Reklama

To nie jest przykrywka

To nie jest przykrywka

23.10.2020
Czyta się kilka minut
Wokół tematu zakazu aborcji Kaczyński dotąd zręcznie lawirował. Zatem pozornie techniczne pytanie „dlaczego akurat teraz” jest pierwszorzędne – bo odpowiedź pokazuje, na czym polega polska wersja demokracji nieliberalnej.
Protesty pod siedzibą PiS na Nowogrodzkiej po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, Warszawa 22 października 2020 r. Fot. Rafał Gaglewski/REPORTER
C

Czy Jarosław Kaczyński zachował się jak jeden z tych cwaniaków, którzy, korzystając ze specjalnych przepisów wymuszonych warunkami epidemicznymi budują hotel na leśnej działce pod pretekstem, że to będzie miejsce kwarantanny? Jak się ma wyrugowanie resztek kompromisu aborcyjnego z polskiej legislacji do walki z pandemią? Obok rozmowy o racjach moralnych i prawnych, obok pytania, czy ciało, które wydało wczoraj wyrok (niepodważalny, chyba że dokona się zmiany Konstytucji), jest prawowitym trybunałem, a nie atrapą powołaną z pogwałceniem prawa, obok więc tych fundamentalnych pytań i w tle kolosalnej fali gniewu, który w swych ulicznych przejawach nie bawi się w subtelne analizy – pojawia się właśnie pytanie pozornie tylko z zakresu technologii politycznej: dlaczego akurat teraz?

Identyczny wniosek tych samych posłów, złożony jesienią 2017 r., leżał spokojnie w zamrażarce prezes TK ponad dwa lata, aż przepadł wraz z końcem tamtej kadencji. Złożony ponownie z co do joty przepisanym uzasadnieniem w pierwszych dniach nowej kadencji znów zawisł w próżni. Nie pierwszy to raz Jarosław Kaczyński, używający w swej grze całego spektrum prawicowych programów i obsesji, akurat wokół tego tematu zręcznie lawirował, tak by środowiska integrystyczne i sprzyjająca im część Kościoła miały poczucie, że prą do przodu, a jednocześnie by w warstwie faktów nic się nie działo.

Że gra na zwłokę być może się skończyła, okazało się 17 września, kiedy prezes Przyłębska wyznaczyła na wczoraj datę posiedzenia. W owym okresie nikt jeszcze nie przewidywał, że w trzeciej dekadzie października będzie aż taki przyrost zachorowań i rządzący, oprócz zarządzania kryzysowego, będą mieli na głowie wielki problem wizerunkowy (bo przespali całe lato). Nie jest raczej prawdopodobne, że postanowiono wówczas – na zapas – użyć zakazu przerywania ciąży jako typowej przykrywki. Trzeba to raczej rozumieć w kontekście ówczesnych wydarzeń w partii rządzącej: niemalże rozłamu spowodowanego m.in. kwestią praw zwierząt (głosowanie odbyło się dokładnie tego samego 17 września w nocy), a do tego licytacji z partią Ziobry na ultrakonserwatyzm obyczajowy i gorliwość w obronie Wielkiej Polski Katolickiej. To w końcówce września pojawił się np. pomysł mianowania Przemysława Czarnka na ministra edukacji. Który to minister, odbierając niedawno spóźnioną nominację, umocnił wrażenie, że interesuje go tylko przestrzeganie czystości ideologicznej. Wyciągnięcie z zamrażarki kwestii definitywego zakazu przerywania ciąży mogło być dobrym argumentem w negocjacjach sklejających popękaną koalicję z ziobrystami.

Z Trybunału Konstytucyjnego dochodzą w ostatnim okresie sygnały o wewnętrznych konfliktach, dezorganizacji, buntach części sędziów przeciw pani prezes, która niezmiennie pozostaje wiernym wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego. Ale w kwestii prawa do przerywania ciąży nie było wątpliwości, jak zachowają się sędziowie – o ile prezes Przyłębska wyznaczy wreszcie rozprawę. W świecie prawniczym, tak jak zresztą w parlamencie, granie terminami, wokandą czy porządkiem obrad jest jednym z podstawowych nieformalnych narzędzi kształtowania orzecznictwa. Julia Przyłębska doskonale zna to narzędzie i użyła go kilka dni wcześniej, zdejmując z wokandy sprawę tzw. ustawy dezubekizacyjnej oraz wniosek dotyczący dalszego zasiadania Adama Bodnara na stanowisku RPO do czasu wyboru następcy. Trudno dla tych decyzji znaleźć inne racje niż telefon z Nowogrodzkiej – zwłaszcza w kwestii Rzecznika partia ma wyraźny problem, co dalej, i decyzje, jak rozegrać wybór, ciągle się zmieniają.

