Niedziela, 6 października. Na swojej platformie Truth Social Donald Trump publikuje życzenia z okazji zbliżającego się Dnia Pamięci Generała Pułaskiego, bohatera walki o niepodległość USA, poległego w bitwie z Anglikami pod Savannah w 1779 r.
W niespełna minutowym nagraniu Trump chwali Pułaskiego za „siłę i odwagę”, aby następnie przekonywać, że kocha Polskę i Polaków. „Nie ma nikogo lepszego. Są wspaniali, silni i mądrzy. Uczynimy Amerykę znów wielką” – kończy swoim kampanijnym hasłem.
Pierwsza niedziela października była zresztą dla Trumpa pełna polskich akcentów. W swoim wieżowcu Trump Tower spotkał się z przedstawicielami środowiska polonijnego, którzy organizowali na Manhattanie Paradę Pułaskiego. Udzielił też wywiadu Michałowi Rachoniowi z Telewizji Republika. W krótkiej rozmowie nazwał Andrzeja Dudę „świetnym facetem”, zapewnił znów o swej miłości do Polaków i przekonywał, że gdyby to on był teraz przywódcą USA, Putin nie zaatakowałby Ukrainy.
„Relacje z Polakami są po prostu niezwykłe. Mam nadzieję, że pójdą na wybory i zagłosują na mnie, bo druga strona nie lubi Polaków, nie lubi religii, nic jej się nie podoba” – mówił Trump.
Dlaczego Trump i Harris zaciekle walczą o głosy Polonii?
Był to największy jak dotąd wyborczy gest Trumpa wobec Polonii. W wyrównanym wyścigu o Biały Dom jej głosy liczą się zwłaszcza w kluczowych dla wyniku stanach: Pensylwanii, Michigan i Wisconsin. Amerykanie polskiego pochodzenia stanowią tam 5-8 proc. ludności. Mieszkają też w Arizonie, Nevadzie i Karolinie Północnej – kolejnych „stanach wahających się”, gdzie walka toczy się o każdy głos. Z wyborów na wybory mieszkańcy tych stanów głosują raz na kandydata Demokratów, a raz Republikanów.
Rękę w stronę Polonii wyciąga też Kamala Harris. Podczas wrześniowej debaty z Trumpem, zwracając się do 800-tysięcznej społeczności polonijnej w Pensylwanii, straszyła, że Trump oddałby Putinowi Ukrainę bez mrugnięcia okiem, gdyby tylko dostał za to jakąś przysługę.
Wątek bezpieczeństwa Europy pojawia się też w jej spotach wyborczych. Jeden z nich zaczyna się od hejnału mariackiego i legendy o trębaczu, ostrzegającym Kraków przed najazdem wroga. „Dziś kochający wolność Polacy i Ukraińcy ostrzegają nas przed nowym zagrożeniem. Donald Trump zachęcał Władimira Putina do ataku na naszych sojuszników. Kamala Harris usłyszała dźwięk trąbki i będzie bronić sojuszników: za wolność ich i naszą!” – mówi lektor. Spot emitowano na YouTubie i w stacjach telewizyjnych w Pensylwanii.
Kampanii w Pensylwanii nie powstrzyma nawet huragan
Portal „Foreign Policy” podaje, że na połowę października Harris planuje spotkania z wyborcami polskiego (i szerzej: wschodnioeuropejskiego) pochodzenia w pensylwańskich miastach Doylestown i Wilkes-Barre. To drugie położone jest w hrabstwie Luzerne, w którym polskie korzenie deklaruje co szósty mieszkaniec. Z kolei w Doylestown mieści się ważne dla Polonii sanktuarium maryjne (to tutaj we wrześniu Trump miał spotkać się z Dudą; spotkanie jednak odwołano).
