W warszawskiej Królikarni, oddziale stołecznego Muzeum Narodowego, nadal można obejrzeć rzeźby Jadwigi Bohdanowicz, Miki Mickun i Olgi Niewskiej. Artystek cenionych, które na długie lata zostały przez publiczność zapomniane. Wszystkie one reprezentują pierwsze pokolenie twórczyń, które mogło profesjonalnie zajmować się sztuką. Studiowały we Francji u Antoine’a Bourdelle’a, jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy przełomu XIX i XX w.
Trwająca do 26 października ekspozycja „Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a” nie jest jedyną wystawą zwracającą uwagę na sztukę kobiet. Krócej, bo do 5 października, w Muzeum Narodowym w Lublinie można zobaczyć „Co babie do pędzla?! Artystki polskie 1850-1950”, największą jak dotąd ekspozycję poświęconą twórczości kobiet w Polsce: znalazło się na niej ponad 500 prac 133 artystek: obrazów, rzeźb, rysunków i grafik. To unikalna okazja, by zobaczyć nie tylko prace uznanych dziś twórczyń – jak Olga Boznańska, Zofia Stryjeńska czy Katarzyna Kobro – ale przede wszystkim dzieła tych znanych wąskiemu gronu specjalistów, jak Maria Dulębiańka czy Aniela Menkes.

Ważnym wydarzeniem 2024 r. było wydanie nowego przekładu słynnego tekstu Lindy Nochlin „Dlaczego nie było wielkich artystek?”, który miał zasadnicze znaczenie dla odkrywania sztuki kobiet. Pod koniec września tego roku zostanie opublikowane polskie tłumaczenie „Dawnych mistrzyń” Griseldy Pollock i Rozsiki Parker, kolejnej ważnej książki, która zmieniła nie tylko postrzeganie artystek, ale też pokazywała, w jaki sposób ich twórczość była wymazywana z historii sztuki.

Wreszcie 21 listopada w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej otworzy się kolejna monumentalna wystawa, „Kwestia kobieca: 1550-2025”, pokazująca, że wbrew stereotypom kobiety nie tylko tworzyły, ale także zajmowały ważne miejsce w życiu artystycznym. Po raz pierwszy dzieła powstające w Polsce zostaną skonfrontowane z pracami kolejnych pokoleń zagranicznych artystek od Sofonisby Anguissoli, Artemisii Gentileschi, Angeliki Kauffmann i Élisabeth Vigée-Lebrun po Fridę Kahlo, Yoko Ono, Marlene Dumas i Cindy Sherman. Podobnej wystawy nie było dotąd w naszym kraju.
W tym roku wypada 160-lecie urodzin i 85-lecie śmierci Olgi Boznańskiej. Z tej okazji przygotowano specjalne prezentacje jej twórczości. Stołeczne Muzeum Narodowe włączyło w stałą ekspozycję sztuki blisko 30 jej prac ze swych zbiorów (pokaz potrwa do 5 lipca 2026 r.). Muzeum Narodowe w Gdańsku przygotowało z kolei specjalną wystawę, w której twórczość malarki została skonfrontowana z dziełami jej poprzedników oraz tworzących w jej czasach, w tym z obrazami Piotra Michałowskiego, Jacka Malczewskiego, Władysława Ślewińskiego czy Stanisława Wyspiańskiego („Olga Boznańska i... malarstwo polskie XIX i początku XX wieku”, Pałac Opatów w Oliwie, czynna do 29 marca 2026 r.).
Z kolei „Boznańska. Kameralnie” w krakowskim Muzeum Narodowym (czynna do 2 listopada br.) to pokaz nie tylko znanych, ale także od lat nieprezentowanych obrazów, rysowników, szkiców i przedmiotów, którymi na co dzień się otaczała. Są wreszcie na tej wystawie dokumenty rodzinne, w tym wybór listów. To one, a także książki, drobne bibeloty, wreszcie jej ubrania, tworzą codzienny, bardzo intymny portret malarki.
W Muzeum Narodowym w Poznaniu od 21 listopada do 7 grudnia także odbędzie się pokaz obrazów Olgi Boznańskiej z kolekcji muzeum. Nawet paryskie Musée d'Orsay do końca tego roku włączyło trzy obrazy Boznańskiej do swej stałej ekspozycji.

Wszystkie te i inne prezentacje dają szansę pełniejszego zobaczenia dorobku artystki. Szkoda, że nie pokuszono się o przygotowanie poważnej, jej monograficznej wystawy. Przykład innej – Józefa Chełmońskiego – pokazuje, jak dużym zainteresowaniem cieszą się w naszym kraju tego rodzaju przedsięwzięcia.
Warszawska odsłona ekspozycji przyciągnęła ponad 208 tys., a poznańska 124 tys. osób, a to jeszcze nie koniec – do 30 listopada można ją oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie. Twórcom udało się pokazać nowe spojrzenie na twórczość autora „Babiego lata” i przybliżyć ją w ciekawy sposób współczesnym odbiorcom.

