W niedawnym wywiadzie dla „The Telegraph” Donald Trump powiedział: „Nigdy nie dałem się przekonać do NATO. Zawsze wiedziałem, że to papierowy tygrys, i Putin też o tym wie”. Z kolei na pytanie agencji Reuters, czy rozważa wycofanie USA z NATO, odparł: „Zdecydowanie, bez wątpienia. Nie zrobilibyście tego na moim miejscu?”.
Wprawdzie nie powtórzył i nie rozwinął obu myśli podczas orędzia o stanie wojny z Iranem, wygłoszonego nocą z 1 na 2 kwietnia czasu polskiego. Jednak słowa, które płyną do nas z Waszyngtonu w tych dniach, zapowiadają kolejny rozdział rozpadu sojuszu Ameryki i Europy.
Dlaczego kraje NATO odmówiły wsparcia USA
Tym razem powodem irytacji Trumpa jest odmowa wsparcia przez natowskich sojuszników wojny w Iranie, którą Trump rozpoczął razem z Izraelem.
Włochy i Wielka Brytania odmówiły udostępnienia swoich baz na potrzeby operacji „Epicka Furia”. Hiszpania całkowicie zamknęła swą przestrzeń dla amerykańskich lotów wojskowych, a Francja zaostrzyła ich kontrolę, eliminując – według doniesień prasowych – loty z uzbrojeniem dla Izraela.
W żadnym państwie, także w Polsce, nie ma nie tylko woli do wsparcia Waszyngtonu i Tel Awiwu, ale dominuje przekonanie, że atak na Iran był błędem, z którego Amerykanie powinni jak najszybciej wyciągnąć wnioski.
Jednak według Trumpa w Iranie „Ameryka wygrywa bardziej niż kiedykolwiek”. Sekretarz wojny Pete Hegseth dodaje, że choć Iran nie jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA, to Ameryka „podejmuje wysiłek w tej skali w imieniu wolnego świata”.
Zdaniem Trumpa i Hegsetha sojusznicy są więc nie tylko niewdzięczni, odmawiając pomocy, ale nie chcą być częścią tej wspaniałej historii.
Czy Trump może wyprowadzić USA z NATO
Od początku drugiej kadencji Trumpa wiemy, że jego słowa i cała komunikacja polityczna Białego Domu opiera się w najlepszym razie na braku spójności i konsekwencji, a w najgorszym na zmyślaniu historii lub szantażu. Tak jest również w przypadku wojny z Iranem, której cel pozostaje nieznany. Za to Trump oznajmia, że Teheran chciał uczynić go nowym najwyższym przywódcą Iranu („Nie, dziękuję. Nie chcę tego”).
Podobnie jest z wyjściem z NATO. Od 2023 r. prawo federalne USA ogranicza możliwość jednostronnego wyjścia prezydenta USA z NATO, wymagając albo zgody Senatu większością 2/3 głosów obecnych senatorów, albo odrębnej ustawy Kongresu.
Czy to zatem kolejna trumpiada, z której nic nie wyniknie? Czy może jednak zobaczymy przyspieszoną redukcję wojsk amerykańskich w Europie, abyśmy „uczyli się walczyć sami” (Donald Trump)? Albo/oraz wycofanie się Waszyngtonu ze struktur wojskowych Sojuszu, jak zrobił to francuski generał de Gaulle w 1966 r.? Bo do obu tych kroków zgoda Kongresu nie jest potrzebna.
Europa nie musi wspierać wojny z Iranem
A może właściwsze jest inne pytanie: czy chcemy dalej traktować Trumpa jak cesarza, który może kciukiem skazać nas na śmierć lub darować życie? Czy też może czas zakrzyknąć, że król jest nagi?
Po pierwsze, Trump wpadł w sidła uwielbianej przez siebie logiki biznesowej. Tylko relacja kosztów i korzyści, a nie idee i zasady, są dla niego podstawą współpracy. Ale w takim ujęciu koszty ewentualnego poparcia USA na Bliskim Wschodzie przez europejskich sojuszników przewyższają wszelkie korzyści, polityczne i ekonomiczne. To wojna z wyboru, z trudnym i zdesperowanym wrogiem.
