Usłyszcie nas. Głusi wyszli na ulice

Polski język migowy to język, w którym myślimy, kochamy, śnimy. Brak jego uznania to brak uznania naszej tożsamości – mówi Maciej Kortas, jeden z organizatorów protestu głuchych.
Czyta się kilka minut
Protest osób z niepełnosprawnością słuchu "Nie damy się uciszyć". Warszawa, 4 kwietnia 2025 r. // Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza
Protest osób z niepełnosprawnością słuchu "Nie damy się uciszyć". Warszawa, 4 kwietnia 2025 r. // Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza

„Idziemy po lepsze jutro” – z tym hasłem głusi wyszli na ulice 4 kwietnia w Warszawie. I przypomnieli, jak wygląda ich codzienność „dzisiaj”.

– Każdego dnia docierały do nas historie głuchych z całej Polski. O trudnościach w szkole, w pracy, w szpitalach. O samotności i braku wsparcia – pisze Maciej Kortas, głuchy od urodzenia, współorganizator protestu. – Przeanalizowaliśmy je i wybraliśmy te problemy, które się powtarzały i które były najbardziej palące.

Rządzący, skończcie ze stereotypami, słuchajcie nas

Protestujący nieśli transparenty: „Nasza cisza nie oznacza naszej zgody”, „Rządzący, skończcie ze stereotypami, słuchajcie nas”, „Głusi nie są obywatelami drugiej kategorii”, „Król Stanisław August Poniatowski miał głuchego szambelana”.

Byli głośni: uderzali w bębny, pokrywki kuchenne, używali megafonów. Głusi liderzy wchodzili na murki lub fasady pomników, by ich migające dłonie były widoczne. Co jakiś czas i tłum unosił ręce, kręcił nimi w powietrzu – tak się bije brawo w polskim języku migowym (PJM).

– Ludzie przyjechali z całej Polski, wielu uczestniczyło w czymś takim po raz pierwszy. I wszyscy mówili to samo: mamy dość bycia niewidzialnymi. Niestety, mimo protestów w 2013 i 2014 roku, sytuacja osób głuchych niewiele się poprawiła – pisze do mnie Kortas.

W mediach społecznościowych głusi od kilku tygodni publikowali vlogi ze swoimi historiami i zachęcali do udziału w proteście. Nagrywali je w PJM i dodawali napisy, by filmy były dostępne także dla słyszących.

Głucha kobieta opowiedziała, że gdy trafiła z głuchym narzeczonym na szpitalny oddział ratunkowy, nikt nie zapewnił im tłumacza. W poczekalni zorientowali się, że drzwi gabinetu otwierają się i lekarz wywołuje pacjentów, nie ma jednak wyświetlacza, dzięki któremu mogliby się zorientować, że nadeszła ich kolej. Gdy poprosili o tłumacza PJM przed badaniem i rozmową z lekarzem, osoba w rejestracji odpowiedziała, że „jest jej przykro, bo tłumacza nie mają”.

W 2019 roku weszła w życie ustawa, która miała zagwarantować osobom głuchym dostępność usług w instytucjach publicznych, także w szpitalach. Zgodnie z ustawą – miga dalej głucha kobieta – „trzy dni wcześniej trzeba zgłosić zapotrzebowanie na tłumacza”. I pyta, w jaki sposób głusi mają zgłosić potrzebę tłumaczenia w sytuacjach nagłych, bo tego ustawa nie reguluje.

Brak tłumacza w czasie porodu oznacza stres, strach i poczucie samotności

O perspektywę głuchych kobiet, także w kontekście opieki okołoporodowej, zapytałam Agnieszkę Szyc-Łuczywek, osobę słabosłyszącą, jedną z organizatorek protestu. – Wciąż wiele głuchych kobiet chodzi do lekarza bez tłumacza, bo ich nie stać na prywatną usługę, a w publicznych placówkach często nie ma tłumacza, mimo że prawo nam to gwarantuje – odpisuje Szyc-Łuczywek. – Brak tłumacza w czasie porodu oznacza stres, strach i poczucie samotności. Kobieta może nie zrozumieć poleceń personelu, nie ma możliwości o cokolwiek zapytać. Po porodzie głucha mama często nie wie, co się dzieje z jej dzieckiem, jak karmić piersią, jak je pielęgnować. Nie ma z kim o tym porozmawiać, bo personel nie zna PJM. Pisanie w takich momentach, kiedy kobieta jest zmęczona, w bólu i przestraszona – nie działa.

