Wstyd to narzędzie rozwoju. Problemem jest, gdy zaczyna niszczyć

Prof. Karolina Krawczak: Wstydzimy się rzeczy widocznych. Jeżeli osoby, na których opinii nam zależy, nie wiedzą, cośmy nabroili, raczej po nas to spłynie.
Czyta się kilka minut
Fot. Adobe Stock
Fot. Adobe Stock

Marcin Tusiński: Czego Ty się wstydzisz?

Prof. Karolina Krawczak: Zawsze stresuję się przed wystąpieniami publicznymi, mimo że mam sporo lat doświadczenia. Boję się, że nie wypadnę tak dobrze, jak bym chciała. Przeżywam wstyd antycypacyjny. Przygotowuję się bardziej niż to konieczne, żeby uniknąć utraty twarzy.

Prywatnie wstydzę się kwestii związanych z wyglądem. Nie założyłabym krótkiej spódniczki, bo wstydziłabym się, że nie mam idealnych nóg. Chciałabym być przynajmniej o kilka kilogramów szczuplejsza. Myślę, że czułabym się z tym lepiej. To takie konkretne, prozaiczne kwestie.

Z czego wynika odczucie wstydu w obu tych przypadkach?

Wstyd jest kategorią poznawczą, którą tworzymy zupełnie podświadomie, żeby nie powiedzieć: nieświadomie, poprzez nasze osobiste doświadczenie, ale w kontekście społeczno-kulturowych oczekiwań, norm, standardów. Kiedy w subiektywnym poczuciu od nich odstajemy, może pojawić się poczucie niezadowolenia z własnej osoby, a w konsekwencji możemy zacząć odczuwać emocje negatywnej samooceny.

Wstyd należy do kategorii emocji negatywnej samooceny, określanych również mianem emocji społecznych, do których zaliczają się także: zażenowanie, poczucie winy albo dumy – to ostatnie jest oczywiście pozytywnym przejawem emocji społecznych. Wstyd może wiązać się także ze smutkiem, złością, lękiem, strachem przed odrzuceniem lub utratą twarzy. Tego ostatniego obawiamy się szczególnie silnie w bezpośredniej grupie, na której nam zależy. Wiele z tych emocji ze sobą współwystępuje. Wstyd jest najbardziej negatywnie nacechowany, bo często może się wiązać z chęcią wycofania się, schowania, zniknięcia.

To emocja, która w literaturze psychologicznej rozpoznawana jest jako ta, która rzutuje na postrzeganie całościowej tożsamości jednostki. W odróżnieniu od np. poczucia winy czy zażenowania, które nie rzutują na całościowe postrzeganie siebie, tylko na konkretne sytuacje.

W jaki sposób wstyd wpływa na kształtowanie naszej tożsamości?

Znany (emerytowany już) profesor socjologii z University of California, Thomas Scheff, napisał w 1988 r. na łamach czasopisma „American Sociological Review”, że żyjemy w permanentnym poczuciu wstydu albo dumy. Jesteśmy tak ukształtowani normami, oczekiwaniami, założeniami, regułami społeczno-kulturowymi, że zawsze jesteśmy albo z siebie zadowoleni i dumni, albo popadamy w różne odcienie wstydu.

To brzmi tak, jakbyśmy nie mieli wyboru.

W pewnym sensie tak jest, choć to niekoniecznie takie złe. Wstyd działa w odniesieniu do grupy – rodziny, rówieśników, kolegów i koleżanek w pracy... Określany jest mianem self regulatory emotion, pozwala regulować własne zachowanie w celu uniknięcia ewentualnej negatywnej samooceny lub złej oceny od innych. I w tym sensie pełni także pozytywną rolę w społeczeństwie jako mechanizm samokontroli.

Potrzeba przynależenia i tego, abyśmy wypadli dobrze w naszych działaniach, jest na tyle silna, że zupełne uwolnienie od myślenia w tych kategoriach byłoby bardzo trudne. Aczkolwiek, z moich badań nad wyrażaniem emocji społecznych w kontekście prozy amerykańskiej, brytyjskiej, francuskiej i polskiej wynika, że istnieją w tej kwestii różnice kulturowe. A to oznacza, że emocje społeczne nie są czysto biologicznymi reakcjami, lecz zależą także od tego, jak interpretuje się je w kontekście różnych kultur i grup społecznych. Poza tym są między nami też różnice indywidualne. Jedni są wrażliwi na konwenanse, inni czują się bardziej wolni od oczekiwań społecznych.