Tym razem telefon z Nowogrodzkiej nie zadzwonił. Karta wyciągnięta we wrześniu przez prezesa Kaczyńskiego miała zostać rozegrana zgodnie z planem. Chociaż przecież przez miesiąc w Polsce zmieniło się wiele. Mamy naprawdę najgorszy możliwy czas, by tak głęboko i ostatecznie zmieniać porządek prawny w kwestii, która budzi ogromne podziały i emocje. To w sumie żenujące musieć tłumaczyć taką oczywistą oczywistość. A jednak nie dociera ona do umysłu prezesa. Może wręcz uznał, że okres nowego prawie-lockdownu i zawieszenia wielu aspektów normalnego życia tym bardziej sprzyja operacji? Albo – czego dawał sygnały już na wiosnę, przy okazji wyborów – może nawet nie zauważa, że jest w Polsce jakiś problem ze zdrowiem, strachem i rozpaczą na widok niewydolnego państwa?

W tym sensie pozornie techniczne pytanie o termin staje się pierwszorzędne – bo odpowiedź pokazuje, na czym dokładnie polega polska wersja demokracji nieliberalnej. I to, jak niebezpieczne okazują się w końcu rządy jednego człowieka, choćby potrafił w niektórych momentach być sprawcą istotnie korzystnych zmian. Innym jeszcze politycznym wnioskiem jest to, że trudniej będzie pozostać w stanie umysłowego lenistwa, które pozwalało dotąd nazywać PiS partią de facto lewicową.

Ale to już są rozważania zupełnie wtórne wobec tego, jak trudniej jest od wczoraj być w Polsce kobietą.

Czytaj także:

Michał Błoch, lekarz hospicyjny: Posłowie lubią mówić, że aborcja powinna być zakazana, bo dziecko z ciężką i nieodwracalną wadą można oddać. Dolnośląskich działaczy PiS zaprosiłem więc do wsparcia m.in. zakładu w Wierzbicach, w którym pracuję. Nawet nie odpisali na maila. Jak wygląda opieka nad ciężko chorym dzieckiem? To jest inna planeta. Równoległa rzeczywistość, w którą społeczeństwo nie ma wglądu.

Anna Dziewit-Meller: To, przeciw czemu protestowałyśmy podczas Czarnego Protestu, stało się faktem i początkiem zupełnie nowej wojny.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Kobiety! PiS właśnie wypowiedział wojnę waszym łonom. Chcą was zamordować , chcą wytoczyć z was krew! Chcą was zmusić do rodzenia upośledzonych płodów, jak robiły to służby medyczne doktora Mengele! Towarzyszki, do broni! Hurrra! Liebe macht frei!

Współczuje, Panie Robercie:((( Nie ma Pan ni keska na obronę przestępczej szajki:)))

Co według Pani jest siłą napędową liberalizmu?

Zdrowy rozsadek, wyczucie czasu i...last but not least - milość bliźniego

Niektóre żarty są niestosowne. Na przykład te w komentarzu Szanownego Pana. Pozdrawiam.

psychopata Kaczyński dziś do tworzenia podziałów w polskim społeczeństwie i przykrywania nieudolności rządu PiS w walce z epidemią wykorzystuje stary katolicki f e j k o rzekomej "świętości ludzkiego życia" - kościół katolicki tej b r e d n i od dawna używa jak mu pasuje, aktualnie w celach wyłącznie politycznych - według kościoła w momencie zapłodnienia komórki jajowej przez plemnik tak zwany "duch święty" nadaje zapłodnionej komórce jajowej specjalny status "świętości" oraz z dogmatycznego automatu staje się ona człowiekiem - i d i o t y z m takiej argumentacji jest gołym okiem widoczny dla każdego choć trochę rozumnego, a już narzucanie tej pseudoteologicznej bredni ogółowi jest ewidentną politykierską hucpą dla zgoła n i e ś w i ę t y c h celów przeprowadzoną - i o tę hucpę dziś Kaczyński wywołuje wojnę w polskim społeczeństwie dotkniętym już dwiema zarazami, PiS-owską i COVID-ową, wojnę już bynajmniej nie ideologiczną - i oby w końcu ta banda złodziei i oszustów wraz ze zgrają konsekrowanych chciwców i obłudników dostali co się im od dawna należy

Tak się zastanawiam...Czy powyższa wypowiedź miała być w założeniu śmieszna? Czy raczej straszna?

