Anna Goc: Coraz częściej pojawiają się w telewizji, w miejscach publicznych. Jednak z pierwszego w Polsce „Spisu Powszechnego Tłumaczek i Tłumaczy Języka Migowego” wynika, że w sześciu województwach jest zaledwie od dwóch do pięciu tłumaczy. Trudno wtedy mówić o dostępności.
Aleksandra Kalata-Zawłocka: O dostępności tłumaczy polskiego języka migowego (PJM) możemy mówić właściwie tylko w Warszawie. Jakiś czas temu głuchy uczestnik mojego badania, który mieszka w jednym z większych miast w Polsce, opowiadał, co działo się przed wywiadówką w szkole dla głuchych. Nie wszyscy nauczyciele biegle migają, więc głusi rodzice potrzebowali tłumaczy. W mieście było kilku, mieli już zarezerwowane terminy – ci głusi, którzy zdążyli, mieli tłumacza.
Z raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2022 roku wynika, że 60 proc. nauczycieli w szkołach dla głuchych nie posługuje się biegle PJM. Szkoła to tylko jedno z miejsc, gdzie głusi potrzebują tłumaczy. Inne to m.in. gabinety lekarskie, urzędy, sale sądowe.
O potrzebie zapewnienia dostępności komunikacyjnej osobom głuchym mówimy w Polsce od kilkunastu lat. Instytucje publiczne zobowiązują do tego dwie ustawy – Ustawa o polskim języku migowym z 2011 r. i Ustawa o dostępności z 2019 r. Obie opierają się na pracy tłumaczy, jednak o tej grupie zawodowej dotąd niewiele wiedzieliśmy. Dlatego wspólnie z Kamilą Skalską ze Stowarzyszenia Tłumaczy PJM i Bartoszem Margańcem z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW postanowiliśmy sprawdzić, ilu jest tłumaczy i czy zapewnienie dostępności w naszym kraju jest możliwe. W naszym badaniu ankietowym wzięło udział 236 osób. Tłumacze są na miejscu w 85 powiatach, w 229 trzeba korzystać z ich usług z odleglejszych lokalizacji. To oznacza, że głusi mogą tam nie mieć dostępu do informacji. Żeby mówić o dostępności, potrzebowalibyśmy kilka razy więcej tłumaczy w całej Polsce, i to nie tylko w głównych miastach.
Spis był także okazją, by dowiedzieć się, kim są tłumacze, czego im brakuje i jak ten zawód jest postrzegany społecznie.
Nieco ponad połowa tłumaczy ma w rodzinie kogoś głuchego, zwykle rodziców. Wciąż się zdarza, że tłumaczeniem zajmują się osoby, które nie powinny – znają język, ale nie mają kompetencji tłumacza. Brakuje pełnej ścieżki kształcenia dla tłumaczy PJM, analogicznej do tej, którą przechodzą tłumacze innych języków. Na listach tłumaczy biegłych PJM przy sądach są tylko 33 nazwiska, co oznacza, że na salach sądowych głusi mogą nie mieć pełnego dostępu do informacji.
Z drugiej strony w środowisku tłumaczy da się zauważyć coraz większą dbałość o profesjonalizm, ale też docenianie własnej pracy. Pojawiają się tłumaczenia specjalistyczne, np. w czasie porodów czy podczas sesji psychoterapeutycznych. Coraz rzadziej pada też pytanie: „Po co tłumacz?”, a to oznacza, że świadomość społeczna o potrzebach osób głuchych wzrasta.

ALEKSANDRA KALATA-ZAWŁOCKA – prekursorka badań nad translatoryką migową i porównawczą (języków migowych i fonicznych), pracuje w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