Wystawy historycznego dorobku kobiet to niejedyne tegoroczne przypomnienia klasycznej już dziś twórczości. Warszawskie Muzeum Narodowe przygotowało jedną z najbardziej oryginalnych ekspozycji w ostatnich latach. 3 października otworzy się „Czarny karnawał”, na którym zostaną skonfrontowane prace dwóch bardzo odmiennych, a jednocześnie oryginalnych twórców z przełomu XIX i XX w.: Polaka Witolda Wojtkiewicza i Belga Jamesa Ensora.
Obaj byli ważnymi osobami w życiu artystycznym swoich krajów, a jednocześnie różnymi od tego, co działo się w ówczesnej sztuce – szkoda, że dopiero dziś postanowiono zestawić ich dorobek. Łączyło ich też coś więcej: tematyka maskarady, teatru i cyrku, ale też erotyki, śmierci, odchodzenia. Tworzyli obrazy pełne groteski, ironii, czasami żartu, nawet satyry. Wspólne dla obu malarzy jest odwoływanie się do rodzimych tradycji artystycznych, ale na swój własny sposób.
Z kolei do 18 stycznia 2026 r. w poznańskim Muzeum Narodowym można oglądać bardzo obszerną wystawę „Ukryte znaczenia. Motyw wnętrz w sztuce polskiej od XIX do XXI wieku” – znalazło się na niej ponad 130 obrazów. Pokazuje ona wnętrza w twórczości polskich artystów i artystek od początku XIX w. po współczesność, od twórców epoki biedermeieru po Wilhelma Sasnala. Autorzy ekspozycji namawiają do uważnego przyjrzenia się temu, co znajduje się na obrazach – nie tylko na pierwszym planie, ale też w tle. W jaki sposób przedstawiano pomieszczenia i dlaczego je malowano.
Do 18 stycznia przyszłego roku we wrocławskiej Krupa Art Foundation potrwa wystawa „Ciało. Rozkosz i ból”. Znalazły się na niej prace klasyczek współczesności: urodzonej w 1911 r. francusko-amerykańskiej rzeźbiarki Louise Bourgeois, Aliny Szapocznikow i Barbary Falender. Są na niej wreszcie prace urodzonej 1972 r. Chloe Piene, zafascynowanej twórczością swoich poprzedniczek. Artystki reprezentują różne pokolenia, ale wspólną fascynację cielesnością, seksualnością, pożądaniem oraz, z drugiej strony, chorobą, starzeniem i umieraniem.