Przecież to Forysiak. Czego się pani spodziewała poza prymitywnym trollowaniem w interesie prawactwa?

Aaaa to już będę wiedzieć...Skrajnie prawicowi panowie, to często mają silne zahamowania, różnego rodzaju...

Kobiety zamozne, raczej te wykształcone i z poczuciem odpowiedzialnosci, dadzą radę. Po prostu pojada na Słowację. Te bez tego poczucia porzuca takiego noworodka pod smietnikiem w reklamówce. Jedynie uswiadomione zaniosą do "okna zycia" lub pozostawia w szpitalu.

Obawiam się, że za sprawą nowego prawa aborcyjnego wszystkie kobiety zdolne do prokreacji zaczną emigrować. A jedyną reakcją posłów PiS będzie zawołanie: Niech jadą! Pozdrawiam serdecznie Szanowną Panią.

Jeśli kobieta jest zdeterminowana to poradzi sobie w najbliższym szpitalu i to na NFZ - fakt wpisania czegoś w ustawę nie działa w Polsce tak jak w innych krajach- na zachodzie społeczeństwo się pyta prawników jak prawo stosować, u nas jak je omijać - prawdziwy problem będą miały kobiety, którym lekarze odmówią badań prenatalnych ...a czas mija ... ciekawa jestem czy pakiety medyczne zaczną obejmować opiekę medyczna za granicą, jestem chętna na taki.

„Ale to już są zupełnie rozważania zupełnie wtórne wobec tego, jak trudniej jest od wczoraj być w Polsce kobietą” Pewnie często, szczególnie jeśli związek nieformalny, wynik ciąży „spada” na kobietę. Ale jeśli związek jest pełny, także na mężczyznę. Myślę, iż to jednak przykrywka, bo nic tak - w dzisiejszych zideologizowanych czasach - nie rozpala gremiów niż prawa gejów i aborcja. Przez 2 dekady w tej ostatniej sprawie było w miarę spokojnie, choć regularnie raz po raz oba ekstrema wyrażały niezadowolenie. Jedni, by aborcji całkowicie zakazać, drudzy z kolei życzyliby sobie aborcję na żądanie („wszak to moje ciało, mogę robić z nim co mi się podoba”). Po wygranych wyborach pewnie są naciski, żeby ustawę zaostrzyć. Aktywiści/aktywistki obu stron – i dzięki mediom wciągając wielu łatwo dających sobą manipulować rodaków – zamiast myśleć o pandemii… Temat aborcji oczywiście jest poważny i trudny, bo dotyka etyki i medycyny, a w praktyce determinuje życie rodziny. Osobiście uważam, że każda sprawa powinna być rozpatrywana indywidualnie. Pewnym rozwiązaniem byłoby konsylium lekarskie. Wola matki/rodziców też istotna. Może zespół złożony z 2 lekarzy, matki/rodzica oraz etyka powinien decydować? Większością głosów? A może po prostu sąd i powołani biegli? Poboczne tematy aborcji też ciekawe: antykoncepcja, wstrzemięźliwość… (to ostatnie dodałem, żeby podrażnić liberałów :).

Szanowny Pan może nie wie ale ostatnio trochę się zmieniło w społeczeństwie - dzieci niekoniecznie chcą wychodzić na podwórka (trzepaków pod blokami w zasadzie już nie ma) wolą internet, a młodym facetom niekonieczne chce się chcieć - też wolą internet. Może nie o taką wstrzemięźliwość Panu chodziło, ale efekt będzie podobny. Z koleżankami śmiejemy się czasem, że Panowie w wieku sanatoryjnym mają statystycznie większe szanse na ojcostwo, niż ich młodsi koledzy z korpo.

