Latem każdego roku, już od ośmiu lat, firmy farmaceutyczne publikują raport na temat środków, jakie przekazały w poprzednim roku osobom fizycznym oraz podmiotom – prywatnym i publicznym – działającym w systemie ochrony zdrowia lub z nim współpracującym. W pierwszych latach funkcjonowania ów „rejestr korzyści” budził sporo emocji, potem emocje wygasły. Również dlatego, że nie było czym się emocjonować.
Jak czytać „rejestr korzyści”?
Wszyscy, którzy zajmują się ochroną zdrowia, doskonale wiedzieli (od początku), po co powstał rejestr i jak należy czytać przekazywane w nim informacje. Rejestr powstał po to, by przeciąć spekulacje na temat kwot i zasadności transferów.
Na liście beneficjentów są m.in. szpitale, wydawnictwa medyczne, fundacje, towarzystwa i stowarzyszenia – organizacje zrzeszające profesjonalistów medycznych, ale i pacjentów. Firmy farmaceutyczne, zgadzając się np. na przyjęcie tytułu partnera kongresu, przekazują organizatorom uzgodnioną kwotę, którą następnie umieszczają w raporcie. Lekarze z kolei najczęściej otrzymują środki z tytułu zwrotu kosztów uczestnictwa w kongresach i konferencjach medycznych.
Oczywiście to tylko niektóre możliwości. Firmy farmaceutyczne – wydawałoby się, że nikomu nie trzeba tego tłumaczyć – prowadzą komercyjne badania kliniczne. Komercyjne, czyli płatne. Płacą podmiotom leczniczym i lekarzom za pracę związaną z tymi badaniami. W ostatnich dwóch, trzech latach często przywoływano, jako świadectwo sukcesu powołanej przez poprzedni rząd Agencji Badań Medycznych, gwałtowny rozwój rynku badań klinicznych w Polsce, nie tylko w segmencie finansowanym z pieniędzy publicznych, ale też – komercyjnym.
Wyniki badań klinicznych są prezentowane w czasopismach medycznych (wydają je komercyjne firmy, wydawnictwa po prostu) i podczas konferencji oraz kongresów. Również – a może przede wszystkim – międzynarodowych, tak jak międzynarodowy charakter mają z jednej strony koncerny farmaceutyczne, z drugiej – zdrowie i choroby. Można się oczywiście zżymać, że wielkie kongresy kardiologiczne czy onkologiczne organizowane są np. w Barcelonie czy Los Angeles, zamiast w przysłowiowym Pcimiu Dolnym.
Medycyna i koncerny farmaceutyczne
Dla przeciętnego Polaka może to być zaskoczeniem, ale między medycyną a przemysłem farmaceutycznym istnieje symbioza. Żyjemy coraz dłużej i nie umieramy na choroby, które były śmiertelne jeszcze kilkanaście lat temu, również (choć nie tylko) dlatego, że przemysł farmaceutyczny poszerza swoje portfolio leków. Pojawiają się opcje terapeutyczne, które sprawiają, że nawet takie choroby jak rdzeniowy zanik mięśni (SMA), które w najcięższych postaciach były po prostu wyrokiem śmierci, mogą być teraz leczone przez dekady, a chorzy – oczywiście ci, którzy leczenie otrzymają wystarczająco wcześnie – mogą cieszyć się życiem tak, jakby tej choroby nie było.
Sukcesy medycyny są wynikiem prac przemysłu farmaceutycznego. I odwrotnie – wyniki prac prowadzonych przez zespoły lekarzy (czy też raczej szerzej, zespoły medyczne) dają ważny impuls do badań nad nowymi lekami.
Transparentność współpracy farmacji z medycyną
To, czego odbiorca informacji nie musi wiedzieć, powinni wiedzieć ci, którzy te informacje tworzą. Pracownicy mediów, dziennikarze. Dziś, gdy część mediów próbuje szukać sensacji w najnowszym raporcie opublikowanym przez organizację zrzeszającą firmy farmaceutyczne, warto przypomnieć: jawność i transparentność chronią wszystkich przed nielegalnymi praktykami. Firmy publikują informacje o przekazanych kwotach, a lekarze, przygotowując np. wykłady lub pisząc artykuły, za każdym razem odnotowują, czy otrzymali od producenta leku lub wyrobu medycznego etc. wynagrodzenie lub inną formę finansowania.
Zaatakowany w jednej z publikacji dr Paweł Grzesiowski, powołany niedawno Główny Inspektor Sanitarny, znalazł się na liście, bo otrzymał w poprzednich latach pieniądze od firm produkujących szczepionki, co jednak nie powinno dziwić, bo lekarz ten zajmuje się właśnie szczepieniami ochronnymi i wokół tego koncentruje się jego praca, również naukowa.
Nie da się tu abstrahować, zwłaszcza w kontekście ataków personalnych, od ewangelicznego „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Media, których tytułów nie warto wymieniać, powinny – zanim rzucą oskarżeniem – zacząć od opublikowania informacji o transferach finansowych, jakie otrzymały w poprzednich ośmiu latach z instytucji publicznych i spółek Skarbu Państwa. To dopiero byłaby interesująca lektura: dowiedzieć się, ile środków popłynęło z Funduszu Sprawiedliwości, Lasów Państwowych czy Orlenu. I – przede wszystkim – za co.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















