Ponad trzy miliony domów odciętych od prądu, setki zniszczonych domostw, co najmniej cztery osoby nie żyją. To wstępny bilans zniszczeń po huraganie Milton, który uderzył w zachodnie wybrzeże Florydy w środę wieczorem czasu lokalnego. W początkowej fazie prędkość wiatru osiągała ponad 190 km/h. Kilka godzin później huragan osłabł z kategorii trzeciej do pierwszej, dalej jednak wywołując gwałtowne deszcze i tornada. Wbrew obawom żywioł nie uderzył bezpośrednio w gęsto zaludniony obszar Tampy, który dwa tygodnie wcześniej odczuł skutki innego huraganu – Helene. Żywioł przetoczył się wtedy przez sześć stanów, w tym Karolinę Północną i Georgię, stany kluczowe w wyścigu o Biały Dom. Zginęło co najmniej 230 ludzi.
Tym razem przed uderzeniem Miltona ostrzegano, że to może być najpotężniejszy huragan od stu lat. Gdy jeszcze był nad Zatoką Meksykańską, szybko przybrał na sile, kwalifikując się do najwyższej, piątej kategorii. Kiedy żywioł przetoczył się już przez Florydę, gubernator stanu Ron DeSantis ocenił, że nie spełnił się najgorszy zakładany scenariusz.
Z powodu nadciągającego huraganu prezydent Joe Biden odwołał podróż do Niemiec i Angoli. W pierwszym kraju miał się spotkać z liderami grupy państw wspierających Ukrainę, w tym z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, który chciał przedstawić swój „plan zwycięstwa” w wojnie z Rosją. Odwołanie podróży zagranicznych miało zapewne wytrącić z ręki Republikanom i Trumpowi argument, iż Bidena bardziej interesują losy Europy niż sytuacja mieszkańców Florydy, a także innych stanów, gdzie trwa usuwanie skutków huraganu Helene.
Na tych zawirowaniach polityczny kapitał zbija Donald Trump, sugerując od długich dni, że administracja Bidena nie radzi sobie z kryzysem. Były prezydent USA rozsiewa m.in. teorie spiskowe, jakoby rząd federalny i wywodzący się z Partii Demokratycznej gubernator Karoliny Północnej wstrzymywali pomoc dla poszkodowanych przez żywioł republikańskich hrabstw. Sugerował także m.in., iż Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego (FEMA) nie ma pieniędzy na pomoc, bo przekierowała wcześniej środki na wsparcie nielegalnych imigrantów. Szczyt absurdu osiągnęła republikańska kongresmenka Marjorie Taylor Greene, twierdząc, że Demokraci „potrafią kontrolować pogodę”, co można odczytać jako sugestię, że sami stworzyli huragan Helene (ten sprzed dwóch tygodni). Niektóre krążące w mediach społecznościowych teorie spiskowe są wyjątkowo niebezpieczne. Gdy do wybrzeży Florydy nadciągał Milton, przestrzegano w sieci mieszkańców, by nie opuszczali swoich domów, bo… okradną je pracownicy agencji FEMA. Kłamstwa dementowało biuro prasowe gubernatora Florydy. Apelowano do ludzi, by udali się w bezpieczne miejsce.
W trudnym czasie dla Florydy Harris i Trump nie zmienili kampanijnych planów. Republikanin na środowym wiecu w Scranton w północno-wschodniej Pensylwanii wyzywał rywalkę od „kłamczuch” i „rażąco niekompetentnych”. Harris z kolei po briefingu w Białym Domu dotyczącym Miltona poleciała do Nevady. Jej sztab na bieżąco wytknął Trumpowi, że na jego drugim pensylwańskim wiecu część sali świeciła pustkami. Dziś wieczorem do Pittsburgha przyjedzie z kolei były prezydent Barack Obama, który będzie mobilizował elektorat dla kandydatki Demokratów.
Trump z pewnością będzie dalej wykorzystywał czarną serię huraganów do ataków na Harris, w szczególności w Georgii i Karolinie Północnej. Czy jednak pomoże mu to w walce o Biały Dom, okaże się dopiero w listopadzie. Na razie wiadomo tylko, że zniszczenia wywołane żywiołem utrudniają władzom przygotowania do wyborów prezydenckich. W Karolinie Północnej procedura wczesnego głosowania w lokalach zacznie się już 17 października. W wyścigu, w którym liczy się każdy głos, taki organizacyjny chaos to zła wiadomość.
MARTA ZDZIEBORSKA jest dziennikarką „Press”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