„Po sześćdziesięciu latach wreszcie zwycięstwo. Tego pragnął Ojciec Święty Jan Paweł II. Jestem bardzo szczęśliwa, że tego dożyłam” – napisała prof. Wanda Półtawska. "Wiele razy powtarzam - i jestem tego pewny - że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali? Jedynym, który ma prawo odebrać życie, jest Ten, kto je stworzył. Nikt inny nie ma tego prawa: ani matka, ani ojciec, ani lekarz, żadna agencja, żadna konferencja i żaden rząd. (...) Przeraża mnie myśl o tych wszystkich, którzy zabijają własne sumienie, aby móc dokonać aborcji. Po śmierci staniemy twarzą w twarz z Bogiem, Dawcą życia. Kto weźmie odpowiedzialność przed Bogiem za miliony i miliony dzieci, którym nie dano szansy na to, by żyły, kochały i były kochane? (...) Dziecko jest najpiękniejszym darem dla rodziny, dla narodu. Nigdy nie odrzucajmy tego daru Bożego"-św. Jan Paweł II. NARÓD, KTÓRY ZABIJA WŁASNE DZIECI JEST NARODEM BEZ PRZYSZŁOŚCI !!! (św. Jan Paweł II)

"Początek nowej wojny" obwieszcza red. Dziewit-Meller w artykule zdjętym z głównej (może ktoś uznał, że wobec powagi sprawy lepiej schować Pierwszą Madkę TP, nigdy nie tracącą okazji do pisania o najpiękniejszych w świecie bombelkach), bez żenady przyznając, że casus belli pojawił się dopiero teraz, po 4 latach od pierwszych starć ulicznych. Nawiasem mówiąc, wówczas, po 23 latach aborcyjnego kompromisu, nagle zaczął on przeszkadzać. Nie pomogły zaklęcia Kaczyńskiego (półgębkiem) i premiera (całkiem jawnie), żeby nie ruszać, nie analizować, znaleźć sobie byle jakie pilniejsze zajęcie. No i nastąpiło to, co w nieustannie podgrzewanej atmosferze nastąpić musiało, tzn. zgniłym, ale funkcjonującym kompromisem musiał zająć się TK. I tu jest coś, co mnie zadziwia. Furia kieruje się albo przeciwko osobom i instytucjom - Sejmowi, Episkopatowi, Kaczyńskiemu, ministrowi oświaty (sic!) - które mogą być oskarżane tylko o sympatyzowanie, a najgorszym wypadku podżeganie TK, a nie o "sprawstwo bezpośrednie", albo przeciwko "sprawcy", czyli samemu TK, ale w dość osobliwej logice. Podnosi się bowiem rzekomą niekonstytucyjność tego organu i wynikającą z tego nieważność jego orzeczenia, co ma jakoby legitymizować dotychczasowy stan prawny do odwołania (przez opozycję?). A co z konstytucyjnością samego stanu? Znam oczywiście tylko część reakcji, ale jakoś nie trafiłem na twierdzenie, że sędziowie (jeśli ktoś koniecznie chce: quasi-sędziowie) zwyczajnie popełnili merytoryczny błąd. Coś w rodzaju: "hola, hola, panie i panowie! obecna ustawa wcale nie jest niezgodna z art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3 itd.". Albo "Tak, z tymi jest niezgodna, ale jest artykuł [tu numer], który tę niezgodność nakazuje zignorować w imię hierarchii chronionych konstytucyjnie dóbr". Coś takiego - bez konkretnych artykułów - próbuje powiedzieć chętnie cytowany s. Pszczółkowski (zgłosił zdanie odrębne), no ale podobno samo jego obecność w Trybunale unieważnia wszystko, co Trybunał może powiedzieć w orzeczeniach i zdaniach odrębnych. S. Kieres w zasadzie skupia się na tym, że sprawą powinien zająć się najpierw Sejm, a jeśli zaczyna od jej odesłania do TK w celu zbadania konstytucyjności, to zachowuje się na pewno nieładnie, a może nawet sprzecznie z duchem praw. Na czym ta sprzeczność miałaby polegać, tego Kieres już nie wyjaśnia. Przecież, do licha, albo aborcja eugeniczna jest sprzeczna z konstytucją, albo nie jest, i w najmniejszym stopniu nie zależy to od prawnej legitymacji TK! Trybunał istnieje dla Konstytucji, a nie na odwrót. A może (wiem, że jestem na granicy świętokradztwa) Konstytucja w tej materii jest niejasna, niedopracowana albo zawiera przepisy już nieaktualne lub od początku wadliwe. Może jedyną drogą wyjścia jest wprowadzenie do niej zmian, co naturalnie wymaga dyskusji. Co więcej, można przy okazji zmienić to i owo np. w definicji małżeństwa, co otworzyłoby drogę do formalizacji związków jednopłciowych, obecnie ewidentnie z konstytucją sprzecznych. W czasie pandemii są pewne przeszkody, np. organizacja referendum, które - podobno znów w myśl konstytucji - nie mogłoby odbyć się korespondencyjnie. Nie wiem, jak to rozstrzygnąć. Powtarzam: moim zdaniem lepiej było posłuchać premiera i nie zaczynać tej wojny, a nie płakać teraz nad losem kobiet. Wpadliście w bagno i myślcie, jak się z niego wyciągnąć za włosy. Baron Münchhausen dał radę, to i wy dacie.