Współczesna sztuka coraz częściej wkracza do galerii zajmujących się dotąd przede wszystkim sztuką dawną, w tym do rezydencji królewskich. W Zamku Królewskim na Wawelu jest obecna już od dłuższego czasu. Najpierw były to pojedyncze dzieła Mirosława Bałki, Marcina Maciejowskiego czy Kingi Nowak.
W pierwszej połowie tego roku oglądaliśmy wystawę obrazów Łukasza Stokłosy. A już 17 października wernisaż wystawy „Bez reguł. Abakany i arrasy w komnatach”. Monumentalne dzieła Magdaleny Abakanowicz zawisną w Sali Senatorskiej obok arrasów Zygmunta Augusta. Po raz pierwszy dzieła artystki zostaną skonfrontowane z dawnymi tkaninami, do których Abakanowicz się odwoływała.
Tego samego dnia publiczność będzie mogła zobaczyć inną wawelską wystawę: „A może coś innego? Współczesność na Wawelu”. Zostaną na niej pokazane – co zapewne wiele osób zaskoczy – dzieła współczesnego polskiego malarstwa z wawelskich zbiorów. Okazuje się, że zebrano już małą, ciekawą kolekcję obrazów m.in. Jerzego Nowosielskiego, Henryka Stażewskiego, Jonasza Sterna, ale także Edwarda Dwurnika i Marcina Maciejowskiego.
Co więcej, w zbiorach Zamku są bardzo ciekawe, a nieznane przykłady designu z czasów PRL-u, w tym meble wykonane w latach 60. według projektu Mariana Sigmunda. To nie koniec niespodzianek. W nowo zaaranżowanej wawelskiej Zbrojowni (zostanie udostępniona od 27 listopada br.) wśród historycznych obiektów zostanie umieszczona... zbroja-suknia firmowana przez Balenciagę.
Warszawski Zamek Królewski także skonfrontuje przeszłość ze współczesnością. 10 października zostanie otwarta ekspozycja „Niech nas widzą! Wizerunek, strój, ciało” (czynna do 8 lutego 2026). To bardzo obszerna wystawa – ok. 250 obiektów – opowiadająca o strojach, ich roli, funkcjach i symbolice, od XVI w. po współczesność. O tym, jak poprzez ubiór definiowano królewskość, rycerskość, męskość czy kobiecość i jak zmieniało się ich rozumienie. W jaki sposób poprzez stroje była i nadal jest określania tożsamość, status społeczny, gust i poglądy.
Bowiem, jak podkreślają twórcy wystawy, ubiór „potrafi mówić wprost, ale i zdradzać więcej, niż byśmy chcieli. Bywa zarówno narzędziem ucisku, jak i symbolem wyzwolenia”. Zestawiono tu zatem dzieła dawnych mistrzów z pracami współczesnych artystów i artystek, w tym Zofii Kulik i Karola Radziszewskiego, oraz kreacjami największych projektantów mody od Coco Chanel, Elsy Schiaparelli i Christiana Diora po Vivienne Westwood i Alexandra McQueena.
Obecność współczesnej sztuki w królewskich rezydencjach nie oznacza, że nie będzie ciekawych propozycji w galeriach. Przeciwnie – świetną okazją do spotkania ze współcześnie powstającą twórczością, a także z artystami i artystkami działającymi w II poł. XX w. będzie kolejna, XV edycja Warsaw Gallery Weekend (WGW), wydarzenie, które na stałe wpisało się w pejzaż kulturalny Warszawy, ale też stało się kluczowe na mapie życia artystycznego w naszym regionie. Przyciąga ono tłumy – w ubiegłym roku wystawy pokazane w jego ramach w ciągu 4 dni odwiedziło 15 tys. osób.
Tegoroczna edycja odbędzie się od 19 do 21 września i zaprezentują się na niej 24 galerie. To mniej niż w ostatnich latach, ale w tym roku powstał dodatkowy program, WGW+, w ramach którego będzie można obejrzeć kolejne 26 wystaw zorganizowanych m.in. przez instytucje niekomercyjne. Wszystkie one przygotowały specjalne, bardzo różne wystawy, z których część będzie można oglądać do listopada.
Przede wszystkim tegoroczne WGW stwarza jednak okazję do spotkania artystek i artystów tworzących po 1989 r., poczynając od Romana Stańczaka, jednego z kluczowych twórców w latach 90. ubiegłego roku i nie tak dawno przypomnianego – jego nowe prace pokaże Stereo.
Gunia Nowik Gallery zaprezentuje najnowsze obrazy Agaty Bogackiej. Dawid Radziszewski pokaże prace Aleksandry Waliszewskiej, artystki, która zajmuje szczególne miejsce w polskiej sztuce – funkcjonuje zarówno w tradycyjnym obiegu artystycznym, jak i poprzez książki, projekty ceramiki, a nawet tatuaży – w środowiskach bardzo od niego odległych. Z kolei Fundacja Galerii Foksal przedstawi obrazy Agaty Słowak, jednej z najciekawszych reprezentantek młodego malarstwa.

Do 1 lutego 2026 r. w Muzeum Sztuki w Łodzi można oglądać wystawę „W oku cyklonu. Modernizm w Ukrainie” opowiadającą o unikalnym okresie formowania się nowoczesnej sztuki w tym kraju w pierwszych dekadach XX w. Z kolei „Voices From Ukraine”, pokazywana równolegle w różnych odsłonach w trzech instytucjach – BWA w Zielonej Górze (do 26 września), lubelskiej Galerii Labirynt (od 23 września do 16 listopada) i BWA we Wrocławiu (od 26 września do 25 stycznia 2026) – opowiada o kryzysach współczesnego świata z perspektywy kraju, który broni się przed agresją.
Ukraińscy artyści i artystki mówią o zagrożeniach, jakie wojna stanowi dla demokracji, wolności, ale także środowiska naturalnego. Wreszcie, jak wpływa na codzienne życie, nie tylko tych, którzy jej doświadczają, ale też wszystkich żyjących w jej cieniu. To pierwsza w tej skali próba opowiedzenia w naszym kraju ukraińskiego doświadczenia.
Wreszcie 3 października w stołecznym Muzeum Sztuki Nowoczesnej rozpocznie się szósta edycja Kijowskiego Biennale, zatytułowana „Bliski Wschód, Daleki Zachód”. Uczestniczki i uczestnicy z różnych krajów, w tym Dana Kavelina, Hito Steyerl i Ali Cherri, pokazują, jak przemoc przeniknęła wszystkie sfery życia, prowadząc do degradacji spójności społecznej i solidarności.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