I dodaje: – Dlatego tak ważne jest, by polski język migowy został uznany za pełnoprawny język, którym posługują się tysiące obywateli. Nie chodzi tylko o przepisy, lecz także o godność, bezpieczeństwo i równe traktowanie.

Nawet osiemdziesiąt procent osób głuchych nie ma pracy

We vlogu głuchego mężczyzny, który opowiedział o tym, jak wygląda sytuacja osób głuchych na rynku pracy, powraca znany głuchym odruch machnięcia ręką – „nieważne”. W ten sposób reagują czasami słyszący, gdy zauważają trudności w komunikacji z głuchymi.

Głuchy miga, że wszedł na rozmowę kwalifikacyjną, położył CV na stole. Gdy rekrutujący zaczął do niego mówić, głuchy pokazał, że nie słyszy. „Była chwila zdezorientowania i skierował oczy ponownie na CV. Pokazał gestem, żebym poczekał i wyszedł” – miga mężczyzna. Słyszący wrócił po chwili i napisał na kartce, że nie mają tłumacza, na co głuchy odpisał, że mogą negocjować pisemnie. Przekonywał na kartce: „że ma złote ręce”, „że szybko się uczy” i „że ma chęć do pracy”. Prowadzący rozmowę zadzwonił gdzieś i wyszedł. „Nagle wkroczył agresywnie ochroniarz” – miga głuchy. – „Kazał mi się wynosić”.

Ci, którzy są blisko środowiska, wiedzą, że podobne doświadczenia ma wielu głuchych. – Szacuje się, że nawet osiemdziesiąt procent osób głuchych nie ma pracy – pisze w wiadomości do mnie Kortas.

Głusi domagają się uznania polskiego języka migowego jako urzędowego 

Tym, co zmieniło się w ostatnich latach, jest świadomość dotycząca polskiego języka migowego, także wśród głuchych.

– Byłem poruszony, gdy zobaczyłem podczas protestu kilka banerów z hasłem „Polski język migowy do konstytucji jako język urzędowy”. To dowód na rosnącą wśród głuchych świadomość dotyczącą uznania PJM – napisał w odpowiedzi na moje pytania Daniel Kotowski, artysta wizualny, znany między innymi z performance'u, w którym jako osoba głucha, która nie posługuje się językiem polskim mówionym, czytał na głos fragmenty Konstytucji RP.

Głusi chcą uznania PJM. Co to oznacza? – Sytuację zmieniłoby wpisanie PJM jako języka urzędowego do Ustawy o języku migowym z 2011 roku – odpowiada Krzysztof Kotyniewicz, prezes Polskiego Związku Głuchych.

I podkreśla, że to pociągnęłoby kolejne zmiany: przede wszystkim w zakresie edukacji osób głuchych i dostępności instytucji publicznych. Czyli w tych obszarach, które są najpilniejsze.

– Uznanie PJM za język mniejszości kulturowo-etnicznej to nie tylko formalność. To podstawa do zmian w prawie, w edukacji i w świadomości społecznej – pisze do mnie Kortas. – Dziś PJM jest traktowany jak „pomoc komunikacyjna”. A to nas boli. PJM to nasz pierwszy język. Język, w którym myślimy, kochamy, śnimy. Brak jego uznania to brak uznania naszej tożsamości.

Liderzy protestu spotkali się z przedstawicielami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a także z Łukaszem Krasoniem, pełnomocnikiem rządu ds. osób z niepełnosprawnościami. Wśród postulatów pojawiło się stworzenie od dawna dyskutowanego i przygotowywanego Centrum Komunikacji PJM, które miałoby zapewniać dostępność komunikacyjną głuchym w całym kraju. I zapowiedź kolejnych spotkań. – Najbliższe, zaplanowane na koniec kwietnia, ma dotyczyć edukacji – dodaje Kotyniewicz.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Usłyszcie nas