Na ostatniej prostej w Pensylwanii Republikanin i jego rywalka dosłownie depczą sobie po piętach. Aby walczyć o głosy, były prezydent powrócił nawet do 13-tysięcznego miasteczka Butler, gdzie w lipcu próbował go zabić zamachowiec. Cztery dni później zorganizował dwa wiece w czasie, gdy nad inny stan – Florydę – nadciągał potężny huragan „Milton”. Cała Ameryka żyła w tym momencie „Miltonem”. Kampanii nie przerwał także sztab Kamali Harris: następnego dnia w Pittsburghu elektorat na rzecz Demokratki mobilizował były prezydent USA Barack Obama.
Małgorzata z Filadelfii jest całym sercem za Harris
Małgorzata Kamińska, 62-latka z Filadelfii w Pensylwanii, na żadnym wiecu nie była, ale mówi, że Harris może już liczyć na jej głos. Tłumaczy, że jest zmęczona słuchaniem, jak to Trump ze swoim transakcyjnym podejściem do polityki zagranicznej szybko zakończy wojnę w Ukrainie.
– W Polsce mam dwie siostry i wściekam się, gdy słyszę od znajomych Polonusów, że nawet jeśli Ukraina trafi w ręce Putina, nasz kraj będzie bezpieczny. To krótkowzroczne i niebezpieczne – denerwuje się Małgorzata, całym sercem podpisująca się pod listem przedstawicieli środowiska polonijnego w Pensylwanii, którzy pod koniec września poparli Harris. Z kolei Coalition of Polish Americans ze stanu Illinois kibicuje Trumpowi, w swoim liście przekonując, że Harris osłabia wizerunek USA, co może wzmocnić Rosję.
O preferencjach wyborczych Małgorzaty Kamińskiej decyduje nie tylko sprawa bezpieczeństwa w Europie. Tłumaczy, że nie wyobraża sobie poparcia dla skazanego za fałszowanie dokumentów biznesowych Trumpa, który jako prezydent nominował do Sądu Najwyższego trzech konserwatywnych sędziów. Ci w czerwcu 2022 r. znieśli orzeczenie gwarantujące federalne prawo do aborcji.
Polscy Amerykanie z amerykańskimi problemami
Kamińska boi się też, że jako prezydent Trump zarządzi cięcia w programie ubezpieczeń zdrowotnych dla seniorów Medicare. To dla niej ważna kwestia, bo planuje przejść na emeryturę za pięć lat. Dobrze wie, jak słono kosztuje w USA brak dobrej polisy, bo pracuje w dziale windykacji w szpitalu i była świadkiem wielu dramatów.
– Choć znam tylko nazwisko, adres i kwotę zadłużenia pacjentów, jest mi ich zwyczajnie szkoda. Ostatnio trafił mi się przypadek mężczyzny, który miał wycinane kamienie żółciowe. Zabieg kosztował 26 tys. dolarów, z czego ubezpieczyciel pokrył 12 tys., a resztę pacjent musi wyłożyć z własnej kieszeni. Zgodziliśmy się rozłożyć mu płatność na miesięczne raty po 100 dolarów. Proszę policzyć, ile zajmie mu oddanie tej kwoty… – Małgorzata dodaje, że po zabiegu z narkozą mężczyzna nie został nawet na noc w szpitalu.
Do Polski Małgorzata jednak już nie wróci. W USA ma dom ze spłaconym kredytem. Z rodzinnej Warszawy wyjechała w 1998 r., by leczyć rany po rozwodzie: spakowała walizki i przyleciała do Filadelfii z 4-letnim synem. Jak wiele Polek zaczynała od sprzątania domów. Przez lata harowała za dwoje, bo w filadelfijskiej dzielnicy Port Richmond, gdzie mieszkała, szkoły publiczne oferowały kiepski poziom.
Jak mówi, właśnie za sprawą drogiej edukacji syna odwróciła się od Republikanów. Po zdobyciu obywatelstwa USA zarejestrowała się jako wyborca Demokratów, bo ci w Filadelfii obiecywali wyższe ulgi podatkowe dla rodziców dzieci uczących się w szkołach prywatnych. – Zrozumiałam, że Demokraci lepiej dbają o klasę pracującą – mówi Małgorzata Kamińska.