Próżne pańskie wysiłki:))) Atrapa organu sadowego, jakim jest kompania pani Przyłębskiej, nie brudziłaby sobie rąk (bo przeciez nie sumień - cyniczni karierowicze sumień nie maja), gdyby nie przyzwolenie Komitetu Centralnego z prezesem i premierem na czele. Reszta bandy, jakiekolwiek ktokolwiek funkcje sprawuje, przeciez tez nie zajaknie się na zaden temat zgodnie ze swoim zdaniem, bo swego zdania nie ma i mieć nie moze. Inaczej zegnajcie apanaze. Tak to funkcjonuje w bandyckich mafiach, gdzie kazdy swoja dole otrzyma pod warunkiem, ze nie brzeczy. Pytanie - kto wiec z tego towarzystwa ma swoje zdanie, skoro doprowadził do tego skandalu? Odpowiedź - polski Kosciół katolicki rzadzony przez gromadę ciemnych hierarchów nierozumiejacych nie tylko interesu bliźniego, ale nawet Pisma Świetego. Skad zreszta mają rozumieć, skoro to w wiekszosci chlopki wyciągniete z zabitych deskami wiosek i nauczeni czytac i pisac, bo przeciez w latach 60. i 70. mało kto z rodzin inteligenckich szedł do stanu duchownego. A mimo tego te chłopki mają władzę wielką nad takimi jak oni, czyli nad polska wsią. I jak ma przestepcza banda się z tym nie liczyc? Z nakreslonej powyzej sytuacji wynika jedno: wszelkie dywagacje natury prawnej są bezsensowne. Tu nie ma państwa prawa, prawo wiec (jakie?) nie działa, a cała struktura sadownicza jest zdemolowana. Dzis mozna stwierdzic wszystko i wszystko obalić, bo taki jest sens demolki panstwa polskiego, którą zaplanowała gagsterska szajka.

@kalina16 w niedziela, 25.10.2020, 09:34. Ja tylko zwracam uwagę na dziwnie pomijany obiektywny, nie proceduralny aspekt sprawy, tzn. zgodność lub niezgodność zakwestionowanego zapisu ustawy z konstytucją. Jeśli nie jest zgodny (a na razie nikt nie chce go bronić w ten najprostszy i najbardziej logiczny sposób), to ustawa miała fundamentalną wadę od samego początku, także za wcześniejszych kadencji sejmowych i sędziowskich, tylko nikt nie chciał w tym grzebać z zupełnie pozakonstytucyjnych względów. Postawmy wreszcie konia przed wozem, konstytucję przed ustawami i przed TK. Istniejący konsensus w tej konkretnej sprawie opierał się na ogólnej zgodzie co do nieprzekraczania pewnych granic w walce politycznej. Granice te przekroczyła rozwścieczona zwycięstwem PiS opozycja i to jest prawdziwa demolka państwa prawa. Nie rozwijam tego ważnego, ale tutaj pobocznego tematu, ale w każdym razie do status quo ante nie ma powrotu i trzeba będzie dopasować ustawę do konstytucji lub znowelizować te ostatnią tak, żeby istniejąca ustawa do niej pasowała. Ewentualnie ulepszyć jedno i drugie. Czy nie od tego minimum należałoby zacząć przywracanie praworządności, jeśli się uważa, że coś złego się z nią stało? Czy będziemy wrzeszczeć w amoku z p. Lempart, że "paniusia Przybłedska" nie jest żadną sędzią i jej "orzeczenie" jest jakimś prywatnym ględzeniem bez mocy prawnej, któremu nikt nie ma obowiązku się podporządkować, ale jednocześnie ma tę swoja prywatną wypowiedź odwołać. A żeby było śmieszniej, to Lempart wzywa tez Jarosława Kaczyńskiego, żeby groźbą lub przekupstwem wymusił na Przyłębskiej takie odwołanie. Na szczęście nie wszystkim odbiła szajba i nawet w Gazecie.pl red. Gądek w swoich wizjach czarnej (chociaż może przez jego okulary właśnie różowej) przyszłości kościoła w Polsce wtrąca dokładnie to, co ja tu mówię: "Stan utrzymującej się od 1997 r. równowagi wynikającej z tzw. "kompromisu aborcyjnego" to już historia. W Polsce odwrócenie wyroku TK najprostsze wydaje się poprzez referendum konstytucyjne. Tak jak w Irlandii". No to róbcie referendum, byle zgodnie z konstytucją.

