Tytuł tej notki jest przedwczesną, ale trafną prognozą. Według danych policji na koniec ub. roku osoby zameldowane na stałe w Polsce miały łącznie 843 755 sztuk broni palnej. Wkrótce jej liczba faktycznie osiągnie milion sztuk. W zeszłym roku w Polsce zakupiono 83 537 egzemplarzy, tylko o 18 302 mniej niż w rekordowym roku 2022.
Posiadanie broni w Polsce
Od wybuchu wojny w Ukrainie nie słabnie w Polsce zainteresowanie strzelectwem, a ludzie zawodowo z nim związani podsycają ten trend zapewnieniami, że uzbrojone społeczeństwo to bezpieczniejszy kraj. PiS, który obiecywał liberalizację i tak relatywnie łagodnych dla obywateli przepisów o posiadaniu broni palnej, chętnie podbijał te nastroje, ale nie zdecydował się na ich uproszczenie; skrócono tylko ścieżkę do pozwolenia dla mundurowych.
Czy zatem zmierzamy w stronę Teksasu – jak alarmują zwolennicy ukrócenia prawa obywateli do broni palnej? Nie. Tak jak wiązanie potencjału obronnego kraju z liczbą pistoletów w polskich domach nie ma sensu w epoce wojen wygrywanych przez artylerię i lotnictwo, tak straszenie strzelaninami w podstawówkach jest nieodpowiedzialnym podsycaniem lęku przed obecnością broni w przestrzeni publicznej. Lęku, który w kraju tak dotkniętym przez wojnę, wydaje się zrozumiały nawet 80 lat później.
Broń w rękach Polaków
Zainteresowanie różnymi formami strzelectwa, mimo szybkiego wzrostu, pozostaje w Polsce zjawiskiem niszowym, a w dodatku nie rodzi negatywnych konsekwencji. Liczba przestępstw z użyciem broni palnej od kilku lat sukcesywnie maleje, pomimo coraz większej liczby broni w rękach obywateli. To najlepszy argument za tym, by z rosnącej liczby Polaków zainteresowanych jej posiadaniem nie robić potencjalnych terrorystów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