Psychologowie społeczni podzielili kultury na kolektywne i indywidualistyczne. Sposób odczuwania emocji społecznych jest zależny od tego, w której z nich żyjemy. Kultury kolektywne, do których należą kultury Wschodu – a Polska jest bardziej kolektywna niż indywidualistyczna – uznają przynależność do grupy za szalenie ważną, bo ich postrzeganie siebie jest często rozszerzone właśnie o grupę. Odczuwanie wstydu zależnego, który wynika z tego, że ktoś bliski robi coś, co wywołuje poczucie negatywnej samooceny, występuje częściej w kulturach kolektywnych.

W kulturach indywidualistycznych – Ameryka oczywiście wiedzie tu prym, a Wielka Brytania jej nie ustępuje – postrzeganie siebie jest węższe. Tam odczuwanie wstydu nawet w odniesieniu do np. rodziców-alkoholików czy rodziny w ogóle może nie być aż tak powszechne, co nie znaczy, że nie występuje wcale. Jednostki skupiają się na swoich celach osobistych, niekoniecznie narzuconych przez innych, np. rodziców.

Nie można tu oczywiście generalizować, mówimy o tendencjach i prawdopodobieństwie ich wystąpienia. Ja podchodzę do zagadnienia różnic kulturowych z perspektywy językowej. Ustalone przeze mnie wzorce wynikają z badań współczesnej literatury wspomnianych społeczności. Badałam, jak ludzie rozumieją te emocje, jakich używają słów do ich wyrażenia oraz w jakich sytuacjach to robią.

W moich badaniach nad wstydem skupiałam się na przymiotnikach występujących w literaturze, takich jak zażenowany, zakłopotany, zawstydzony czy winny w języku polskim, i ich odpowiednikach w pozostałych badanych przeze mnie językach. Analizowałam setki użyć tych wyrażeń dla różnych cech kontekstualnych, takich jak źródło emocji, obecność świadków, czas ich trwania... 

Wychodziłam z założeń językoznawstwa kognitywnego, które opiera się na tzw. usage-based models of language, czyli rozumieniu języka w oparciu o użycie. Oznacza to, że poprzez analizę użycia języka możemy uzyskać wgląd w leżącą u jego podstaw strukturę konceptualną, dzięki której interpretujemy otaczającą nas rzeczywistość.

Czego więc wstydzą się Polacy?

Wyszło na to, że my w Europie Środkowej, wśród Słowian, używamy terminów kojarzonych ze wstydem znacznie częściej w kontekście sytuacyjnym. Odczuwamy tę emocję i wyrażamy ją w kontekście tu i teraz. Na przykład: „Ach, kwiaty! – zawołała. – Niech pan tutaj złoży – wskazała na szklany stolik. Położył kwiaty, zawstydzony ich mizerią”. albo: „Chłopak się zaczepił obcasem o szczebel i spadł do sieni, szczęściem na siennik. Zerwał się zawstydzony”. 

Psychologia mówi nam, że wstyd jest emocją rzutującą na całościowe postrzeganie siebie. Normalnie powinien zatem odnosić się do lęku przed ostracyzmem, ważnych kwestii związanych z tożsamością. W języku polskim odnosi się natomiast do odczuć wywołanych określoną sytuacją, w obecności innych.

 

Jeżeli osoby, na których opinii nam zależy, nie są świadome tego, cośmy nabroili, to prawdopodobieństwo, że to po nas „spłynie” – rośnie. Wstydzimy się rzeczy widocznych. Ja np. nie noszę drogich strojów. I czasami zdarza się, że głupio mi przed sąsiadką, która ubiera się bardzo elegancko. Wstydzimy się też, kiedy ktoś nas publicznie źle potraktuje. Utrata twarzy jest dla nas bardzo istotna.

Niedawno pewna bardzo zaawansowana wiekiem kobieta znalazła się w szpitalu, ponieważ, bez konsultacji z lekarzem, przyjmowała leki na odwodnienie. Utrata elektrolitów mogła kosztować ją życie. Nikomu w rodzinie nie przyznała się do „samowoli”, która wywołała kryzys. Czy to dlatego?

Myślę, że ta sytuacja wywołała w niej poczucie winy, wstyd, że wykazała się nieodpowiedzialnością. Byłoby jej zwyczajnie „głupio”, co jest często wykorzystywanym, potocznym wyrażeniem oznaczającym wstyd. 

Nie chciałaby zapewne, aby rodzina robiła jej wyrzuty. W tym przypadku niewiedza rodziny na temat jej błędu jest ważną kwestią, bo dzięki temu nie straci twarzy. W Polsce pojęcie wstydu zdaje się zbliżać w potocznym rozumieniu do pojęcia znacznie lżejszego i mniej obciążającego osobę odczuwającą, tj. zażenowania. Słów związanych z kategorią wstydu używa się zarówno w sytuacjach, kiedy powody emocji są poważne, jak i wtedy, gdy są błahe.