"Granice te przekroczyła rozwścieczona zwycięstwem PiS opozycja i to jest prawdziwa demolka państwa prawa". Bardzo interesujace, czy mogłabym prosić o jakis konkret w sprawie przekroczenia granic przez opozycje co do tzw. kompromisu aborcyjnego? Co do reszty - wypowiedzi pani Lampart świadczą, ze jej poglad na istnienie praworzadnosci w Polsce jest taki sam jak mój i wielu innych obywateli. Co do "zgodnosci" dopuszczalnosci aborcji w skrajnych przypadkach z Konstytucją - przypominam, ze to Konstytucja "postkomunistyczna" i raczej ciężko byłoby sie dopatrzeć tam jakichś generalnych zakazów aborcji:))) Gang pani Przyłębskiej po prostu sobie powiedział, czego od niego oczekiwano, bez zadnych zwiazków z Konstytucją. Prawnie wszystko, co powie ten gang, moze byc olane i tak sie stanie.

@kalina16 w niedziela, 25.10.2020, 13:33. Proszę bardzo. Demolka zaczęła się od uchwalenia nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z 25 czerwca 2015, zezwalającej m.in. na wybór dwóch sędziów, których kadencje miały rozpocząć się w grudniu, po ukonstytuowaniu się nowego Sejmu - jak już wtedy przewidywano, z większością PiS. No i rzutem na taśmę "peowski" Sejm bezprawnie zagwarantował przewagę w TK odchodzącemu układowi na wiele lat. Wszystkie późniejsze harce ustawodawczo-nominacyjne miały źródło w tym akcie, którego bezprawność potwierdziła zarówno Komisja Wenecka ("konflikt wokół TK ma swoje źródło w działaniach Sejmu poprzedniej kadencji” - oczywiście zarzucając niekonstytucyjność działań Sejmom obu kadencji, ze wskazaniem na VIII, jednak chodzi nam tu o źródło), jak i... Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 3 grudnia 2015, a więc pod rządami Rzeplinskiego. Ujawniony udział tego ostatniego w kleceniu czerwcowej ustawy jest wyjątkowo haniebnym przykładem metod działania szajki, która per fas et nefas od początku zmierzała do wywrócenia wyniku wyborów 2015 bez względu na skutki dla państwa. Budka nawet za tamtą ustawę przeprosił, co prawda z konkluzją jak z "Misia" - stało się i co nam zrobicie? Wracając jeszcze na chwilę do tematu artykułu, to pozwolę sobie zwrócić uwagę, ze moje główne założenie o obiektywnej niekonstytucyjności uchylonego przepisu podziela także red. Bravo "Ale w kwestii prawa do przerywania ciąży nie było wątpliwości, jak zachowają się sędziowie – o ile prezes Przyłębska wyznaczy wreszcie rozprawę". Toteż ma pretensje nie tyle do treści orzeczenia, co do czasu, w jakim ono zapadło, a to jest argument, przyznajmy, drugorzędny. Prawna prowizorka raz rozebrana w prowizorycznej formie odtworzyć się już nie da. Teraz może niech krzykacze pokrzyczą trochę, żeby orzeczenia przynajmniej nie publikować za szybko. ;) I zamiast demonstrować OTUA na koszulkach, niech wytatuują sobie AႱƆUTYTƧИOꓘ na czole.

