Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sztuka ponad podziałami

Sztuka ponad podziałami

01.02.2011
Czyta się kilka minut
To we Wrocławiu jest najważniejszy w Polsce zbiór artystów lwowskich. Warto spojrzeć na ich prace raz jeszcze.
P

Pamięta się o Lwowie jako o mieście zabytków, muzeów i bibliotek, mieście nauki i ośrodku polskości. Jednak XX-wieczny Lwów jako ośrodek artystyczny nadal pozostaje na marginesie naszych zainteresowań. To łatwo wytłumaczyć. W czasach zaborów Kraków był centrum artystycznym Galicji. Znaczenie zachował i później, jednak w latach 20. prymat zdobyła Warszawa. Za sprawą Katarzyny Kobro i Władysława Strzemińskiego silnie zaistniała Łódź. Te ośrodki przyciągały uwagę artystów. A jednak warto pamiętać o Lwowie.

W 1929 r. powstała grupa "Artes", założona przez Jerzego Janischa, Mieczysława Wysockiego i Aleksandra Krzywobłockiego. Do nich dołączyli kolejni, m.in. Otto Hahn, Ludwik Lille, Aleksander Riemer, Margit Reich-Sielska i Roman Sielski, Marek Włodarski (Henryk Streng). "Artes" zbierał w dobie narastających podziałów politycznych i narodowościowych twórców o polskim, ukraińskim i żydowskim rodowodzie. Wielu z nich uczyło się w lwowskiej Szkole Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego, w pracowni Karola Sichulskiego, wybitnego przedstawiciela Młodej Polski. Następnie przeżyło epizod paryski, trafiając m.in. do pracowni Fernanda Légera (z kolei Lille podjął naukę w weimarskim Bauhausie). Znali nowe prądy w sztuce. Janisch wspominał swój pobyt w Paryżu: "Zbiegając rano po bułkę nie mogłem zaręczyć, czy nie wpadnie mi w oko (...) druciany kontur abstrakcji Kandinskiego, która zaskakiwała nowością (tuż obok wózka z bananami)". W pracach artesowców widoczne były rozmaite wpływy od malarstwa Légera, konstruktywizmu radzieckiego, po coraz bardziej modny surrealizm. I to właśnie ich okrzyknięto polskimi nadrealistami.

W tym określeniu jest trochę przesady. W swych pracach swobodnie zestawiali rozmaite postaci i przedmioty, budując zaskakujące zderzenia znaczeń. Wystarczy przywołać głośny obraz Janischa "Mona Lisa w sleepingu", w którym renesansowe arcydzieło umieścił w oknach mknącego w pejzażu pociągu. Trochę bezceremonialnie rzeczy wzniosłe mieszali z trywialnymi, chętnie też sięgali do tradycji galicyjskiej prowincji. Nie obce im było zainteresowanie poboczami sztuki - twórczością prymitywną, folklorem czy kiczem. Można poszukiwać tu pokrewieństw z francuskim artystami fascynującymi się wystawami sklepowymi czy popularnymi oleodrukami, ale artesowcy rozumieli nadrealizm na własny sposób. "Był uznawany u nas głównie jako typ poetyckiej metafory" - oświadczył nawet Włodarski. Surrealizm był dla nich bardziej metodą niż ideologią. Artesowcy zainteresowali się także fotografią eksperymentalną, w tym fotomontażem. Dziś prace Aleksandra Krzywobłockiego, który studiował u Henryka Mikolascha, twórcy tzw. lwowskiej szkoły fotografii, są uznawane za jedne z najważniejszych zjawisk polskiej sztuki w dwudziestoleciu międzywojennym.

"Artes" pozostał ruchem odrębnym, trochę lokalnym, a jednak ciekawym. Lwowscy artyści obok "Grupy Krakowskiej" pozostali wierni poszukiwaniom awangardowym, i to w czasach, gdy coraz większe znaczenie w młodym pokoleniu zdobywały z jednej strony tendencje klasycyzujące, a z drugiej koloryzm spod znaku kapistów i innych ugrupowań. W twórczości jej członków coraz silniej widoczne było zaangażowanie polityczne, tematyka społeczna i antymilitarystyczne wątki. Sama grupa dość szybko zaczęła się rozpadać. Ludwik Lille w 1937 r. wyjechał do Paryża, gdzie osiadł na stałe. Otto Hahn zginął w Lwowie w 1942 r., a Aleksander Riemer w 1943 r. w Auschwitz. Podczas wojny Margit Reich-Sielska i Marek Włodarski (wtedy porzuca nazwisko Streng) musieli się ukrywać. Ten ostatni po powstaniu warszawskim był więziony w Stutthofie. Po 1945 r. tylko Sielscy pozostają we Lwowie, Roman zresztą już przed wojną angażował się w tamtejszy ukraiński ruch artystyczny, m.in. w Zrzeszenie Niezależnych Artystów Ukraińskich ANUM. Podobnie jak Leopold Lewicki, inny wybitny twórca związany z przedwojenną awangardą, który został we Lwowie - próbowali wpisać się w wymogi nowego systemu, a jednocześnie zachować niezależność artystyczną. Z różnymi efektami. W 1947 r. Sielski zaczął nauczać w tamtejszym Instytucie Sztuki Użytkowej i Dekoracyjnej. Był cenionym profesorem, próbującym nie ograniczać się do obowiązującej doktryny. Malował, podobnie jak żona, drobne, bezpretensjonalne obrazy, z których wiele nadal można oglądać w domach lwowskiej inteligencji. Jednak ich twórczość stawała się coraz bardziej anachroniczna.

Marek Włodarski osiadł w Warszawie. Od 1947 r. uczy w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Był wśród założycieli Grupy Plastyków Nowoczesnych, brał udział w głośnej krakowskiej Wystawie Sztuki Nowoczesnej w 1948 r. W jego obrazach dominuje abstrakcja, ale z czasem coraz silniej powracają formy figuralne. Również Janisch trafia do Warszawy (mieszkał też w Lublinie i Wrocławiu). Natomiast Aleksander Krzywobłocki osiada we Wrocławiu. W 1948 r. wystawił nowe fotomontaże we Wrocławskim Towarzystwie Fotograficznym kontynuującym tradycje lwowskiego towarzystwa. Jednak fotografia pozostaje na uboczu jego zainteresowań. Przez wiele lat jest konserwatorem zabytków. We Wrocławiu zamieszkała także inna uczennica Mikolascha - Janina Mierzecka, ceniona autorka portretów i pejzaży. Pracowała w Muzeum Śląskim (dziś Narodowym), przyczyniła się do stworzenia działu fotografii, jednego z najważniejszych w Polsce.

To dzięki temu muzeum twórczość artesowców zaczyna być przypominana. Kolejne wystawy i wydana w 1975 r. książka Piotra Łukaszewicza sprawiły, że dostrzeżono ich znaczenie. To we Wrocławiu jest najważniejszy w Polsce zbiór artystów lwowskich. Warto spojrzeć na ich prace raz jeszcze dziś, gdy przy okazji twórczości młodych i coraz bardziej znanych artystów: Tymka Borowskiego, Tomasza Kowalskiego czy Jakuba Juliana Ziółkowskiego - zaczyna się mówić o kolejnym polskim nadrealizmie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]