Szczepienia przeciw HPV idą żółwim tempem. Systemowa bezradność państwa

Nad szczepieniami przeciw HPV, które chronią przed całą gamą nowotworów, wydaje się wisieć fatum.
Czyta się kilka minut
Utrecht Robin/ABACA/Abaca/East News
Utrecht Robin/ABACA/Abaca/East News

Szczepienie przeciw HPV w szkołach miało przyspieszyć proces

Zaszczepionych dzieci i nastolatków nie przybywa – w każdym razie nie tak szybko, jak można byłoby sobie życzyć. Przypomnijmy: od 1 czerwca ubiegłego roku, po kilkunastu latach zwłoki, w Polsce zaczął działać program szczepień przeciw HPV (wirusowi brodawczaka ludzkiego, zakażenie którym może skutkować jedną z długiej listy chorób nowotworowych, w tym rakiem szyjki macicy).

Od 1 września szczepienia przeciw HPV weszły – na podstawie porozumienia między ministerstwami zdrowia i edukacji – do szkół. To miał być booster przyspieszający cały proces. Bo nie ma co ukrywać, przyspieszenie jest niezbędne.

Liczba zaszczepionych przeciw HPV daleka od założonego celu

Według danych Centrum e-Zdrowia w rocznikach 2010-2011, które zostały w czerwcu 2023 roku objęte programem, zaszczepiło się do tej pory nieco ponad 20 proc. z każdego rocznika. Mało, biorąc pod uwagę, że założony w Narodowej Strategii Onkologicznej cel mówi o zaszczepieniu 60 proc. populacji nastolatków. Mało, patrząc na dane z krajów Europy Zachodniej, gdzie zaszczepionych jest 70-80 proc. (a niekiedy więcej) dzieci i młodzieży, dzięki czemu w wieku krajach rak szyjki macicy praktycznie został wyeliminowany.

Z drugiej strony, całkiem sporo, gdy spojrzeć na inne dane, prezentowane przez CeZ. Gdy wziąć pod lupę całą populację, która ma dostęp do bezpłatnej szczepionki albo w programie powszechnym, albo w refundacji aptecznej (roczniki 2006-2015), okazuje się, że poziom zaszczepienia oscyluje wokół 8 proc. (choć, jak podkreślają eksperci, tak naprawdę może być wyższy, bo starsze roczniki korzystały z programów szczepień prowadzonych przez samorządy gminne, a kłopot jest „tylko” taki, że nie mamy żadnych informacji, kto z tego szczepienia skorzystał, więc możemy tylko zaznaczać, że dane, jakimi dysponujemy, są niepełne).

Problemy organizacyjne i bojkoty

Dane są niekompletne, natomiast tylko w ciągu ostatnich trzech tygodni, uczestnicząc w maratonie jesiennych konferencji branżowych, usłyszałam – w kontekście szczepień przeciw HPV – m.in. o:

- bojkocie programu ze strony szkół katolickich.

- chaosie organizacyjnym: szczepienia w szkołach najczęściej oznaczają szczepienia realizowane w wybranych przez dyrekcje szkół poradniach POZ (rodzice otrzymują informację, gdzie i o której mają się stawić z dzieckiem na szczepienie, co więcej – w niektórych miastach poradnie POZ przestały przyjmować dzieci „z zewnątrz” i szczepią ewentualnie tylko te, które są do poradni zapisane).

- nadzwyczajnej aktywności antyszczepionkowców, którzy „wyczuli krew” i dosłownie rzucili się na rodziców, by zniechęcić ich do decyzji o szczepieniu dziecka.

Antyszczepionkowcy zastraszają dyrektorów

Ta ostatnia kwestia wysuwa się zresztą na plan pierwszy. Eksperci przyznają, że aktywność antyszczepionkowców staje się coraz większym problemem. Już pod koniec wakacji do rodziców – różnymi kanałami – zaczęły docierać wzory oświadczeń dotyczących odmowy zgody na szczepienie dziecka (a nawet – na objęcie go jakąkolwiek szkolną profilaktyką). W pierwszych tygodniach roku szkolnego aktywiści rozdawali pod wieloma szkołami swoje materiały „edukacyjne”.

Pojawiają się teraz informacje, że pod wpływem działaczy antyszczepionkowych rady rodziców w niektórych (pojedynczych, na szczęście) szkołach nie wyraziły zgody na to, by szkoła zaangażowała się w program szczepień. Członkowie ministerialnego zespołu ds. szczepień ochronnych przyznają w nieoficjalnych rozmowach, że mają sygnały o zastraszaniu dyrektorów szkół, którzy chcą organizować szczepienia – antyszczepionkowcy posługują się swoją znaną metodą, czyli przesyłają pisma, żądając - na przykład – podpisu pod oświadczeniem, że dyrektor bierze pełną odpowiedzialność za ewentualne komplikacje, które wystąpią po szczepieniu.

Państwo dało się zaskoczyć

Problemem jest zdolność antycypacji. Szczepienia przeciw HPV nie od dziś koncentrują uwagę ruchów antyszczepionkowych, które mnożą rzekome dowody na ich szkodliwość dla nastolatków. Fakt, że państwo polskie dało się (znów) zaskoczyć, nie daje powodów do optymizmu. Program, który miał ruszyć pełną parą, znów buksuje.

Dowodzą tego liczby. Szczepienia w rocznikach 2010-2011 wyhamowały: od 1 września do 20 października zaszczepiło się odpowiednio nieco ponad 1 i 2,8 proc. nastolatków, podczas gdy w rocznikach 2012-2013 było to odpowiednio 4,8 i 3,4 proc. W rocznikach 2014-2015 (jedna ze zmian dotyczy obniżenia granicy wieku do 9 lat) zainteresowanie szczepieniami jest mniejsze. Eksperci nie ukrywają, że priorytetem powinno być jak najszersze zaszczepienie najstarszych uczestniczących w programie, nastolatków, które lada moment z niego „wypadną”, ci najmłodsi mają przed sobą jeszcze kilka lat.

Choć, tak naprawdę, nie ma powodów, by z decyzją o szczepieniu – czyli zapewnieniu dziecku ochrony przed całym spektrum nowotworów – zwlekać. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”