I jeszcze to, z dzisiejszej Rzepy: "PiS nie chciał – na co zwrócił uwagę w zdaniu odrębnym od wyroku prof. Leon Kieres – wziąć na siebie odpowiedzialności i zmienić przepisy w Sejmie, lecz wolał zasłonić się Trybunałem. Choć jego wyrok był zgodny z wcześniejszym orzecznictwem – przyznawał to nawet prof. Andrzej Zoll, autor decyzji z 1997 r., która skasowała aborcję z przyczyn społecznych – dziś to na rządzących spoczywa odpowiedzialność za to, co się stało". Powtórzyć dużymi literami? "WYROK BYŁ ZGODNY Z WCZEŚNIEJSZYM ORZECZNICTWEM – PRZYZNAWAŁ TO NAWET PROF. ANDRZEJ ZOLL, AUTOR DECYZJI Z 1997 R., KTÓRA SKASOWAŁA ABORCJĘ Z PRZYCZYN SPOŁECZNYCH". To nie PiS ani obecny TK zakazał aborcji eugenicznej. Zrobiono to 23 lata temu, tylko ignorowano prawny zakaz, udając, że problemu nie ma. Tym był tzw. kompromis aborcyjny, a nie jakimś mądrze wypracowanym konstruktem prawnym. Kto uparł się, żeby na wszelkie sposoby rozwalać i wywracać wszystko, napuszczać wszystkich na wszystkich, zawierać najbardziej absurdalne sojusze, byle unieważnić wyniki demokratycznych wyborów? W takiej atmosferze szukanie okazji do kosztownego wzięcia na siebie odpowiedzialności za cudze błędy byłoby altruizmem politycznym na granicy obłędu. Oczywiście, że PiS chce zachować władzę. Jak inaczej miałby kształtować rzeczywistość według własnego programu, zgodnie z obietnicami złożonymi wyborcom?

:))))))))))))) A u was bija murzynów... Czy naprawde nie widzi Pan wrecz haniebnej dysproporcji wobec "grzechów" rzadzacej 8 lat poprzedniej ekipy a obecnego gangu, który zawlaszczył państwo w 2015? Panska argumentacja pod wzgledem moralnym jedynie nieznacznie ustepuje kryminalnym postepkom szajki

Moze nie jest to dobry moment, zeby o tym mówić, ale jest dla mnie niepojete, dlaczego pislamisci z podpuszczenia ciemnych hierarchów KK nie zaatakowali przepisu dopuszczajacego przerwanie ciązy z gwałtu, ale własnie ten o niedopuszczeniu do dożywotnich tortur dla kalekich dzieci i ich rodziców. Przecież fakt, ze ojciec dziecka był łobuzem, nie powinno byc wyrokiem smierci dla zdrowego dziecka tylko dlatego, ze matka go nie chce. Nie chce, wiec niech odda do adopcji. Kaleki nikt nie zaadoptuje, zdrowe dziecko - tak.

Z zainteresowaniem czytam Pańskie felietony, żadnego nie pomijam. I pod tym podpisałbym się obiema rękami, gdyby nie jeden termin, którego Pan użył /"DEMOKRACJA NIEPARLAMENTARNA"/, a który - co dzisiaj dobrze widać - jest PRZYKRYWKĄ dla systemu niedemokratycznego, dla autokracji. Że odwołam się do znanego dowcipu z okresu PRL-u: Demokracja nieparlamentarna tak się ma do demokracji jak krzesło do krzesła elektrycznego. Kończąc, demokracja nie potrzebuje przymiotników: albo mamy demokrację, albo jej nie mamy /zob. demokracja socjalistyczna w PRL-u, dziś: demokracja nieliberalna/. Demokracja to demokracja!

