski
Rywalizacja Karola Nawrockiego z Rafałem Trzaskowskim będzie o tyle ciekawa, że stanie się starciem kandydata spoza partii z kandydatem, którego partyjność jest bardzo silna. Będzie to zatem nowa odsłona dwudziestoletniego konfliktu obozu PO z obozem PiS.

Odbywające się w ostatni piątek prawybory prezydenckie w KO Trzaskowski wygrał z Radosławem Sikorskim właśnie dlatego, że był mocno zakorzeniony w partii. Działacze samorządowi pamiętali, że jest jednym z nich, posłowie nie zapomnieli, że wspierał ich w różnych kampaniach. Sikorski tymczasem wciąż jest w PO traktowany trochę jak obce ciało.
Prawybory okazały się też potwierdzeniem pozycji Donalda Tuska. W przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego nie obawiał się, że taki tryb wyłaniania kandydata wymknie się spod kontroli. Choć premier unikał jakichkolwiek deklaracji, kogo popiera, politycy PO i innych ugrupowań tworzących Koalicję Obywatelską trafnie odczytali, na kogo stawia. Żądanie, by prawybory odbyły się tak szybko, było wskazaniem na Trzaskowskiego. Czas grał bowiem na korzyść szefa MSZ, który był nowym kandydatem, ale szybko gonił „pewniaka”, jakim był prezydent Warszawy praktycznie od 2020 r.
Trzaskowski trudnym rywalem dla Nawrockiego
Wypuszczenie w kluczowym momencie wewnątrzpartyjnego sondażu z wyraźnym wskazaniem na Trzaskowskiego, mimo że został on przeprowadzony przed ogłoszeniem prawyborów, również zostało odczytane jako poparcie kierownictwa dla Trzaskowskiego. To także wpłynęło na decyzję wielu działaczy wahających się, na kogo oddać swój głos. Tym bardziej że niektórzy nie do końca dowierzali w tajność prawyborów.
Popieranie przez premiera prezydenta stolicy nie powinno dziwić.
– Tusk ma świadomość, że Trzaskowski ma za sobą dużo bardziej rozbudowane struktury, więc będzie w stanie prowadzić skuteczniejszą kampanię. Będzie też kandydatem więcej niż jednego tematu, czyli bezpieczeństwa. No i jest sprawdzony w boju, bo w 2020 r. otrzymał ponad 10 milionów głosów – mówi polityk PO.
Inny zwraca uwagę, że Trzaskowski jako prezydent RP będzie mniej nieprzewidywalny. – Rząd z czasem zawsze się politycznie zużywa, natomiast prezydent, jeśli nie popełnia błędów, niekoniecznie. Taka sytuacja powoduje, że w jego otoczeniu zaczyna dominować przekonanie, że należy odciąć się od tracącego popularność rządu, nawet jeśli wywodzi się z tego samego obozu politycznego. W takiej sytuacji z punktu widzenia premiera lepiej mieć w Pałacu Trzaskowskiego niż Sikorskiego, otorbionego przez Romana Giertycha i Michała Kamińskiego.
Wyraźne zwycięstwo Trzaskowskiego w prawyborach pokazało też, że Platformie, w wyniku wewnętrznej rywalizacji, nie grozi rozłam. Frakcja popierająca Sikorskiego okazała się na tyle słaba, że jakiekolwiek dalsze ruchy polityczne z jej udziałem są bardzo mało prawdopodobne.
Dlaczego Trzaskowski jest dziś faworytem?
Czy tak wyraźne zwycięstwo Trzaskowskiego w prawyborach, przy zagadkowości szans Nawrockiego, pozwala postawić tezę, że prezydent Warszawy już dziś jest zdecydowanym faworytem? Tego nie chce potwierdzić nikt, pamiętając o przypadku Bronisława Komorowskiego z roku 2015. W ciągu pół roku, które zostały do wyborów, może się wiele wydarzyć. Włącznie z eskalacją wojny na wschodzie albo wręcz z incydentami na naszej granicy, co może spowodować, że prezydentura „tylnymi drzwiami” trafi do Szymona Hołowni. W przypadku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego wyborów się przecież nie przeprowadza, a po zakończeniu kadencji Andrzeja Dudy, czyli po 6 sierpnia 2025 r., obowiązki prezydenta przejmuje w takiej sytuacji marszałek Sejmu. To jednak marginalny scenariusz.
Szansą Karola Nawrockiego jest to, że nie ma nic do stracenia. Jest tak mało znany, że może tylko zyskiwać. Byłemu dyrektorowi Muzeum Westerplatte walka, w której jest się skazanym na porażkę, nie powinna być obca.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