Czym od wstydu po polsku różni się wstyd po angielsku czy francusku?

Słów należących do kategorii „wstyd” (np. ashamed) używa się tam w sytuacjach poważniejszych i ta emocja towarzyszy danej osobie znacznie dłużej niż w naszym „sytuacyjnym” kontekście wstydu. Tam wstydzą się bardziej różnych słabości, hipokryzji, ale też tego, że kogoś zawiedli. Odczucie wstydu wynika częściej z celów jednostki, a nie grupy. Odczuwają wstyd ze względu na swoją samotność i nie potrzebują świadków, aby ta emocja się pojawiła. Chodzi o niespełnienie oczekiwań własnych, co wystarczy do zaniżenia samooceny. 

Powody do wstydu są tam zatem często poważniejsze niż w naszym kręgu kulturowym, co znajduje także odzwierciedlenie w literaturze psychologicznej. W porównaniu do nas, jest o wiele mniej prawdopodobne, aby Anglik poczuł się zawstydzony przyniesieniem nieco zwiędłych kwiatów. Użyłby tu raczej wyrażeń z grupy „zażenowania / zakłopotania”.

Kolega tłumaczył mi kiedyś w Anglii, czym się różni klasa średnia od wyższej: przed domem jednych i drugich stoi taki sam range rover, tylko że u klasy średniej jest wypolerowany na wysoki połysk, u wyższej – uwalony błotem. Czy wstyd jest zróżnicowany klasowo?

Sytuacja klasowa i społeczna na pewno wywiera wpływ na to, jak interpretujemy swoje zachowania oraz na poziom pewności siebie. Im wyżej stoimy w hierarchii społecznej, ale też ekonomicznej, tym bardziej pewni siebie jesteśmy. Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę na to, jakie samochody najczęściej parkują ostentacyjnie w zakazanych miejscach. Bywam świadkiem takich sytuacji u siebie na ulicy i najczęściej są to samochody luksusowe.

W mercedesie prościej łamie się zakazy?

Można tak pomyśleć. Sądzę, że tzw. elity mogą sobie pozwolić na wstyd bardziej abstrakcyjny, na przykład związany z tym, jak Polska jest postrzegana na arenie międzynarodowej, bo mają mniej obaw bardziej przyziemnych. Niestety, czasami może to prowadzić do arogancji, jak choćby z tym parkowaniem.

Obawy o swój wygląd, ubiór, standard domu, posiadany samochód, mogą być podstawą do odczuwania negatywnej samooceny u każdego, ale pewnie częściej występują wśród ludzi niżej usytuowanych społecznie czy ekonomicznie.

Wyobrażam sobie, że łatwo tę wiedzę wykorzystać do manipulacji.

Ludzie posiadają coś, czego w świecie zwierząt nie ma, tzw. teorię umysłu, czyli zdolność wejścia w czyjeś emocjonalne, mentalne buty. Potrafimy zrozumieć, czego druga jednostka lub grupa ludzi może pragnąć lub bardzo nie chcieć. Weźmy grupę, która nie chce odczuwać wstydu ze względu na ubóstwo. Oferowanie im konkretnej formy pomocy socjalnej zadziała – ponieważ obiecuje coś, co może częściowo uleczyć ich wstyd. Świadomość tego, że ludzie za wszelką cenę pragną uniknąć wstydu, a doświadczać poczucia dumy, jest istotnym mechanizmem manipulacyjnym.

Czym jest bezwstydność?

Bezwstydność jest dosyć trudną „umiejętnością”, występującą, gdy jesteśmy aż nadto wyzwoleni od odczuwania możliwych konsekwencji łamania reguł społecznych, kulturowych i oczekiwań innych.

Jak odnaleźć złoty środek pomiędzy odczuwaniem wstydu, który nas paraliżuje, a bezwstydnością?

Wstyd, który kogoś paraliżuje, to już emocja, która pewnie wymaga porady terapeutycznej, bo nie powinno tak być. „Zdrowy” wstyd to emocja, która pozwala nam lepiej współistnieć w świecie społecznym. Myślę, że bardzo istotne jest, żeby jednak spróbować nie być zbyt wymagającym względem siebie. 

Pozwolić sobie na to, że nie zawsze jest się perfekcjonistą czy perfekcjonistką, i oddzielić to, co wzbudza w nas wstyd, od tego, kim jesteśmy. Problem rodzi się wtedy, gdy pozwalamy, żeby wstyd stał się sposobem odbioru całego siebie.

