Uruchomiona lawina

To, co jeszcze tydzień temu było hipotezą, potwierdza się: walki w Górskim Karabachu – między kontrolującymi ten region siłami ormiańskimi i armią Azerbejdżanu, do którego Karabach nominalnie należy – to regularna wojna, a nie kolejne napinanie muskułów.
Czyta się kilka minut

Jeśli Azerowie liczyli na Blitzkrieg, to się przeliczyli. Postanowili więc wykorzystać swoją ogromną przewagę militarną, dewastując ogniem artylerii i ataków z powietrza obronę Ormian (i ich morale, bo atakują też cele cywilne), aby wtedy dopiero ponawiać ataki lądowe. Na pewno odnoszą sukcesy, choć – jak wszystko na tej wojnie bez dziennikarzy – dyskusyjne lub ograniczone. Ormianie na pewno próbują kontratakować, ostrzelali też odwetowo Gandżę (największe miasto zachodniego Azerbejdżanu). Jednak azerska presja militarna wydaje się trudna do zatrzymania przez walczących de facto w osamotnieniu Ormian. Jeśli stan obecny potrwa jeszcze jakiś czas (tygodnie? dni?), perspektywa upadku samozwańczej Republiki Górskiego Karabachu przestanie być fantazją.

O ile nie zatrzyma Azerów jakaś przewrotna fortuna wojenna, trudno, aby zatrzymały ich niemrawe apele Rosji i Zachodu o rozejm – nacjonalistyczna euforia w kraju jest już nie do wyhamowania bez spektakularnego sukcesu. Byłby on strategicznym sukcesem Turcji, wydatnie wspierającej Baku: dla Ankary byłby to, można powiedzieć, puchar Ligi Mistrzów zdobyty na boisku przeciwnika, tj. w rosyjskiej strefie wpływów i kosztem jej klienta, tj. Armenii.

Rosja może i zaakceptowałaby klęskę niesterownych ostatnio Ormian i rekonkwistę przez Azerów dużej części Karabachu; zapewne zaakceptowałaby też pewien wzrost pozycji Baku i Ankary. Ale na upadek Armenii i utratę choćby „pakietu blokującego” w polityce regionalnej (rolę tę pełnił w dużym stopniu konflikt karabachski) pozwolić sobie nie może. Wydaje się, że najbliższy tydzień to czas na ruch Rosji. Może uruchomi kroplówkę z pomocą dla Ormian, a może poczeka, aż będą musieli przyjąć ratunkową brzytwę… Może Kreml spróbuje zaszachować Turków? A może przeniesie regionalną rozgrywkę do Gruzji (faktyczny łącznik między Azerbejdżanem i Turcją), która w napięciu patrzy na sąsiadów i oczekuje wyborów 31 października?

Tak czy inaczej, Azerowie (i Turcy) chyba uruchomili lawinę. ©

Czytaj także: Wojciech Jagielski: Nowa wojna starych wrogów

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2020