Gosia z Filadelfii nie chce Trumpa u władzy
Podobnego zdania jest Gośia Rotfeld, 45-letnia producentka filmów dokumentalnych mieszkająca w Broomall. To przedmieścia Filadelfii, które w 2020 r. pomogły Bidenowi zwyciężyć w Pensylwanii.
Aby pomóc Demokratom w powtórzeniu tego sukcesu, Gosia zaangażowała się ostatnio w kampanię Harris. Jako wolontariuszka wypisywała pocztówki zachęcające wyborców do pójścia 5 listopada do urn. W USA mieszka od niemal 20 lat. Do USA przyjechała po skończonych studiach dziennikarskich w Warszawie.
Jak mówi, boi się, że Trump pociągnie Partię Republikańską w stronę autorytaryzmu. Tak jak wiele Amerykanek wściekła jest też na restrykcje aborcyjne, które na fali werdyktu Sądu Najwyższego wprowadziło wiele stanów rządzonych przez Republikanów. Wreszcie, podoba jej się poparcie Kamali Harris dla zaostrzenia przepisów dotyczących posiadania broni palnej. Gosia boi się o 9-letniego syna, który już od pierwszej klasy podstawówki uczestniczy w szkoleniach na wypadek strzelaniny. Te w amerykańskich szkołach nie należą do rzadkości.
– Ludzie mówią, że Kamala Harris nie jest przebojową polityczką. Ale ja nie potrzebuję charyzmy, tylko spokoju. Zagłosowałabym dziś na każdego, byle tylko nie dopuścić Trumpa do władzy – mówi Gosia Rotfeld.

Demokraci czy Republikanie: jak w przeszłości głosowała amerykańska Polonia?
Wbrew stereotypom Amerykanie polskiego pochodzenia, których w USA jest ok. 9 mln, nie są jednorodną grupą stojącą murem za Republikanami. Wyraźnie pokazały to ostatnie dekady.
I tak, choć Polonia pomogła zwyciężyć w wyborach prezydenckich m.in. Ronaldowi Reaganowi i jego następcy George’owi H.W. Bushowi, to później poparła Demokratów: Billa Clintona i Baracka Obamę. W 2016 r. polonijny elektorat skręcił znów na prawo, a konkretnie mieszkańcy Pensylwanii, Wisconsin i Michigan – ich głosy pomogły wygrać Trumpowi. W tych trzech stanach pokonał on Hillary Clinton przewagą ok. 80 tys. głosów. Jednak, według danych amerykańskiego Piast Institute, cztery lata później większość wyborców polskiego pochodzenia poparła Bidena.
Mało się dziś o tym mówi, ale aż do końca lat 70. XX w. Polonia była wręcz twardym elektoratem Partii Demokratycznej, która swoim programem trafiała do nowo przybyłych imigrantów.
Polacy do USA docierali w trzech dużych falach: na przełomie wieków XIX i XX, po II wojnie światowej i po upadku komunizmu w 1989 r. Przodkowie Amerykanów polskiego pochodzenia pracowali w fabrykach, zakładach tekstylnych i kopalniach. Stąd duża społeczność o polskich korzeniach we wspomnianym hrabstwie Luzerne w Pensylwanii.
Ewa z Arizony ma dość „wyborczego spamu”
Prawie 4 tys. km na zachód od Pensylwanii, w Arizonie, mieszka Ewa Gryc. Do USA dostała się dzięki loterii wizowej. Dziś, 30 lat później, jest łakomym kąskiem dla sztabów Harris i Trumpa: mieszka w Surprise w hrabstwie Maricopa, gdzie w 2020 r. rozegrała się zażarta walka między Trumpem a Bidenem. Demokrata wygrał tu przewagą zaledwie 2,2 pkt. proc., co uruchomiło falę pozwów zwolenników Trumpa: twierdzili, że przy liczeniu głosów doszło do nieprawidłowości. Dziś w Arizonie Trump minimalnie prowadzi w sondażach.