@Jan G. w poniedziałek, 26.10.2020, 08:38. Że odwołam się do równie znanego dowcipu: blondynce opowiadają dowcip, jak się łapie strusie. Bierze się łysego faceta, zakopuje w piachu po szyję, struś myśli, że to jajo, siada a facet go cap! Blondynka wpada do koleżanki i zanosi się śmiechem: - Ale ekstra kawał słyszałam! Wiesz jak się łapie strusie? No więc bierze się faceta i zakopuje go po jaja. Czekaj... tylko dlaczego on ma być łysy? ---- Wracając do dowcipu z okresu PRL, śmieszył on dlatego, że określenie "demokracja ludowa" (później także "socjalistyczna", ale tylko w publicystyce) funkcjonowało oficjalnie, od 1953 roku było nawet w konstytucji. Co więcej, bardzo pilnowano, żeby nie opuszczać tego przymiotnika, mającego przypominać, że w odróżnieniu od właściwej Zachodowi demokracji bezprzymiotnikowej jest to ustrój, w którym władzę sprawuje nie jakiś tam abstrakcyjny demos, ale lud pracujący miast i wsi. Analogiczny twór "demokracja burżuazyjna" nie nadawał się do obrócenia w szyderstwo, ponieważ pochodził z języka komunistycznej propagandy, sami "burżuje" natomiast nigdy swojej demokracji przymiotnikami nie opatrywali. Ty, tymczasem, nie dość, że sam coś wymyśliłeś, to jeszcze przypisujesz to red. Bravo, bezzasadnie robiąc z niego kretyna (nazywanie rządów PiS "demokracją nieliberalną" może być słuszne lub nie, ale nie jest kretynizmem, jak twoja "demokracja nieparlamentarna"). Trochę się rozpisałem z błahego w sumie powodu, ale tak to już jest z tłumaczeniem dowcipów: zajęcie krępujące i czasochłonne. Jak w kolejnym starym dowcipie: - Ile razy śmieje się z kawału blondynka? Trzy. Raz - jak jej opowiedzą, drugi - jak wytłumaczą, a trzeci - jak zrozumie. Oby tylko dała sobie wytłumaczyć.

:)))))))))))) Panskie posty sa coraz bardziej kompromitujące. Tak to jest, kiedy starszy pan wpuszczony przed laty w koleiny ograniczonej refleksji nad rzeczywistoscia, nie jest juz w stanie tej rzeczywistosci stawic czola. I nie jest to dowcip, niestety...

Szanowna/y/ Pani/e/, chyba mój wpis nie został przeczytany ze zrozumieniem /w szkole chyba uczyli Pana/ią/czytania ze zrozumieniem; nawet na egzaminie maturalnym z j. polskiego sprawdza się tę umiejętność/. Po kolei. Nie obraziłem żadnym słowem p. Bravo, wręcz przeciwnie napisałem, że z zainteresowaniem czytam wszystkie jego felietony, po pierwsze. Po drugie, w niektórych krajach używa się pojęcia demokracja nieliberalna i analizuje się ją obok demokracji sensu stricto /czyli tradycyjnie pojętej demokracji/. Jednak wielu badaczy, którzy pamiętają o tym, czym jest nowomowa i jakie niebezpieczeństwa ona za sobą niesie, unika pojęcia "demokracja nieliberalna" /jest to oksymoron, bo jak połączyć wolność, która jest istotą demokracji z różnymi formami uszczuplania tej wolności w systemie nieliberalnym/, gdyż termin ten ukrywa /sic!/ dążenie do rządów autorytarnych. Przecież nawet Putin mówi, że w Rosji jest demokracja, oczywiście demokracja nieparlamentarna. Jaka to demokracja, każdy widzi. dziś w Polsce rządzący też mówią o demokracji, ale już prawie całkowicie podporządkowali sobie sądownictwo / Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy; niezależni sędziowie są stawiani przed Izbą Dyscyplinarną, która nie jest uznawana nawet przez Trybunał Sprawiedliwości UE/. Powtarzam więc jeszcze raz: demokracja nieliberalna to oksymoron i ma się ona tak do demokracji sensu stricto, jak - odwołując się do dowcipu z PRL-u - krzesło elektryczne do zwykłego krzesła. Cenię teksty Pana Bravo, ale tu miałem zastrzeżenie tylko do jednego terminu, który może być przykrywką /tu odwołałem się do felietonu Czcigodnego Autora/ do wprowadzenia rządów autorytarnych czy totalitarnych. Mam nadzieję, że zwyjątkiemprzec... tym razem mnie zrozumiał.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]