Badania psycholog klinicznej Brené Brown wykazały, że radzenie sobie ze wstydem jest kluczowym czynnikiem determinującym szczęśliwe lub nieszczęśliwe życie w rodzinie. Okazuje się, że rodziny nieobawiające się wstydzić przed sobą nawzajem i stawać w prawdzie przed innymi bez ryzyka odrzucenia – są szczęśliwsze niż te, które ukrywają prawdę i udają przed sobą, kończąc w sieci niedomówień.

Moje badania dotyczą konceptualizacji czy rozumienia wstydu i wyrażania go w języku. Niemniej, jestem przekonana, że świadome dążenie do samoakceptacji jest podstawą poczucia bezpieczeństwa i harmonii wewnętrznej. O wiele łatwiej osiągnąć to w bezpiecznym środowisku. Dlatego tak ważna jest możliwość bycia sobą przed innymi.

Istotne jest, żeby uświadomić sobie przyczyny własnego wstydu. Choćby poprzez rozmowy z bliskimi. Jeżeli jest to coś, co można skontrolować lub sprawić, żeby aż tak nie rzutowało na nasz dobrobyt emocjonalny, to super. Nie zawsze tak jest. Czasem wstyd rodzi się z czegoś, nad czym nie mamy kontroli. Na przykład z niepełnosprawności. Powodu nie da się zapewne wyeliminować, ale warto sobie uświadomić, skąd ta emocja się bierze.

Można nauczyć się z tym żyć?

Myślę, że dobrze byłoby zatrzymać się na chwilę, żeby uświadomić sobie, co się tak naprawdę odczuwa. Przed czym uciekamy. A potem pozwolić sobie na odrobinę dobroci dla samego siebie, współczucia, zrozumienia.

W jaki sposób badania pomogły Tobie? Czy łatwiej Ci teraz występować publicznie, żyć z lekką nadwagą lub nie przejmować tym, że sąsiadka jest lepiej ubrana?

Badania emocji związanych z negatywną samooceną pozwoliły mi lepiej zrozumieć ich mechanizm i uwarunkowania. Co do wystąpień publicznych, wieloletnie doświadczenie dziesiątek wykładów pomogło mi bardziej niż same badania. Z nadwagą mam do czynienia dopiero od paru lat i negatywne uczucie samooceny jest związane z dwiema kwestiami: świadomością, że nawet niewielka nadwaga nie sprzyja zdrowiu, a zatem czuję się winna, że najwyraźniej nie prowadzę najzdrowszego trybu życia, a chciałabym taki mieć, i oczekiwaniem tego, jak chciałabym wyglądać.

Świadomość tego mechanizmu pomaga mi zmotywować się do zmian. Przed sąsiadką nie odczuwam wstydu, odkąd uświadomiłam sobie, że jesteśmy z innych bajek. Ona zawsze wygląda, jakby szła na kolację przy świecach, a ja cenię sobie wygodę, choć staram się przy tym wyglądać dobrze.

Zawsze działamy reaktywnie – rozdarci pomiędzy wstydem a dumą? Czy kiedy uświadamiamy sobie rzeczy, które nas blokują, możemy żyć pomimo wstydu?

W normalnych warunkach, kiedy wstyd nie wymyka się spod naszej kontroli i zdajemy sobie z niego sprawę, możemy z niego korzystać jako z narzędzia. Uznać, że ma pozytywny wpływ, bo sprawia, że np. sprawdzimy tekst dwa razy, zanim go wyślemy. Wstyd antycypacyjny, czyli pojawiający się w obliczu czegoś, co ma się dopiero wydarzyć, działa zapobiegawczo – żeby do tego nie doszło. I to może mieć pozytywny efekt na nasze życie. Należy przy tym pamiętać, że mogę się potknąć i to wcale nie zmienia tego, kim jestem, nie znaczy, że jestem skreślony/skreślona zawodowo czy osobiście.

Myślę, że ważne jest, żeby uśmiechać się do siebie, okazać sobie trochę życzliwości, zrozumienia, przyzwolenia na trudniejsze dni, tygodnie, a nawet lata w życiu. Wszyscy wiemy, że powinniśmy być życzliwi dla innych, ale może należałoby zacząć od siebie?

Karolina Krawczak // Fot. Dylan Glynn / Archiwum prywatne

KAROLINA KRAWCZAK jest profesorką uczelni na Wydziale Anglistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jej badania dotyczą m.in. zastosowania ilościowych metod korpusowych do analizy użycia wyrażeń oznaczających negatywne emocje społeczne w różnych językach. Odbyła staże zagraniczne na uniwersytetach w Belgii, Francji i Szwajcarii.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wstydź się świadomie