Także z formalnego punktu widzenia nie jesteśmy zobowiązani do pomocy: Iran nie zaatakował żadnego członka Sojuszu. Gdybyśmy ją jednak teraz okazali, byłoby to odebrane w Białym Domu jako akt poddaństwa, a nie wyraz sojuszniczej solidarności. Taka jest logika ekipy Trumpa.
Nakazem rozumu jest zatem trzymanie się z dala od irańskiej awantury. Chyba że zrobimy deal: USA porzucą Rosję i doprowadzą do wygranej Ukrainy, a Sojusz pomoże swojemu największemu członkowi wygrzebać się z tej bezsensownej wojny. Ale na taki deal nie ma szansy.
Szantaż NATO to oznaka słabości USA
Po drugie, szantażując wyjściem z NATO, Trump pokazuje słabość, nie siłę. Obrażanie partnerów, mówienie o ich nieistotności, a następnie domaganie się ich wsparcia pachnie desperacją. Oczywiście, gdyby atak na Iran przyniósł szybkie rozstrzygnięcie po myśli Trumpa, miałby powód do świętowania sukcesu. Ale taka jest natura zakładów hazardowych: jak wygrywasz/przegrywasz, to wygrywasz/przegrywasz wszystko.
Dlatego wiele poprzednich administracji USA, szykując się do regionalnych konfliktów, szukało sposobów na wciągnięcie sojuszników, konsultując ich wcześniej, obiecując korzyści i rozgrywając jednych przeciw drugim. Sukces i tak byłby amerykański, za to porażka rozkładałaby się na wiele państw. Pamiętamy miesiące przed inwazją na Irak w 2003 r. i naszą w niej rolę.
Wojna z Iranem obnaża problemy przemysłu zbrojeniowego w USA
Po trzecie, przeszacowanie własnych zdolności przyniosło upadek jeszcze jednego mitu: o potędze produkcyjnej przemysłu zbrojeniowego w USA. Choć opóźnienia w dostawach nie są niczym nowym (na początku roku Szwajcaria dowiedziała się, że zamówione systemy Patriot i samoloty F-35 nie dotrą na czas, za to będą kosztować więcej), to intensywne strzelanie do irańskich rakiet i dronów splądrowało amerykańskie składy amunicji.
I to do tego stopnia, że USA przeniosły z Korei Południowej na Bliski Wschód część systemów Patriot i THAAD. Doniesienia o sondowaniu Polski w sprawie użyczenia jednej z dwóch baterii Patriotów nie wzięły się znikąd. To jednak własność nasza, a nie, jak w Korei, amerykańska, więc mogliśmy się nie zgodzić.
Punkt zwrotny dla NATO i bezpieczeństwa Europy
Jeśli operacja „Epicka Furia” jest takim obciążeniem dla arsenałów USA, to czym byłaby wojna o Tajwan? Musimy zaakceptować fakt, że Ameryka nie tylko może nie mieć ochoty nas bronić, ale że nawet gdyby miała, to nie miałaby czym. A przecież rosyjskie zagrożenie pozostaje na tym samym poziomie od kilku lat.
Czy zatem erozja znaczenia Ameryki dla bezpieczeństwa Europy osiągnęła za sprawą Trumpa apogeum? Czy wojna w Iranie zwiastuje koniec NATO w obecnej formule? A może jedno i drugie?
Jesteśmy w momencie zwrotnym historii Sojuszu. Nie dlatego, że Donald Trump rozważa wyjście z NATO, lecz dlatego, że jego rozważania nie mają już dla nas większego znaczenia. „Koń jaki jest, każdy widzi”. I żadne zaklęcia o niezbędności Ameryki dla NATO już tego niestety nie zmienią.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