Ewa Gryc mówi „Tygodnikowi”, że prawie codziennie jest bombardowana esemesami od obu sztabów i ma dość kampanijnego spamu. – Wciąż czytam, że Trump ma na koncie wyrok albo że Harris wspiera operacje korekty płci dla nastolatków i za jej rządów takie zabiegi rzekomo będą wykonywane masowo. Obie strony starają się, jak mogą, ale nic nie ugrają. W tych wyborach głosować nie będę – zarzeka się Ewa, która jest wyborcą niezależnym, czyli nieidentyfikującym się z konkretną partią.
Cztery lata temu głosowała na Bidena, a osiem lat temu na Trumpa. Dziś uważa, że żaden kandydat nie zasługuje na jej poparcie. Trump odpycha ją arogancją i niespełnionymi obietnicami z 2016 r., gdy mówił, że wskrzesi przemysł w USA. Harris zaś nie przekonuje jej zapowiedziami cięcia podatków dla małych firm i uzdrowienia sytuacji na granicy USA-Meksyk.
– Mogła to zrobić przez ostatnie lata w administracji Bidena. Taka kiełbasa wyborcza do mnie nie trafia – Ewa Gryc zapewnia, że nie kieruje się tu emocjami. A mogłaby, bo jako właścicielka jednoosobowej firmy dostała mocno w kość. Jest agentką nieruchomości i ma mniej klientów, bo przy wysokich cenach domów i oprocentowaniu kredytów amerykańską klasę średnią coraz rzadziej stać na kupno domu. – Nie wierzę, że któryś z kandydatów zmieni moją sytuację, dlatego będę głosować tylko w wyborach do Kongresu i w wyborach lokalnych – tłumaczy.

Andy z Nevady stoi murem za Trumpem
Do głosowania na prezydenta zachęcać nie trzeba za to Andy’ego Hoffmana, programisty z Las Vegas w stanie Nevada. Andy to Andrzej z Kędzierzyna-Koźla, który po przyjeździe do Stanów pod koniec lat 80. zmienił w sądzie imię i nazwisko. Tłumaczy, że zrobił to, bo jego polskie nazwisko było trudne do wymówienia dla Amerykanów.
Dziś deklaruje, że po raz kolejny zagłosuje na Trumpa, bo niezmiennie od 2016 r. postrzega go jako człowieka spoza waszyngtońskiego establishmentu, który potrafi rozkręcić gospodarkę. Andy wścieka się na wysokie ceny produktów w sklepach i zawirowania na giełdzie, do jakich doszło za rządów Bidena. Uderzyło to w niego, bo – jak twierdzi – od lat inwestuje w firmy technologiczne.
Andy’emu nie podobają się populistyczne obietnice Harris, takie jak rządowe dopłaty do kredytów hipotecznych czy federalny zakaz zawyżania cen żywności. – To jakieś komunistyczne pomysły, które zaszkodzą gospodarce – przekonuje Andy, który tak jak Trump uważa, że Kamala Harris nie jest zdolna stawić czoła światowym dyktatorom.

Co przekona Polonię?
Andy’emu nie przeszkadza, że w przeszłości Trump wielokrotnie powątpiewał w NATO, a nawet zachęcał Putina do najechania na te kraje Sojuszu, które nie płacą wystarczająco dużo na obronność.
– Taki jest Trump. On po prostu chce zmusić Europę, aby przestała być pasażerem na gapę – twierdzi Andy.
Programista z Las Vegas szanuje Trumpa także za to, że w 2019 r. zniósł wizy turystyczne dla Polaków. Według analizy autorstwa dwojga politologów, Anne M. Gurnack i Jamesa M. Cooka, to m.in. właśnie obietnice zniesienia wiz przyciągnęły w 2016 r. Polonię do Republikanina.
Pytanie, co przeważy tym razem: troska o bezpieczeństwo Polski i Europy, zagrożonych rosyjską agresją, czy też sprawy wewnątrzamerykańskie – jak zmęczenie rosnącymi cenami.
Autorka jest dziennikarką „Press”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















